Forum

Czy zawdzięczacie coś Gwiezdnym Wojnom?

Może komuś ten temat wyda się śmieszny lub głupi, ja jednak wielokrotnie myślałam o tym, że gdyby nie Star Wars to pewnie moje życie byłoby teraz inne. Postanowiłam się tym z Wami podzielić.

Jako pięciolatka zakochałm się w Gwiezdnych Wojnach od pierwszego wejrzenia. Od zawsze potrafiły one wywołać we mnie liczne emocje. Uwlielbiam ten dreszczyk i to trudne do opisania uczucie, które odczuwam wspominając jak ujrzałam SW po raz pierwszy. Gwiezdne Wojny są dla mnie wspaniałą rozrywką i odskocznią od tego świata. Ale wpłynęły one również na moje życie na tym ziemskim padole. W liceum dzięki Gwiezdnym Wojnom znalazłam bardzo bliską przyjaciółkę. Pewnie gdybyśmy nie interesowały się obie tymi filmami to nie zbliżyłybyśmy się tak do siebie(byłyśmy w różnych grupach). Razem poznałyśmy później grupkę fanów - niezwykłych (i troszkę zwariowanych) ludzi. Bardzo miło wspominam ten okres. Zaczęłam chodzić na różne konwenty i spotkania (poświęcone nie tylko SW). A chyba nikomu nie muszę tłumaczyć jaka to może być świetna rozrywka. Do dziś organizujemy na nich bloki poświęcone Gwiezdnym Wojnom.
Dzięki SW poznałam też mojego chłopaka. Pewnie nigdy byśmy się nawet nie spotkali. A tak właśnie szykujemy się razem do kolejnego konwentu I oboje jesteśmy szczęśliwi bo dzielimy razem tą pasję (i inne też ale od SW wszystko się zaczęło).

A Wy? Czujecie, że Wasze życie byłoby inne gdyby nie "Star Wars"?

Cóż, na pewno

więcej forsy, mniej kupowania książek, gazet, komiksów, mniej siedzenia w internecie, żadnych wyjazdów do USA, Anglii, żeby zobaczyć premierę, niemożliwość pojawienia się na tym pokazie przedpremierowym z bankietem ( nawet się do stołu nie dopchałam) w kongresówce, bez jakiegoś wywiadu w Empiku, słowem......... tak jakoś smutno i nudno by mi pewnie było.....

No właśnie...

ulien napisał:
bez jakiegoś wywiadu w Empiku, słowem......... tak jakoś smutno i nudno by mi pewnie było.....
-----------
...trzeba przyznać, że Gwiezdne Wojny potrafią przegonić nudę i smutek
A wywiad do gazety też mi się dzięki SW trafił

Gwiezdne Wojny to moje życie...

Twój temat nie wydaje mi się głupi lecz wręcz przeciwnie. Żałuję, że sama go nie wymyśliłam i nie napisałam. Jak już pisałam Star Wars to moje życie. Zawdzięczam im dużo rzeczy. Czytam teraz wiele książek Star Wars, a wcześniej wogle nie czytałam niczego. W szkole, gdy pisze jakieś wypracowanie z polskiego, czy z angielskiego to nawiązuje do star wars. Mam swój życiowy cel kolekcjonuję zabawki, książki SW itp...Rozwijam swoje zdolności artystyczne(rysuje postacie ze SW) no może nie rysuje za ładnie, ale lubie to. Jest jeszcze wiele innych rzeczy. Ale najważniejsze jest to że Gwiezdne Wojny nadają sens mojemu życiu. Stałam się bardziej otwarta wobec innych. Kiedy widzę w TV coś ze Star Wars to poprostu szaleję z radości. Wszysy moi znajomi twierdzą że jestem wariatką. Niektórym to pasuje innym nie. A ja uwazam że dobrz jest coś lubić (w moim przypadku kochać)tak naprawdę, mieć jakieś zainteresowania. No trochę się rozpisałam, ale przynajmniej wszyscy będą teraz wiedzieć jak bardzo kocham Star Wars. Niech Moc będzie z Wami!!!!!!

miłość do SW

Czasami myślę, że słowo miłość jest jak najbardziej na miejscu Bo przecież niektóre elementy nowej trylogii mnie bardzo rozczarowały, w starej są Ewoki zamiast Wookich ale mimo wszelkich wad ja nadal uwielbiam te filmy, już tyle lat. To jest bezwarunkowa miłość, pomimo wad

Re: miłość do SW

- Bo przecież niektóre elementy nowej trylogii mnie bardzo rozczarowały, w starej są Ewoki zamiast Wookich
-----------
jakie wady Ewoki rządzą, to takie milusie stworki

taaa

Ewoki milusie są i owszem, ale świadomość, że pierwotnie w Powrocie miały pojawić się hordy Wookich powoduje rozczarowanie. Mogło byc tak pięknie, a tak to czekaliśmy 22 lata by zobaczyć więcej niż Chewiego (bo senatorów z senatu nie liczę). Ech...

heh

temat absolutnie głupi nie jest. Ja zawdzięczam SW naprawde dużo. Rozwinałęm się intelktłalnie (;P), wiecej czytam, pomaga mi to też w nauce- nawiazania do SW w wypracowaniach itd. To nieodłaczna cześc mego życia i jakoś nie wyobrażam sobie życia bez niego- a na pewno byłoby baardzo nudno... Forum powalało mi odciągnąc się od mojej ukochanej klasy... ... Zdecydowanie stały się ważnym pierwiastkiem mej osobowści...

Ja

zawdzięczam SW to, że od 3 lat mam pasję, od 7 mogę mówić, że interesuję się SW, a od 9, że to moja ulubiona Saga.

Cóż, może to zabrzmi patetycznie

ale chyba wszystko. No, nie przesadzam, ale dzięki SW mam najlepszych przyjaciół, jakich można sobie wymarzyć, nareszcie mam cel w życiu, to już nie jest tylko praca-dom-praca-dom, mam gdzie uciec, kiedy przygniata mnie szarość dnia... SW to coś, co jest tylko moje i czym mogę się dzielić tylko z tymi, z którymi chcę...
Czasem SW pomaga mi skalibrować kompas moralny, kiedy gubię się w tym, co jest dobre, a co złe...
Przypomina, że nie należy osądzać, że kazdy ma prawo do przebaczenia... i o tym, świat nie jest czarno-biały, ale składa się z nieskończonej liczby odcieni szarości. Że nie ma ludzi idealnych, ani absolutnie złych... Pomaga nie czuć nienawiści i panować nad gniewem i frustracją...
A poza tym to świetna zabawa, która sprawia, ze potrafię się cieszyć życiem na tym łez padole

Gwiezdnym Wojnom

zawdzięczam to, że mogę sobie skakać po tym forum i gadać na nim z wami, wygłupiać się
(to przede wszystkim), a poza tym kilka książek, figurkę Maula, Grievousa

Re: Gwiezdnym Wojnom

Zabrak napisał:
[cytat]zawdzięczam to, że mogę sobie skakać po tym forum i gadać na nim z wami, wygłupiać się
(to przede wszystkim)
-----------
to znaczy nie to, że przede wszystkim się wygłupiać, tylko że z wami gadać

Tak...

