Forum

Fajny film wczoraj widziałem trzynaście

Vice (2018)

...czyli droga zręcznego biurokraty do realnej władzy i kierowanie najpotężniejszym państwem świata z tylnego siedzenia. Coś wam to przypomina? Dick Cheney to cały Palpatine

Film może trochę słabszy od "Big Short" (tam rozprawiano się z finansistami, zaś tutaj ze światem polityki), ale bardzo dobrze się go ogląda, aktorsko wszystko jest dopięte na ostatni guzik, mamy i szczyptę humoru - myślę, że warto.

Brightburn: syn ciemności

Para z Kansas nie może doczekać się wymarzonego potomka. Pewnej nocy potomek zlatuje im z nieba w kapsule ratunkowej (?). Z tym tylko, że, w przeciwieństwie do Tego Drugiego, Co Też Spadł z Nieba - nie ma dobrych zamiarów.

I cóż - jako horror superbohaterski spoko. Wizualia i sam projekt postaci - ekstra. Maska z kocyka - łoooł.
Ale mam uwagi. Przede wszystkim - czemu statek zaczął małego "wzywać" akurat w tym momencie? Bo wyszło, że był fajny chłopak przez 12 lat, aż tu nagle bęc. Bo dojrzewanie...?
Jak na moje, to znacznie wiarygodniej byłoby, gdyby ten dzieciak miał lat nie 12, a 4-5. Bo dwunastolatki są w newralgicznym okresie, owszem, ale takie przedszkolaki to znacznie gorsza dzicz. Dzieciaki do wieku 6-7 widzą siebie jako "jedynego gracza na serwerze" - nie wiedzą, że inni też mają takie same uczucia i życie wewnętrzne, jak one. Owszem, bywają miłe i grzeczne, ale w środku mają samego diabła. A przede wszystkim - niezbyt jeszcze mają moralność. Dlatego uważam, że jeśli z tego dzieciaka miał wyjść potwór, to powinien wyjść znacznie wcześniej. I serio, on nie przejawiał żadnych objawów wcześniej? Żadnego ciśnięcia mamusią w kosmos, bo zupka marchewkowa jest fuj? Bo niby moce zaczęły się w nim budzić dopiero w tym konkretnym momencie życia, ale... tak, jak mówię, pokazano nam, że wcześniej wszystko było z nim dobrze. Zdolny, miły chłopczyk. I nagle, w kilka dni, zmienił się w demona?
Ale iść można, ciekawy koncept. I kolejna dekonstrukcja Supermana. Aż słychać, jak Metropolis po raz kolejny oddycha z ulgą, że mały Clark okazał się być z gruntu dobry. Bo wcale tak być, jak widać, nie musiało

Re: Fajny film wczoraj widziałem trzynaście

Booksmart, przetłumaczone z niejasnych względów na "Szkołę melanżu" xD
Przez chwilę miałam wrażenie, że to będzie typowa denna komedia o seksualnym życiu nastolatków, ale to zupełnie nie to (znaczy, tego tematu też jest tu sporo). Ale ogólnie to bardzo fajna opowieść o przyjaźni dwóch różniących się dziewczyn -outsiderek, o perfekcjonizmie, o tym, jak błędne jest stereotypowe ocenianie innych, o próbie wyjścia ze swojej strefy komfortu. A to wszystko w lekko absurdalnym sosie ^^ I jeszcze niewielka, ale zacna rola Billie Lourd
Film jest chyba reżyserskim debiutem Olivii Wilde, mam wrażenie, że nowa reżyserka nakręci jeszcze sporo filmów, bo ten wyszedł znakomicie.

I jeszcze obejrzałam Kapitam Marvel - kapitalny film! Ale widzę, że ma własny temat.

I takie spostrzeżenie - bardzo mało w tym roku fajnych, ciekawych filmów. Znaczy, ja oglądam ich mało, możliwe więc, że był jakiś udany o którym nie wiem, ale... zdaje się, że jest słabo. Oprócz dwóch powyższych był jeszcze "Us" i to chyba na tyle. Druga połówka roku powinna być lepsza, sądząc po Cannes i kilku zapowiedziach.

Booksmart

Mnie również trochę zmylił polski tytuł "Booksmart" a wyszedł całkiem zgrabny debiut reżyserski.

Królowa Kier

Warto zobaczyć.

Choć myślę że podcięcie o jakieś 10 min wyszłoby filmowi na dobre.

Za to cała reszta dobra.

Re: Królowa Kier

Potwierdzam.

I Am Mother

Kolejny fajny film SF od netflixa.
Zajawka:
https://youtu.be/wm5F4Wj_fUE

I niech tak trzymają dalej, tylko więcej wydań fizycznych poproszę.

MiB 4

Film całkiem spoko, choć to luźna wariacja na temat MiB.

Mamy duet już sprawdzony T3 i Valkiria. I tutaj też wypada to OK. Choć T3 już kolejny raz gra to samo... Za to Neeson świetnie w formie - trochę jak Jinn w TPM

Wersja IMAX godna polecenia, cały film w formacie plus bardzo dobry dźwięk.

Takie mocne 4/5 warto zobaczyć.

Prospect

Piękne czasy dla filmów SF, co chwila to nowy świetny film. Tym razem amazon mi podpowiedział, podczas robienia zakupów, że mogę być zainteresowany filmem Prospect (2018) z Pedro Pascalem jako... Ezrą (ostre przetarcie przed serialem Mandalorian) XD.
Zajawka:
https://youtu.be/XSpw22HPdHU

Nie ma w tym filmie żadnych wodotrysków, jest zrobiony w stylu lat 70?
Co najważniejsze, nie ma tu planety Ziemia i jej mieszkańców, co jest od bardzo dawna sporą rzadkością (nie licząc SW). Wszytko jest obce i nic nie jest wyjaśniane (nareszcie), więc przez sporą cześć filmu towarzyszy nam uczucie niepokoju, bo nie wiemy czego możemy się spodziewać, jakie są zasady.
Pozycja obowiązkowa dla fanów SF.

mother!

He, he, ale odjazd. Jeden z najbardziej znienawidzonych przez szeroką publiczność filmów ostatnich 20 lat, albo i więcej.

Powiem szczerze, mi się to BARDZO spodobało. Wiedziałem, czego należy się spodziewać - film jest dziwaczny, momentami bardzo nieprzyjemny i trochę szokujący. Ale nie do przesady, co roku wychodzą o wiele bardziej odrażające na wielu poziomach filmy, kierowane do masowej publiki, które ta jakoś "kupuje".

"mother!" jakimś cudem udało się masową publiczność obrazić i odrzucić, i to jest symptomatyczne. Sam się zastanawiam, skąd taka skrajna reakcja. Film faktycznie jest przykładem sporego dziwactwa i niezbyt popularnej tematyki, czyli religii. To już drugi po "Noe" film Aronofskiego poruszający ten drażliwy temat. Nie wiem, skąd on bierze te odjechane interpretacje judeo-chrześcijańskich mitów, ale mi ta jego kosmogonia bardzo się podoba. Czy to jest jakaś Aronofska wizja gnostycyzmu czy manicheizmu, czy jakiejś sekciarskiej gałęzi judaizmu? Nie mam pojęcia, ale wydaje mi się że stąd bierze się ta alergiczna reakcja na "mother!" - po prostu nie da się oddzielić od warstwy wizualnej tego religijnego podtekstu, i bez zrozumienia na co się właściwie patrzy, film może wydawać się kompletnie pozbawiony sensu. Alegoria nie jest "samotłumacząca się".

Abstrahując od treści, film nakręcony jest niesamowicie sprawnie, wygląda fantastycznie, jest wypełniony bardzo dobrymi rolami świetnych aktorów. Bardem, Lawrence, Pfeiffer, Harris, zagrali bez zarzutu.

