Humor

Zagłada Jedi. Nowe spojrzenie.


Yoda obrócił się na swoim krzesełku repulsorowym raz, potem drugi i trzeci. Żeby zbytnio nie zakręciło mu się w jego zielonym, mądrym łebku, obrócił się ponownie w przeciwną stronę. Mistrz nie dostrzegł młodego Anakina Skywalkera, który przystanął za filarem nieopodal.

Zmierzch zapadał nad Wiecznym Miastem, Sercem Galaktyki, Coruscant. Tutaj, wysoko nad powierzchnią planety było pięknie. Po prostu pięknie. Żadne inne słowo nie mogło oddać tego, jak wyglądał zachód słońca nad stolicą Republiki. Ruch powietrzny nie zamierał ani na chwilę, a drogi po których poruszały się pojazdy grawitacyjne, zaczynały przypominać rzeki światła, jakimi staną się po zmierzchu. Na całej planecie obowiązywało przyciemnienie oświetlenia we wszystkich budynkach. Gdyby miasto świeciło pełną mocą świateł, nie byłoby wcale nocnych ciemności. Wiał lekki wietrzyk. Nieopodal Świątyni Jedi jakiś statek wzbijał się w niebo, aby po chwili dołączyć do płynących drogą powietrzną śmigaczy. Obi-Wan stał na jednym z wielu balkonów Świątyni i wpatrywał się w życie miasta. Resztki tarczy słonecznej odbijały się w jednym z dalekich budynków naprzeciwko. Obi-wan westchnął po czym przeczesał bujną, siwiejącą już gdzie niegdzie czuprynę. Na kołnierz jego płaszcza spadło kilka ziarenek łupieżu. Mistrz tego nie zauważył. Pogrążony był w myślach. Wojska Republiki zajęły kolejną z planet systemu Angus, ale zwycięstwo nie dało siłom senatu wiele. Ta wojna zaczynała przypominać przepychankę – Jeden system dla was, dwa dla nas; dwa systemy dla was, jeden dla nas...

Mace Windu zszedł na dół do sali umieszczonej w jednym z minaretów świątyni. Młodzi padawani już czekali na zajęcia. Była to nowa, najmłodsza grupa, czteroletnie dzieci. Dziś po raz pierwszy miały wziąć do ręki miecz świetlny i zacząć trening. Miecze do terningu dla nich miały osłabione ogniwa energetyczne, toteż dotknięcie nim skóry skutkowało lekkim oparzeniem. Gdyby tej broni nie osłabić, większość rycerzy Jedi nie miałaby kończyn, a może i głów. Dzieci spojrzały na wchodzącego Mistrza. Mace uśmiechnął się do nich.
- Witajcie młodzi padawani! Gotowi do treningu? Wyciągnijcie kredki...
Dzieci spojrzały po sobie, ale posłusznie wyjęły kredki, ponieważ do wyposażenia każdego młodego padawana należały kredki, a także flamastry, gumki myszki i scyzoryki szwajcar... koreliańskie.
Mace rozdał wszystkim białe kartki papieru.
- Teraz namalujcie Moc. – Mistrz Jedi zadawszy dzieciom pracę, wyszedł z sali.
Dzieci grzecznie rozsiadły się na podłodze, niektóre nawet położyły się na brzuchach, aby mieć noski bliżej kartek. Wiele z nich, malując w skupieniu, powystawiało języki. Po około 20 minutach wrócił Mace. Drzwi z cichym syknięciem zamknęły się za nim. Dzieci grzecznie ustawiły się pod ścianą.
- To jak? Gotowe? – Mace z uśmiechem począł zbierać kartki.
Kilka rysunków zwróciło jego uwagę. Na jednym widoczne było coś, jakby pajączek, i podpis krzywymi literami MIDIHROLAN. Na innym był narysowany miecz świetlny, ale jeden zwrócił szczegolną uwagę Mace’a. Kartka była całkowicie zakreskowana na czarno. Mace podrapał się po łysej głowie i zamyślił się lekko. Nagle, przypomniawszy sobie, że dzieci cały czas tu są, otrząsnął się i rozkazał:
- Do swoich kwater!
Dzieci posłusznie wyszły. Dwóch niskich blondynków, ostatnich w szeregu spojrzało po sobie. Byli dość podobni do siebie. Może bracia? W zakonie nie miało to znaczenia. Jeden powiedział do drugiego:
- No i widzisz? Dupa! Nie było walki na miecze!
Drugi tylko pokiwał głową. Mace usłyszał stwierdzenie chłopca i skoczył na równe nogi. Zanim drzwi z sykiem zamknęły się za grupką dzieci, Mace krzyknął:
- Minus 20 punktów dla klanu niedźwiedzi za złe słownictwo!