Tak. Zawdzięczam SW dużo.
To część mojego życia, bez której byłoby mi bardzo nudno, bo żadnych zainteresowań większych poza tym nie mam, tylko tyle moge powiedzieć, bo nie chce mi sie wszystkiego rozpisywać Po prostu: Wyrosłem na SW, dzięki tym filmom i książkom mam co robić w wolnym czasie i pochłania mnie to bez reszty

SW wdzierają się do Realu :P:P:P

SW to jest jak już powiedziała Jaya ucieczką od szarej rzeczywistości.....Wydaję mi się że dzięki wam drodzy fani naprawdę się odprężam i nie myślę o tym strasznym padole łez jakim jest świat

I chociaz my wszyscy marudzimy na tego Papcia Lucasa to jednak powinniśmy dziękowac na kolanach, że wymyślił świat Gwiezdnych Wojen,

więc nie marudzić tylko oddawać pokłon Dżordżowi z krzykiem na ustach "Ave Lucas!!!!!!!!"

pomimo, że SW

nie jest moją jedyną pasją, to na pewno znaczy dla mnie bardzo, bardzo dużo. prócz samego cieszenia się Sagą (ah, ten dreszczyk emocji na sam widok napisu `Star Wars`), poznałam naprawdę fajnych ludzi , a do tego rozwinęłam nieco swoje zdolnosci manualne, które pewnie stanęłyby w miejscu (ile mozna robić zółwie, kangury i pieski z origami, albo rysować Stworki). miło mieć coś, co pozwala oderwać się od codzienności i sprawia, że nie trzeba być bardzo poważnym człowiekiem, a mozna się dobrze czuć wydurniając się z innymi

Re: Czy zawdzięczacie coś Gwiezdnym Wojnom?

Kasis napisał:
W liceum dzięki Gwiezdnym Wojnom znalazłam bardzo bliską przyjaciółkę.
Dzięki SW poznałam też mojego chłopaka. "?

-----------

Rozczulają mnie takie historie... widać papcio L poprzez trzepanie $zieleninki$ doprowadził to paru ważnych spotkań... do wielu porodów i pogrzebów
Szczerze to jestem właśnie osobą, którą rozsmiesyzł ten temat... SW nic mi nie dało bo to pasja i hobby. A poza przyjemnością obcowania z tym nie widzę jakichkolwiek konkretów. Smutne, ale bez sztucznego owijania w bawełnę.

do rozczulonego

Rozczuliłam Cię Bart? No, proszę. Może chusteczkę?
Fakt, tekst i pomysł na temat może wydać się infantylny i przesłodzony (rozumiem, że może Cię śmieszyć), ale często o tym myślałam wspominając różne wydarzenia i za każdym razem dochodzę do wniosku, że jednak zawdzięczam coś Lucasowi. SW wpłynęły na moje życie i już.

Re: do rozczulonego

Kasis napisał:
Rozczuliłam Cię Bart? No, proszę. Może chusteczkę?

-----------
Bardzo Poprawi mi się jak usiądziesz na kolankach... moich oczywiście

Re: Re: do rozczulonego

Lord Bart napisał:
Poprawi mi się jak usiądziesz na kolankach... moich oczywiście
-----------
hehe, niedoczekanie Twoje
a po za tym skąd wiesz czy ja nie jestem dla Ciebie za ciężka?

ja wiem

że mam wytrzymałe kolanka

Heh

Na Twoim miejscu cieszyłbym się
Rozczuliłaś Lorda Barta, a to zadanie diabelnie trudne poruszyłaś Jego serce, rozumiesz?? pojmujesz to?? traktuj to jako swój Wielki Sukces

Wielki Sukces

Cieszę się, że nieświadomie dokonałam czegoś takiego I dzięki za informaje bo inaczej dalej byłabym nieświadoma tego osiągnięcia

Oj wiele...

... człowiek tyra dzień w dzień i jak zawsze coś w jego szarym życiu nie wypali. Lecz na szczęście mamy wybór skończyc ze swoimi problemami z blasterem przyłożonym do skroni lub być twardym i dalej ciagnąc szare życie pozyskiwacza wody na Tatuine. Tylko nieliczni czyli fani SW potrafia dzieki pasji jaką i ja podzielam robic cos ciekawego; przykładowo pisywać na fora, lub po prostu odpalić płytkę z filmem i wygodnie oglądając n-ty raz dowolny epizod żyć tym swiatem w którym każdy znajdzie miejsce w któryms z myśliwców lub w senacie lub w gdziekolwiek w galaktyce. Bez tego filmu przeżyłbym ale pomyślcie ile by mnie minęło.

----

Trudno mi powiedzieć czy zawdzięczam coś Star Wars.Nie jeżdżę na żadne konwenty,nie mam żadnych tam przyjaciół a co już mówić star warsowych,uciekam ciągle w świat fantazji i to nie tylko związanej ze star wars.Wydaje mi się,że ważny jest fakt,że Star Wars to jedna z moich życiowych PASJI i to się liczy,bo cóż życie bez pasji jest puste.Ja je normalnie kocham i nie wiem dlaczego.

Ojjj wiele wiele

(na początek powiem iż temat jest naprawdę dobry oile oczywiście piszący w nim odpowiedzą konkretnie)

A co tegocozawdzięczam SW, to naprawdę wiele. Szczerzemówiąc, to pewnie wszystko dość pośrednio, ale zawsze. Po pierwsze dzięki SW zacząłemw ogóle czytac książki do czego wczesniej mialem absolutną awersię i pewnie nie zmusiłbym sie do czytania czegokolwiek ponadprogramowego gdyby nie SW... No a jak już SW poszło na ruszt to potem poszła inna fantastyka. itd itd..

Klejna kwestia to wpóźniejszej fazie znajomości z tematem poznanie ogroma naprawdę zajefajnychludzi... części nawet osobiście. Cieszę sie że mogę zawsze powiedziec, ze znam takich i takich ludzi z tamtąd, a poznałemich włąśnie przez SW.

Nie mógłbym zapomnieć oczywiście, iż zawdzięczam Gwiezdnym Wojnom moje nawiększe zainteresowanie i poświęcenie się temu tematowi w dość spory sposób.

Tych rzeczy jest jeszcze sporo ale wiem że dzięki SW, na pewno włączjąc mój komp, lub też poglądając namojąpółkę z książkami zawsze mam do czegowróćić pamięcią jednocześnie odcinając się od rzeczywistości

Oj...

Gwiezdne Wojny to moje światełko w ciemnym tunelu. Zawdzięczam im wiele. Dzięki nim mogę oderwać się od szarej rzeczywistości oglądając po raz setny ukochaną sagę , czy pisząc jakieś tam nic nie znaczące opowiadania które nigdy nie ujrzą światła dziennego .. wiele to dla mnie znaczy.