Cóż mogę więcej powiedzieć, polecam, polecam, jak ktoś nie widział, oglądać. Szczególnie podejdzie zainteresowanym religiami i "pochodnymi". Tylko proszę się nastawić na sporą dawkę dziwności i "gwałtownej" ekspresji, plus trochę szokujących scen. Nie pokazywać dzieciom. Na randkę też się raczej nie nadaje

Drugie sekretne życie zabawek 4

Czyli w zasadzie dwa filmy i bardzo udany weekend w kinie.

"Toy Story 4"

Obwiałem się tego filmu, zmęczenia materiału i tego, że będzie robiony trochę na siłę. I... początek zdaje się to potwierdzać, ale, na szczęście, to tylko takie wrażenie. Potem się rozkręca i trzyma w napięciu do końca. Bardzo satysfakcjonujące, pozytywne zakończenie serii i początek spoilera jeżeli ktoś lubi "shipować" nawet zabawki, to się nie rozczaruje koniec spoilera. I mimo "zabawkowej" konwencji też trochę poważniejszych spraw jest tutaj poukrywanych, jak zawsze. A z dodatkowych pozytywów - jak dzisiaj świetnie można animować wodę, deszcz czy sierściucha

"Secret Life of Pets 2"

Bardzo rzadko kiedy kontynuacja dorównuje jedynce, a tutaj jest nawet lepiej. Początkowe niby niezależne historie prowadzą do finału, a sportretowanie zachowań zwierzaków jest rewelacyjne. To znaczy, jak ktoś się spodziewał dzieła na miarę "siódmej pieczęci" to nie, to nie ten film. Ale to znakomite 90 minut nieprzerwanej rodzinnej rozrywki, jeżeli macie psy, koty, króliki, małe dzieci lub kombinacje powyższych (np. macie psa i spodziewacie się dziecka ) to idźcie na ten film, nie będzie żałować. Nawet jak jesteście "starym dziadem" [TM] to ucieszycie swoje wewnętrzne dziecko, a przecież o to chodzi.

Kobieta idzie na wojnę

Warto zobaczyć. Świetna muzyka. Polecam!

Re: Fajny film wczoraj widziałem trzynaście

Ophelia - z Daisy Ridley, która świetnie tam wypadła. Jest w tym filmie bardzo urocza i widać, że bardzo się stara. Miło się ją oglądało.
Sam film to nieco uwspółcześniona wersja Hamleta, który jest tu na dalszym planie. Podoba mi się bardzo taki pomysł na retelling, to tchnienie nowego życia w Szekspira. Myślę, że w jego sztukach jest jeszcze sporo możliwości na podobne retellingi.
Podobała mi się dużo większa rola Gertrudy, muzyka i to, że w filmie jest dużo światła, zieleni.
Film zmienia dość sporo w historii, ale nie jestem pewna, czy na lepsze (choć zakończenie mi się podoba). ogólnie myślę, że mogło wyjść lepiej, że nie trzeba było aż tak modyfikować historii, bo i w oryginalnej wersji dałoby się znaleźć przestrzeń, żeby opowiedzieć coś z innej perspektywy. Ale, no, podobało mi się

Dosyć spodobał mi się też film "Ghost Light", taka czarna komedia. Jak ktoś lubi powolne filmy z brytyjskim humorem, teatr i Szekspira, to można obejrzeć. Ja bawiłam się dużo lepiej niż na to mogłyby wskazywać oceny filmu (których zresztą i tak prawie nie ma).

Deszczowa piosenka

W ramach przypominania sobie klasyki obejrzałem wczoraj "Deszczową piosenkę". Nigdy nie przepadałem za muzycznymi filmami i dopiero niedawno, po "La La Land", dałem im szansę

Trochę się obawiałem, że skamielina itp. ale kurcze, 1952 rok, serio? Wygląda jakby powstał wczoraj i naprawdę jestem pod wrażeniem.

Prawdziwa perełka 10/10

Aż ciężko uwierzyć że mama Carrie Fisher nie była tancerką, bo w tym filmie jest i dotrzymuje kroku wymiataczom:
https://youtu.be/GB2yiIoEtXw?t=23

Olbrzymia różnorodność, bogactwo pomysłów, wszystko wygląda lekko, świeżo i... łatwo, a jest piekielnie trudne.

https://youtu.be/p2ytvJxTjTU?t=57
https://youtu.be/-Badf0ctYQo?t=9

Zajawka:
https://youtu.be/Fp7Ao6Zk_Mc

W sam raz na nadchodzące upały
https://youtu.be/w40ushYAaYA?t=44

Polecam

Re: Deszczowa piosenka

Uwielbiam ten film. Ale przy całej tej cudownej obsadzie moim ulubionym aktorem pozostaje Donald O`Connor i szczególnie "Make `Em Laugh". Czysta magia. https://youtu.be/SND3v0i9uhE

Re: Deszczowa piosenka

On jest jak dynamit w tym filmie, jakby wypił tysiąc kaw
Dosłownie biega po ścianach

https://youtu.be/SND3v0i9uhE?t=218

Ale ten fragment "Fit as Fiddle" mnie zahipnotyzował i oglądałem go już w pętli chyba z 50 razy
1:08 - 1:14

https://youtu.be/-Badf0ctYQo?t=68
Genialne.

Re: Deszczowa piosenka

La La Land nie podobał mi się wcale, ale Deszczową piosenkę uwielbiam Świetny, zabawny, pełen lekkości film.

Re: Deszczowa piosenka

La La Land nie podobał mi się wcale, ale Deszczową piosenkę uwielbiam Świetny, zabawny, pełen lekkości film.

Re: Deszczowa piosenka

La La Land nie podobał mi się wcale, ale Deszczową piosenkę uwielbiam Świetny, zabawny, pełen lekkości film.

Midsommar. W biały dzień

Co za popierniczony film. Ale dobry. Dość długi i dość wolny ale z samobójstwami, golizną, matactwami. Ogólnie nic nowego ale miło zmiksowane. Nawet pomimo już od pewnego momentu wiadomego przebiugu akcji dobrze się to ogląda.

Daję mocne 4 /5

Mnie się trochę klimatem kojarzył z Suspirią ubiegłoroczną

Tarantino na nie, zabawki na tak

Na "Pewnego razu w Hollywood" czekałam (wiadomo), ale bez większej ekscytacji niż zwykle, bo trailer wydawał mi się taki trochę bezjajeczny. No i się sprawdziło. Po raz pierwszy po filmie Tarantino mogę powiedzieć, że to przerost formy nad treścią. Po raz pierwszy, że zwyczajnie jego film nudził i był zdecydowanie za długi (30 minut spokojnie do kosza, a na pewno te 5-6 scen Brada Pitta w samochodzie). Że jak na jego standardy rozwałka była żadna, tak samo, jak żadne były wymiany zdań. Soczystych konwersacji jak na lekarstwo. Aż zanadto wtórny do tego stopnia, że to, co dodaje od siebie jest niezauważalne lub nieistotne. I nie pomoże tu żadna interpretacja tego filmu, że być może Tarantino tutaj trochę się rozlicza ze swoją twórczością, bo co z tego, skoro brakuje najlepszych części składowych, dla których się ogląda jego filmy? Zrzynka z "Bękartów wojny" w końcówce też słaba. Całkowicie zmarnowana Margot Robbie, która miała do zagrania w tym filmie dosłownie NIC, a szłam z większą chęcią zobaczyć ją niż Pacino, tym bardziej, że plakat sugeruje jej ważną rolę. Nic z tego. Duet Pitt-DiCaprio bezbłędny (szczególnie ten drugi), ale to trochę za mało. Ogólnie film jest "ok", bo poza głównymi bohaterami mamy jak zawsze fajną muzykę i ładne zdjęcia i można się rozkoszować scenografią. Zwyczajnie film jest ładny. Ale jak na standardy Tarantino być może jego najgorszy film. Kolejny film w tym roku, który bardzo mnie zawiódł. Oby "Joker" nie zawiódł.

