Spis newsów (Dave Filoni)

Mandaloriańskie ploteczki

8

Zaczynamy od Dave’a Filoniego i Pedro Pascala. Aktor, który gra główną rolę w serialu „The Mandalorian” udostępnił na swoim Instagramie szkice zrobione przez Dave’a. Oczywiście przedstawiające Mandalorianina.



Ciekawsze jednak oczywiście są plotki. MakingStarWars ogłosiło, że wiedzą, kogo zagra Nick Nolte. Jeśli ich informacje są prawdziwe, to wygląda na to, że nie zobaczymy go na ekranie. Jedynie usłyszymy. Nolte podobno będzie podkładał głos pod ugnaughta. Widzieliśmy ich w Mieście w Chmurach w „Imperium kontratakuje”. Bohater Nicka nie będzie generowany komputerowo (jak było z Rio i Jonem Favreau w „Hanie Solo”). Raczej będzie to maska animatroniczna, którą będzie nosić na sobie jakaś niewielka kobieta. Nolte pod koniec podłoży tylko głos. Za maskę odpowiada zespół Stana Winstona. Co ciekawsze, wygląda na to, że Nick Nolte nawet nie pojawi się na planie.

Inne ciekawe plotki mówią o pojawieniu się w serialu różnych łowców nagród. Część z nich znamy z ekranu. Podobno widziano tam na planie IG-88. Co ciekawe, droid ten je związany z grupą zwaną Droid Gotra, czyli kilkoma droidami będącymi łowcami nagród. Grupa ta była wspomniana w powieści Jamesa Luceno - Tarkin czy w komiksach o doktor Aphrze, teraz może się pojawić w serialu. Inny łowca nagród to trandoshanin, prawdopodobnie Bossk (choć to nie jest potwierdzone, zresztą analogicznie jest IG, może tylko inny droid, który tak samo wygląda).

Tymczasem w nawiązaniu do newsa o powiązaniu z Rebeliantami. Aktorka Tiya Sircar, która podkłada głos pod Sabine Wren, przyznała, że nie dość, że nie ma nic przeciwko, aby Sabine pojawiła się w „The Mandalorian”, to chętnie ponownie wcieliłaby się w tę rolę. Ciekawe, czy chodziło jej jedynie o głos?

Obsada „The Mandalorian”

oficjalna
35

Lucasfilm już oficjalnie ogłosił obsadę serialu „The Mandalorian”. Jest to pierwszy serial aktorski z uniwersum „Gwiezdnych Wojen”. Będzie dostępny tylko i wyłącznie na platformie streamingowej Disney+, która rozpocznie swoją działalność w drugiej połowie 2019.

Pedro Pascal („Narcos”, „Gra o tron”) zagra rolę Mandalorianina, samotnego rewolwerowca na obrzeżach galaktyki. Partnerować mu będą: Gina Carano („Deadpool”), Giancarlo Esposito („Breaking Bad”), Emily Swallow (“Supernatural”), Carl Weathers (“Predator”), Omid Abtahi (“Amerykańscy bogowie”), Werner Herzog oraz Nick Nolte.

Jon Favreau, producent wykonawczy i showrunner serialu twierdzi, że pracując na planie z tą niesamowicie utalentowaną grupą ludzi doskonale spędza czas i jest bardzo podekscytowanym by zobaczyć, co z tego wyjdzie.

Dave Filoni jest drugim producentem serialu, a także wyreżyseruje pierwszy odcinek. Producentami są także Kathleen Kennedy i Colin Wilson. Reżyserami odcinków są: Deborah Chow, Rick Famuyiwa, Bryce Dallas Howard i Taika Waititi.

Temat na forum

„Ruch Oporu” 1x09 w Polsce i #10 w USA

Różne
6

W ten weekend czekają nas kolejne odcinki serialu „Ruch Oporu”. W Polsce zadebiutuje „The Platform Classic” w sobotę o godzinie 9:29. Powtórki o 17:00 i w niedzielę o 7:00 i 22:00.

Nadchodzący wyścig staje się dla Yeagera okazją do ponownego spotkania się z dawno niewidzianym bratem Marcusem, który musi spłacić dług wobec organizacji przestępczej.



W Stanach w niedzielę będzie miał swą premierę odcinek „Secrets and Holograms”. Poniżej fragment, a obrazki można zobaczyć na Jedi News.

Zdeterminowany odkryć prawdę o kapitanie Dozie, Kaz wyrusza na przygodę wraz z Torrą, by dowiedzieć się o wieży więcej, niż się oboje spodziewali.



Przed nami także kolejna „Bucket's List”, czyli spis niektórych ciekawostek z poprzedniego odcinka. Są one również dostępne w naszych przewodnikach po epizodach.


Bucket's List: "The Platform Classic" - Star Wars Resistance on Disney Video


W „Resistance Rewind” możemy posłuchać o statkach. Filoni bardzo się nimi interesuje, a serial, zwłaszcza w stylu anime, dał mu możliwość pokazania różnych okrętów. Każdy z nich jest unikalny i odzwierciedla styl pilota.



Zapraszamy do dyskusji na forum o „The Platform Classic” i „Secrets and Holograms”.

Plotki i przecieki z planu „The Mandalorian”

MakingStarWars
7

Dzisiaj mamy dla Was zbiór plotek i przecieków z planu „The Mandalorian” z ostatnich dni. Pierwsza z nich dotyczy nowej osoby w obsadzie serialu. Wg portalu MakingStarWars kolejnym aktorem, który znalazł się na planie jest Carl Weathers. Aktor znany jest m.in. z ról w serii filmów o Rockym (gdzie grał Apollo Creeda) czy z „Predatora”.



W sieci pojawił się również filmik z planu, na którym widzimy nagrywanie jednej ze scen. Na planie dostrzec można Jona Favreau, Dave'a Filoniego i Taika Waititi.



Tymczasem w innym miejscu na lokacji w Kalifornii budowany jest tunel oraz dostrzec można barkę powietrzną.

Nowe zdjęcia i kolejne plotki obsadowe

9

Wygląda na to, że kolejną osobą, która dołączyła do obsady „The Mandalorian” jest Gina Carano. Oczywiście na razie nic nie wiadomo, kogo miała by grać. Jej angaż potwierdzają dwa źródła – The Warp i The Hollywood Reporter.