Zebranie rady Jedi przebiegało tak jak zazwyczaj w tych trudnych czasach. W okrągłej sali zebrań rady wiele miejsc zajmowały hologramy. Zbyt wiele... Podsumowanie toczonych działań zbrojnych zajęło około trzech godzin. Kiedy Ki Adi Mundi zakończył swoje sprawozdanie, wydawało się, że posiedzenie dobiegło końca. W tym momencie Mace Windu wyjął ze schowka przy pasie kartkę zakreskowaną na czarno i pokazał zgromadzonym.
- To narysował jeden z najmłodszej grupy. – Windu podał rysunek siedzącemu obok Mistrzowi. Yoda, widoczny jako hologram zamyślił się.
- Złe nastały czasy dla młodzików teraz... – Lewe ucho Yody nieco opadło. – Porozmawiać z nimi trzeba... Po powrocie ja zajmę się tym. Dobry kontakt z młodzieżą mam... Teraz wojnę na karku mamy.
Mace zgodził się skinieniem głowy.
- A zatem kończę zebranie. Niech Moc będzie z Wami!
Mistrzowie rozeszli się do swoich zajęć.

***

Anakin Skywalker wszedł do holu gabinetu Kanclerza. Odziany w czerwień strażnik nie zatrzymywał go. Wszędzie wokół otoczyła go purpura i rzucający się w oczy przepych. Te małe drobiazgi, wazy, figurki czy obrazy, które zdobiły gabinet kanclerza, zmieniły tę kwaterę w prawdziwą komnatę. Zauważało się to wszystko dopiero po chwili obecności w środku.
Drzwi rozsunęły się przed Skywalkerem. Palpatine siedział, niemal jak zwykle, przy swoim biurku. W tle wielkie, transpastalowe okno pokazywało wspaniałą panoramę Coruscant z rotundą senatu na pierwszym planie. Coś wspaniałego. Ten widok zawsze zapierał dech w piersiach młodego Rycerza Jedi. Kanclerz nacisnął kilka guzików i obrazy holograficzne przed nim znikły.
- A! Anakin! Witaj! Co Cię do mnie sprowadza? – Palpatine przywitał Rycerza ze szczerym uśmiechem. Kanclerz potarł czoło i odgarnął kosmyk siwych włosów, który zburzył jego fryzurę.
Anakin stał przez chwilę nie wiedząc co powiedzieć. Spuścił oczy, szukając odpowiednich słów. Pionowa blizna przecinająca jego prawą brew stała się nieco wyraźniejsza w tym świetle.
- Czy coś się stało? – Palpatine już wiedział, że coś jest nie tak. On zawsze wiedział... – Czy Jedi kazali zrobić Ci coś, co uważasz... za niemoralne?
- Kanclerzu.... coś jest nie tak z zakonem. – Anakin nie wiedział jak ma podzielić się swoimi obawami z Palpatinem.
Kanclerz wstał i podszedł do Rycerza. Spojrzał mu w oczy z troską.
- Zakon nie jest już taki, jak był kiedyś. Yoda wygłupia się na swoim fotelu repulsorowym. Mace zamiast uczyć młodzików fechtunku w tych trudnych czasach każe im rysować dziwne rzeczy, a łupież Obi-wana... – chłopak wyrzucił z siebie to wszystko i łzy same napłynęły mu do oczu. Był potężnym Jedi, a przed Kanclerzem płakał jak dziecko... Palpatine położył mu ręce na ramionach.
- Wiele rzeczy się zmieni. Wiem, że Jedi planują przejąć władzę i przygotowali zamach na moje życie... Jak sam zauważyłeś, zakon nie jest taki jak dawniej. Musimy ratować Demokrację. Wyjawię ci mój plan. Musimy zniszczyć zakon Jedi, zanim on zniszczy Republikę…

***

Kiedy Lord Vader, jeszcze do niedawna Anakin Skywalker, wyszedł z gabinetu Imperatora wiedział już co ma robić. Ma ratować swoje nowe Imperium. Wiedział, że tylko odpowiedni poziom Ciemnej Strony Mocy pozwoli mu ustrzec się przed śmiesznością taką jak Windu, Yoda czy Kenobi... Razem z Palpatinem będą mogli temu zaradzić. Już nigdy nie będzie pośmiewiskiem...

Imperator wciągnął kaptur na głowę aby choć trochę zasłonić zdeformowaną twarz. Ciemna Strona mocy wypłynęła z niego i zniszczyła twarz. Pojawiło się jego prawdziwe oblicze… Usiadł przy swoim biurku. Tym samym, które zajmował jeszcze przed chwilą jako Kanclerz. Teraz był Imperatorem. Nacisnął kilka guzików na pulpicie. Natychmiast pojawił się kilkucentymetrowej wysokości hologram przedstawiający żołnierza – klona.
- Słucham? Jakie rozkazy? – miniaturowy hologram klona zasalutował szybko.
- Egzekutnąć odór.... egzekutować.... no kurde! Wykonać rozkaz 66. – Imperator zaśmiał się do siebie wypowiedziawszy te słowa.
Hologram podrapał się w hełm, zasalutował i zniknął. Palpatine rozparł się w swoim fotelu i jeszcze szerzej się uśmiechnął. Wydłubał kulkę woskowiny z ucha, przyglądał się jej przez chwilę, poczym umieścił ją tam, skąd ją wydobył.
- Każdy ma jakieś wady... No, prawie każdy - powiedział cicho i uśmiechnął się do siebie, jako nowy władca galaktyki...