A

ja zawdzięczam SW notoryczny brak kredytów i ciągłe dylematy typu: kupić ten komiks czy może lepiej tamtą ksiązkeA tak na poważnie,to przede wszystkim niezapomniane wspomnienia kiedy po raz pierwszy widziało się w kinie starą trylogie.I oczywiście niazapomniane wręcz piorunujące wrażenia jakie na każdym widzu robiła postać Vadera(zostało mi to do dziś) I oczywiście tylu ludzi ilu poznałem dzięki fascynacji SW nie jeden zwykły śmiertelnik nie pozna do końca życia,i co najważniejsze większość z nich to naprawde wspaniiali ludzie,a niektórzy to nawet z czsaem okazali się prawdziwi przyjaciółmi.

A ja przez SW znienawidziełem ...

.. pasztet Jem sobie w wieku 9 lat pasztet i oglądam RoTJ., W pewnej scenie pojawia sie Jabba i wyglądał jak moj pasztet na kanapce Rzygac mi sie zachciało i wywaliłem to swinstwo... A tak na serio to wydałem mnóstwo kasy na książki, gadżety itp. i nie zamierzam kończyć Ale bez SW była by pustka heh Nie znałbym tylu ludzi ;P No i to napięcie kiedy widzisz w kinie napis "Dawno dawno temu w odleglej galaktyce". Mam nadzieje że to napięcie wróci ... czyli inaczej mówiąc Lucas nakręci Episody XII,XIII.IX

Jezu!

Co to musiał być za pasztet !

startę...

kupy kasy!!!!

hmm

debet na koncie . Właśnie przed chwilą sprawdziłem. Teraz czekam na wypłatę, bo zapomniałem wcześniej wypłącić kasy z bankomatu .

A pozatym, etykiete "szaleńca" . Realizacje wielu szalonych pomysłów na i po spotkaniach fanów SW, a także wiele dziwnych wątków na forum. Także dzięki temu, że tych szaleńców jest więcej, niektórzy to już w ogóle totalnie zakręceni (prawda Miami?). Dzięki temu na pewno są nowe znajomości. Czyli wielu wspaniałych ludzi, poznanych dzięki SW i przez SW.

Radość życia i pozytywną energię, jakoś zawsze gdy oglądam te filmy, nabieram siły do działania . Podobnie jak słucham wspaniałej Williamsowskiej muzyki.

Inspirację, zarówno czerpaną wprost, co pewnie czasem widać w ASPwgMEN albo Orthanku, bądź pośrednio. Gdyby nie SW i Lucas pewnie nigdy nie sięgnąłbym po "Bohatera o tysiącu twarzy" Jospepha Campbella, czyli podstawę współczesnego opowiadania historii.

A skoro jestem już przy czytaniu i pisaniu, to również tu dzięki SW rozwinęły się moje zdolności, także w języku angielskim. Pamiętam czasy, jak wchodziłem na TFN i choć kumałem zarys artykułu, ręce mi opadały, gdy brałem się za jego tłumaczenie. Cała masa strasznych słówek, użytych w dziwnych kontekstach. Dziś czasem mam na odwrót, że brakuje mi polskiego słówka . ale pośrednio dzięki SW wyrobiłem sobie też uwagę pisania.
Kilku nowych czytelników moich "dzieł".

Wśród innych rzeczy też jest ksywka pod jaką mnie kojarzycie (chyba, że ktoś nie kojaży).

Możliwość oderwania się od rzeczywistości, do świata za którym się tęskni, gdy długo się o nim nie myśli.

I wiele wspaniałych chwil, przede wszystkim zabawy, dzięki sześciu filmom, wielu dziesiątkom rozmów, setką epigońskich książek i tysiącom postów na naszym forum .

hmm...

kilka piątke za opisywanie dramatyczności Anakina na Polskim....no i kupe kasy ale czego sie nie robi dla Hobby!!!

Randkę

z fajnym chłopakiem. Zobaczył jak wychodzę z ROTS i bardzo się ucieszył. Później w szkole powiedział, że docenia to, że edukuję młodsze pokolenie. Ja na to, że edukowałam się sama i przyznałam, że to był mój pierwszy raz...więc on ucieszył się jeszcze bardziej i wyedukował w GW na tyle ile sam mógł. Z początku Edukacja przebiegła opornie, bo wiedzem jestem dość nieuważnym. Na AOTC nie skojarzyłam jak to z Bobą było i w środku walki na arenie wypalam...
-Dobra, to ten mały, to synek tego rycerzyka, ale gdzie mamusia?
Facet dostał śmiechwy, aż przyleciała jego mama, myśląc, że go duszę...
---
Z innej beczki. Moja siostra już nie wymaga bym w zabawie była księżniczką-która-przyszła-na-herbatę. Wykaradam szczotki ze schowka i młócimy się aż miło. Ostatnio zaś Mama wracając do domu zastała ją ze szczotką w ręcej. Drugą łapą trzymała się kuchennego stołu na którym ja z poduszką na plecach próbuje odciąć ją by spadła w ocean.
Zabawa była świetna.

No ale ...

Jakbyśmy tą kase nie wydawali na Star Wars to w co byście zainwestwali ? w chipsy (bleee) i ciasteczka. Ważyli byśmy po 2 razy więcej heh
A po za tym nawet jak sie komuś znudzi SW to za kilka latt dostanie niezłe krocie za te gadżety :d

A ze mną to było tak:

Moja historia ze Star Wars zaczęła się ok. 10 lat temu, kiedy to mój ojciec przyniósł do domu całą ST (niestety wypożyczoną). I chwała mu za to!. Gdyby nie to, to teraz m.in: w szkole nie przezywaliby mnie Vaderem

Jednak wracając to tej wypożyczonej trylogi. Tak się przestraszyłem Imperatora w ESB, że uciekłem z pokoju Wtedy na jakiś czas (4 lata) przestałem interesować się GW.

Wszystko zaczęło się od nowa podczas premiery TPM (miałem wtedy 9 lat).
I znowu ojciec zabrał mnie na jakiś "fajny film science-fiction", o którym nie miałem najmniejszego pojęcia, jednak skądś znałem tytuł Gwiezdne Wojny..
Klapka w pamieci otworzyla się wtedy, kiedy ujrzałem........ Yodę. Poznałem Mistrza Jedi z ESB i powiedziałem sobie, że nigdy więcej nie przestraszę się Palpiego . Zaraz po filmie, aby się dowiedzieć czegoś więcej kupiłem "Gwiezdne Wojny: Część I : Słownik obrazkowy"

Do premiery AOTC nie było prawie nic, nie licząć paruset rysunków kredkami, dużymi figurkami ułożonymi z klocków Lego, czy bawienia się w Jedi
Nie wiem, jak to się mogło stać, że na premierę AOTC nie poszedłem!! (ani w ogóle nie obejrzałem go, gdy był w kinie). Po miesiącu od premiery filmu kupiłem kasetę z tym ****** dubbingiem!!

Parę miesięcy przed premierą ROTS wszedłem w stan "pasji". Zacząłem poszukiwać w necie tylu wiadomości, ilu się da o GW. Od kolegi pożyczyłem sagę, obejrzałem ją kilka razy. Wtedy to na serio GW stały się dużą częścią mego życia.