Gina jest przede wszystkim amerykańską pionierką sztuk walk MMA. Jako aktorka wystąpiła między innymi w filmach: „Szybcy i wściekli 6” (Ripley), czy „Deadpoolu” (Angel Dust), „Człowiek mafii”, „Kickboxer: Vengeance”, „Ocalenie” czy „Ścigana” (wystąpił tam Ewan McGregor).

Główną rolę w serialu najprawdopodobniej zagra Pedro Pascal (więcej).

Tymczasem na zdjęciach z Making Star Wars można dostrzec w tle kilka rzeczy. Po pierwsze szturmowcy śmierci (Deathtroopers), którzy towarzyszyli Orsonowi Krennicowi w „Łotrze 1”. Co prawda nie widzimy ich hełmów, ale ktoś w czarnej zbroi pojawił się na planie. Nawiązanie? Zobaczymy. Na innym zdjęciu widać też Jona Favreau i może Dave’a Filoniego (tak sugerują niektórzy komentujący). Na planie też coś się dzieje. Czyżby mieli zacząć w końcu zdjęcia z aktorami?



Serial pojawi się w przyszłym roku na Disney+.

Pedro Pascal zagra główną rolę?

47

Wygląda na to, że Pedro Pascal jednak zagra główną rolę w serialu „The Mandalorian”. Po raz pierwszy pisaliśmy o tym na początku października, potem informację tę zdementowano. Teraz jednak Variety donosi, że Pascal oficjalnie dostał ofertę zagrania w serialu i obecnie trwają negocjacje. Zatem miejmy nadzieję, że na oficjalne wieści co do obsady nie będzie trzeba już długo czekać.

Pascal zasłynął brawurową rolą księcia Oberyna w „Grze o tron”. Widzowie kojarzą go także jako Javiera Penę z serialu „Narcos”. Pojawił się także w kilku filmach między innymi: „Kingsman: Złoty krąg”, „Bez litości 2”, „Władca umysłów”. W dalszej kolejce są „If Beale Steet Could Talk”, „Wonder Woman 1984” oraz netflixowy „Triple Frontier”.

Ponownie wraca też plotka o zaangażowaniu w serialu Carla Weathersa, o czym pisaliśmy tutaj. Tym razem żadnych nowych szczegółów nie podano.

„The Mandalorian” pojawi się w przyszłym roku na platformie streamingowej – Disney+. Za serial odpowiad Jon Favreau. Reżyserem pierwszego odcinka ma być Dave Filoni.

Niezależnie będzie powstawał serial o Cassianie Andorze, o którym pisaliśmy tutaj.

„The Mandalorian”: Speeder z „Wojen klonów”?

17

Na planie serialu aktorskiego „The Mandalorian” ostatnio niewiele się chyba działo. Przynajmniej szpiedzy z MakingStarWars dawno nic nie wyłapali. Teraz udało im się nadrobić. Otóż zauważyli oni coś, co przypomina speeder. Pracownicy Lucasfilmu starali się to zamaskować, ale nie udało się zbytnio.

Co więcej, fani skojarzyli ten pojazd ze znanym im już speederem, który pojawił się w „Wojnach klonów”, dokładniej w odcinku The Lawless. Podobieństwo, czy celowe nawiązanie? Przypominamy, że Dave Filoni bierze udział w powstawaniu serialu, wyreżyseruje także pierwszy odcinek. Speeder z planu jak i z animowanego serialu dla porównania poniżej.


Urodzinowa niespodzianka na planie „The Mandalorian”

15

Jon Favreau obchodził wczoraj swoje 52. urodziny. Z tej okazji wrzucił dwa zdjęcia z planu „The Mandalorian”, zwłaszcza, że odwiedził go na nim specjalny gość – George Lucas. Na drugim zdjęciu obaj są z Davem Filonim.

Wyświetl ten post na Instagramie.

Birthday Surprise

Post udostępniony przez Jon Favreau (@jonfavreau)



Wyświetl ten post na Instagramie.

#theMandalorian

Post udostępniony przez Jon Favreau (@jonfavreau)



Czy Lucas jest jakoś zaangażowany w produkcję serialu? Przy okazji „Hana Solo” wyszło, jak korzystają z jego pomysłów. Więc, może tu jest podobnie? A może tak jak w przypadku filmów, George tylko pojawia się na planie, ogląda i coś tam sugeruje.

W każdym razie krążą plotki, że Lucasfilm bardzo mocno wierzy w serial „The Mandalorian”. Liczą, że jego premiera ruszy do przodu sprzedaż książek, gier, zabawek, figurek i innej maści produktów licencjonowanych. Liczą tu na powiew świeżości, coś bliższego zainteresowaniu podobnemu do „Przebudzenia Mocy”. Z drugiej strony jednak sami zauważają pewien problem, by premiera serialu i zainteresowanie nim nie zaszkodziło Epizodowi IX.

„Ruch Oporu” #1-2 w USA

Różne
18

Już dziś na stacji Disney Channel w USA zadebiutuje pilot serialu „Star Wars: Ruch Oporu”, czyli „The Recruit”. Ponadto dwa kolejne epizody będą dostępne wraz z nim w aplikacji Disney NOW, wedle słów Tracy Cannobio około 12 w południe, choć nie napisała zgodnie z którym z amerykańskich czasów. Poniżej opis i fragment odcinka.

Wszystkie epizody serialu znajdziecie w naszym spisie. Zachęcamy do wystawiania im ocen oraz dzielenia się znalezionymi przez siebie ciekawostkami w temacie na forum.

W godzinnym odcinku premierowym „The Recruit” Poe i BB-8 przydzielają Kaza na Collosusa, gdzie spotyka całą plejadę nowych obcych, droidów i stworów. Podczas szpiegowania rosnącego zagrożenia ze strony Najwyższego Porządku chłopak pracuje pod przykrywką jako mechanik i żyje ze starym przyjacielem Poego, Yeagerem - pilotem-weteranem, który prowadzi warsztat statków kosmicznych wraz ze swoją ekipą: Tam, Neeku i pokiereszowanym starym astromechem o imieniu Bucket.



Jest też parę wieści na ostatnią chwilę. Przede wszystkim do ekipy dołączył Bill George - legendarny modelarz z ILM-u, który pracował przy „Powrocie Jedi” i „Mrocznym Widmie”, a teraz zajmuje się parkiem Galaxy's Edge. W podlinkowanym artykule możecie zobaczyć jego modele statku Yeagera i Colossusa.

