Forum

Fajny film wczoraj widziałem 7

poprzedni wątek się już wyciągnął, więc zakładam nowy.
Wczoraj widziałem film prod. brazylijskiej z 1969 r. pt. "Macunaima". To wysnuta z folkloru, przeniesiona do współczesności historia tytułowego bohatera, który najpierw urodził się czarny, a pod wpływem magicznego źródełka stał się biały. Wyrusza do Sao Paulo, gdzie zakochuje się i mieszka z kobietą, która posiada magiczny kamień, przynoszący jej szczęście. Kiedy ona i jego dziecko giną, kamień dostaje się w posiadanie miejscowego bogacza. Manacuima i jego bracia usiłują go odzyskać.
Niektóre sceny i teksty są bardzo zabawne, w filmie znajduje się też erotyka (jest kilka momentów, ale ze względu na cenzurę nie można było pokazać wszystkiego, dlatego pokazano np. owijanie się w hamak podczas "tych" scen ). Całkiem niezły film.
Oglądałem na TVP Kultura o 20.30 i puścili z napisami, co mnie zaskoczyło pozytywnie

...

Jak w poprzednim temacie pisałem zabrałem się za skompletowanie kolekcji dziesięciu filmów spod znaku "Star Trek" w związku z czym wczoraj doświadczyłem gniewu Khana i wybrałem się na poszukiwania Spocka.
Druga część filmów rozpoczyna dla Admirała Kirka mniej wiecej jednolitą fabułę gdyż jak wiadomo motywy z części pierwszej nie przewijają się później a filmy z czasów TNG odwołują się mocno do seriali. Tymczasem od "Gniewu Khana" aż po "Wojne o Pokój" mamy doczynienia z mniej więcej jednym wątkiem. Ale odchodze od samego filmu. Kim jest Khan wie chyba każdy kto zna Star Trek, prawda? Otóż kurcze nie. Powiem szczerze że oglądając ten film po latach nie miałem bladego pojęcia skąd on się tam wziął a nie tak dawno temu widziałem przecież orginalny serial. Cóż, trudno ale tak czy inaczej film jest całkiem dobry i do tego świetnie zakończony choć to akurat psuje następna część czyli "W poszukiwaniu Spocka". Jak sam tytuł sugeruje Spock nie zginął w poprzedniej części za co przychodzi nieodparta chęć ukatrupienia scenarzysty. Mimo jednak tego film jest najlepszym z trzech dotychczas przeze mnie opisywanych, dlaczego? Ze względu na nietypowość, kradzież Entreprise`a, zniszczenie go czy też śmierć syna Kirka. Wiadomo "Star Wars" to to nie są ale jak już pisałem, sa to filmu po prostu "uroczo kiczowate". Polecam.

Hellboy: Miecz Burz

właśnie skończyłem oglądać ów film animowany.
Hellboy, Liz i Abe wyruszają do Japonii, gdzie pewien profesor został opętany przez demony o imionach Grom i Błyskawica, pragnące wrócić na świat i zbudzić smoki.
Film całkiem niezły. Animacja dość dobra, chociaż Sapien nie bardzo podobny do tego z filmów aktorskich, ale może taki był w komiksach (nie wiem bo nie czytałem). Głosy głównym bohaterom podkłada oryginalna obsada czyli Ron Perlman, Selma Blair i Doug Jones.
Podobał mi się i liczę że wydadzą również u nas kolejną animowaną przygodę Czerwonego czyli "Blood and Iron".

...

Szybkie porównanie Abe`ów:
Komiks -http://www.internationalhero.co.uk/a/abesap1.jpg
Film - http://crossboneproductions.com/blog/wp-content/uploads/2007/05/abe_sapien.jpg
Animacja - http://www.gotohellboy.com/site/images/stories/characters/abe_sapien.gif
I to tyle, znajomość komiksu do tego porównania wymagana nie była, google wystarczy Choć komiks warto poznać

...

ostatnio oglądałem w ten piątek Atak Klonów po raz pierwszy wcześniej nigdy nie był puszczany w TV i nigdy nie miałem okazji oglądnąć na DVD

Re: ...

Luke Skywallker napisał(a):
ostatnio oglądałem w ten piątek Atak Klonów po raz pierwszy wcześniej nigdy nie był puszczany w TV i nigdy nie miałem okazji oglądnąć na DVD
________
hmmm z tym się nie zgodzę, pare razy był puszczany na polsacie i tvp1 a nawet na cyfrze +(dla niektórych)

Ocean`s Twelve

Nadawali chyba przed chwilą... O ile Eleven uważam za majstersztyk, to parę momentów w 12tce bije na głowę:
motyw Bruce`a Willisa
You`d better call the rice paddy

wzajemne podjazdy ekipy i Touloura
Danny: What are you doing?
Rusty: Sleeping. Why are you dressed?
Danny: It`s 5:30, day of. Gotta go, let`s go!
Rusty: It`s 11:30. The night before.
Danny: [realizes he was given a prank wake-up call by Toulour]
Rusty: Oh! Oh he`s mean. He`s just mean spirited. All right, how many espressos have you had?
Danny: Five.

ich miny

czy w końcu rozmowa u Matsuiego
Rusty: A doctor who specializes in skin diseases will dream that he has fallen asleep in front of the television. Later, he will wake up in front of the television, but not remember his dream.
Matsui: [to Linus Caldwell] Would you agree?



Oglądałem serię wielokrotnie na dvd, ale zawsze warto wrócić.

Danny: Do I look 50 to you?
Basher: Yeah.
Danny: Really?
Basher: Well, I mean, you know, only from the neck up.

Re: Ocean`s Twelve

Jep, świetny film z masą gwiazd, a to się rzadko zdarza . Pamiętam, jak za pierwszym razem rozwalił mnie kompletnie numer z Julią Roberts .

Turk Malloy: Hell in a hand-basket?
Linus Caldwell: No, we... can`t train a cat that quickly.


Hmmm, nigdy nie widziałem Trzynastki...

zobaczysz

pewnie za tydzień na TVNie.

Ciekawa seria

godna obejrzenia, choć tego typu filmy mają to do siebie że ten pierwszy raz jest najlepszy potem znając już fabułę nie jest tak miło ale nadal miło.

ostatnio oglądane #10

Wszyscy walą na TCW, a ja nadrobiłem ostatnio braki w filmie polskim. I wbrew pewnej rekalmie w tym temacie wiele się dzieje...

Obejrzałem 3 filmy:
Rezerwat 5/5
Ogród Luizy 4,5/5
Rysa 4,5/5

Nie będę się o nich rozpisywał. Każdy może sobie przeczytać o czym są, a i tak warto pójść.

Średnia sezonu nadal 4.2

Yamato

obejrzałem wczoraj na HBO film wojenny prod. japońskiej pod tym tytułem. Jest to historia marynarzy służących na pokładzie słynnego pancernika z czasów II wojny światowej, ich relacji z kolegami, dowódcami, a także rodzinami. Świetnie zrealizowano sceny bitewne, bardzo dobra muzyka, niezłe aktorstwo.
Polecam, niedawno wyszedł na DVD

Ostatnio

oglądałem Angelusa, polecam wszystkim Ślązakom i nie tylko .
A dziś przypomniałem sobie Sok z żuka, świetny film z genialną oprawą muzyczną eh aż czekam na kolejny film Burtona .

"Senność" M. Piekorz...

...to jeden z bardzo niewielu polskich filmów (innych niż komedie), który naprawdę mi się podobał.