Zawdzięczam im dużo spokoju, opanowania (złość ku Ciemnej Stronie prowadzi ), system wartości, o którym wspomniałem na ostatniej pracy klasowej z polaka (odnośnie "Niemców" L. Kruczkowskiego) i wiele wspaniałych chwil w życiu, które nie istniałyby bez tego świata.

CHWAŁA LUCASOWI!!

Wczoraj w wannie

przypomniał mi się ten temat Akurat myślałam o konwencie, który się zbliża i na który szykujemy starwarsowy blok. Gwiezdnym Wojnom zawdzięczam bowiem coś jeszcze: organizację takich imprez. Pomijam tu świetną zabawę na wszelkiego rodzaju konwentach, chodzi mi o coś innego. Od kiedy biorę udział w takich spotkaniach stałam się bardziej śmiała, nie wstydzę się już tak bardzo stanąć przed ludźmi i gadać. W końcu ma się na koncie prowadzenie konkursów i prelekcji, o premierze ROTS i gadaniu do całej widowni nie wspominając. Nadal czasami się czerwienię ale nie jest tak źle .
Po za tym nabieram doświadczenia w organizacji, niby nic a jednak. Pewnie każdy kto zajmuje się czymś takim przyzna mi rację wspominając pierwszą i ostatnią organizowaną imprezę.

Dzięki SW trafiłam tu, na Bastion i na to Forum. Teraz kiedy pobyłam tu parę dobrych miesięcy muszę stwierdzić, że się, kurczę, strasznie przyzwyczaiłam do Was i do forum Lubię tu przebywać, rozmawiać, czytać co piszecie. Strasznie dużo się o SW dowiaduję od Was.
Jednym słowem fajnie mi tu z Wami

A jeśli chodzi o wpływ SW na życie nie tylko moje to zauważyłam, że dużo osób dzięki Gwiezdnym Wojnom zaczęło czytać książki czy rozwija swoje talenty takie jak rysowanie (a propos wątku Lady Morte).

No i na pewno SW wpływają na moje kontakty z innym. Ostatnio poznałam nowych fanów i znów po latach przerwy zagrałam w RPG SW. Fajnie było.

SW zawdzięczam

to, że nie wyrzucam pieniędzy w błoto, a na (przynajmniej moim zdaniem) wartościowe rzeczy. Po za tym zawdzięczam 6 z Angielskiego za komiks, który rysowałem całą lekcę. I oczywiście zawdzęczam całe dni przesiedziane na Bastionie.

Hehe

SW zawdzięczam kilka wieczorów nad książkami oraz 6 z j.polskiego za rozprawkę o przejściu Anakina na Ciemną Strone Mocy

A ponad to kilka dni wyjęte z życia przy SW RPG oraz kilka napisanych ( ) opowiadań .........

Dzięki star wars zyskałem...

pasję, wreszcie jakieś książki zajęły miejsce na półce, mam pretekst aby częściej jeździć do poznania i miast większych (po książki, komiksy), mam co robić w internecie, dzięki książkom rozwinąłem swój zasób słów, i na pewno wiele wiele innych których nie mogę w tej chwili wymysleć ani przypomnieć.

ja zawdzięczam

sw wspaniale chobby już od 11 lat ,mnóstwo wydanej kasy na gadżety ksiązki karcianki i inne rzeczy,mature z polaka która zdałem na 100% bo temat nawet dotyczył sw,znajomych,poznańskie spotkania i tankowanie bronków.No cóż długo mozna by tu jeszcze wymnieniać

...

Pomyslmy.. dzieki SW trafilem na to forum.. tu poznalem najlepszego przyjaciela.. Dziewcyzne.. Hmm... Taa, cos zawdzieczam sw..

Ja...

... Gwiezdnym Wojnom zawdzięczam po prostu zmniejszenie nudy w oczekiwaniu na kolejne części Harry`ego Pottera Potem doszło do tego, że znalazłem Bastion, kupiłem Mroczne Gniazdo i wreszcie się tu znalazłem.

Jestem fanem

od 8 lat. SW zmieniło wiele w moim życiu;

1. Kiedyś nie miałem za bardzo czytać oprócz Harrego Pottera. Dzięki SW to się zmieniło. Mimo iż książki SW czytam od 7 lat to i tak zostało mi sporo do przeczytania.
2. Jestem mniej nieśmiały. Jeszcze rok temu nawet nie odważyłbym się cześć powiedzieć takiej FaultFett czy innej znanej w fandomie osobie. A co dopiero poprosić o autograf. Teraz już jest lepiej. Co widać było na Avangardzie 6.
3. Zacząłem jeździć na wakacje w ciekawe miejsca. Oczywiście chodzi o konwenty. Mimo iż jestem domatorem, z własnej nie przymuszonej woli pojechałem do Łodzi i Warszawy na konwenty. Teraz planuje zaliczyć przyszłoroczne DFy albo poznański Polcon. 8 lat temu nawet przez chwilę nie pomyślałbym by do Wrocławia jechać.
4. Mam hobby dzięki, któremu poznaje fajnych ludzi. 8 lat temu nie miałem zbyt wielu znajomych.
5. Dzięki SW moje życie jest dużo lepsze.
6. Dzięki SW zainteresowałem się Fantastyką. Co doprowadziło do poznania świetnych seriali- Andromeda, Firefly, Farscape, Doktor Who.
7. Dzięki SW poznałem Star Treka i choć same seriale mnie nudzą to niektóre filmy i samo uniwersum jest świetne (choć wolę SW, mniej naukowego bełkotu i lepszy klimat).
8. Dzięki SW przeżyłem kilka cudownych dni w moim życiu http://www.gwiezdne-wojny.pl/b.php?nr=404021

...

Mimo, że SW interesuje się od roku to myślę sobie jak ja żyłabym bez Sagi. Zawdzięczam duuuuuuuuużo straconej kasy , Bastion, na który teraz wchodzę kilka razy dziennie, oderwanie od rzeczywistości, chęć nauki angielskiego i kontrolę emocji ( moja anglistka to wiedźma i jak na mnie wrzeszczy, to myślę Nie ma emocji jest spokój i już nie chce wynająć Boby Fetta ;p.

WYSŁAWIAJMY LUCASA.
AVE FLANELOWCU

...

Kodeksy Jedi i Sithów, stanowiące świetne uzupełnienie dla innych kodeksów moralnych i poczucia etyki. To że istnieje taki portal jak Bastion. No i że mamy kina z cyfrowym obrazem



Kolejny fajny temat z Bastionowej przeszłości, odkopany z katakumb archiwalnych w tym tygodniu

JA ZAWDZIĘCZAM IM

WSZYSTKO!
Jest tylko !

Czas na wyznanie tetryka...