TV Guide przeprowadziło rozmowę z twórcami i Brandon Auman powiedział, że nasza ekipa nie spotka każdej możliwej postaci z filmów, bo byłoby to nienaturalne - scenarzysta sam mówi, że nie wpada co rusz na wszystkich swoich sąsiadów. Jeśli ktoś się w „Ruchu Oporu” pojawi, to będzie to naturalne. W artykule znajduje się lista postaci, które mogą się pojawić, a także jedno małe potwierdzenie: w odcinku pilotowym przewinie się w tle Ello Asty, abednedoański pilot, który zginął w Epizodzie VII. A „fioletowa żaba”, która pojawia się w materiałach promocyjnych, ma swoją nazwę: gorg. Co ciekawe, to stworzenie istnieje już w kanonie: lubili raczyć się nim Huttowie, no i to je próbował zjeść bez płacenia Jar Jar na Tatooine. To z „Resistance” wygląda inaczej, bo, jak wyjaśniła Tracy (w konwersacji poniżej), to inny podgatunek.



Auman rozmawiał także z Bleeding Cool. Powiedział, że pisze scenariusz z różnych perspektyw, raz będzie to Kazuda, raz Neeku, potem jeszcze kto inny. I za każdym razem stara się spojrzeć na świat oczami danej osoby. Wbrew temu, co sądzą niektórzy - to jest że udział Filoniego jest znikomy - Dave tak naprawdę myślał o tym serialu od lat, wiedział jakie będą relacje pomiędzy poszczególnymi bohaterami. Choć ekipa chciałaby dawać Poego tak często, jak się da, to Oscar Isaac jest zajętym człowiekiem, no a poza tym trzeba tworzyć nowych bohaterów, nie tylko wracać do starych.

Dla Brandona łatwiej pisze się stronę Ruchu Oporu czy też tych „dobrych”. Owszem, Najwyższy Porządek też jest ciekawy, ale nie ma tam miejsca na humor. Scenarzysta zdradził też, że Xiono wychował się na (Spoiler):Hosnianie Prime(Koniec Spoilera).

Zapraszamy do dyskusji na forum.

Pierwsze oficjalne zdjęcie i nazwiska reżyserów

starwars.com
41

Wczoraj Jon Favreau ujawnił tytuł i opis serialu aktorskiego ze świata Gwiezdnych Wojen, którego jest autorem. Dzisiaj oficjalna zamieściła pierwsze zdjęcie z niego. Możecie je zobaczyć poniżej.



Ujawniono również nazwiska reżyserów, którzy zajmą się serialem. Część z nich potwierdza wcześniejsze plotki. Pierwszy odcinek wyreżyseruje Dave Filoni, w następnych na krześle reżysera usiądzie: Deborah Chow (Jessica Jones), Rick Famuyiwa (Dope), Bryce Dallas Howard (Solemates) i Taika Waititi (Thor: Ragnarok). Producentami serialu będą: Jon Favreau, Dave Filoni, Kathleen Kennedy i Colin Wilson oraz Karen Gilchrist jako współproducent.

„The Mandalorian” – tak nazywa się serial aktorski

52

Jon Favreau na swoim Instagramie zdradził tytuł serialu aktorskiego. „The Mandalorian” dzieje się w czasach po upadku Imperium, a przed powstaniem Najwyższego Porządku. Będziemy śledzić ciężkie zmagania samotnego bojownika w odległej części galaktyki, z dala od władzy Nowej Republiki. Favreau nawiązuje w swojej zapowiedzi także do historii Boby i Jango Fettów. Zobaczymy, czy to klucz, czy jedynie wymienienie najbardziej kojarzonych Mandalorian.



Wyświetl ten post na Instagramie.

#starwars #TheMandalorian

Post udostępniony przez Jon Favreau (@jonfavreau)



Oprócz tego oficjalnego wpisu, warto wspomnieć o kilku plotkach. Po pierwsze reżyserami serialu mają być (to nie jest potwierdzone) – Alan Taylor (np. „Gra o tron”), Jon Farvreau (to akurat było do przewidzenia) i Dave Filoni (ten parę razy sugerował swój udział w tym przedsięwzięciu). Być może jednym z reżyserów będzie też Taika Waititi. Źródła Making Star Wars, które podsłuchują plan zdjęciowy, twierdzą również, że słowo „Akcja” krzyczała kobieta. Niestety nie udało się jej zidentyfikować.



Druga plotka mówi, że jedną z głównych ról w serialu gra Pedro Pascal, aktor znany choćby z roli Czerwonej Żmii w „Grze o tron”.

Na wspomnianej stronie, czyli MakingStarWars można też znaleźć kilka zdjęć z planu, znajdującego się w Kalifornii. Dwa przykładowe poniżej, po resztę udajcie się na wspomnianą już witrynę.



Serial aktorski się dzieje, prace na planie trwają, według plotek także właściwe zdjęcia. Zobaczymy kiedy oficjalna ogłosi obsadę. Serial będzie dostępny na streamingowej platformie Disneya w przyszłym roku.

Plotki o „Ruchu Oporu” #5

Różne
10

Do premiery „Resistance” odliczamy dni, a wywiady, artykuły i ciekawostki zaczęły rosnąć jak grzyby po deszczu. Zacznijmy od tego, że część osób już widziała serial, gdyż odbyły się pokazy dla prasy wraz z konferencją. Opinie są zasadniczo bardzo pozytywne. Zdjęcia z konferencji i opisy są dostępne na Fangirls Going Rogue, Jedi News, Nerdist oraz Culturess. Ale zacznijmy od słówka od Tracy: odcinki (w dniu premiery będą dostępne trzy) ukażą się w aplikacji „znacznie wcześniej” niż 22:00 na amerykańskim Disney XD.



Konferencja zaczęła się od rozmów z producentką Atheną Portillo, reżyserem Justinem Ridgem i scenarzystą Brandonem Aumanem. Athena pracowała przy poprzednich dwóch animacjach, ale teraz, jako główna producentka, czuje się o wiele pewniej. Zresztą dla całej ekipy jest to swego rodzaju debiut.