Za to "Toy Story 4" to ogromne, pozytywne zaskoczenie. Szłam z dużą obawą, bo nie do końca sądziłam, że jeszcze jedna część jest potrzebna, że pewnie to już nie będzie to, a trailer niczego nie urywał i ten widelec mi nie pasował. Mam nadzieję, że Disney nie połasi się na część piątą, bo ta jest pięknym i mądrym zakończeniem. Za największą zaletę chyba wezmę naprawdę zgrabne wrzucenie girl power. Przy tym to nie przyćmiewa i nie zapomina się o tym, że to od zawsze była historia Chudego i jest on nadal na pierwszym planie. Bardzo dobrze to wyważyli. A historia z widelcem okazała się ostatecznie świetna. Iść w ciemno, bo i dzieciakom się powinno spodobać, a fanom tej serii na pewno nie zniszczy dzieciństwa.

Re: Tarantino na nie, zabawki na tak

Akurat Toy Story 4 jest zdecydowanie najsłabszy ze wszystkich filmów (najlepsza jest trójka), ale i tak jest to bardzo dobry film, który mogę spokojnie polecić wszystkim miłośnikom poprzednich filmów.

Niestety zakończenie jest słabe, dlatego osobiście liczę jednak na powstanie piątki i "naprostowanie" pewnych rzeczy z zakończenia oraz początek spoilera ponowne spotkanie Chudego z resztą ekipy, bo tak mamy sytuację, w której pod wpływem chwili Chudy porzucił resztę przyjaciół. Pal licho dzieciaka, bo akurat olanie Bonnie było całkiem słuszne, ale przez wszystkie filmy tłuczono nam o przyjaźni między zabawkami, zwłaszcza między Chudym a Buzzem, a tutaj taka dziwna decyzja kowboja podjęta w ostatniej chwili. koniec spoilera

A i tak niezależnie od tego, co myślimy o kontynuacjach, to piątka tak czy siak powstanie - o trójce też mówiono, że to zakończenie historii, a jednak jakoś czwórka powstała. Tak więc za 12 lat albo i ciut szybciej zobaczymy trailery Toy Story 5

Re: Tarantino na nie, zabawki na tak

Dla mnie T bardzo na nie !

Śmierć Stalina

Czarna komedia. Umiera Stalin. Rozpoczyna się walka o władzę i schedę. Aktorzy grają super, szczególnie Buscemi i Beale jako Beria i Chruszczow. Fajny popis daje Jason Isaacs jako Żukow. Fajny film.

Re: Śmierć Stalina

Popieram, zresztą mało, że tylko "fajny" - rewelacyjny film i moim zdaniem drugi najlepszy film 2018 roku (ustępuję jedynie The Disaster Artist). Buscemi faktycznie najlepszy jako Chruszczow, ale jeszcze ogromnie spodobali mi się Isaacs (Żukow), Tambor (Malenkow).
Aż dziw, że nie puszczali go w dużych kinach, tylko trzeba go było szukać w kinach studyjnych.

Re: Śmierć Stalina

Zgadzam się z wszelkimi zachwytami, u mnie w podsumowaniu 2018 roku znalazł się na najniższym stopniu podium jedynie za Solo i Trzy billboardy za Ebbing. Role aktorskie są świetne, a cały film przezabawny.

Parasite

Polecam gorąco <3

Downton Abbey

Powiem tak, serialu nie widziałem, na film zostałem wyciągnięty trochę wołami, przekonany do końca nie byłem...

I... podobało mi się! Bardzo - bardzo. I to na tyle, że zacząłem rozglądać się za jakąś edycją kolekcjonerską serialu, który ponoć też jest fajny. Uprzedzając pytania - nieznajomość serialu w niczym mi nie przeszkadzała podczas seansu.

Film jedzie na nostalgii i nawet tego nie ukrywa, wiadomo, kiedyś wszystko było lepsze, nawet trawa była bardziej zielona. Ale, widać w tym filmie autentyczną wspólnotę - społeczeństwo klasowe, owszem, ale każdy - od króla po pomoc kuchenną -ma też wpojone poczucie obowiązku. I dumy z bycia częścią tej wspólnoty. No oczywiście wiem, że wyidealizowany, ale czy to przeszkadza? Taki świat bez socjalizmu, po prostu piękny. Gdzie wypowiedziana jest prosta prawda, iż nie można kraść tylko dlatego iż ktoś coś ma a my nie mamy a chcemy mieć.

No i jest to zagrane i przedstawione w ten sposób, że bardziej emocjonujemy się wydarzeniami w kuchni niż wątkiem sensacyjnym. I zagrane też jest nieźle, ale podejrzewam że dialogi przy tłumaczeniu dużo tracą.

No i oczywiście jest wątek "tęczowy", bo no musi być, ale taki przedstawiony nienachalnie, i chyba niezamierzenie wyszła twórcom parodia baru "Pod błękitną ostrygą" z Akademii Policyjnej.

Ogólnie - jak macie dosyć dołowania się Jokerami, Rambami itp. i chcecie po prostu dostać "feel good movie" - to to jest właśnie ten film.

Re: Downton Abbey

O, fajnie Co prawda filmu nie oglądałam - ale planuję to nadrobić - bardzo za to lubię serial. Swego czasu oglądałam odcinki hurtem, a potem z utęsknieniem czekałam co tydzień na kolejny odcinek
Bardzo dobre aktorstwo, kostiumy, muzyka. Z czasem zrobiło się już zanadto telenowelowato, ale tak jak piszesz - fajnie czasem przenieść się w taką dość złagodzoną wersję przeszłości
Z tym, że pomysłodawca i scenarzysta tego serialu, Julian Fellowes, jest prawdziwym brytyjskim lordem, co może wyjaśniać ten nostalgiczny ton w opowiadaniu o "wyższych sferach"

jaki film

obejrzeć z tych, które będą w najbliższych tygodniach na ekranach (licząc na obejrzenieprzed nim trailera TROS)?

Re: jaki film

Najpewniej Frozen II

Re: jaki film

Disneyowska Czarownica II

Re: jaki film

Nie ma, są do filmów na 2020, ale do filmu specjalnej TROS-ki nie ma.

Nostalgiczny trailer

Leciał natomiast przed Jexi - i w kinie wygląda o wiele lepiej niż na małym ekraniku. A sam film też smieszna satyra na współczesnych niewolników, nie potrafiących żyć bez telefonu i fejsbuczka.

Re: jaki film

nie wiem

Ale wiem, na co ja się szykuję. Liczę na to, że "Irlandczyka" Martina Scorsese będzie szansa zobaczyć. I to jest przed TROS u mnie numer 1. Pewnie mała liczba kopii, ale mam nadzieję, że do Wrocławia coś trafi.

Drugi film - to "Le Mans `66", czyli Ford vs Ferrari. Też zapowiada się ciekawie.

Masz jeszcze głośny "Solid Gold", ale to chyba sobie odpuszczę .

Plus ze Starwarsówka masz "Na noże" Riana Johnsona, oraz "Last Christmas" z Emilią Clarke.

Ja mam jeszcze zaległości z zeszłego tygodnia do nadrobienia, z "Ukrytą grą" na czele. A widzę, też, że jeszcze do TROS jakieś 2 komedie francuskie, ale chyba te poważniejsze i włoski "Aspromonte" też zapowiadający się ciekawie. Choć czasowo pewnie ciężko będzie to wszystko zgrać.