Zobaczyłem go sobie dzisiaj. Po traumatycznym przeżyciu jakim było "Serce na dłoni" Zanussiego bałem się iść na kolejny polski film. Ale postanowiłem zaryzykować i nie żałuję.

Kilka słów o filmie (nie chce mi się samemu streszczać żeby nie odkrywać za dużo fabuły, więc podam opis dystrybutora):

„Senność” to opowieść o ludziach, którym życie zaczęło przeciekać przez palce, którzy zapadli w rodzaj emocjonalnego letargu i choć żyją, nie żyją naprawdę. Znakomity młody pisarz dokonał niewłaściwego wyboru życiowej drogi brnąc w emocjonalna pułapkę, z której nie umie znaleźć wyjścia. Utalentowana aktorka cierpiąca na narkolepsję zamknięta w swym luksusowym domu podejrzewa męża o zdradę. Wreszcie początkujący lekarz nie potrafi wydobyć się spod opiekuńczych skrzydeł rodziców i zacząć żyć na własny rachunek. Zbieg okoliczności sprawia, że drogi tych wszystkich ludzi przecinają się.

Każdy pod wpływem impulsu budzi się na nowo do życia, podejmuje kolejną próbę pójścia własną drogą, na której znów może zdarzyć się miłość, nienawiść, zdrada, śmierć… wszystko.


http://www.filmweb.pl/f472390/Senno%C5%9B%C4%87,2008

No i tak jak w opisie, mamy trzy pary:

1. Róża (Małgorzata Korzuchowska) i jej mąż - wątek co najmniej dziwny, ale jego rozwiązanie było naprawdę niezłe. Mamy byłą aktorkę teatralną, cierpiącą na dziwną chorobę (po zbyt dużej dawce emocji po prostu... zasypia) i siedzącą wiecznie (ze względów bezpieczeństwa) w domu oraz zapracowanego, chłodnego męża-biznesmena. Róża początkowo odrzuca gdy widzimy jej manię, zazdrość o męża, ale potem... w oka mgnieniu zmieniamy strony barykady. Nawet Zebrowski nie był taki zły (jej mąż), którego osobiście nie cierpię.

2. Robert (Krzysztof Zawadzki) i jego żona - pisarz i histeryczka. Strasznie smutny i strasznie przerysowany (co mi jednak w ogóle nie przeszkadzało) obraz nieudanego małżeństwa. W tym wątku było zdecydowanie najwięcej filozofowania... I dobrze i źle. Scena podczas której Robert opowiada dziewczynie wysłanej przez teścia o swoim "podglądactwie" i co z tego wywnioskował - wszystko fajnie, ale do momentu gdy zaczął mówić o jakichś ludzkich losach (przeznaczeniu czy czymś tam, whatever). To już było przegięcie.

3. Adam (Rafał Maćkowiak z "Ekipy") i "Ładny" (Bartek Obuchowicz), czyli świeżo upieczony wrażliwy doktor i kieszonkowiec-chuligan (zupełny kontrast). Oboje są gejami i chociaż o tym pierwszym wiedziałem już na samym początku filmu (scena z domem i "przyprowadź mi rasową kobietę!"), to "Ładny" naprawdę mnie zaskoczył. Wątek jak na polskie kino dość odważny. I przez to bardzo ciekawy.

O zaletach chciałbym się rozpisać, ale jakoś ciężko znaleźć słowa, co oczywiście nie stanowi żadnej ujmy W każdym razie ten film naprawdę mocno mną poruszył, a biorąc pod uwagę że to jest polska produkcja (których 90% po prostu nie trawię), no to rispekt. Bo w polskich filmach, nawet jeśli scenariusz jest świetny, to zawsze ktoś coś psuje - albo reżyser przez zbyt poważny i wydumany klimat, albo drętwi aktorzy serialowi, albo okropna muzyka lub zdjęcia. Tutaj na szczęście nic nie przeszkadzało mi szczególnie w ogólnym odbiorze filmu.

O dziwo muzyka podobała mi się. Polskiej muzyki filmowej staram się wystrzegać, bo jest po prostu słaba i źle podłożona. Często w scenach totalnie wyciszonych pojawia się znikąd i drażni uszy koszmarnymi, skrzypiącymi i przyprawiającymi o ból głowy dźwiękami. Tutaj też czasami muzyka pojawia się znikąd, ale nie jest zła, a motyw przewodni nawet mi się podobał.

Wady - momentami film jest trochę zbyt patetyczny oraz zbyt teatralny (może to było zamierzone?)...

Ogólnie - film miejscami troszkę przytłaczający, ale tak to jest, gdy pretenduje się do poważnej refleksji nad życiem. Można by go podsumować pytaniem - jak wiele w swoim życiu "przesypiamy"?

No, w każdym razie, polecam ^^

Taka refleksja na koniec - dlaczego, do cholery, w każdym polskim filmie podczas posiłków przy stole dźwięki ciamkania i mlaskania muszą być głośniejsze nawet od dialogów? No ja pier..., niedobrze się robi

Sky

to mnie zaskoczyłeś Nie wiedziałem, że ktoś chodzi jeszcze oprócz mnie na polskie filmy

Ja będę próbował wybrać się na Senność w przyszłym tygodniu jakoś tak razem z Boiskiem bezdomnych, ale ciężko w Wawie złapać te dwa seanse obok siebie.

Za to co do wspomnianego Serca na dłoni... nie wiem czy po prostu "rola jednej osoby nadała taki negatywny wydźwięk dla tego filmu czy jak... tak czy siak ja nie lubię twórczości Zanussiego choć "Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową" było fenomenalne.

Dzisiaj byłem drugi raz...

...na "Senności" i podobała mi się tak samo A więc to nie chwilowe zauroczenie

Do "Boiska bezdomnych" się przymierzam.

Natomiast "Serce na dłoni"... O Jezuuuuuuuuu-u-u-u. Czy chodzi Ci o Dodę mówiąc o "roli jednej osoby..."? Bo co prawda promowali nią ten film, ale ona pojawia się tam dosłownie na minutę, dwie.

Ale całe "Serce na dłoni" jest tak paskudnie płytkie, przerysowane (w złą stronę...) i beznadziejne że szok... Niby to czarna komedia, ale nawet sceny gdy ten łysolek chciał raz po raz pomóc głównemu bohaterowi pożegnać się z tym światem (np. przez powieszenie) nie wywoływały we mnie żadnych emocji - ani śmiechu, ani zgorszenia, niczego. A tak nawiasem mówiąc aktor wcielający się w głównego bohatera powinien dostać dożywotni zakaz grania w filmach, serialach itd. pod groźbą śmierci przez rozstrzelanie. Tak żałosnej kreacji dawno nie widziałem. On w ogóle cały jakiś taki do d... jeża niepodobny był, nie rozumiem dlaczego tacy ludzie dostają główne role w filmach kinowych.