Dlaczego zdecydowano się na umieszczenie serialu na pół roku przed „Przebudzeniem Mocy”? Bo ekipa od razu wiedziała, że chce umieścić w nim Poego i BB-8, by dzieciaki skojarzyły, że to jest „z nowych filmów”. A gdyby było to powiedzmy, 15 lat przed, to Dameron sam byłby jeszcze mały. Poza tym da nam to możliwość zobaczenia jak Ruch Oporu stał się Ruchem Oporu, jak wyglądała relacja Poego i Lei, a także jak Najwyższy Porządek budował swą potęgę, której centrum stanowiła Baza Starkiller. Ridge zdradził, że serial „wejdzie” trochę w wydarzenia filmu, ale szczegółów brak. „Ruch Oporu” ma mieć lżejszy ton, bo konflikt nie rozpoczął się jeszcze na dobre.

Kazuda to dziecko Filoniego, choć jeśli chodzi o wygląd, to Tam była pierwszą zatwierdzoną postacią. Jest głupkowaty i niezdarny, ale kochany i charyzmatyczny, bo dzieci najwyraźniej kochają te cechy charakteru (Lucasfilm pokazywał już serial grupie najmłodszych). Justin porównał bohatera do ptaka, który w przestworzach jest pełen gracji, ale na ziemi już niekoniecznie. Xiono ma dwadzieścia lat, ale czemu tak się zachowuje? Bo wychował się w bogatej rodzinie, co się wśród głównych bohaterów Sagi rzadko zdarza. To jednak Kazudy nie definiuje, bo dobra z niego osoba. Później na salę wszedł Christopher Sean i zaczął opowiadać, że to dopiero jego druga rola w dubbingu. Ekipa szukała Azjaty, bo chciała promować różnorodność etniczną. Aktor mówi, że w kreacji roli wziął charyzmę Hana, instynkt Poego, przeszłość w marynarce wojennej od ojca, a fajtłapowatość od siebie, no i powstała „potrawka z Kaza”. Zaczął też żartować, że ludzie przebierający się za Xiona na konwentach nie będą cosplayować, ale KAZplayować.

Suzie McGrath, czyli Tam Ryvora, też jest nowicjuszką w świecie dubbingu. Bardzo cieszy się z roli, bo nie dość, że jest animowaną bohaterką, to do tego starwarsową bohaterką. Jeśli chodzi o Tam, to wypsnęła jej się dość ważna informacja: dziewczyna (Spoiler):pochodzi z Kuata i opuściła planetę, aby zostać słynną pilotką wyścigową. Zaczęły się jednak dla niej ciężkie czasy: rozbiła swój statek i znalazła się na Colossusie.(Koniec Spoilera) Jak widzieliśmy we fragmencie IGN-u, ona i Kazuda początkowo nie będą się lubić: ona ciężko pracuje, a on przychodzi i tylko wszystko miesza.

Jak wiemy, Hype Fazon został stworzony na podstawie Donalda Faisona, więc nikogo nie powinno dziwić, że wpadł do pomieszczenia jak huragan. Aktor grał kilka postaci w „Detours”, no ale serial od ładnych paru lat siedzi na półce. Teraz, gdy nareszcie dostał rolę w swoim ukochanym uniwersum, jest więcej niż szczęśliwy i zapowiada, że imię Fazona zapisze się na zawsze w historii Sagi. Znacie mema, że Palpatine to Senat? No to Rodianin jest Colossusem, ma olbrzymie ego. Ale później nauczy naszych bohaterów paru lekcji i pokaże, że można na nim polegać; podobno Hype jest także „niezrozumiany”. Donald co prawda liczył, że jego bohater będzie czarnoskóry, więc kiedy okazało się, że dostanie Rodianina, to nie mógł być zawiedziony, ale pewien niesmak pozostał. A dzieci stwierdziły, że „to nie tatuś”. Ale jak w ogóle dostał tę rolę? Stworzył animację poklatkową pod tytułem „Black Stormtrooper”, a na premierze „Przebudzenia Mocy” Filoni zawołał do niego: „Hej, czarny szturmowcze!”, no i zapowiedział, że będzie coś dla niego miał. Trochę czasu minęło, ale dostał swoją rolę. Aktor, w przeciwieństwie do większości, woli pracować sam w studiu.



Bobby Moynihan, autor skeczu o techniku Matcie, jest ogromnym fanem, no i zbudował własnego Artoo. Jako dziecko pomagał sprzedawczyni w sklepie, która pytała go figurki SW, pamięta też żywo filmy o Ewokach. Jego bohater, Orka, jest Chadra-Fanem i prowadzi sklep. Bobby, grając go, uderza w niższy, grobowy ton. Sarah Woloski, autorka artykułu z FGG, napisała, że choć on i Flix (postać Jima Rasha) mają mało czasu w odcinku, to humor bardzo ich wyróżnia od reszty. Faison ciągle żartował, by zrobić o ich obu spin-offa, bo doskonale się uzupełniają. Flix to ten poważny, Orka to mięśniak. Moynihan starał się o rolę w „Rebels”, ale Filoni chciał go przetrzymać aż do kolejnego projektu.

Dziennikarka z FGG napisała, że jak dla niej akcja pilota była zbyt prosta, ale dzieciom powinno się spodobać. No i podobno serial ma mieć 10 odcinków, choć wcześniejsze doniesienia od niemieckiego Disney XD mówiły o 22. Może 10 tylko w tym roku kalendarzowym? Tak też mówili nasi zachodni sąsiedzi. Z drugiej strony, Sarah, zapytana przez autorkę newsa, w istocie potwierdziła, że zobaczymy tylko tyle.

Johnamarie Marcias z The Wookiee Gunner miała okazję porozmawiać z aktorami po konferencji. Moynihan zdradził jej, że Filx jest członkiem nowej rasy (początkowo wziął go za porga). A poza tym użycza głosu kilku innym postaciom porozrzucanym po całym serialu.

Kazuda, jak było wyżej wspomniane, wychował się w bogatej rodzinie, a konkretnie - senackiej. Sean zdradził, że chłopak nie ma za dobrej relacji ze swoim ojcem, bo ten nie wierzy w zagrożenie ze strony Najwyższego Porządku. McGrath powiedziała, że Tam nie może znieść Xiona, bo wszedł z butami w jej życie i zabrał statek, który obiecano jej. Ale przyjdzie czas, gdy dziewczyna zacznie go nawet tolerować, może potem rozwinie się to dalej.