Re: jaki film

Na Le Mans`66 się wybieram
Ten Rian też trochę kusi, ale nad tym pewnie zapanuję.

Re: jaki film

Tutaj leci przed Midway, jakby co. I też warto.

Re: jaki film

Czyli Midway to nie jakaś tania patriotyczna baja...?

Re: jaki film

Nie, tylko to film o niewłaściwym tytule. "Wojna Besta" - tak ten film powinien się tytułować.

Historycznie pojechali bardzo szczegółowo, wręcz kronikarsko, nowe "Pearl Harbor" (to z amerykanami w "303") może mu buty czyścić.

Re: jaki film

Chodzi o sam trailer czy film ma być jeszcze oglądalny? Po raz pierwszy i jak dotąd jedyny widziałam trailer TROS przed sequelem "Lśnienia", czyli "Doktor Sen". Film ujdzie, więc chyba można.

Re: jaki film

Preferowane żeby film był oglądalny, nie jestem tak zdesperowany jak fani którzy chodzili na Meet Joe Black tylko dla trailera TPM

FIRE WALK WITH ME

No... mocne. Obejrzałem to po raz drugi po (chyba...?) 25 latach. Pamiętam, że wtedy w tamtych zamierzchłych czasach oglądania "nowości" na VHS film robił piorunujące wrażenie, mimo, że wśród "krytyków" najlepszej opinii podobno nie miał. W każdym razie, dziś już nie był dla mnie tak koszmarnie przerażający, ale i tak nieźle szarpie nerwy.

Film jest dziwny, osobliwy, dla ludzi spoza Lynchowych klimatów i nie obeznanych z wydarzeniami serialu może być mocno niestrawny. Mamy tam jakieś elementy kryminału, jakiegoś metafizycznego onirycznego koszmaru w typowo Lynchowym stylu, ale głównie jest to obraz stoczenia się i unicestwienia głównej bohaterki. Skądś niejasno przypominam sobie tytuł "Co naprawdę przydarzyło się Laurze Palmer". Za cholerę nie mogę namierzyć źródła - albo taki był podtytuł filmu w jakiejś polskiej wersji dystrybuowanej na VHS (ale nie mogę znaleźć wzmianki w necie), albo gdzieś, w jakiejś gazecie, widziałem artykuł pod takim tytułem. I to chyba jest najlepsze podsumowanie treści filmu.

Lynch prawdopodobnie chciał w jakiś sposób zamknąć tę opowieść, po tym jak drugi sezon TP stał się swoją własną parodią w rękach imitatorów. Można powiedzieć, że mu się to udało - fani pragnący jakiegoś domknięcia metafizycznej strony tajemnicy dostają to, czego chcieli. Zabójcą - pośrednio - okazuje się ojciec Laury, opętany przez jakąś tajemniczą transwymiarową istotę (?), która pragnie doświadczać naszego świata poprzez opętanie swoich ofiar, a następnie żywi się cierpieniem. Lynch nie byłby sobą, gdyby nie dołożył kilku dodatkowych aspektów owej tajemnicy, które (przynajmniej częściowo) będą wytłumaczone dopiero w serialu sprzed dwóch lat.

Specyficznego smaku nadają filmowi pierwsze sceny, w których dzieją się śmieszno-osobliwe Lynchowe dziwactwa, w których codzienne i niewinne wydarzenia nabierają kształtu sennego koszmaru, i które próbują wyprowadzić widza w pole, sugerując, że mamy do czynienia z filmem policyjno-kryminalnym, przyprawionym jakimś niesamowitym nadprzyrodzonym nastrojem (Agent Cooper ma wizje i sny, David Bowie wraca z innego wymiaru po odkryciu tajemniczego zjawiska o nazwie JUDY, program Blue Rose etc etc). Film po tym dokonuje zaskakującego zwrotu o 180 stopni i zmusza widownię do oglądania w maksymalnym zbliżeniu końcowego stadium upadku głównej bohaterki. I to jest prawdziwy rdzeń tej historii.

Ciężko jest o tym pisać, ale trudno jest nie czuć jakiegoś współczucia dla Laury. W tych ostatnich dniach swojego życia w pełni zdaje sobie sprawę, w co weszła, i że z tej matni jest tylko jedno wyjście. Świadomość zbliżającego się końca doprowadza stopniowo Laurę do obłędu, i mimo jej usilnych prób zachowania zimnej krwi, czy typowej dla nastolatków olewczej obojętności "byle być cool do samego końca", szaleństwo, panika, w końcu biorą górę i Laura umiera w koszmarnych okolicznościach i straszliwym cierpieniu.

Trudno jest w pełni uzasadnić tę zimną nieuchronność wydarzeń i jeszcze trudniej zrozumieć cel, który przyświecał Lynchowi. Czytałem kiedyś wywiad-rzekę z D.L. ("Widząc Siebie") i to co utkwiło mi w pamięci, to stwierdzenie pana Lyncha, że zawsze był i pozostał udręczony. Udręczony, prawdopodobnie, realizacją, że takie nastolatki jak Laura Palmer istnieją i jest ich dużo, to wszystko dzieje się tuż obok nas, pod cienkim płaszczykiem normalnego cichego życia jest otchłań, ogień pożądania, chaotyczna i destruktywna część ludzkiej natury, nienasycona żądza na granicy życia i śmierci. To właśnie ta mieszanina instynktu pożądania życia i pożądania śmierci, jest tym "ogniem", o którym wspomina tytuł i który występuje w "zaklęciu" (mottcie?) BOBa. Ogień ten płonie w duszy ludzkiej, w każdym z nas, ale nie z każdego wydobędzie się na powierzchnię. Ci, którzy go wypuszczą, wiedzą, że już zawsze ów "ogień" będzie im towarzyszył - zawsze będzie "kroczył z nimi". To jest prawdopodobnie przyczyna wewnętrznej udręki pana Lyncha, którą bardzo dobrze pokazał swoim widzom, i, być może, niektórych również doprowadził do podobnej realizacji. Zanurzenie się w tym ukrytym świecie, jest procesem nieodwracalnym - od realizacji ucieczki już nie będzie. Od tej pory, gdzieś w tyle głowy, zawsze będzie towarzyszyła mi myśl, że dziś na ulicy prawdopodobnie minąłem Laurę Palmer.

PS. krótko w kwestiach technicznych. Disclaimer napisał, że jest to prawdopodobnie najlepszy film Lyncha, zgadzam się z tym w 100%. Zarówno warstwa audio jak i wizualna jest na najwyższym poziomie - ale to treść filmu i swoiste "obnażenie się" Lyncha sprawia, że jest to prawdziwie wartościowa rzecz. Kto nie widział, powinien zobaczyć, warto. Kto do tego dojrzał i doświadczył, zrozumie. Czapki z głów.

Darkest Hour

Co ja bym zrobił bez tego Netfliksa... dzięki niemu mam okazję obejrzeć świetne rzeczy, jedne stare, inne nowe, jakoś przegapione.

Darkest Hour jakimś cudem przegapiłem. Prawdopodobnie przyćmiony był triumfalnym pochodem DUNKIERKI Nolana, która miała premierę dwa miesiące wcześniej, i wobec której Darkest Hour stanowi interesujący "companion piece".