Eh, mógłbym tak jeszcze długo biadolić, ale wystarczy że popłakałem się kilkakrotnie na sali kinowej z żalu... Zapomnijmy więc o tym filmie i trzymajmy kciuki za kolejne produkcje Piekorz ^^

Byłam

wczoraj na `Eagle Eye` (grają Shia `syn Indiany` LaBeouf i Billy Bob Thornton) i się troche rozczarowałam. Zwiastun zapowiadał całkiem ciekawy film sensacyjny a tu wyszedł jakiś mutant Raportu Mniejszości, Ściganego, Wroga Publicznego a nawet Odysei kosmicznej. Owszem, jest kilka ciekawych motywów, ale prawie wszystko już było. początek spoilera Superkomputer Aria wygląda jak siostra HALa z Odysei (niemal identyczny wizjer), Thornton próbuje przebić Tommy Lee Jonesa (świetny Samuel Gerard ze Ściganego), no i to namierzanie satelitarne, rozdzwonione komórki... A w tle powiewa ciągle amerykańska flaga i wysocy rangą urzędnicy posyłają pełne bólu spojrzenia pt. ojczyzna jest w niebezpieczeństwie. koniec spoilera
Film ogólnie nie jest zły, choć oczekiwałam znacznie więcej 3/5

nadrabiam zaległości: Silent Hill

Jakoś tak się złożyło, że nie miałam wcześniej czasu na ten film (a gra tu jedne z moich ulubionych aktorów, S. Bean - wstyd, że wcześniej nie widziałam filmu), a do kina nie poszłam, bo... się bałam
W każdym razie film bardzo mi się podobał. Miałam obawy, że będzie to typowa horrorowa sieczka (typu "Piła") z mnóstwem krwi i flaków, ale film mnie zaskoczył. Co prawda w filmie było mnóstwo krwi i flaków, ale sama fabuła była bardzo ciekawa. No i to zakończenie... Rewelacyjna ostatnia scena (aż się łezka w oku zakręciła).
Właściwie powinnam zacząć od tego, że nigdy nie grałam w Silent Hill, a tylko czytałam komiks, więc może stąd wzieło się moje entuzjastyczne podejście do filmu.
Teraz żałuję, że nie obejrzałam go w kinie, ale lepiej zobaczyć późno niż wcale

The Flesh of Fallen Angels, czyli wtf is this? Czyli ostatnio oglądane #11

Znaczy się byłem na filmie pt. Max Payne.
Znaczy recenzja będzie dość emocjonalna i mogą być liczne SPOILERY w niej.

Najpierw opiszę wszystko co mnie wku*wi*o jako fana podczas oglądania. Bo jest tego sporo i jeszcze zapomnę:
a) film jest na motywach gry. O.K. ale niech będą to motywy, a nie jechanie na marce;

b) Valkiria jest niebieska i przyjmowana doustnie. NFC z punktu widzenia motywów i medycyny. O demonach to już nawet nie wspomnę choć z drugiej strony to dość ciekawa i ładnie wykonana wizja.

c) Max w wykonaniu Wahlberga jest dobry w momentach wku***enia lub tzw. „ciężkiego spojrzenia”. A gdzie słynne ironiczne uśmieszki? Specyficzny humor? Otóż aktor wykazać się nie może bo reżyser nie dał mu na to okazji.
Czytaj – nie ma humoru.

d) Nie ma też ciuchów Maxa – słynnej kwiecistej koszuli i marynary. Wahlberg popitala wiecznie w jakimś czarnym golfie i ogólnie syfi strasznie.

e) Nie ma też broni Maxa – Beretty 92, Desert Eagla czy Colt Commanda. Znaczy się ta pierwsza jest, ale jakoś później i mało bo okazuje się, że filmowy detektyw woli… rewolwery. NFC

f) bohaterowie – żal.
Mona Sax okazuje się Rosjanką/Ukrainką (??). Dobrze, że chociaż rozmowy toczone są rzeczywiście po rosyjsku co niezbyt często udaje się w HW.
Jim Bravura to czarnuch. Ja pi*****ę tą amerykańską poprawność.
Alex Balder wygląda na lumpa z Central Parku i pracuje w Wydziale Zabójstw a nie DEA.
Jack Lupino to… nie Jack z gry. ***j wiadomo co.
Nicole Horne eee ma jakieś 2,5 minuty taśmy, przeżywa i ogólnie czuję, że mogą przez to nakręcić MP2.
B.B – e.e.

g) Jeśli już przy bohaterach jesteśmy to gdzie podziali się bracia Finito, gdzie Vinnie Gognitti? Dlaczego w porcie zamiast Vladimira jest jakiś kolejny czarnuch z mafii wędzonych braci?

h) F i G to normalna kolej rzeczy porypanej fabuły. Jeśli ktoś liczył na akcję w metrze, rozprawę z Trójcą albo chociaż imprezkę w Ragna Rock to się kurde zawiedzie.

i) Bullet time. Słynna rewolucja i to co oprócz historii poniosło MP na szczyty popularności. Występuje raptem 3 razy? Z czego raz naprawdę zajebiście, ale raz to se można… Poza tym przydałoby się to bardzo bo czasami jak strzelają do Maxa to zakrawa na kpinę. Bez BT 5 kolesi z automatami nie może go trafić albo 2 z pistolami z odległości 4-5 metrów?

j) Kategoria wiekowa. USA: PG-13 chyba. No to mamy. Krwi praktycznie 0 przy postrzałach. Jeden motyw seksu w klubie Trevora i po? Rzeczywiście można się spocić, choć panienka lekko jedzie deską. A tak? Żal.

k) A na k to się słowo ciśnie jak pomyślę, że mógłbym dać radę w narzekaniu skończyć alfabet. Więc już sobie daruję.


Co jest + dla fanów? Jedna scena BT (Max ze śrutówką vs. bad guy z G36C), Valkirie/demony ujdą… i właściwie to tyle.
O matko. Szczerze – nie umiem wymienić więcej fanowskich plusów przy naprawdę dużych chęciach.


A jak film wygląda od strony zwykłego kinomaniaka.
Otóż naprawdę nieźle. Jest mroczny, czuć ciężką atmosferę choć ostatnie 25 minut są dość żenująco odstające od poziomu. Świetna, genialna muzyka Marco Beltramiego. Może brakuje więcej hmm nie akcji, ale czegoś ciekawego na ekranie. Wymieniłbym to z paroma scenami, w których kompletnie nic się nie dzieje. Znaczy gdyby ich nie było to film by nie stracił. Po co tak marnować taśmę?


Podsumowując: jako fan Maxa spodziewałem się kiszki i ją dostałem. Jest ciut lepiej niż w przypadku totalnego zjeba jakim był Hitman. Ale tylko ciut.
Dlatego wolę oceniać film w kategoriach człowieka, który nigdy nie grał. I wtedy dam nawet 4/5. Może naciągane, ale ***j.

Dlatego i średnia sezonu pozostanie mi na poziomie 4.2
I bardzo jestem ciekaw wydania DVD.


A dla miłośników Maxa udało mi się wygrzebać script pierwszej części gry w oryginale.
Jak się komu przyda to proszę http://faqs.ign.com/articles/436/436914p1.html

Yes, this is Osbourne Cox, who the *fuck* are *you*? Czyli ostatnio oglądane #12

-Burn After Reading, czyli po naszemu Tajne przez poufne. Dlaczego tak? Nie wiem

Wiem za to, że to jedyne niedociągnięcie polskich tłumaczy. Ludzie, którzy pracowali nad przełożeniem tekstu wykonali naprawdę kawał świetnej roboty. 100% szacunu.

A jaki był film? Cóż. Bracia Coen to kino kojarzące się dość jednoznacznie. Piętnowanie głupoty, głupoty, głupoty.
Obserwujcie zwłaszcza sceny rozmów pomiędzy członkami CIA czego szczytem jest już dialog:

CIA Superior: - So what did we learn from this?
CIA Officer: - Um... I don`t know.
CIA Superior: - I don`t fuckin` know either.
CIA Officer: - Not to do it again?
CIA Superior: - I don`t know what the fuck we *did*, but ok...