Koniec

Piotr Wasiak
Styczeń 2006


Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 5,17
Liczba: 23

Użytkownik Ocena Data
Darth Sidious 10 2008-04-06 21:58:40
Mastergrader 9 2010-07-25 21:42:01
Lorn 9 2006-07-05 19:46:57
X-Yuri 9 2006-07-05 19:44:04
Asturas 8 2006-07-05 21:01:22
Testar 7 2010-06-11 14:37:29
Louie 7 2006-07-06 08:56:49
Immo 6 2006-08-08 23:21:18
DARTH PAFCIO 6 2006-07-06 22:21:08
Mroczna Elfka 6 2006-07-05 22:03:54
the chosen one 5 2007-11-11 20:04:35
Carth Onasi 5 2006-07-28 18:45:29
Martinus 5 2006-07-07 00:02:55
hAKE5 4 2008-01-23 14:36:57
ooryl 4 2006-07-05 23:26:27
Pio 4 2006-07-05 21:36:32
Włóczykij 3 2006-09-04 13:29:54
Nadiru Radena 3 2006-07-06 07:38:31
Mefisto 3 2006-07-06 00:56:06
Gemini 3 2006-07-05 20:25:28
DarkLordExarKun 1 2006-08-22 20:23:12
Pajter94 1 2006-08-10 10:12:56
Adaxer 1 2006-07-31 18:56:23

Tagi: Epizod III: Zemsta Sithów (46) Fanfik / opowiadanie (254) Parodia (20)

Komentarze (16)

Uśmiałam się w niekturych momentach. 7/10

Gemini>
Oparzenie nie oznacza tu blizny, tylko tak zwany "ognisty pocałunek". Efekt podobny do niego osiągnąć można tu, na Ziemi, wsadzając do wrzątku łyżkę na kilka sekund, następnie susząc ją ręcznikiem i przykładając do ręki na sekundę.
Zostanie Ci po takim czymś blizna?
"Ognisty pocałunek" ma dać do zrozumienia padawanom, że miecz to nie zabawka i przestrzec przed konsekwencjami niewłaściwego jego użytkowania, a nie wywołać odrazę i blokadę psychiczną na całe życie. To tyle, jeśli chodzi o szczegóły techniczno - psychologiczne.

A tekst? Całkiem fajny, ale od momentu, gdy pojawia się Anakin, już mniej.

nieśmieszne ;/

Gemini<--- daj se siana, to przecie parodia była...

świetne, może troche mało smiechu ale za to w jakim stylu, po nocach bedzie mi się śnic te egzekutnąc odór :D, tylko szkoda że nie jest dłuższe

Takie średnie. Nie zachwyca, ale nie odpycha :)
Ale za to niezły styl pisania i kilka śmiesznych fragmentów jak łupież, czy egzekutnąć odór :)
6/10

Początek dobry, reszta gorsza...
6/10

Do momentu w któym na scenę wkracza Anakin, jest bardzo nieźle - wydawało mi się, że opowiadanko ma spory potencjał. A potem, nie przymierzając, klops.
Na siłę to.

no i łupież Kenobiego :D
Takie sobie .. daje 7/10 :)

bardzo takie sobie, tym bardziej biorąc pod uwagę autora :/

za mało humoru...

Ale się uśmiałem. Dobre, dobre. Końcówka genialna, "egzekutnąć odór" :P
8/10, bo odniosłem wrażenie, że pisane w pośpiechu :)

Czerze mówiąc słabe !! Nawet jeśli traktowac to z przymróżeniem oka. Wątpliwe by 4 latki ćwivczyły z mieczem. Najpierw ćwićzy się koncentrację itd a miecz jest na końcu tej ścieżki. Zresztą musiałby by zupełnie nieszkodliwy. Wiadomo że dzieciaki mając coś takiego, nowego w ręku chciałby się szturchnąć , zamarkować sztych i co oparzenie !! U 4 latka. Bacta jest droga i głupio jej używać do leczenie takich małych oparzeń. A zresztą po oparzeniu żadne dziecko nie wzięłoby miecza do ręki. No i szkolenie ich przez Mace Windu ???? Zupełnie jakoś tego nie widzę. Owszem mógłby przyjśc "na zastępstwo" czy lekcję pokazową ale na stałe ?? Do takich maluchów trzeba mieć podejście , a siłą rzeczy Mace nie ma czasu na te sprawy. Poza tym jakoś w tym wszystkim nie widzę sceny Anakina i Palpataina. Nie rzeczywista. No i tylko reakcja Kanclerza może być prawdopodobna. A plus za opis zachodu na Coruscant.

fajne, powalił mnie Mace z poleceniem rysowania Mocy i tekścik Padawana:)
Szkoda tlyko ze nie dłuższe:P

Dobre !, w reszcie cos humorystycznego na bastionie :]
- No i widzisz? Dupa! Nie bedzie oceny 10, stawiam 9 zeby miec ten punkcik zapasu na cos badz co badz powaznego :]

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.