Cóż... SW jest ze mną odkąd pamiętam... a zawdzięczam mu prawie wszystko... może to zabrzmi dziwnie, ale nawet żonę znalazłem dzięki SW, choć ona SW nie cierpi.
Poza tym cały mój rozwój, wszelkie zainteresowania, począwszy od fantastyki i modelarstwa poprzez astronomię, astrofizykę, astronautykę, na informatyce, automatyce i robotyce kończąc. Nawet moja praca też jest poniekąd przedłużeniem owego uniwersum - wykonuję skomplikowane elementy, przy pomocy skomputeryzowanej maszyny, piszę nań programy, a wszystko po to, by jeszcze bardziej zautomatyzować i zrobotyzować świat.
Mam małego padawana, który też lubi SW, mimo sprzeciwu żony - i to jest cudowne.
A odnośnie samego SW to... od ostatniego Alderanu - czyli jakieś 8 - lat piszę drugą część „Przerwanej misji”... i jakoś nawet końca początku nie widać

...

nerdzę sobie

.

ciekawe, że wczoraj moj kolega mnie zapytał o to samo. mu w pierwszej kolejności powiedziałam ze nie bylibysmy przyjaciolmi i nie mieli o czym gadac. WG mnie moje życie było by zupełnie inne. Po pierwsze urodziłam się tydzień po premierze Mrocznego Widma. Prawie się uodziłam na seansie, wiec moje życie od początku jest strasznie związane ze STAR WARS, a zresztą wole zbierać gadżety z SW niż HP albo twigh wiec... rozumiecie

rozumiem

rozumiem dziewczyno idealna

Starrry

Ile ona ma lat, ze 13? Wiesz, że Lewis Caroll byłby nią jeszcze zainteresowany? A polskie prawo zabrania z nią wszelkich kontaktów poza platonicznymi jeszcze przez 3 lata?
No chyba, że Ty też masz 13, wtedy to spoko, ale wierz mi lub nie, z kobietami wcale nie jest tak fajnie (przynajmniej dopóki są w kręgu Carollowskich zainteresowań )

asdfg

FistoKit jest w gimnazjum.

err

Niech się uczy, będzie mógł potem powiedzieć, że wiedzę o kobietach też pośrednio zawdzięcza Gwiezdnym Wojnom!

;)

akurat, ja sie wybieram w tym roku

...

Jeszcze lepiej

...

"Prawie się urodziłam na seansie"

XD

Rozumiem że mogłabyś być POCZĘTA na seansie, ale narodzona ? Cóż, dobrze że mamę do szpitalu dowieźli xd Swoją drogą co za niemądra mama, do kina iść wiedząc że może rodzić ! xd

XD

Padłem, być urodzonym na seansie to jeszcze rozumiem, ale poczętym? Nieźle, nieźle...

..

No ja właśnie "bycia urodzonym" na seansie nie ogarniam ... a co do poczęcia ... Co, nie świntuszyłeś nigdy w kinie ? XD

...

Nope, oglądam tam filmy.

Ja też

ale jak jest taka potrzeba to można iść po raz drugi do kina na film na którym się było, najlepiej na wczesny seans gdy jest mało ludzi / pójść na film który Cię zupełnie nie interesuje

Polecam ;]

Re: Ja też

Matek napisał(a):
ale jak jest taka potrzeba to można iść po raz drugi do kina na film na którym się było, najlepiej na wczesny seans gdy jest mało ludzi / pójść na film który Cię zupełnie nie interesuje

Polecam ;]

________

Zasada jest prosta jak drut

Można iść do kina albo na film. Jak idziesz z dziewuchą i chcesz na film to bez sensu...

Czemu bez sensu ? :P

Można iść z dziewczyną normalnie na film też, czemu nie ? A na sex w kinie innym razem, albo od razu zostać na 2 seans

Mi

one osiadły na psychice Przecież trzeba mieć wielką wyobraźnię żeby wymyślić jakiegoś ogromnego ślimaka! Ale także zmieniły moje życie. Mam wiele przyzwyczajeń, np. gdy wysiadam z autobusu / tramwaju / pociągu z rozsuwanymi na bok drzwiami, to ustawiam na przeciwko tych drzwi dłonie, i w momencie otwierania rozsuwam ręce, co wygląda jakbym miał moc Nie, nie jestem psychiczny. I nie wstydzę się tego mimo że ludzie się gapią. Co by było gdyby nie GW...

Ja...

Ja tak samo robię jak CommanderWolffe . Ale tak na serio to SW zawdzięczam wszystko! Gdyby nie SW, to dzisiaj niemiałbym takiego zainteresowania, jak i wszyscy fani włącznie z Bastionowiczami. Niech Moc będzie z Wami.

hmm...

dziewczynę

Hehe

Kto bym pomyślał, że z tego Lucasa taka swatka Naprawdę dużo par połączył, niektóre nawet Gwiezdne Wojny na ślubny kobierzec zawiodły. W naszym polskim fandomie jest sporo związków fanów, a co dopiero w skali świata :]

a co

swoją dziewczynę poznałeś dzieki SW? i jestes z nią też dzięki temu?

odpowiedź

na to pytanie brzmi: Tak.

ja

tak poznałem swoją żonę. Dzięki SW . Więc jak widać to nie odosobniony przypadek.

no

ale naprawdę? Żony, matki i kochanki dzięki Dżordżowi? Bo chodziliście na jedne spotkania fanów?

To niektórzy mogą powiedzieć, że zawdzięczają "związki" szkole, uczelni (nawet prywatnej, za pieniądze, czyli co? para za kasę ), łódce Bols albo w końcu prezerwatywom Pękuś?
Dla niektórych korporacja w której "szczurują" jest jeszcze cudowniejsza, bo "znalazł" im partnerów?

Bez żartów już ale to raczej potoczne stwierdznie. Mamy 7 milardów ludzi, co daje na oko 3.5 mld kobiet. Odsiewając niezgodność z prawem oraz wiekowo zostaje nam... dużo. Na całym świecie? Więc jak można powiedzieć, że zawdzięczamy coś wąskiej/szerszej grupie w której istniejemy?

Po prostu wybieramy sobie osobą ze znanego otoczenia. I tyle. Gdziś (pewnie w Cosmo ) przeczytałem że statystycznie ponad 65% związków na odległość... nie wytrzymuje próby odległości...

I gdzie tutaj miejsce na SW?