A potem ludzie się dziwią, że stracili WTC...

Kapitalne role Malkovicha-frustrata, ale wszystkich bije Brad Pitt.
Osbourne Cox? I thought you might be worried... about the security... of your shit.

Clooney mnie trochę zawiódł, ale wiadomo. To brzyyydal
Frances McDormand to... odbicie 89.5 % Amerykanek? Ciężki kraj.


Na film naprawdę warto się wybrać, żeby zobaczyć jak mało znacząca rzecz potrafi doprowadzić do paru zgonów, śpiączki i Wenezuelii
Lebowskiego i To nie jest kraj dla starych ludzi nie przebija, ale to jeden z najlepszych filmów tego sezonu.

Wystawię mu 5/5 choć bez wykrzyknika.
Średia sezonu trwa na 4.2

|-o-|

I to ja daję długie tytuły postów? xD

a czy

latest się przez to rozciągnął??

Wczoraj...

... oglądnąłem Awake z Haydenem Christiansenem i Jessicą Albą. Film całkiem, całkiem, da się oglądać bez znużenia, choć gra aktorska nie powala. Jest kilka naprawdę zaskakujących momentów, ale od pewnego momentu zakończenie da się przewidzieć. W sumie warto obejrzeć choćby dla Jess Alby ...

Tropiciel

w sobotę oglądnąłem film pt. "Tropiciel" z Karlem Urbanem. To historia syna wojownika wikingów wychowanego przez Indian. Film taki sobie. Utrzymany w kolorystyce przypominającej "300", fabuła raczej wątła Ciekawostką było, że wikingowie mówili w swoim języku. Natomiast Indianie mówili po angielsku xD

Alatriste

Nareszcie udało mi się obejrzeć film pt. "Alatriste" z V. Mortensenem w roli tytułowej. Miałam duże oczekiwania w stosunku do tego filmu, ponieważ jestem fanką powieściowego pierwowzoru, czyli przygód kapitana Alatriste pióra A. Perez-Reverte`a. Film niestety mnie rozczarował. Co prawda Viggo zagrał dobrze, ale jego rola nie zatuszowała braków widocznych w scenariuszu. Twórcy zamiast skupić się na jednej części przygód dzielnego kapitana zaczerpnęli z każdej książki szczyptę wydarzeń i... wyszło z tego wielkie nic. Fabuła nie miała jakiegoś jednego wątku, kolejne sceny były jakby oderwane od całości i nic nie wnosiły do reszty. Tak więc - pomimo szczerych chęci - film oceniam nisko. A szkoda, bo wartkie historie Perez-Reverte`a aż się proszą o ciekawe ekranizacje (przykładem może być tu film Polańskiego "Dziewiąte wrota", który bazuje na książce "Klub Dumas" P-R.)

Krótki maraton filmowy:

-Hancock - kinowy hicior w okresu letniego, niby komedia, a jakoś mnie nie śmieszyła, niezłe efekty specjalne, choć nie dużo ich. Polecam dla fanów Willa Smitha.

Zdarzenie/The Happening - kolejny film który się nieżle zapowiadał, niestety zwiastun do niego okazał się zancznie lepszy niż sam film. Film ma niezłe momenty, ale gubią się one w dziwnej fabule i kiepskiej grze aktorów. Film twórcy "Osady", "Znaków" i "Szóstego Zmysłu". Poprzednie filmy udane, ale ten już raczej nie.

In Bruges/Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj - z tym filmem jest inaczej, zwiastun zapowiada świetną czarną komedie, a wychodzi nam dobry dramat z elementami czarnego humoru. Polecam.

Iron Man - kolejny hicior z początku lata, dobrze nakęcony i dobre efekty sprawiają, że miło się go ogląda, Dla fanów postaci komiksowych, ale i nie tylko .

Awake/Przebudzenie - film nie jest zły, trochę drętwa gra. Scena z operacją, chyba najlepsza w całym filmie.

Wanted/Ścigani - dobry film akcji, główny bohater nawet czasami śmieszy swoją niezdarnością

X-men 3: The Last Stand/X-men 3: Ostatni Bastion - dla fanów akcji, komiksów i mutantów

The Forbidden Kingdom/Zakazane Królestwo - film z rodzaju kung-fu, trochę naiwny, ale można obejrzeć


Batman - Mroczny Rycerz - Obejrzałem go, bo chciałem sprawdzić, czy jest naprawdę taki dobry jak mówią. Nie zawiodłem się, choć parę nieścisłości znalazłem. Postać Jokera grana przez Heath`a Ledgera jest najlepszą kreacja w filmie, lepszą od samego Batmana. Tragizm i komiczność tej postaci potrafi zauroczyć widza. Film na pewno jest jednym z najlepszych obrazów w tym roku.

D-Wars - Film o smokach w współczesności. Wizualnie - kino dobre, ale od strony drugiej - tragedia. Płytkie postacie, zła praca kamery, nudna fabuła i mierna gra aktorów odstrasza, na tyle że trudno wyczekać do końca filmu. Jedyny plus to efekty, ostatnia walka smoków jest naprawdę dobrze zrobiona, a wygląd smoków i płynność ruchów cieszy oko. Ale jak już wiele razy bywało, efekty to nie wszystko.

Speed Racer - Film na pewno nie dla osób chorych na epilepsje, kolory wręcz wyciskają ci oczy. Film wizualnie bardzo ładny, po za zbytnią jaskrawością i żywością barw. To taki naiwny film dla dzieci, lubiących samochody. Zaznaczam dla dzieci, bo z filmu ma wyjść morał, że dobrzy wygrywają, a źli przegrywają. Typowy film z happy endem. To nie Matrix, nic innowacyjnego w tym filmie niema, mimo że reżyserują bracia Wachowscy.

Wo hu cang long

Widziałem wczoraj Przyczajonego tygrysa, ukrytego smoka. Trzeci raz. I wreszcie udało mi się objąć całą fabułę, nie pogubić pośród podobnie wyglądających aktorek, dziwnych imion i retrospekcji. Niech żyje chińskie kino !

nadrabiam zaległości: Elżbieta. Złoty wiek

Film "Elżbieta" jest jednym z najciekawszych filmów jaki oglądałam. Dlatego moje oczekiwania dotyczące kontynuacji były spore. No cóż, film był ciekawy, ale... No właśnie "ale". Czegoś mi tam brakowało. Fabuła interesująca, ale wątek miłosnego trójkąta został spłycony, a W. Raleigh (grany przez C. Owena) jakby sam nie wiedział czego chce, z którą Elżbietą chce się przespać. Jakieś to wszystko mało przekonujące.
Miałam nadzieję, że chociaż konflikt z Hiszpanią i zwycięstwo nad Wielką Armadą osłodzi mi rozczarowanie. Niestety, troszkę było tego za mało, zbyt szybko cała sprawa się zakończyła (czyzby budżet filmu był okrojony? ).
Podsumowując, film podobał mi się średnio. Owszem, było kilka ciekawych scen, piękne zdjęcia, ale zabrakło bardziej przekonywującej fabuły. A ta historia miała potencjał - szkoda, że go nie wykorzystano.