Artykuł z Animation Magazine przedstawia parę innych ciekawostek. Athena Portillo zaczęła pracować nad serialem dwa lata temu i najtrudniejsze było niewygadanie się. Filoni chciał, by było to coś nowego, no to zdecydowali się na cell-shading, które jest teraz bardzo popularne w Japonii. Zamierzony efekt pomogło osiągnąć im studio Polygon Pictures. A dzięki Keithowi Kelloggowi, który tym razem jest nadzorcą animacji, postaci mają więcej „stawów” („rig points”). Wśród inspiracji znajdują się filmy Hayao Miyazakiego, a także „Robotech” i „Lupin III”.

Największym wyzwaniem było stworzenie historii dla wszystkich. Docelowa grupa to 6-12 latkowie, ale Portillo chciała, by serial oglądali wszyscy fani SW. Ridge przyznaje, że istniejący kanon to zarówno błogosławieństwo (bo jest bogaty i źródła nawiązują jedne do drugich), jak i przekleństwo (gdyż trzeba pilnować, by wszystko do siebie pasowało). „Ruch Oporu” nie będzie się skupiał za bardzo na filmowych bohaterach, ale zobaczymy to i owo.



Oficjalna będzie przeprowadzać cykl wywiadów z aktorami, więc w najbliższych dniach możemy spodziewać się kolejnych. Warto tam zajrzeć ze względu na nowe obrazki. Wszystko zaczęło się od rozmowy z Christopherem Seanem. Jak było wyżej powiedziane, aktor jest już doświadczony, bo ma 32 lata, ale dubbing to dla niego niemal nowość. I, jak sam mówi, nie można usłyszeć unoszącej się brwi, bo jako osoba pracująca przy filmach jest przyzwyczajony do subtelnej gry. A niestety w dubbingu to się nie sprawdza. Trzeba być bardzo ekspresyjnym, nie tylko głosem, lecz i twarzą, by później mogli wykorzystać to animatorzy. Uczył się zatem od starszych doświadczeniem kolegów.

Christopher w grze inspirował się swoim ojcem, weteranem marynarki, trojgiem pasierbów oraz swoimi bohaterami z filmów, Patrickiem Naritą z „Dni naszego życia” i Gabrielem Waincroftem z „Hawaii Five-0”. Sagę poznał dzięki ojcu, który puścił mu „Imperium kontratakuje”. W jego opinii Kazuda często popełnia pomyłki: chce być cicho, to coś przewróci, chce się wtopić w tłum, to od razu go widać.

Suzie McGrath zdradziła co nieco o Tam. Jako aktorka głównie teatralna, McGrath miała mniejsze problemy z ekspresją w studiu. Czuje się ona bardzo związana ze swoją postacią. Colossus, który jest jak kocioł, przypomina jej dom w Essex. Ryvora stanie się swego rodzaju starszą siostrą dla ekipy Fireball - dotąd matkowała naiwnemu Neeku, później będzie miała starcia z Kazduą. Suzie jest z niej bardzo dumna, czuje, jakby dziewczyna była jej dzieckiem. I jest zadowolona jak „dorosła”. Tam nie znosi durniów, ciężko pracuje i nie ma problemu z wyrażaniem własnej opinii. Przestrzega zasad i ma silny kompas moralny, no i jest zadziorna. Ukrywa swe prawdziwe emocje, ale z czasem zacznie je pokazywać.

Suzie uważa teraz Ahsokę za swoją ulubioną bohaterkę z Sagi, a do tego postawiła przed sobą zadanie obejrzenia wszystkich starwarsowych animacji, no i ogólnie dowiedzieć się jak najwięcej o świecie, którego jest teraz częścią. Aktorka ma też nadzieję, że ludzie różnych narodowości poczują się częścią rodziny, gdy zobaczą jak różnorodny jest Colossus.

Powoli zaczęły pojawiać się też zajawki i reklamy, na razie jest ich niewiele.





Matt Martin z Grupy Opowieści trochę lepiej rozjaśnił sprawę linii czasu: pierwszy odcinek dzieje się po 25 zeszycie „Poe Damerona”, innymi słowy po odnalezieniu Lora Sana Tekki. Matt nie chciał w tej chwili odpowiedzieć na pytanie czy serial przekroczy czasy Epizodu VII.



Twitter Disney Channel PR zamieścił parę nowych kart postaci (i wciąż zamieszcza) w takim stylu, jakie były ostatnio.

Bo Keevil

Cytat: „Widzę ich!".
Zawód: pilot.
Rasa: Kel Dor.
Drużyna: asy.
Cechy charakteru: śmiały, popisuje się, tajemniczy.

Griff Halloran

Cytat: „Och, po prostu świetnie".
Zawód: pilot.
Rasa: człowiek.
Drużyna: asy.
Cechy charakteru: szorstki, sarkastyczny, nieznośny.

Hype Fazon

Cytat: „Uwierz w Hype'a" (albo „Uwierz w hajp”, dwuznaczność zapewne zamierzona).
Zawód: pilot.
Rasa: Rodianin.
Drużyna: asy.
Cechy charakteru: krzykliwy, wszystkowiedzący, stylowy.

Torra Doza

Cytat: „Zabawmy się".
Zawód: pilotka.
Rasa: człowiek.
Drużyna: asy.
Cechy charakteru: przyjazna, chętna do współzawodnictwa, żądna przygód.

No i na koniec: The Mary Sue ma list otwarty do Rachel Butery w związku z ostatnią aferą. Lucasfilm nadal w żaden sposób nie odniósł się do tej sprawy. No ale Rachel jakoś nie udziela się w wywiadach, więc niech to przemówi samo za siebie.

Zapraszamy do dyskusji na forum.

Tydzień animacji: Już 139 tysięcy dislike’ów „Ruchu Oporu”

30



Będzie klapa? Tak przynajmniej wygląda na pierwszy rzut oka, zwłaszcza jak poczyta się w sieci, czy wejdzie na YouTube’a. Zwiastun „Ruchu Oporu” nie porywa to fakt. Animacja miejscami jest dziwna, ale interesującym pytaniem jest to, dlaczego tak wielu oglądających (ponad 139 tys. osób) negatywnie oceniło ten film na YouTubie? Podobał się zaledwie 13 tysiącom. Czy faktycznie jest aż tak źle, że nawet Dave Filoni publicznie zdystansowałął się od serialu, tuż przed premierą zwiastuna? Z okazji tygodnia animacji poprzedzającego premierę nowego serialu, postaramy się przyjrzeć trochę szerzej temu zjawisku, zwłaszcza w kontekście poprzednich seriali animowanych.