Cóż można powiedzieć - jest to jeden z najlepszych filmów wojennych, które kiedykolwiek widziałem, mimo, że wojny w nim prawie nie pokazano. Nastrój jednakowoż, sposób prowadzenia narracji i budowania napięcia, przypomina tradycje najlepszych filmów wojennych z lat 60- i 70-tych. Niesamowity klimat nadciągającego wielkiego niebezpieczeństwa, narastającej paniki, rozkładu wewnętrznego. Wspaniale zasugerowana "magiczna" moc A.H. i jego wpływ na świat - oraz jego biegunowe przeciwieństwo, czyli sam Winston, który do Fuehrera żywi całkowitą odrazę. Niepowstrzymana machina wojenna Niemiec wydaje się tak potężna, że sama myśl o oporze wydaje się być czystym szaleństwem, a człowiek, w którego głowie postała, jest nieodpowiedzialnym wariatem. Wariat ów okazuje się być jednak wizjonerem, jedynym zdolnym do przejrzenia na oczy we mgle obłędu, paniki, zbiorowej histerii. Jego wizja w końcu jednak znajduje sposób, aby wydostać się "na wolność". Churchill w filmie jest prawdziwym Anty-Hitlerem, nie tylko jego wrogiem politycznym i militarnym, odrzucającym jakąkolwiek drogę ugody, ale też jakby przeciwieństwem duchowym, mówcą budującym w swoich słuchaczach nadzieję i wiarę w opór, w przeciwieństwie do nienawistnego i zdobywczego Hitlera.

Aktorsko - bardzo dobre. Do Oldmana chyba nikogo nie muszę przekonywać, reszta obsady jest równie dobra. Niesamowite "gęby", zapadające w pamięć, król Jerzy (dyrektor Kranik!), Halifax, Chamberlain, żona Winstona, jego maszynistka, po prostu świetni. Teatralno-teledyskowy styl zdjęć i reżyserii Wrighta bardzo przypadł mi do gustu, oświetlenie to po prostu mistrzostwo, podkreślające nierzeczywisto-bajkowo-legendarny charakter tej opowieści.

Cóż więcej... realizm historyczny. Nie mam o tym kompletnie pojęcia. Nie znam historii, ni w ząb. Podobno ten film niezbyt dobrze odpowiada prawdzie historycznej. Ja to widzę od razu - jest to brytyjska propaganda. I wiecie co? Ja chyba lubię brytyjską propagandę. Dunkierka - podobało mi się bardzo (dałem temu wyraz wtedy w mojej "recenzji"). Darkest Hour jest jeszcze lepsze. Podoba mi się ten pozytywny, podnoszący na duchu, jednoczący ludzi duch tych filmów. Najważniejsze - to nigdy się nie poddać, i jednocześnie, za bardzo nie poświęcać. To jest prawdziwy brytyjski pragmatyzm. Najpierw ratujemy siebie, jednocześnie myśląc o bitwach jutro i pojutrze. To ogromny kontrast i powiew świeżego powietrza wobec polskiej mentalności "ofiary", "symbolu" i "kamieni na szaniec". Scena w metrze, bardzo pozytywna, specjalnie skrojona pod potrzeby dzisiejszych czasów, również ciężkich i decydujących o przyszłości UK.

Oglądałem ten film 10 listopada, w dzień przed naszym Świętem Niepodległości, i prawdę mówiąc, zazdrościłem Brytolom, ich mądrych rządów, pragmatycznego ducha, pozytywnego spojrzenia w chwilach niebezpieczeństwa. Siedziałem, i zazdrościłem im tego ich kraiku, mimo tych malutkich domków, wąskich schodów, grzyba na ścianach i dwóch kranów. Co za szczęściarze. Co za sprawna propaganda. "This was the charter, the charter of the land"...

Świetny i pozytywny film. Po wszystkim puściłem sobie teledysk "Aces High" Iron Maiden.

Re: Darkest Hour

Scena w metrze to "licencia poetica", nic takiego nie miało miejsca

I generalnie fajnie być brytyjczykiem, nawet w 1940 r. Bo jak mieszkasz na wyspie a wcześniej ograbiles pół świata i rozsądnie te pieniądze wydałes to wiesz, że i tak Ci niewiele mogą zrobić

A film swoją drogą świetny, gdzieś tu ma osobny wątek

Re: Darkest Hour

Chociaż z brexitem to się Brytyjczycy trochę pogubili

Jojo Rabbit

Johannes Betzler ma niewidzialnego przyjaciela. Tzn. My go widzimy. To bardzo nietypowy przyjaciel, bo jest to przyjaciel kazdego niemieckiego chłopca i dziewczynki. Tylko, czy to jest prawdziwy przyjaciel?

I, nie spoilerujac fabuły. Jeżeli sądzicie ten film ze zwiastunów i reżysera, to się srogo zdziwicie. Owszem, są tu elementy czarnej komedii, ale to jest bardzo poważny, miejscami trzymający w napięciu i niekiedy wzruszający film. Tak, reżyseria Taika Waititi, dobrze czytacie. Zresztą, sam Taika jest świetny w roli "przyjaciela", zadziwiająco dobra jest Czarna Wdowa w niespodziewanie poważnej roli, a mały Davis grający Joja robi to rewelacyjnie. No i w filmie są na pierwszym planie Niemcy, a dopiero potem naziści, i wszyscy za te Niemcy walczą do końca, gospodynie domowe, starcy, pasterze, dzieci...

I piękny dialog:
- powiedz mi coś o was, Żydach
- jesteśmy tacy jak wy, poza tym że jesteśmy też ludźmi

Re: Jojo Rabbit

Finster Vater napisał:
Jeżeli sądzicie ten film ze zwiastunów i reżysera, to się srogo zdziwicie. Owszem, są tu elementy czarnej komedii, ale to jest bardzo poważny, miejscami trzymający w napięciu i niekiedy wzruszający film.
-----------------------

O to to, dobrze napisane. Nie jest to jakaś jadąca po bandzie parodia, jak np. Iron Sky, ale bardziej złożony film. Warty polecenia.

Re: Jojo Rabbit

Widziałam i napiszę tylko tyle. Jeśli plota, że Taika dostanie coś z SW to prawda to ma moje błogosławieństwo. A już jak z romansem to w ogóle. Dziękuję, Taika, za to, czego mi nie dało TROS, a mogło.

Re: Jojo Rabbit

Książki nie czytałem, więc nie wiem czy film stracił równie wiele co "On wrócił", ale lubię satyry, lubię popnazi tematykę, lubię filmy poważne, tutaj dostałem mieszankę otrzu trzech. Pod kątem, hm, ideologicznym, nie mam się do czego przyczepić, są jak piszesz Niemcy, zwykli Niemcy, walczący do samego końca, jest Gesztapo, są bezlitośni Rosjanie i bezlitosne wydrwienie rasizmu, ludowe postrzeganie Żydów i tak dalej. Porównam z książką, bo postać wyimaginowanego Hitlera wydaje się być zupełnie niewykorzystana pod kątem fabularnym i równie dobrze mogłoby go tam nie być, wydaje się być tam wrzucony tylko dla ostatniej sceny i paru czysto komediowych, choć nie przeszkadza zbytnio. Generalnie film na plus, lubię kpiny z knagi, szczególnie socjalistycznej.

Ford vs Ferrari aka Le Mans 66

Dla petrolheadów pozycja obowiązkowa, choc będą sarkać na nieścisłości faktograficzne (ale zdjęcia wyścigowe to zrekompensują).

Dla reszty to wysnuta z faktów, znakomicie zrealizowana hollywoodzka produkcja, choć niekoniecznie będzie jasne który schemat będzie wiodący. Dobry Bale, choć raczej Damon kradnie mu widowisko, wiele uroczych momentów.