5 filmów

Napiszę po krótce:
1. Max Payne- rozminął się znacznie z grą, która była boska. Ładny śnieg, fajne sceny w metrze i walka w apartamencie Maxa. Reszta to średniak, a Wahlberg to drewno.
2. Tajne przez poufne- ależ to była kaszana, mimo dobrej obsady. A sugerowałam się poprzednim GENIALNYM filmem Coenów... Zawód na całej linii :/ Nawet Tilda Swinton nie osłodziła mi rozczarowania.
3. Doskonały Świat- po raz pierwszy spodobała mi się gra Costnera, a sama historia jego przyjaźni z małym chłopcem... ^^ genialna. No i nie zawiódł też Clint Eastwood.
4. Obsesja- fajnie zobaczyć zachlanego i zrozpaczonego po stracie córki Jacka Nicholsona A sam film był całkiem fajny.
5. Zielona Mila- wstyd, że dopiero teraz, ale zawsze Film dobry choćby dlatego, że mogłam ze spokojem patrzeć na Hanksa (normalnie go nie trawię)

Wczoraj...

... widziałem Zaklętą w sokoła, jak dla mnie absolutny klasyk kina fantasy. Jedno z najwspanialszych doświadczeń filmowych mojego dzieciństwa. Kto nie oglądał, niech żałuje. Bardzo.

...

nie wczoraj ale dzisiaj oglądałem film pt. "Armia wilków" (Dogs Soldiers - oryginalny tytuł). Film trochę mało ambitny szczerze mówiąc ale ogląda się w miare przyjemnie, czy nudzi czy nie zależy od widza, czego oczekuje od filmu... Ja obejrzałem cały bo byłem ciekaw zakończenia Polecam gdy i tak nie ma co robić a nie chce się oglądać filmu wielce ambitnego, tylko żeby się rozluźnić. Film jest niby horrorem ale mało z tego rodzaju filmów ma w sobie. Tyle

Niedawno skończyłem

oglądać film Petera Greenawaya pt. "Nocna Straż". To opowieść o powstaniu słynnego obrazu Rembrandta van Rijna pod tym samym tytułem, w którym rzekomo zakodował on informacje o pewnym morderstwie i intrygach ludzi z elit Amsterdamu.
Ciekawym zabiegiem jest nakręcenie całego niemal filmu na scenie teatralnej, jedynie kilka epizodów rozgrywa się w plenerze. Aktorzy grają nieźle (część z nich to Polacy, jako że film powstał m. in. we współpracy z Polską i nakręcono go w Wytwórni Filmów Fabularnych we Wrocławiu), muzyka dobra, zdjęcia również. Mamy tam również trochę rzucania "fuckami" i kilka scen erotycznych (ale niezbyt wulgarnych).
Chociaż trwa około 130 minut, mnie nie znudził.

Quantum of Solace

Bardzo spodobał mi się kierunek, w jakim podąża teraz seria o Bondzie, więc z niecierpliwością czekałam na Quantum of Solace. Doczekałam się w końcu i... jestem lekko zawiedziona. Ten Bond jest słabszy niż Casino Royale i ZNACZNIE krótszy. No naprawdę, dopiero co rozsiadłam się wygodnie w fotelu, a już trzeba było wychodzić

Jak odeśpię napiszę coś więcej Ale generalnie było OK, choć czuję WIELKI niedosyt!

Tarinspotting

Wczoraj przypomniałem sobie tą pozycję, film o walce z największym nałogiem - z życiem. Co tu dużo pisać każdy zapewne go widział.

+ 1 do Mocy za Obiego .

Jednoosobowa armia

obejrzałem wczoraj Rambo II, kultowy film równie dobry co jedynka.
John Rambo musi sfotografować obóz w dżungli w Wietnamie. Kiedy jednak odkrywa że nadal przetrzymywani są tam jeńcy amerykańscy, postanawia ich odbić wbrew rozkazom.
Stallone gra dobrze, akcja goni akcję - wybuchy, strzelanie z łuku, walki z udziałem helikopterów itp. Do tego niezła muzyka Jerry`ego Goldsmitha. Nie zestarzał się ten film

Nieważne, co na Wspólnej. Ważne co u Simpsonów #2

Okazało się, że Puls niesłusznie został zjechany.
Otóż powtórki Simpów z całego tygodnia (czyli 2,5 blok) są nadawane w sobotę po angielsku z napisami

Zatem ci, którzy nigdy w życiu nie zetknęli się z serialem-legendą i którzy nie są mocni w języku mają szansę to zobaczyć.

P
O
L
E
C
A
M

Ale

Z tym, że mam złą wiadomość. Puls się wycofuje z emitowania Simpsonów. A szkoda, bym wiedział, to bym oglądał z napisami. Za filmwebem:

Telewizja Puls od poniedziałku nie będzie już emitować amerykańskiego serialu animowanego "Simpsonowie". Serial był we wrześniu promowany jako jeden z trzech hitów stacji (pozostałe to reality show "Co masz do stracenia?" i teleturniej "Czy jesteś mądrzejszy od 5-klasisty?").

Dlaczego serial spada z ramówki? Biuro prasowe Pulsu wyjaśnia, że "w związku ze strategicznymi zmianami w stacji" zarząd przeanalizował ramówkę. Nieoficjalnie wiadomo, że przerwanie emisji "Simpsonów" (Puls zapowiadał, że pokaże wszystkie odcinki tego kultowego serialu) to skutek wycofania się ze stacji News Corporation. Koncern Ruperta Murdocha miał w Pulsie 35 proc. udziałów, które na początku listopada sprzedał Dariuszowi Dąbskiemu, prezesowi stacji. A serial "Simpsonowie" pochodzi z należącej do News Corporation telewizji Fox.

Serial "Simpsonowie" był emitowany od poniedziałku do piątku o godz. 18.30, zajmując pasmo po głównym wydaniu zlikwidowanego w lipcu br. programu informacyjnego "Puls Raport". Serial przyciągał średnio 82 tys. widzów – ponad dwa razy więcej, niż miało to pasmo rok wcześniej (wszystkie dane AGB Nielsen Media Research). Dawał jednak Pulsowi 0,71 proc. udziału w rynku – mniej, niż wyniosła średnia stacji w tym okresie w dni powszednie (0,88 proc.).

Od przyszłego tygodnia pasmo "Simpsonów" zajmie dodatkowy odcinek innego amerykańskiego serialu animowanego – "Flintstonowie".


http://www.filmweb.pl/%22Simpsonowie%22+znikają+z+telewizji+Puls,News,id=47464

uuuu

znaczy wiesz... to jest Polska. Dziwna kraja.

Ja tam stratny nie będę... pierwsze serie i tak oglądałem po 300 razy. Żal mi tylko, że ta naprawdę genialna animacja nie może objawić się szerszemu gronu.

Ale widać chyba nie są na to przygotowani a i chęci (rozumu??) brak.

Eh

Nie szkoda mi, i tak dali do "Simpsonów" fatalny dubbing który zepsuł przyjemność z oglądania serialu.

Wczoraj

oglądałam "Van Helsinga". Pewnie większość z Was to widziała. Według mnie: fabuła byle jaka, tematyka wampirów dość naciągana. Plus tylko za klimat.

mh

mi się fabuła podobała, fajnie było w niej to ze w przeciwieństwie do wiekszości filmow była duzo mniej sztampowa i przewidywalna. ale muzyyka, jeszcze raz muuzyykaa! Była absolutnie genialna!

Muzyka

rzeczywiście była OK i pasowała do całości. Fabuły się czepiam, bo znowu była Transylwania. Generalnie wolę nowoczesne wampiry, takie jak w "Underworld"

Mi tam

ten film się podobał (obejrzałem go przez przypadek rok temu, wcześniej myślałem, że to jakiś horror, a takich nie lubię). Choć dziwi mnie, że w tele tygodniu napisali, że to horror -to bardziej film przygodowy.