Logika pęta Ci umysł

Lord Bart napisał(a):
To niektórzy mogą powiedzieć, że zawdzięczają "związki" szkole, uczelni (nawet prywatnej, za pieniądze, czyli co? para za kasę )
________

Płacisz za uczelnię czy za parę ? Nie lubię jak piszesz i nie rozumiesz tego co piszesz. To jest dziadostwo!

skoro

płacisz to zawdzięczasz to pieniądzom... to samo przełożenie. Kto tu tego nie rozumie

TY

Jeżeli płacisz za studia to pieniądzom zawdzięczasz możliwość studiowania. Co ma do tego żona, ni hu hu nie wiem... Jeżeli interesujesz się SW i poznajesz żonę bo ta również interesuje się SW to mozna powiedzieć że połączyła was pasja do SW, była jedną z składowych. Jeżeli chodzisz na studia płatne to pieniądzom zawdzięczasz mozliwość zdobycia wiedzy i wiedza ta daje Ci możliwość zdobyca tytułu zawodowego ale pieniądze nie dają ci tytułu to nie jest relacja przechodnia bo pieniądze nie dają wiedzy a jedynie możliwość jej zdobycia. ;*

Bart

widzę tutaj parę błędów w rozumowaniu...
Po pierwsze : tak, można śmiało mówić, że poznajesz ludzi dzięki temu, że chodzisz z nimi do jednej szkoły lub dzielisz z nimi jedną pasję. POZNAJESZ ich dzięki tym wspólnym "zainteresowaniom".
Po drugie : co z tego, że jest pewnie wiele tysięcy kobiet w moim wieku, mówiących znanym mi językiem, skoro taka kobieta musi mi się podobać i musi mieć odpowiednią osobowość, aby stały związek miał w ogóle sens. To mocno ogranicza pulę kobiet. A czym ktoś ma większe wymagania tym ta pula mniejsza....i w końcu pojawia się pytanie - czy poznałbyś tą osobę, gdyby nie wspólne zainteresowanie (i tym podobne rzeczy)? Już nie mówiąc o tym, że wspólne zainteresowania mogą być niesamowitym czynnikiem łączącym te dwie osoby, jeśli nie sine qua non związku.
Po trzecie : statystyki. Powoływanie się na jedną statystykę, bez jakichkolwiek szerszych wyjaśnień i statystyk jest bardzo słabym argumentem (żeby nie powiedzieć - ułomnym). Przykład? Statystycznie w skali świata masz 1,98 oka. Statystycznie patrząc - jeśli twój sąsiad bije co dziennie żonę, a Ty swojej nie bijesz to średnio bijecie swoje żony co drugi dzień... itd. 65% związków na odległość nie wytrzymuje próby na odległość. Jak długo trwają te badane związki? 2 tygodnie? 2 miesiące? 2 lata? Ile związków "zwykłych" rozpada się w tym samym mierzonym czasie? 35%? a może też 65%? ... rozumiesz ułomność argumentacji jedną statystyką?

z biegiem

czasu wiem tylko jedno - powiedzienie że poznałeś jedna jedyną na świecie + że połączyło was (tu wstaw co chcesz) jest trochę... ułomne
W jednej czy wielu statystykach.

...

nie wierzę w teksty typu "jedna jedyna na świecie", bo to oczywista bzdura Co dalej nie zmienia faktu, że gdyby nie SW to, zgodnie z zasadami doświadczenia życiowego, nie poznałbym tej konkretnej osoby. Nie byłoby dokładnie tak jak jest. Byłoby po prostu inaczej. A mi się podoba to jak jest teraz. Ergo : zawdzięczam to jak jest teraz, temu, że jestem fanem SW [nawet jeśli nie jest to jedyny czynnik, to jest to czynnik konieczny]. Co jest w tym ułomnego?

mam

wrażenie, że to rozważanie na trochę wyższym pułapie i nie wiem czy akurat tutaj właściwie. Ale to jakoś tak poruszyło moją strunę, to co ludzie zawdzięczają (to zresztą jest bardzo pojemne słowo a dla mnie imo powinno mieć kategorię rare) tutaj SW, a już w szczególności żony/mężów...

Po prostu nie widzi mi się to, bo wybrałeś i trwasz z osobą z wąskiego swojego kręgu zainteresowań. A co mają powiedzieć ludzie, którzy w szkole, pracy, wspinaczce górskiej i surfingowi nie spotkali kogoś takiego? Zła szkoła? Zła praca? Nie te góry, nie to morze? Nie mogą powiedzieć, że "zawdzięczają" IV LO, Bankowi Millenium, Tatrom czy Hawajom...

Stąd takie a nie moje przemyśleniam, nie mówię że mam rację tyle że nikt mnie do tego jeszcze nie przekonał... chociaż słyszałem że uprawiam tautologię...

Tak tylko piszę, nie mówię że to coś złego czy cuś... innego.

...

Właściwie to czepiasz się nie wiadomo czego, a gdybym był zgryźliwy to bym zaczął się zastanawiać, czy to z nudów czy po prostu nie boli Cię zazdrość, że ktoś może być szczęśliwy z miłości dzięki Star Wars, ale raczej chodzi tutaj o rozumienie słowa "zawdzięczać"
Każde wydarzenie (nie ważne czy duże czy małe, może to być nawet 5 minut więcej snu któregoś dnia które może zmienić życie milionów ludzi) ma na nas wpływ i nas kształtuje - to fakt i nikt się z tym nie spiera. Każdy kto traktuje Gwiezdne Wojny jako coś więcej coś im zawdzięcza (czyli twierdzi, że przyczyniło się to do ciągu przyczynowo-skutkowego): czy to miłość do fantastyki, czy to fajnych znajomych czy właśnie kobiety z którą połączyła ich wspólna pasja. Ktoś zawdzięcza coś szczęściu, ktoś uwielbieniu do łowienia ryb a tutaj mamy przypadki gwiezdnowojenne bo na forum o tej tematyce dyskutujemy. Ja zawdzięczam poznanie mojej dziewczyny portalowi last.fm, bo tam właśnie napisała mi ona na shoutboxie, że mam fajny gust i zaczęliśmy rozmawiać. Gdyby nie to, nigdy bym jej nie poznał, dlatego używam tego określenia.
Więc tak, nie bójmy się słowa "zawdzięczamy". Szaleństwem jest twierdzenie, że nie powinno się niczemu nic zawdzięczać bo gdybając czy gdyby nie Gwiezdne Wojny nie bylibyśmy dzisiaj miliarderami albo nie zostalibyśmy sławnymi sportowcami etc. bylibyśmy strasznie pesymistyczni. Optymizmu i radości trochę! Nie zastanawiamy się co nam SW odebrało, bo to głupie gdybanie, ale cieszymy tym co nam dało, więc po co to roztrząsać? "Zawdzięczamy" i już.

nie

no, to last.fm mię przekonało I podobne gusty muzyczne

Nie czepiam się, się zastanawiam. Żadnej intencji zryźliwej nie miałem, w porządku że są ludzie szczęśliwi z miłości, nawet "dzięki" SW, nie jestem zazdrosny, nawet o sztuczną opaleniznę i miliony Krystyny

Się czasem tak zastanawiam, bo tak... niektóre rzeczy mi się nie widzą, a ludzie wiecznie o nich mówią... więc się zastanawiam

wiesz

to może kwestia tego, tak jak pisałem, że związki "zawdzięcza się" wielu rzeczom (czynnikom) - osobowości, wyglądowi, zainteresowaniom itd. Kluczowe pytanie brzmi czy mógłbym sobie wyobrazić istnienie tego związku bez SW? Odpowiedź brzmi : nie. [oczywiście nie uwzględniając jakiś mało życiowych sytuacji]. Właśnie dlatego mogę powiedzieć, że zawdzięczam ten związek [m.in.] SW, tak samo jak mogę powiedzieć, że zawdzięczam ten związek mojej osobowości, mojemu wyborowi itd.