Teorie o atakach hejterów od razu odrzucamy. Za mała siła rażenia. Błędy, niestety, popełniono gdzieś indziej.

Po pierwsze należy zadać sobie pytanie, co jest celem zwiastuna? Przedstawienie serialu, czy raczej intensyfikacja marketingu. Normalnie powinno to być to drugie, a za zwiastunem powinny zacząć pojawiać się zdjęcia, informacje i wiele innych rzeczy. W przypadku „Ruchu Oporu” mamy ewidentnie duży problem marketingowy, prawdopodobnie wynikający z tego, że Lucasfilm obecnie cały czas próbuje znaleźć miejsce sagi we współczesnym świecie, a premiera nowego serialu wypadając w tym momencie jest z ich punktu widzenia ni w pięć, ni w dziewięć. Z jednej strony podważają stary model marketingowy, z drugiej pracują nad nowym, więc mamy to co mamy, czyli wrażenie dyletanckiego marketingu robionego na kolanie.



Czy problemem jest animacja?


Problem „Ruchu Oporu” to nie tylko kwestia animacji, ale jest bezpośrednio z marketingiem i umiejętnością sprzedaży tego, co stworzono. Zauważymy, że wcześniejsze seriale Lucasfilmu od czasu „Wojen klonów” Tartakovsky’ego były dość starannie przedstawiane. Wykorzystywano do tego konwenty, gdzie najpierw zapowiadano nowy serial i albo jak w przypadku „Rebeliantów” pokazywano szkice, projekty i zamysły, albo jak w przypadku „Wojen klonów” na koniec panelu pojawił się zwiastun. Dokładnie w ten sposób zbudowano marketing do 7 sezonu „Wojen klonów”. Wpierw zapowiadamy panel nostalgicznie traktujący serial, a pod koniec zapowiadamy kolejny sezon i zwiastun. Momentalnie pierwsze reakcje były pozytywne, a to już ciągnie za sobą resztę. To umiejętność budowania napięcia. W przypadku „Ruchu Oporu” dostaliśmy średnio zmontowany zwiastun, od którego odciął się nawet Filoni i tyle. Jeśli jest to nasz pierwszy kontakt z serialem, a widzimy, że to będzie kolejna bajeczka, wiele osób od razu to skreśla. Potem sytuacja się nakręca.

Należy sobie zadać jednak inne pytanie, czy animacja „Wojen klonów” Filoniego czy „Rebeliantów” była porywająca, rzucająca na kolana? Otóż nie. „Wojny klonów” wyglądały jak drewniane klocki. Czy to się podobało fanom? Niekoniecznie, ale zanim zobaczyli obraz, byli na to przygotowani. Ba nawet w pewien sposób zachęceni. Pierwsze obrazki postaci pojawiły się przed zwiastunem. Pierwszy zwiastun pojawił się na ponad rok przed serialem, a w międzyczasie dostawaliśmy artykuły o tym, dlaczego coś wygląda jak wygląda. Np. Kilian Plunkett o projektowaniu postaci. W Dooku ukazywano tym samym nawiązania do dobrze przyjętego serialu Tartakovsky’ego.

Analogicznie było z „Rebeliantami”, tam zanim pokazano zarys postaci wpierw pokazano fanom świętość, czyli szkice Ralpha McQuarriego. Pierwsze odcinki „Rebeliantów” wyglądają wręcz tragicznie w porównaniu z ostatnimi sezonami „Wojen klonów” Filoniego, ale jednocześnie fani byli już trochę do tego przygotowani i nie doznali „szoku”, więc koncentrują się na akcji. W przypadku „Ruchu Oporu” niby próbowano coś wspominać o anime, ale poza pojedynczymi wypowiedziami na tym się skończyło.

Zły czas dla „Gwiezdnych Wojen”


Drugi problem, którego nie wolno bagatelizować to czas. „Ostatni Jedi” podzielił fanów i spowodował, że ruch niezadowolonych przybrał znacząco na sile. Istniał on w fandomie (choćby po skasowaniu dawnego EU), nagle przestał być marginalny. Nie mówimy tu o tak zwanych toksycznych fanach, którzy atakują twórców, tylko o ludziach niezadowolonych z tego, co dostaliśmy i jednocześnie wątpiących w markę oraz coraz bardziej się od niej dystansujących. Przy słabym marketingu „Hana Solo”, jedna z zasad marketingowych, mówiących, iż jeden niezadowolony klient zniechęci 3-4 kolejne osoby, tu okazała się prawdziwa. Można się łudzić, że to efekt bojkotu, ale bardziej mamy problem z rozgrzanym, konkurencyjnym rynkiem, na którym trzeba uważać co się sprzedaje i jak.

Lucasfilm nie potrafił zareklamować swojego produktu, ani tym bardziej przekonać negatywnie nastawionych odbiorców do „Gwiezdnych Wojen”. „Ruch Oporu” cierpi dokładnie z tego samego powodu, co „Solo”. Dostajemy znów jakiś niedorobiony i dla szerokiego odbiorcy niechciany produkt, w dodatku kolejny i... łapki w dół. Zamiast przerywać złą passę, nowy serial wpisuje się w nią. Kolejni ludzie, którzy to widzą, chcąc nie chcąc, często już mają wyrobione zdanie i koło się zamyka.

Czy „Ruch Oporu” jest więc skazany na porażkę? Nie. Warto przypomnieć, że wciąż nie widzieliśmy serialu i niewiele o nim wiemy. Po prostu marketingowcy w LFL zafundowali mu ciężki start. Pozostaje mieć nadzieję, że finalny produkt będzie lepszy niż to, co pokazują nam ludzie zajmujący się jego sprzedażą i będzie możliwość cieszenia się z niego przez kilka sezonów.

Pozostałe atrakcje tygodnia animacji znajdziecie tutaj.

Tydzień animacji: Animacje na wesoło

Przepastny Internet
9



Animacje z założenia są kierowane raczej do młodszego odbiorcy, dlatego więcej w nich humoru, toteż stanowią świetne (choć dziwnie niewyeksploatowane) źródło memów i śmiesznych obrazków. Dziś, w ramach tygodnia animacji, przedstawiamy Wam kolekcję wysokiej jakości grafik, z których być może się pośmiejecie. Albo i nie.