Re: Ford vs Ferrari aka Le Mans 66

Bo jak coś jest oparte na faktach, to nie znaczy że musi kopiować fakty 1:1 w 100%

Ale fakt, film z uroczymi momentami, potrafi budować napięcie, kawał solidnego rzemiosła i coś więcej. W kinie z Dolby słucha się dźwięków silników przecudnie (pojechałby sobie człowiek znowu na Nurnburgring czy w inne podobne miejsce, tylko kiedy...) Historia wpisuje się w narrację żeby w Ameryce znowu coś robić great again, bo tu lubią wyzwania, trochę hisoria rodzinna, trochę po nosie dostają gogusie z wysokich stolików korpo, a para Damon - Bale po prostu umie w aktorstwo - scena "przeprosin" przepiękna wprost, a reakcja szanownej małżonki wywołuje salwy śmiechu.

Re: Ford vs Ferrari aka Le Mans 66

Gdzieś jest pytanie o granice realizmu, np. gdyby do bitwy o Midway scenarzyści dla większej dramaturgii wstawili udział i zatopienie Lexingtona

Znajomy bloger motoryzacyjny, który jako pierwszy polecał mi ten film, nie może przeboleć Enzo na Le Mans, bo ten nigdy się nie ruszał dalej niż na Monzę. Mnie zdziwił jeden pojedynek Milesa z Bandinim, bok w bok na całej długości Mulsanne, bo każdy szanujący się kierowca skorzystałby z jazdy w strudze dla nabrania prędkości (zwłaszcza po tych wszystkich momentach "not yet!"). Faktograficznie cały wątek początek spoilera Milesa zostawionego w fabryce na pierwsze Le Mans koniec spoilera jest zmyślony, ale jak pięknie buduje dramaturgię.

Scena przeprosin piękna, podobnie jak scena przesłuchania przez żonę

Re: Ford vs Ferrari aka Le Mans 66

W "Midway" to "historyczni naziści" mogą się przyczepić ze "Nautillus" strzelał w rzeczywistości torpedy do Kirishimy, a nie do "Akagiego" Albo że nie zgadza się o parę stopni kąt ułożenia pasów na Roi

Film opowiada (pięknie zresztą) amerykański mit a wiadomo jak to jest z mitami, są albo mocne albo ich nie ma wcale. I ciekawe jak będzie z odbiorem - Damon ma rolę na Oskara, no ale zobaczymy.

A w scenie "przesłuchania" przez żonę to "are you nuts?" na końcu było przepiękne

Irlandczyk

Już od pierwszych minut widać i słychać, że klasyczny Scorsese, a nie żaden "Marty". Bierze narrację, którą stworzył w "Chłopcach z ferajny" i "Kasynie" i dostosowuje ją do seniorskich standardów swojej głównej trójki. To swoiste rozliczanie się z glamourem tamtych filmów. Nie myślcie jednak, że wali tu cały czas jakieś smęty, o nie, wszystko kręci się tu z taką werwą, że wcale nie odczuwa się mijających godzin. A III akt jest udekorowaniem tej ciężkiej roboty, zmienia się tonacja, mamy zabójczo precyzyjny montaż, długie chwile bez muzyki, powolne odliczanie... bo w końcu wiadomo do czego miała prowadzić ta historia...
De Niro w tamtych momentach wchodzi na swoje najwyższe obroty, obnażony zostaje nam jego konflikt pomiędzy lojalnością a sumieniem, surowa mechaniczność postaci czasem aż razi jakąś taką śmiertelną pustką.
Pacino celnie trafia swoimi wybuchowymi szarżami, często najwięcej humoru trafia się właśnie w jego scenach, jednak wlewa w Hoffę też niesamowity humanizm, to widać chociażby we wspólnych chwilach z De Niro. I chyba dlatego końcowy III akt wybrzmiewa tak dobrze, z uwagi na ten a nie inny duet.
Pesci "The Quiet Don" Bufalino, jak nazwa wskazuje cichutki, stonowany, nonstop nieodgadniony, wisi nad wszystkim, w tej mafijnej piramidzie, jak całe zło, ale nawet on jest tylko trybikiem w maszynie, są więksi od niego. Rola godna "Godfatherów". Możliwe, że moja ulubiona z jego repertuaru.

Z zarzutów? To taki dziejowy fresk na przestrzeni lat, rzuca nam się mnóstwo wątków, twarzy, epizodów i czasem nie idzie się w tym wszystkim połapać, ale może to się zmieni po powtórce na Netflixie.
Parę uwag do strony wizualnej. Odmładzanie daje się we znaki. Pozbyto się u aktorów zmarszczek, ufarbowano włosy, niemniej starcze sylwetki, spuchnięte twarze, zachrypnięte głosy pozostały. Biorąc pod uwagę, że odpowiednicy postaci w rzeczywistości raczej nie przypominali młodzieniaszków, na dłuższą metę nie sprawia kłopotu. Bardziej to, że wyglądają jak figury woskowe.

Whatever, mo*dy w kubeł i oglądać. Ode mnie mocne 8/10

Re: Irlandczyk

Się też wybieram, bo nie wypada nie wybrać się

Re: Irlandczyk

Czy dostosowuje to do seniorskich standardów? Po części tak, ale ja to raczej widzę inaczej, w szczególności końcówkę. Jako taki powrót do tematów poruszanych te kilkadziesiąt lat temu i jednocześnie nadanie im perspektywy starszych poniekąd już panów.

Świetny film, no właśnie film, a nie marvelowske wesołe miasteczko .

Knives Out

Bardzo dobry film, hejterzy Johnsona mogą się gonić. xD Intryga co prawda do odgadnięcia w połowie filmu, ale dzięki obsadzie (nawet Yoda się załapał) i humorowi ogląda się świetnie.

PS. Dodatkowy plus za jechanie po imigrantach. xD

Re: Knives Out

Dlatego ja bym mu tam kiedyś dał jeszcze szansę z bardziej kameralnym filmem/filmami Star Wars. On nie powinien robić epizodu sagi, tylko coś bardziej na uboczu.

Choć mi się tam TLJ podobało.

Re: Knives Out

Rajan jest odpowiednim człowiekiem by robić Star Warsy, ale te - po, okresie Skywalkerowym. Innymi słowy, trylogia Rajana mogłaby być naprawdę pozytywnym odświeżeniem i ciekawym spojrzeniem w już nowych filmach.

Re: Knives Out

Bo ten film jest tym, czym powinno być kino - dobrą zabawą wciągającą widza.

Wspomnień czar

Dwa filmy, będące powrotem do dzieciństwa.

Pierwszy to film teoretycznie wojenny, którego tytułu przez długi czas nie znałem. Leciał pod koniec lat 70-tych w TV, i oglądałem go wtedy równolegle z „4 pancernymi”. Później chciałem go jeszcze gdzieś zobaczyć, ale ciężko odnaleźć film, którego tytułu się zapomniało. Wczoraj przeglądam nowości na Prime, patrzę i coś mi brzmi bardzo znajomo. Włączam i tak, to jest ten film.

Attack – amerykański film z 1956 r. na podstawie sztuki teatralnej, którego akcja dzieje się pod koniec II wojny światowej w Europie. Wojny trochę jest, nawet z rozmachem, choć dzisiaj efekty czy podrasowane „Stuarty” grające niemieckie czołgi mogą trochę razić, ale nie ona jest tu najważniejsza. To taka trochę ponadczasowa opowieść o tchórzostwie, odwadze, głupocie, korupcji oraz o robieniu tego, co jest słuszne a niekoniecznie wygodne. Jedna drastyczna scena zostaje długo po senasie. Ale, to trzeba po prostu zobaczyć, bo pisanie więcej byłoby jednym wielkim spoilerem.
Aktorsko to jest popis Jacka Palance, bardzo dobry jest też jeszcze całkiem młody Lee Marvin, zresztą, chyba cała obsada trzyma poziom. Naprawdę godne polecenia.