Warto też zwrócić uwagę na zakończenie początek spoilera w którym nie wszystko kończy się dobrze koniec spoilera

Skrzypek na dachu

wczoraj po raz kolejny oglądnąłem filmową wersję tego musicalu w reż. Normana Jewisona, w opracowaniu muzycznym Johna Williamsa, z Chaimem Topolem w roli głównej - ostatnio oglądałem go dość dawno temu, więc miło było sobie przypomnieć. Bardzo dobre piosenki, muzyka i choreografia, trochę humoru, trochę wzruszeń.

Puszczali na Ale Kino, więc jak ktoś nie widział jeszcze albo chce sobie przypomnieć niech czeka na powtórki, bo warto

Donnie Darko

-Donnie Darko - Chyba trochę zmienie repertuar oglądanych filmów na bardziej ambitne. Naprawdę niezły film, trzeba kilka razy obejrzeć żeby zrozmieć film i przesłanie.

W krainie bogów - W tej chwili moje ulubione anime. Lubię delikatne dla odmiany filmy, a ten nim jest. Anime autorstwa Hayao Miyazaki, twórcy Księżniczka Mononoke. Polecam .

Ponyo on a Cliff - Kolejne anime Miyazakiego. Też świetny, film nie miał w Polsce jeszcze premiery. Miły, prosty i wzruszający .

nadrabiając

zaległości obejrzałem Silent Hill

Na początku myślałem, że będzie to znowu jakaś rąbanka gdzie kolejnymi etapami laski będą zrzucały z siebie ciuchy. Okazało się, że nie miałem racji chociaż Radha Mitchell skończyła w innym wdzianku niż zaczęła

W serię SH nigdy nie grałem. Choć ma status kultu to jakoś mnie ta zagmatwana historia nie przekonywała.
Film... okazał się mroczny i wypasiony. Oczywiście sporo tu wrzasku, biegania, znowu wrzasku, widać parę baboli, ale i tak to chyba jeden z najlepszych współczesnych horrorów jakie oglądałem.


Nie bardzo rozumiem zakończenie. Gdyby ktoś z fanów albo ktoś kto załapał mógłby mi pomóc to byłoby super.

nu

że niby się okazuje że się jednak nie wydostały z SH

to

akurat załapałem, ale dlaczego?

no bo ten

że niby Silent Hill jest takie powtorne i w ogóle... że jak raz wejdziesz to juz nie wyjdziesz

btw robią już sequela, tylko bez udziału reżysera czy scenarzysty. Seana Beana i Laurie Holden pewnie też nie będzie. Więc kicha.

buu

Silent hill bez Seana Beana? Na pewno NIE obejrzę
A zakończenie jest rewelacyjne, szczęka mi opadła po prostu, bo tego sie nie spodziewałam. Ale nie wiem czy jeszcze raz obejrzę ten film - co prawda bardzo mi się podobał, ale w nocy miałam koszmary. Niby jestem przyzwyczajona do horrorów i nigdy nie miałam problemów z ich oglądaniem, ale z tym filmem jest inaczej. Ostatnio tak się bałam oglądając "It", a miałam wtedy 9 lat... (przez długi czas bałam się klaunów).
Może właśnie ten mój strach jest miarą jakości filmu?

ostatnio oglądane #13

-Boisko bezdomnych. Choć bardziej ciekawy jest tytuł angielski - The OFFsiders.

Film uderza przed wszystkim genialną obsadą aktorską: jest i uwielbiany przeze mnie Marcin Dorociński, jego kumpel z Pitbulla Dmitrij Persin, fantastyczny Eryk Lubos, Marek Kalita, Bartłomiej Topa, Jacek Poniedziałek czy mega-charakter Krzysztof Kiersznowski.
Szkoda tylko, że odtwórcy bezdomnych, którzy odróżniaja się od siebie jako tako, nie odróżniają się bardziej. Przecież każdy z nich to osobna długa historia. A jak na 126 minut taśmy to mamy mało o nich.

A tak to ja poznałem tą historię w 2004 roku z Magazynu Ekspress Reporterów na TVPshit2. Wszystko co przedstawia film działo się naprawdę. Chwyta za serce, śmieszy, w ogóle pełna gama odczuć.

Jeśli gdzieś jeszcze u was to grają to warto pójść.
Daję 4,5/5.

Średnia sezonu 4.3


Dla zainteresowanych turniejem:
http://en.wikipedia.org/wiki/Homeless_World_Cup
http://www.homelessworldcup.org/

Polacy mają niemałą renomę w tych zawodach, ale za każdym razem oczekiwanie na wyjazd to wielka niewiadoma.
Śmierć komuchom z ******** pzpnu.

...

filmu nie oglądałem ale miałem okazje porozmawiać z trenerem tej Polskiej rezprezentacji, opowiedział mi on o kilku ich wyjazdach. Trener tej jest z mojego miasta Z tego co się dowiedziałem to Kasia Adamek na początku w tajemnicy kręciła o nich film o czym cała drużyna dowiedziała się po czasie. Film jednak został pozytywnie odebrany i z tego co mówi trener wszystko w nim co się dzieję jest prawdą. Przypomne tylko że ten sport co raz bardziej się rozwija i dobrze, ludzie tacy poprzez sport znajdują siłe aby walczyć ze swoimi nałogami i różnymi przeciwnościami losu. W tym roku chyba 8 grudnia reprezentacja wylatuje na następne mistrzostwa które o ile mnie pamięć nie myli odbędą sie w Australi. A film muszę obejrzeć kiedyś.

T3

Nie wiem czeu nie oglądałem tego wcześniej. Nieważne. Film jest śmiechowy, ma parę oczywistych baboli, ale nasuwa mi się pytanie: czemu właściwie SkyNet zaatakował ludzi? Po co maszyny zaczęły z nami walkę?

W Matrixie dzięki animatrixowym historiom to wiemy. A tutaj? Jakieś to naciągane.
Podzieli się ktoś teorią?

...

Jako inteligentny stwor, wiedzial co mu zagraza, i wiedzial ze ludzie byliby w stanie sie go pozbyc, wiec to On sie pozbyl ich. ; P

Ot, tak, na moje ; P Ale moze jakis fan tego uniwersum wie lepiej ; P (ja tylko filmy widzialem -.-)

problem

w tym, że w Animatrixie maszyny jakoś tak... umiały się bawić i cieszyć życiem. Tutaj SkyNet chciał przerobić wszystkich białkowców na kompost, a wszystkie maszyny były nastawione na kill. Zawsze mnie nurtuje co by było gdyby maszyny wytłukły całą populację?? Chodziłyby sobie po Ziemi i co?
Seksu nie mają, alko nie piją, same są chodzącymi konsolami więc co będą robiły...

Re: problem

Lord Bart napisał(a):
Seksu nie mają, alko nie piją, same są chodzącymi konsolami więc co będą robiły...
________
Są też inne rozrywki Mogliby na przykład grać w ping-ponga albo w bierki... że o piłce nożnej nie wspomnę... Ewentualnie słuchać muzy - jako metalowi goście to oczywiście metalu (a ci bez gustu techno, ta "muzyka" kojarzy mi się z pracą wiertarki udarowej )

...