Dowiecie się z nich o licznych problemach Dave'a Filoniego, który Anakin jest najlepszy i dlaczego nie powinno się przeklinać. Są też oczywiście romanse - te kanoniczne i nie do końca.



Wszystkie atrakcje tygodnia animacji znajdziecie tutaj.

Tydzień animacji: „The Clone Wars” oczami fana Legend

Gunfan
15



Serial „The Clone Wars” ma obecnie rzesze fanów, ale nie można zapominać, że jego początki nie były wcale takie różowe. W ogniu krytyki znalazła się przede wszystkim niezgodność z ówczesnym kanonem. W ramach tygodnia animacji chcielibyśmy Wam zaprezentować tekst Gunfana, który przybliży Wam tamte czasy oraz udzieli odpowiedzi na pytanie: czy starsi fani też mogą cieszyć się serialem?

Ach, „Wojny klonów” Filoniego. Słynne Te Ce Wu. Ta kultowa (w niektórych kręgach) animacja obchodzi w tym roku dziesięciolecie, a przez ten czas stała się dużą marką, zdobyła serca wielu fanów i ogólnie stanowi ważną część współczesnego uniwersum SW, więc… napiszę o niej co nieco. Tak bardziej osobiście, a zwłaszcza z punktu widzenia wielbiciela skasowanego Expanded Universe.

Ogłoszenie prac nad TCW wywołało reakcje dość różne, bo z jednej strony mieliśmy dostać poniekąd następcę znakomitych „Clone Wars” Tartakovsky’ego, ale z drugiej okazało się nagle, że według twórców Anakin miał przez cały okres wojny padawankę. Anakin! Najmniej nadający się na pedagoga ze wszystkich Jedi będzie miał uczennicę! W dodatku wyjętą z kapelusza, bo przecież w „Zemście Sithów” nie ma po niej śladu. Herezja, skok na kasę, celowanie w dziecięcy (i dziewczęcy) target – to były głosy krytyki już wtedy. I ja byłem wśród marudzących, a i dziś w pewnym stopniu mogę się pod tymi głosami podpisać.



Potem pojawił się film kinowy wprowadzający w realia serialu, a będący zasadniczo zlepkiem pierwszych trzech przerobionych na długi metraż odcinków. I o ile miło było mi przejść się do kina na „Star Wars” po trzyletniej wtedy przerwie (tyle minęło od „Zemsty Sithów”), to filmem, delikatnie mówiąc, zachwycony nie byłem. Nie polubiłem Ahsoki Tano i jej relacji z mistrzem, odrzucił mnie motyw syna Jabby, a także drażnił mnie fakt, że na dzień dobry dostaliśmy tu pojedynek Anakin/Dooku (z którego, jak ze wszystkich późniejszych, nic nie wynikło), ledwie chwilę po „Ataku klonów”. Ten ostatni motyw irytuje mnie, bo ówczesne Expanded Universe starało się nie dopuszczać do zbyt częstych spotkań kluczowych postaci, by nie rozmywało się znaczenie tych spotkań, tymczasem w TCW tego typu akcje (Kenobi/Grievous oraz Anakin/Dooku zwłaszcza) zdarzają się co chwilę.

To wszystko nie nastroiło mnie pozytywnie do serialu, którego emisja rozpoczęła się niedługo później. Ale mimo to oglądałem, i czasem było całkiem fajnie – pierwszych pięć odcinków bardzo daje radę, potem jest różnie, ale trylogia Ryloth i finał sezonu pierwszego znów pokazuje potencjał serii. Jednak pełno było też w tym wszystkim takiej średniości, lub elementów ewidentnie nie skierowanych do mnie (pojedynek droidów, gadające non-stop roboty B1, Separatyści ciągle dostający po czterech literach, podczas gdy głównym bohaterom udawało się wszystko) oraz innych wad, o których niżej. Ale mimo mieszanych uczuć dociągnąłem do początkowych odcinków drugiego sezonu, kiedy to dostajemy drugą bitwę o Geonosis. Bitwę ukazaną niesamowicie, brutalną i bezpardonową, ale… zepsutą przez Anakina i Ahsokę, radośnie się przekomarzających i podliczających skoszone droidy niczym Gimli z Legolasem, podczas gdy wokół masowo giną klony. A potem jeszcze pałę goryczy przegiął odcinek 2x06, gdzie pojawia się Luminara z Barissą i one są tak bardzo, stuprocentowo dżedajowe, podczas gdy ten niewydarzony duet A&A to jakieś marne podróby rycerzy, które każą nam oglądać jako głównych bohaterów…

Po tym odcinku przestałem oglądać TCW. Skumulowały mi się minusy, że tak powiem. Raz, że nie mogłem dłużej patrzeć na relację Ahsoka/Anakin (nasiąknąłem w prequelach i EU tym, jak powinien zachowywać się Jedi i jego padawan, a oni zachowywali się odwrotnie), na używanie tych ich dziecinnych przydomków („Snips”/„Skyguy” a.k.a. „Smark”/„Rycerzyk”) i ogólny brak poszanowania zasad wszelakich. Dwa, że serial zaczął bardzo swobodnie traktować to, co było dotąd kanonem, ignorując lub zmieniając dowolnie elementy Expanded Universe, choć równocześnie twórcy ciągle doń nawiązywali, niekoniecznie wiernie. Narobiło się więc nieścisłości na linii TCW-Expanded Universe i nie były to po prostu drobne wpadki, jakich i wcześniej w obrębie kanonu nie brakowało, tylko świadome olewanie przez twórców serialu tego, co ustalone było przedtem w innych źródłach. A to mi się cholernie nie podobało.

I tak minęło kilka lat. Miałem po drodze krótki moment, kiedy chciałem wrócić do serii i obejrzeć przynajmniej te lepsze, poważniejsze odcinki, ale na dłuższą metę nic z tego nie wynikło. Olałem temat i znów minęło dużo czasu. Aż do pamiętnego kwietnia 2014, kiedy to Disney, nowy właściciel marki „Star Wars”, postanowił skasować całe dotychczasowe Expanded Universe i odtąd traktować je jako niekanoniczne Legendy. Pomijając wszystkie inne konsekwencje tego manewru, miał on duży wpływ na moje obecne podejście do „Wojen klonów”. Kluczowy wręcz.