Drugi film, który też znalazłem na Primie, to „Zakazana Planeta” – też staroć z tego samego 1956 roku. Flim, dzięki któremu pokochałem S-F, i film, który ogląda mi się dziś tak samo dobrze, jak wtedy (czyli pod koniec lat 70-tych). Dzieło z wielu aspektów przełomowe dla SF, pierwszy raz wprowadzające takie rzeczy jak robot z własną osobowością, podróże w nadprzestrzeni czy choćby – blastery! Film będący inspiracja dla wielu innych, między innymi Star Treka. Ale też nie jest to tylko widowisko pełne efektów (wtedy – wręcz niesamowitych), ale całkiem poważna opowieść o tym, że najgorsze są te potwory, które nosimy w sobie. Jeżeli ktoś lubi S-F, a tego jeszcze nie widział, to na co czeka?
I – Last but not Least – młody Leslie Nielsen jako kapitan J.J. Abr… a nie, wróć, J.J. Adams

Rysiu Jewell

Trzeba zobaczyć.

Re: Rysiu Jewell

Trzeba. Clint jest dobry w reżyserię i ma wywalone na układy.

Re: Rysiu Jewell

O tak. Zdecydowanie trzeba zobaczyć! Clint w formie oraz świetnie aktorstwo.

Re: Rysiu Jewell

SR jest rewelacyjny.

1917

Świetne otwarcie, rekonesans, 15, 20 minut, do 1 wybuchu. Potem "theme park", jak od ziomków Scorsese. Mendes z ekipą spóźnili się z tym filmem 20 lat. Nie daje widzowi jakiejś nieogranej przez dekady perspektywy, a typowe holly. Samuś jak nie wie co nowego walnąć w swoim repertuarze, to updejtuje innych filmowców. I tak w Skyfall cytował to bólu Nolana, tutaj mapłuje jego Dunkierkę, bo "bardziej mojsza, ja tyż chce cuś takiego, tate dej!!!11!@#"

Za mocno pompuje swój nastrój i swojego głównego "everyday herosa", ten oczywiście jako jedyny z ekipy pchającej ciężarówkę stoi tyłem, oczywiście najgłośniej krzyczy i najmocniej wygina papę, i muza maks (Newman w trybie zimmeryzmów, nawet zżyna z Thin Red Line) no i to wszystko tak ładnie rozplanowane, bardziej nastawione na cool widowisko niż na realizm wojny. Nie ma poczucia zagrożenia, suspensu, bo wszystko ma grać teraz i nieprzerwanie ciągnąć tego mastershota. Nie czułem absolutnie niczego.

Ten finałowy rozbuchany bieg "pod prąd", to było tak idiotycznie epickie, tak podrasowane, że w sumie jakby ziomek zaczął fruwać i skakać jak super mario, to pułap mej konsternacji i tak by się nie zmienił.

Deakins w tej samej palecie kolorów co zwykle. To jego film, a jednocześnie tak bardzo zachowawczy. Sztuczka jednego ujęcia jest w dzisiejszych czasach prosta i niezbyt zmyślna. Może być najwyżej wyzwaniem logistycznym, ale w wymiarze w jakim ukazuje go 1917 działa tylko jako spektakl, nie sztuka.

What`s meant to be an epic film has the emotional heft of David Copperfield making an airplane disappear.

Re: 1917

To się dopiszę. Pierwsza 1/3, tak powiedzmy do wejścia w początek spoilera pułapkę koniec spoilera absolutnie mistrzowska, ten feeling bycia w strzelance z perspektywy trzeciej osoby był fantastyczny. Technicznie to też było nienaganne. Oczu nie szło oderwać. Szkoda tylko, że potem się to znacznie zepsuło. Na plus jeszcze początek spoilera ładna scena zgonu koniec spoilera. Podpisuję się, że bieg w finale niepotrzebny i rozbuchany, ale po prawdzie to ten film z realizmem niewiele miał wspólnego w zasadzie przez cały czas. Bieg przez nocne Ecoust we mnie wywołał podobną, negatywną reakcję co ten finałowy. No i ta krwiożerczość Niemców i złote serduszka aliantów, którzy stojąc naprzeciwko wroga ostatnie, o czym myślą to sięgnąć po broń xD Albo to oddawanie całego jedzenia randomowej kobiecie, litości. Ale przymykam oko, bo to nastawione na widowisko, właśnie też jak Dunkierka, więc podobało mi się. No i kończy się optymistyczniej niż TROS, więc nastrój poprawiony. Polecam dla widowiska (wg mnie warto dla samego początku) i naszego głównego duo, które aktorsko daje radę.

1917 - jeden z najlepszych

Świetnie nakręcony, klimatyczny, dobrze trzymający się realiów (w 2019 zrobili kino historyczne na realiach, co nieczęste - "Wojna Besta" aka Midway" czy ten). Fajnie oddane horror I wojny, okopów, błota i ogólnego bezsensu. I klimat operacji Alberich, gdzie Niemcy wysadzali i palili za sobą wszystko, ścinali drzewa i zostawiali pułapki, snajperów i grupy opóźniające, połączone z II bitwą pod Arras (przyćmionej przez bitwę pod Cambrai). Oraz "inicjatywy" oddolne, nieliczny grup, które zostały dłużej aby przytulić to, co jeszcze zostało po ewakuowanych mieszkańcach. Jak i to, ze nie wszystkich się udało ewakuować i że niektórzy ukrywali się po piwnicach zniszczonych miasteczek. "Znawcom" I wojny należny jeszcze przypomnieć, że "bieg" wzdłuż okopów był częsta praktyką, gdy np, dowódca kompanii / batalionu chciał coś w podobnych warunkach zameldować a zerwało linie telefoniczne czy ogólnie coś się spie...psuło. Przypadki że dobrze uposażeni żołnierze (każdej ze stron) oddawali część racji cywilom też są częste, tak praktyka. Nb. w nocy nie widać tak, jak widzimy na filmie, i w sytuacji gdy spotykamy maruderów to trzeba wiać a nie walczyć z nimi,no i bez karabinu się szybciej i łatwiej ucieka.

Z drobnych zarzutów można powiedzieć że nie było żadnych afrobtytyjczyków w wyspiarskich pułkach. Hindusi mieli własne pułki i nie było ich w wyspiarskich oddziałach. Odchodzący na upatrzone pozycje Niemcy czasami zostawiali stare armaty, szczególnie jak lufy były na granicy zużycia i był problem ze skrytym transportem, ale NIKT w 1917 nie zostawiłby mosiężnych łusek. Tak samo jak w Écoust-Saint-Mein nie miało prawa być dzwonu w kościele, Niemcy pozabierali wszystkie w 1914. Albadros DIII dopiero wprowadzano do linii i inna była taktyka ich użycia, i dla Ententy to był w powietrzu "krwawy kwiecień", gdzie DIII prawie że zdmuchnęły z powietrza Brytyjczyków i Francuzów (szczególnie spektakularna masakra RFC miała miejsce właśnie w okolicach Arras) i trudno sobie wyobrazić sytuację z filmu w tym okresie, no ale to detale jednak.

Re: 1917 - jeden z najlepszych

Wykład z historii nikomu niepotrzebny. Film był skopany koncepcyjnie i wykonawczo.

Re: 1917 - jeden z najlepszych

#ziew #nikogo

Re: 1917 - jeden z najlepszych

Ten film chyba sam nie wiedział jaki chce być - takie moje wrażenie.

1917- to było coś !