Coz, w AnimAtrixie (widizalem tylko 2 `odcinki` tego, niewiele w umie wiem ; P) One jednak mialy juz troche za soba (robocia ewolucja xP), niewiadomo jak sie zachowywaly na samym poczatku, jak 1 maszyna sie zbuntowala.. ; D
No i, w terminatorze (przypominam-znam tylko 3 filmy) nie wiemy czy np Terminatory nie umawiaja sie na roamntyczne randki z kapiela w olejowym Jacuzzi i wymiana podzespolow na koniec, pokazali nam jedynie swait z perspektywy ludzi, propaganda ludzka mogla wypaczyc sens zycia maszyn no.. : D

Swoja droga, czytales Opowiesci Lowcow Nagrod, i opowiesc IG-88 ? Tam jest troche na ten temat przemyslen, dlaczego roboty powinny wybic bialkowcow ; P

raczej

się nie umawiają
Co do IG-88 to czytałem daawno temu, więc może przypomnij?

...

W skrocie:
SPOILER, nie marudzic wiec. ; P
-IG 88 uzyskuje samoswiadomosc, zdajac sobie sprawe ze naukowcy ktorzy go stworzyli zafundoali by mu czyszczenie pamieci, zabija ich.
-Razem z 3 `bracmi` odlatuje na mechis III gdzie biora sie za tworzenie armi androidow aby wyeliminowac z galaktyki bialkowcow.
-nie udaje im sie to. ; P

W kazdym razie, przec cala historyjke IG wyraza sie z pogarda o slabych istotach ludzkich bedacych niczym w porownaniu do doskonalosci maszyny. (Jedynie Vader go fascynuje, jako polaczenie maszynyy i czlowieka, ale to inny temat juz ; P)
Ogolnie mozna to dosc latwo wyjasnic, wracajac do Skynetu, jak wiesz, komputer wykona skomplikowane zadania matematyczne szybciej niz Ty, tak, pare _ogromnaliczba_ razy szybciej, mozna wiec przyjac (zacyzna sie abstrakcja, zadnej maszyny ze samoswiadomoscia nie znam ; P) ze w momencie uzyskania swiadomosci, w kilka chwil oceni wszystko, instynkt przetrwania wlasciwy istota samoswiadomym u takiej maszyny pojawia sie i blyskawicznie ewoluuje, a najwiekszym zagrozeniem dla swiata/maszyn sa ludzie. Wiec sie ich pozbywa. ; P Ale co bedzie robil pozniej, jak sie juz ludzi pozbedzie, nie mam pojecia, jestem niestety tylko czlowiekiem, i nijak nie jestem w stanie myslec jak taka hipotetyczna maszyna. : P
Troche to zakrecone, ale coz.. ; D

zakręcone

no
Z IG to pamiętam, że chciał wprowadzić swoje oprogramowanie do DS`a ale mu się wybuchło

...

Niedokladnie : D

początek spoilera Faktycznie, chcial, i mu sie to nawet udalo, wedlug opowiadania to IG byl komputerem sterujacym gwiazda smierci, podczas bitwy to on strzelal do rebeliantow itd (bo bialkowcy nie umieli trafic, IG korygowal strzaly.. ) i wlasnie podczas bitwy stwierdzil, ze to chyba dobry czas aby pozostalym robotom w galaktyce (na Mechis III produkowali roboty, jak juz mowilem) rozkaz do rozpoczecia buntu, wysylajac im kod ktory TYLKO ON znal (pozostale IG mialy pecha-zadarly z Bobą), no i to dopiero wtedy sie mu wybuchlo `; P I po galaktyce zostala masa niczego nieswiadomych `skazonych` robotow ktore nigdy sie nie ujawnia.. hm, z tego moglby fanfic byc.. ciekawy ; > koniec spoilera

My Fair Lady

dla mnie to najlepszy musical jaki powstał. Oglądałam go już kilkanaście razy i nigdy nie mam dość. Audrey Hepburn i Rex Harrison tworzą fantastyczną parę. No i niezapomniane piosenki - "The rain in Spain", na której można sobie połamać język, i "I could have dance all night" (któż nie zna tej piosenki?). Absolutny klasyk.

...

wczoraj do 2 w nocy oglądałem FMA jestem na 29 odcinku...

anime

A ja o 2 w nocy, skończyłem oglądać Akire, fani anime pewnie widzą o co chodzi. Niezły, ostanio funduje sobie seanse z porządnym kinem anime z ciekawą fabułą.
A dzień wcześniej zaliczyłem Ghost in the Shell, moim zdaniem najlepszy film anime wszechczasów .

...

Akira - jakoś mnie nie przekonuje, takie mdłe mi się wydaje chociaż to może dlatego że oglądałem to z kumplem z którym przegadałem cały anime i tak na serio to gówno z niego wiedziałem, muszę jeszcze raz kiedyś obejrzeć samemu.
Ghost in the Shell - nie oglądałem ale słyszałem że dobre właśnie i muszę sobie to sciągnąć, ale to jak skończe FMA i Wolf`s rain

mummy 3

-Mumia 3: Grobowiec Cesarza Smoka - Ten film to tragedia. Jeśli macie miłe wspomnienia po części 1 i 2 i chcecie je zachować, nie oglądajcie tego filmu.
Wady:
-głupie teksty
-drętwa i nieprzekonująca gra
-źle dobrani aktorzy (Maria Bello nie radzi sobie w roli Evelyn, Rachel Weisz znacznie lepiej pasowała, a o Luku Fordzie nie wspomnę, pierwsz rola w tak dużej produkcji i raczej nieudana)
-fabuła zjechana na maksa, płytka, słaby zarys nowych postaci
-humor (bardziej irytuje niż bawi)

Plusy:
-zdjęcia i praca kamery (scena gdy chińscy żołnierze atakują jakąś świątynie w górach, przypomina trochę film wojenny)
-scenografia

Zniszczyli to co było najlepsze w poprzednich częściach, zostało dwóch aktorów z części 1 i 2, i oni zawodzą. Tragedia.

...

W trailerach była scena, jak syn O`Connora mówi do niego "That`s why mom left you", czy coś w ten deseń. O dziwo w filmie już jej nie było.

Poryli coś z tymi aktorami w trzeciej części. Żalny film, ale dało się do winka obejrzeć.

Duuuuuuuuuuuuuuuża ryba

"Big Fish" Świetna historia, opowiedziana w ciekawy, nieco bajkowy sposób. Wszyscy fani Obi-wana będą zadowoleni - Świetna rola McGreagora.

Mamma Mia!

Jeśli ktoś nie widział jeszcze hitu bijącego rekordy box office to szczerze polecam Co prawda na filmie byłem dwa razy w kinie już jakiś czas temu ale dopiero teraz naszło mnie żeby napisać o nim trzy słowa (słuchając soundtracka) ^^ Mamma Mia wchodzi teraz na DVD.

O fabule możecie poczytać na filmweb czy gdziekolwiek indziej, od siebie dodam że to film niezwykle radosny, wspaniały, wychwalający życie, momentami także sentymentalny i skłaniający do refleksji. W większości jednak jest to prostu świetna zabawa. Nawet kogoś przygnębionego ten film rozweseli, doda energii i chęci do działania :]

A soundtrack jest boski ;]

http://www.filmweb.pl/f375547/Mamma+Mia!,2008

http://www.filmweb.pl/%22Mamma+Mia!%22+rekordowa+w+kinach+i+na+DVD,News,id=47766

anime xD

-ARMITAGE III - Film anime, akcja dzieje się na skolonizowanym Marsie. Film o policjantce, która jest robotem nowej generacji posiadającym uczucia. Gorszy od "GitS", ale podobny tematyką i też godny obejrzenia. Film, raczej składa się z 4 odcinków, które zostały też skrócone i zmontowane w jeden film.