A co mają powiedzieć ludzie, którzy w szkole, pracy, wspinaczce górskiej i surfingowi nie spotkali kogoś takiego? Zła szkoła? Zła praca? Nie te góry, nie to morze? Nie mogą powiedzieć, że "zawdzięczają" IV LO, Bankowi Millenium, Tatrom czy Hawajom...
A tego nie rozumiem... czy jest jakiś obowiązek, że związek musi koniecznie wynikać ze wspólnych zainteresowań?

Re: wiesz

Halcyon napisał(a):
A tego nie rozumiem... czy jest jakiś obowiązek, że związek musi koniecznie wynikać ze wspólnych zainteresowań?
________

No właśnie o tym mówię - najczęściej przecież łączymy się w pary w obrębie naszej życiowej działalności - szkole, pracy czy właśnie aktywnemu hobby. Tylko co jeśli tam nikogo nie znajdziemy lub (biernie na czynną czy odwrotnie? ) nikt nie znajdzie nas?

PS. Avatar w dechę - hawajską :*

Re: Re: wiesz

Czynna na bierną Jeśli nikogo nie znajdziemy to... znaczy, że nie ma tam odpowiadającej nam osoby [ta odpowiedź obejmuje chyba wszystkie możliwości]

A co do avatara to dzięki ;* [projekt Kiki oczywiście ;P]

Re: z biegiem

Lord Bart napisał(a):
W jednej czy wielu statystykach.
________

Proszę o źródło.

hmm

wiesz, nie wiem jak Ci to delikatnie napisać - ale może jak zmienisz swój stosunek do kobiet/związków zrozumiesz, o co chodzi w tym stwierdzeniu. Nawet jeśli to tylko potoczne stwierdzenie, z czym akurat się zgodzę. Ale jest różnica między dziewczynami/chłopakami/zwierzętami w niektórych krajach, które wymienisz co noc/tydzień/miesiąc na inne, a osobą z którą decydujesz się pozostać na dłużej, mając nadzieję, że wytrwa się z nią na całe życie. W tym momencie stwierdzenie, że jak nie ta, to inna, jest po prostu głupie i chyba jak w ten sposób myślisz, znaczy że to jeszcze nie ta osoba. Bo jak nie ta, to po co się decydować na związek? Z drugiej strony jak jeszcze w rozważaniach dojdzie pewna obawa przed stratą, czyli śmiertelność, to wygląd a to - przynajmniej w moim odczuciu - inaczej. I wizja, że zawsze zostaje mi jeszcze 3 miliardy kobiet (i jeszcze mężczyzn, po co się ograniczać) do wyboru na potencjalne zastępstwo brzmi o właśnie jak głupie i nic nie znaczące stwierdzenie. Nawet powiedziałbym, że chamskie i bezduszne. Związek możesz zamienić na inny, ale człowieka nie zastąpisz. Gubisz jeden istotny element - drugiego człowieka. Owszem zgadzam się, że gdyby życie potoczyłoby się inaczej to mogłaby być to inna osoba, ale potoczyło się tak, jak się potoczyło.
W tym momencie też zaczynasz się zastanawiać, że gdzieś tam musiał być przypadek, który doprowadził nas do miejsca w którym jesteśmy. I w moim wypadku przyczyną tego przypadku właśnie było to, że George Lucas zaczął kręcić filmy. W szczególności Gwiezdne Wojny, bo THX-1138 czy Amerykańskie graffiti raczej by nas nie połączyło.

Re: hmm

Lord Sidious napisał(a):
Owszem zgadzam się, że gdyby życie potoczyłoby się inaczej to mogłaby być to inna osoba, ale potoczyło się tak, jak się potoczyło.

________

No właśnie. Bo Dżordż zrobił SW. A gdyby nie zrobił? Właśnie o to mi chodzi - czy to tylko potoczne gadanie czy jakaś tam prawda jest? Czy raczej ludzie, którzy to mówią chcą żeby tam była?

I akurat mój stosunek jest każdego roku coraz bardziej trzeźwy i logiczny, ale może ja na to patrzę z jakieś innej perspektywy. Dlatego tak jak napisałem Halowi - mogę nie mieć racji albo mogę ją mieć, tylko że tak się wygodnie przyjęło i miło tak mówić w towarzystwie...

A ja

miałem, tak że "patyki" nie służyły mi jako pistolety! "Patyki", a raczej kije służyły mi jako Miecze Świetlne . Do dziś leżą u mojej babci w garażu ! Starannie wykonane, dokładnie ostrugane, rękojeści wykonane z izolacji + wyobraźnia sprawiają, że miecze te były unikatowe!!! . Do dziś mam do nich sentyment. Jak więc widać, SW to moje dzieciństwo .

Time to confess...

A więc...
- pasję życia, i nie tylko SW, a również nauki ścisłe.
- wiele temetów do pogadania z kumplami
- nienudzenie się w autobusie/tramwaju dzięki książkom
- niezapomniane godziny spędzone przy KOTORach i Republic Commando
- Revana
- pokrzywioną psychikę (po przeczytaniu RotSa)
- a ostatnio również piątkę z polskiego na koniec roku otrzymaną pośrednio dzięki prezentacji o filozofii Jedi

Na pewno jest tego o wiele więcej, ale powyżej zapisałem rzeczy, które z marszu przychodzą mi do głowy. Dzięki, SW!

Zawdzięczam....

Dzięki książkom SW szybciej czytam.
Z kumplami mogę rozmawiać o SW i powiedzieli mi ,że się zarejestrują na Bastionie.

Lubię czytać

wpisy w tym temacie :] Jakoś tak miło się robi.
Ja na co dzień mogę być wdzięczna Lucasowi i Gwiezdnym Wojnom za to co jest w moim życiu, zwłaszcza za drugą połówkę ;] Gdyby nagle usunięto z mojego życia wszystkich i wszystko, co trafiło do niego w ten czy inny sposób przez SW, zrobiłoby się pusto.
Gwiezdnym Wojnom, pomijając to wszystko o czym tu już pisałam, na pewno zawdzięczam też dużo fajnych filmów/seriali/komiksów/książek, które w ten czy inny sposób poznałam za pośrednictwem fanów Star Wars. Na niektóre bym pewnie sama trafiła, ale czy wszystkie? A ostatnio w pracy bardzo przydało mi się coś czego nauczyłam się przy pracy na Bastionie.

Ja zawdzięczam...

możliwość:
-przyjemnego spędzania czasu (książki, komiksy, gry itp.),
-rozmowy o SW z kolegami,
-wydawania dużej ilości pieniędzy

Dzięki Nim

Znam nowe zwroty, przydają się w rozmowach z znajomymi.
Rozbudowaną wyobraźnię i chęć do czytania i oglądania innych SF ;P
Nie wspominając już o tym że mam o czym gadać a nie o jakiś smętnych serialach lecących w tv tylko o czymś bardziej dla mnie wartościowym i ważnym :

Ja poznałem

przez internet dzieki SW Loda Sidiousa, ale ten mnie nie kochał i wybrał kogoś innego na żonę - nie powiem kogo.