No bo wiecie: kiedy TCW startowało, kanon był teoretycznie jeden. Nie idealny, ale z grubsza spójny, dlatego wszelkie świadome olewanie go przez twórców serialu irytowało. Mieszało fanom w układaniu sobie wszystkiego w głowie jeszcze bardziej, niż jakieś pojedyncze drobne wpadki i nieścisłości między ówczesnymi książkami, komiksami i grami. Mnie też mieszało, a w dodatku drażniło mnie, że Lucasfilm każe mi za nadrzędne wobec EU uważać motywy, które mi się wcale nie podobały (okoliczności „wskrzeszenia” Maula chociażby). Ale teraz?

Teraz nie ma już jednego kanonu. W obecnych realiach nie ma co się przejmować spójnością TCW z czymkolwiek innym, więc najlepiej nie tracić na to czasu i spojrzeć na ten serial pod innym kątem. Jakościowym mianowicie. Czy to dobry serial? Czy to dobre Star Warsy? Czy starszy fan, również fan ś.p. Expanded Universe, będzie miał z niego jakąś radochę?

No więc – tak. Trzy razy tak. Oczywiście z wieloma zastrzeżeniami, bo „Wojny klonów” są w moich oczach serią diabelnie daleką od doskonałości. Ale ogólnie oceniam je teraz pozytywnie, diametralnie inaczej niż kiedyś.

Zacznę od minusów, to znaczy tych, których dotąd nie wymieniłem, bo powyżej macie już niezłą litanię. Oczywiście wszelkie sprawy związane z niespójnością TCW ze starym EU tu pomijam, bo już ustaliliśmy, że to przestało mieć znaczenie. Pomijam też zarzut, że fabuła niejednego odcinka tego serialu jest… dziecinna. No bo jaka ma być? To serial dla dzieci. I tak ma niemało dojrzałych motywów, więc jak mi wrzucą od czasu do czasu motyw typu „pojedynek droidów” to nie marudzę, tylko idę dalej. Kiedyś marudziłem, owszem, jak wspomniałem na początku. Przeszło mi.

Ale jednak trochę elementów nadal mnie drażni. Początkowa niepokorność Ahsoki chociażby, bo tak zachowująca się panna powinna według mnie szybciutko wylecieć z Zakonu. Niestety trafiła na takiego, a nie innego mistrza i w związku z tym jej (i jego) wyczyny nie uległy długo żadnemu utemperowaniu. I te ich wspomniane już tutaj ksywki, nie licujące moim zdaniem kompletnie z powagą stanowisk, które piastowali, jak i z relacją mistrz-uczeń. „Snips?” „Skyguy?” Trzymajcie mnie, bo nie zdzierżę. Powtarzam się, ale na to mogę marudzić do znudzenia.

Z innych wad serialu wymieniłbym jeszcze rozjazd chronologiczny oraz nudne (w większości) odcinki z akcją na froncie. Ta pierwsza kwestia to skakanie fabuły w tę i we w tę, bo twórcy nagle w sezonie drugim lub trzecim postanawiają zrobić prequel (lub sequel) do jakiegoś odcinka z sezonu pierwszego i widz czasem głupieje kompletnie od tego. Opowieści z frontu zaś są w TCW mocno nudne, niby dużo się dzieje, są bitwy i akcja, klony leją się z droidami, ale jest to wszystko ciągle na jedno kopyto. Autentycznie mocniej ruszały mnie bardziej kameralne, spokojniejsze odcinki, zawierające nieraz o wiele większą dozę kreatywności.



Ale dlaczego właściwie polubiłem ten serial? Bo jest dobry, mimo wszystkich wad. Plusy przeważyły nad minusami. Wiele razy zaskoczył mnie dojrzałością podejmowanej tematyki (relacje między klonami, kwestie tego, jak one postrzegają swój obowiązek wobec Republiki, ukazanie Separatystów jako zwykłych ludzi niekoniecznie chcących wojny), cynizmem politycznych machlojek (poziom rodem z prequeli - intrygi, zamachy, senator Kaminoan chcąca przedłużenia konfliktu, by móc nadal sprzedawać Republice kolejne partie klonów), a czasem po prostu wywoływał zachwyt najróżniejszymi sekwencjami (partia muzyczna na Nal Hutta, łowy na porwanych padawanów w wykonaniu Trandoshan, odbicie Ziro przez Cada Bane’a itd.). Nawet tak słabo wyglądający na papierze odcinek, jak ten o Ahsoce usiłującej odzyskać skradziony miecz świetlny, okazał się świetny i kazał mi nie oceniać już książki po okładce w przypadku TCW.

W dodatku ta seria to chwilami naprawdę znakomite „Star Wars”. Klimat wylewa się po prostu z ekranu, wszędzie pełno znajomych rekwizytów, ras i smaczków. Niemało gwiezdnowojennej filozofii też tu twórcy przemycili. I mimo, że marudzę na niektóre bitwy, to iście filmowego rozmachu nie mogę im odmówić. Design i piękno wykonania niektórych lokacji powalają, wystarczy spojrzeć na wygląd Coruscant (moje ulubione dolne poziomy), Mon Cala, Geonosis, Mortis czy Mandalory. W dodatku na szczęście serial nie kręci się wyłącznie wokół Anakina i Ahsoki, bohaterów jest wielu, co pozwala na ukazanie jeszcze większego skrawka Galaktyki i przeróżnych motywów fabularnych.

A ile radości TCW dostarczy fanowi starego kanonu? Cóż, mnie dostarcza mnóstwo, ale ja mocno wyluzowałem. Obawiam się, że ortodoksyjni wielbiciele Expanded Universe nie mają tu czego szukać, za dużo elementów będzie ich drażnić. Przepisem na sukces jest tu więc pogodzić się z tym, że Legendy są już tylko Legendami, i skupić się na czym innym, niż nieścisłości. Jeśli ktoś potrafi tak podejść do sprawy, a także nie odrzucą go inne wady serialu, to ma szansę polubić dzieło Filoniego i spółki.

Ja po latach krzywego patrzenia na „Wojny klonów” spojrzałem wreszcie na ten serial z sympatią. I choć nadal uważam CW Tartakovsky’ego za lepsze (to się pewnie już nigdy nie zmieni), to jednak - choć ostrożnie - polecam „The Clone Wars” tym, którzy ich jeszcze nie widzieli.

Wszystkie atrakcje tygodnia animacji znajdziecie tutaj.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.