Na pewno technicznie jest to perła, najlepiej nakręcony i najpiękniejszy film roku. Jestem pełen podziwu dla twórców jaki tutaj kawał niesamowitej i niezwykle trudnej roboty odwalili. Poza tym emocje i napięcie przez cały czas, nie wiadomo w ogóle co się zaraz wydarzy a im dalej w las tym bardziej dramatycznie. Ten film trzeba obejrzeć w kinie. To nie tyle jakaś skomplikowana intryga z rozbudowanymi bohaterami tylko przeżycie, doświadczenie wojenne. Coś jak Grawitacja, w której doświadczaliśmy kosmos, tak tutaj doświadczamy wojny z perspektywy jednego/dwóch ludzi. Obstawiam że zgarnie Oskara za najlepszy film roku, bo po prostu najbardziej się wyróżnia. Zdjęcia, praca kamery i muzyka - rewelacja. I jest też w tym prosta ale wzruszająca historia zwykłego żołnierza. Ode mnie 9/10.

Re: 1917- to było coś !

Mnie mocno wynudził. OK miejsca są naprawdę dobrze zrobione. Ale jako całość to po prostu OK film. Do Dunkierki mu daleko.

Re: 1917- to było coś !

Mnie z kolei Dunkierka wynudziła. Bohaterowie i historia byli tam po prostu nieangażujący.(choć technicznie się wyróżniał). Wtedy mówiłem, że mój typ filmu wojennego to zdecydowanie Przełęcz Ocalonych Gibsona w kontraście do filmu Nolana. 1917 zdecydowanie bliżej wg mojego gustu do Przełęczy aniżeli do Dunkierki.

Re: 1917- to było coś !

Stuntman Mike napisał:
Bohaterowie i historia byli tam po prostu nieangażujący.
-----------------------

No przecież tego w tym filmie nie było

Małe Kobietki

No po prostu fajny, sympatyczny film na podstawie klasycznej powieści L. Ascott. Ronan trochę kradnie show, ale świetna jest też M. Streep jako cioteczka March. Laura Dern na drugim planie i Hermiona też dają radę. Król Henryk też fajny, i generalnie niezłe kino rodzinne. Widać że ekipa Lady Bird razem to przepis na dobry film.

Zostałem na ten film trochę wyciągnięty, ale nie żałuję. Zdecydowanie warto.

Re: Małe Kobietki

Jak mówisz że warto to pójdę !

Re: Małe Kobietki

Teraz czytam "Dobre żony", a potem porównam książkę z filmem

Re: Małe Kobietki

Teraz czytam "Dobre żony", a potem porównam książkę z filmem

Re: Małe Kobietki

Ja byłam dzisiaj i mi się podobał. Wzruszył mnie i ogólnie był bardzo przyjemny. 9/10.

Małgosia i Jaś

Nie sugerować się oceną na pewnym portalu, bo to bulszit. Wariacja znanej baśni, mocno uwspółcześniona, co na plus. Polecam głównie dla oprawy audiowizualnej, film jest po prostu śliczny, a każdy kadr mógłby spokojnie robić za tapetę. Dość powolny, bez durnych jumpscare`ów, trochę obrzydliwy, no i ma tę atmosferę. I czarownica jest naprawdę spoko i creepy.

Ptaki Nocy

Trailer obiecywał, ale lekka obawa była o nadmierne eksploatowanie słówka "emancypacja" z tytułu. I cóż, film ponoć słabo sobie radzi w bo, bo McGregor chciał być drugą Larson i coś tam palnął, przez co zniechęcił samce. Ci także uważają, że Harley nie jest tak seksi jak w Legionie, więc nie będą oglądać. Wina też zbyt długiego tytułu i umieszczenia w nim "Harley Quinn" na końcu, aż WB skrócił, bo ga ponoć nie jest w stanie ogarnąć tak długiego i dotrzeć do tego, co ją przyciąga. I szkoda, że zarobki ma poniżej oczekiwań póki co, bo to trzeci z rzędu bardzo udany film DCEU (jak dodać do tego niezwiązanego, oscarowego "Jokera" to już w ogóle rewelacyjna passa). Przekaz feministyczny, jeśli można w ogóle o takim tu mówić, jest prostacki, czy jak sam film przerysowany niemal do bólu. Wszyscy mężczyźni w filmie są źli, w finale bohaterki mszczą się na samcach, a ostateczna rozgrywka ma miejsce na "Molo Założycieli" wśród figur tychże, oczywiście samych facetów. Tylko, nawet zdając sobie z tego sprawę, to nie wchodzi na plan pierwszy czy drugi. Kobiety, które robiły film (reżyser, scenarzystka, Robbie jest współproducentem) nie zapomniały, że liczą się przede wszystkim bohaterowie, ich interakcje i fun. Dlatego można zapomnieć o drugiej, nudnej i posępnej Kapitan Marvel, podniosłych wynurzeniach o przewadze kobiet, "Force is female" czy coś w tym stylu. Biją dziadów, bo mają realne powody ku temu i nic więcej widz słyszeć na ten temat nie musi. A jakie to lanie jest satysfakcjonujące! Dawno się tak nie cieszyłam z oglądania mordobicia na dużym ekranie. Nie jest to John Wick, ale nadal pomysłowe i efektowne, widać inspiracje Tarantino. Nie odnotowałam też jakichś żałosnych żartów. Film jest bardzo komiksowy (ciekawe czemu xD) i nie sili się na bycie czymś więcej. Chaotyczny jak sama Harley, bo to ona opowiada historię, więc pasuje ciągłe przeskakiwanie z czasem akcji. Margot i jej Harley tu błyszczy, ale to nie jest tak, że reszta bohaterek jest słaba. Każdej dano niezbędne minimum backstory, każda jest jakaś, każdą da się polubić i każda jest po coś. Widać, że laski doskonale się bawiły na planie, bo bije z interakcji między nimi naturalność. Miałam lekkie wajby, jakbym oglądała trochę paczkę bohaterów w stylu gotg. Jest jeszcze McGregor jako villain, postać żadna, ale aktor też się nią bawi, więc da się go znieść. Wyczekuję z niecierpliwością co też nam WB zaserwuje w WW84 i ogólnie jakoś bardziej na filmy z DCEU niż Marvela. I wielka szkoda, że nie dostaniemy filmu z Jokerem Phoenixa i Harley Robbie. To by było coś.

Re: Ptaki Nocy

Przejrzałem serwisy, widzę że średnia ocen porównywalna z TROS (bez szczegółowych analiz).

Re: Ptaki Nocy

To jednak trochę deadpoolowski film bez deadpoloowskiej klasy. Nie mówię że jest zły ale też nie jest jakoś nowatorski - ot taki zlepek wszystkiego. Całość ogląda się OK. Wieczna paplanina HQ jest słodaśna <3

Sam film w ScreenX wygląda bosko - boczne ekrany to nie tylko poserzenie wybranych scen ale również sympatyczne animację. Na +

A co do samej HQ to jest ona jednak też zbyt deadpoolowska. Jest zła dobra, zamiast zła zła.

Re: Ptaki Nocy

Posępna Marvel? Mi ona wydawała się właśnie luzacka Oo

Re: Ptaki Nocy

Byliśmy z Panem Widmo. W kinie tylko dwa seanse dziennie w małej sali, ale sala pełna.

Film zabawny.

Dziś na śniadanie była luźna wariacja (zakaz handlu w niedzielę wymusił użycie tego co mamy w domu, czyli chleba, polędwicy, parmezanu i mieszanki keczupu z harissą) na temat kanapki z jajkiem.

Dżentelmeni

Powrót klasycznego Ritchiego, więc jak ktoś lubi to obowiązkowo.

The Farewell

Świetny. Już dwa razy widziałem. Rewelacyjna gra Awkwafiny. Brak nominacji do Oscara to jakieś nieporozumienie. Dla osób interesujących się trochę Chinami to absolutny must-see, ale każdy powinien go zobaczyć.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.