...

Wszystko.

Całe może życie zostało ukształtowane przez Star Wars. Nic dodać nie potrzeba

Re: Czy zawdzięczacie coś Gwiezdnym Wojnom?

Ostatnio minęło mi 13 lat bycia fanem. Stąd przypomniałem sobie o tym temacie.

1. Dzięki SW miałem co czytać (książki i komiksy SW)
2. Dzięki SW zacząłem oglądać inne seriale i filmy s.f.
3. Dzięki SW zacząłem jeździć na konwenty, gdzie spędzałem przyjemnie czas i poznawałem nowych ludzi
4. W ciemnych czasach mojego życia czytanie książek SW i czekanie na RotS było jednymi z nielicznych pozytywnych rzeczy w moim życiu
5. Dzięki SW poznałem masę ludzi i też z wieloma miałem od razu o czym porozmawiać.
6. Dzięki SW mam coś w czym mogę sie realizować (poprzez robienie prelekcji, punktów programu, czy pisanie poradników)
7. Dzięki SW zagrałem w kilku reklamach konwentu.
8. Dzięki SW odkryłem, że wcale nie jestem dziwny tylko po prostu jestem nerdem
9. Dzięki byciu fanem udało mi się trochę nadrobić braki w komunikacji z innymi ludźmi.
10. Dzięki SW przeżyłem wiele cudownych i zabawnych chwil
11. Dzięki SW pojechałem do Poznania i Lublina.

...

Dobra, to ja też podchwycę temat.
1. Dzięki SW wydałem masę kasy na rzeczy dziś zupełnie mi nie potrzebne .
2. Dzięki SW mam co słuchać wieczorami, muzyka Williamsa jest the best.
3. Dzięki SW przeczytałem kilka fajnych książek, niestety mało ich, bo reszta EU rozczarowała mnie.
4. Dzięki SW znalazłem się na Bastionie, najlepszej znanej mi stronie internetowej, która choć ciągle zchodzi na psy, to nie przestaje tracić swojego uroku .
5. Dzięki SW miałem co robić w wolnych chwilach przez ostatnich 6,5 roku (od września 2008), poznałem wspaniałe, ogromne, różnorodne uniwersum.

Tyle.

Cóż

Tak po dłuższym zastanowieniu to stwierdzam, że sadze zawdzięczam chyba więcej niż chciałbym przyznać. Gwiezdnym Wojnom pośrednio zawdzięczam przede wszystkim swoją umiejętność pisania i łatwość z jaką mi to przychodzi. To przez Gwiezdne Wojny zainteresowałem się RPG, a szukając RPG Star Wars natknąłem się na PBFy, potem sam założyłem PBFa Star Wars i przez wszystkie lata napisałem jakieś 80 tysięcy postów jako Mistrz Gry, co naprawdę pozwoliło przełamać wszelkie opory i blokady... od tamtej pory piszę dużo publicystyki i tekstów naukowych do publikacji, które z SW nie mają co prawda nic wspólnego, ale łatwość z jaką mi się pisze pochodzi jak sądzę właśnie głównie z tej wprawy RPGowo-Starwarsowej.

Druga rzecz to ogólne zamiłowanie do SF. Nową Nadzieję obejrzałem jak miałem 5 lat i dopiero po zainteresowaniu się sagą jako dzieciak zacząłem czytać książki SF, od Asimova przez Dicka, LeGuin, Lema i innych, co prawda tu istnieje duża szansa, że i tak bym trafił do tej literatury - bo moi rodzice to wielcy miłośnicy klasyki SF - ale SW było tu chronologicznie pierwsze (P.S - SW też poznałem dzięki konkretnie: tacie, który przyniósł kasetę).

Trzecia rzecz jaką zawdzięczam SW to poznanie sporej grupy fajnych ludzi, głównie w sieci, ale też w realu.

Czwarta rzecz to na pewno umiejętności graficzne. To przez próby tworzenia PBFa Star Wars zacząłem dłubać w programach graficznych... i dzięki temu po latach zyskałem dużą biegłość w obsłudze zaawansowanych programów do grafiki.

... to tyle z tych ważniejszych kwestii

jak

na to patrzę po tylu latach to może faktycznie żałuję kolan i Kasis ale moje zdanie pozostaje... niezmiennym - nadal uważam, że nie mam nic z SW i że SW z miłością również niewiele wspólnego mają.

Taki ze mnie zimny drań. Bodo


PS. To mogłoby potwierdzać teorię, że tak naprawdę nie jestem również fanem SW.

Re: Czy zawdzięczacie coś Gwiezdnym Wojnom?

Analogiczny temat o „Przebudzeniu Mocy” przypomniał mi o tym staruszku. Patrząc wstecz na te 20 lat z Gwiezdnymi Wojnami (takie aktywne, bo faktycznie to w sumie aż... ekhm... prawie 30) to muszę stwierdzić, że ich wpływ na moje życie był olbrzymi.

Wszystko to co pisałam powyżej się zgadza, przy czym tym co chyba faktycznie najbardziej zawdzięczam SW to ludzie, którzy znaleźli się przez to zainteresowanie w moim życiu (zaraz obok niesamowitych pozytywnych emocji). Dziesiątki ludzi, którzy czasami stali się mi bardzo bliscy, mąż, przyjaciele, znajomi, ludzie z którymi dobrze się bawię, tacy, których znam w realu i widuję często lub sporadycznie czy też tacy, z którymi mam tylko kontakt w necie. Owszem trafili się i tacy, których wolałabym nie spotkać , ale na szczęście byli w mniejszości. W sumie jak teraz myślę o osobach, z którymi w chwili obecnej utrzymuję w realu cały czas kontakt, w miarę regularny, to są to prawie wyłącznie ludzie, których poznałam poprzez Gwiezdne Wojny (pomijając krewnych). Tylko nie wiem czy to dobrze o mnie świadczy
No i w sumie chyba mogę napisać, że Gwiezdnym Wojnom zawdzięczam moje dziecko Jakkolwiek dziwacznie to brzmi

Re: Czy zawdzięczacie coś Gwiezdnym Wojnom?

U mnie miłością do SW zaraził mnie mój tato, w sumie połowa rodziny kocha ten film. Dla mnie to już nie jest zwykłe oglądanie. Po każdej kolejnej części wychodząc z kina przeżywam coraz bardziej. Głupio to zabrzmi, ale czasem gdy wychodzę w nocy do okna, patrzę na gwiażdziste niebo i wyobrażam sobie, żę gdzieś tam jakiś Han Solo przemierza galaktyki, że gdzieś istnieje planeta hoth na, której piloci rebelii sprawdzają swoje x-wingi. Do tego wszystkiego nasuwa się odrazu pieśń Johna williamsa - "Binary sunset force theme" nie wiem jak to opisać. Poprostu Gwiezdne wojny są częścią mojego życia i tak zostanie Pozdrawiam serdecznie "współfanów" i niech moc będzie z wami

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.