BLOOD - THE LAST VAMPIRE - Jestem świeżo po seansie. Warty obejrzenia, min. za świetną animacje, momentami realistyczną. Historia o łowczyni wampirów, która jest... sami zobaczcie.

VAMPIRE HUNTER D: BLOODLUST - Kolejny film anime, o łowcach demonów. Tez nieźle zrealizowany, przemyślanie połączenie różnych gatunków filmowych.

METROPOLIS - Animacja może na początku zniechęcać, ale fabuła i szczegółowość tła zachwyca swoim urokiem. Też tu występuje perfekcyjne połączenie różnych motywów, które mimo sprzeczności, pasują do siebie.

Polecam odwiedzić tę stronę: http://www.film.org.pl/prace/anime.html.
Większość pozycji z tej strony już zaliczyłem, naprawdę wartę obejrzenia. Chyba bardziej zagłebie się w tę formę sztuki filmowej.

Skoro tak bardzo

podobał ci się Blood The Last Vampire, to obejrzyj serial Blood + (inaczej Blood tv).

Jeśli

te pozycję ci się spodobały ... to masz duże zadatki na fana anime

Jeśli chodzi o klimaty wampirze to poza Blood+ podanym przez Sathama to polecam również obejrzenie serii HELLSING (rewelka)
Natomiast w kwestii G.I.T.S. to polecam oczywiście obejrzenie obu filmów. Polecam również 2 sezony serialu (wydane również i u nas) oraz film, który do nich nawiązywał (Solid State Society).

Odnośnie pozycji

1. To prawda, takie tytuły sugerują miano anime fana.
2. Hellsing, tak. Ale są Hellsing i Hellsing Ultimate.
3. GitS - 2 serie po 26 odcinków każda (Stand Alone Complex i Stand Alone Complex The 2nd GIG). Plus GitS i GitS 2:Innocence.
A jakby tego było ci mało to:
a. GitS - Solid State Society,
b. GitS - Laughing Man,
c. GitS - Individual Eleven
d. GitS - Tachicoma specials

dvd na allegro

Dzięki za tytuły, już szukam i przeglądam. A tak po za tym, właśnie przeglądałem sobie niektóre anime na allegro. Dużo pozycji jest dostępnych, ale mają mały szkopuł który mi przeskadza, są w języku oryginalnym lub polskim. A ja wolałbym angielski podkład, nie żebym miał coś do japońskiego czy koreańskiego, ale ich język jest trochę "krzykliwy" i mniej zrozumiały niż angielski.

Mumia 3 na dvd - Umarła Wesz

Szkoda, wielka szkoda, że RW nie grała.
Ta rola jest dla niej wręcz stworzona.

Film niezły, ale nie powala.
Przypomina M2 z domieszką IJ4.
Takie smrodki rodzinne w trakcie walki. Jakby na to zawsze był czas.

Akcja, no cóż, jest.
Raczej nudzić się nie można.

Co do postaci, to Jet jest wspaniały, ale szkoda że głównie komputerowy.
Wymiata jak zwykle Hannah - gorszy niż w cz.1 lecz nadal śmieszny.

Yeti...powiedzmy, że przemilczę.

ogólnie 7/10

bad mummy

Jak dla mnie ten film to totalna porażka, w ogóle pisałem o tym wyżej. Co do Weisz, to mogła by nawet trochę uratować ten film, ale może to lepiej że nie wystapiła w tak nieudanej kontynuacji.

Wiem że pisałeś

Ja nie uważam tego za porażkę, ale za drugą odsłonę cz.2.
Tak jakby nakręcono dwie Mumie z różnymi obsadami.
Ktoś nie pomyślał.

Natomiast nie wiem czy czytałeś, że podczas kręcenia w Chinach musiano zmienić scenariusz.
Może to właśnie spowodowało taki efekt końcowy.

Wczoraj...

... korzystając z wizyty w domu i dorwaniu się do telewizora obejrzałem dwa świetne filmy, mianowicie:

Nieustraszeni braci Grimm
Ostro zryty klimat, przywodzący na myśl po trochu "Labirynt Fauna", po trochu dzieła Burtona, świetne kreacje aktorskie (z Cavaldim na czele), w niespodziewany sposób wykorzystane motywy baśniowe, słodka Monica B. To trzeba zobaczyć .

Wywiad z wampirem
Dwa razy podchodziłem do tego filmu, i jakoś tak zawsze zasypiałem na początku. Tym razem wytrwałem do końca i było warto. Znakomity film o tym co gra w ludzkiej i wampirzej duszy. Gracze w Maskaradę znajdą mnóstwo znajomych motywów. Vua poleca.

Re: Wczoraj...

Vua Rapuung napisał(a):
Gracze w Maskaradę znajdą mnóstwo znajomych motywów. Vua poleca.
________

No co ty?? Naprawdę??

Nie...

Tak w gruncie rzeczy to wcale nie . Chociaż większość bohaterów byłbym w stanie rozpisać na system .

naprawdę

aleś się obudził Ja po Wywiadzie i Draculi zacząłem szukać tematyki natknąłem się na Świat Mroku

Ech te lubieżne orgie w pałacu Toreadora... modelki, kurtyzany i zwykłe bladzie Młodzi chłopcy

Mniam

Kurczątko...

Toż mówię, że dopiero teraz jakiś większy fragment filmu nie przez sen zobaczyłem

ale jak

w ogóle można było na tym zasnąć??

takie pytanie.

Albo we wtorek, albo w środę leciał w TV jakiś film z Samuelem L. Jacksonem. Obejrzałem tylko końcówkę, ale mniej więcej to wyglądało tak, że jacyś policjanci kogoś tam zabili i on udowadniał, że owi gliniarze "są źli" ;P
Zna ktoś tytuł?

bzzzz

dobre dobre Negocjator polski tytuł.

jeśli to był

"Negocjator" to żałuj, że obejrzałeś tylko końcówkę. Jackson świetny, ale najlepszy był K. Spacey

Bardzo dobry film

Bardzo dobry film, ale raczej źle zrobiłeś, że oglądałeś tylko końcówkę

Ale Ty się nigdy spoilerami zbytnio nie przejmowałeś

Skończyłem oglądać

-Appleseed i Appleseed: Ex Machina - Niezłe kino anime zrobione animacją cyfową. Niby mają płytką fabułe, ale mi się podobały i będę czakał na trzecią część.

wywiad z wampirem

swietny film, ciekawa fabula szczegolnei z motywem wampira z wyrzutami sumienia oraz dziewczynki zamienionej przez niego, mroczny nastroj udziela sie ogladajacemu, klimat jest taki jak powinien a fabula malo sztampowa.

Swoja droga zemu jest tak ze w kazdym filmei ginie zawsze najfajneiszy bohater?

Re: wywiad z wampirem

Mistrz Jedi Radek napisał(a):

Swoja droga zemu jest tak ze w kazdym filmei ginie zawsze najfajneiszy bohater?

________

A o kogo ci tutaj chodzi?

Hellboy: Krew i Żelazo

Obejrzałem właśnie. Film jest wg mnie lepszy od Miecza Burz. Animacja taka sama jak w poprzednim (czyli bardzo dobra). Świetny klimat - film jest mroczny, krwawy, jak to opowieści o wampirach. Niezła muzyka, aktorzy znani z filmowej wersji (podobnie jak w poprzedniej animacji) dobrze się spisują.

Hellboy i ekipa, łącznie z profesorem Bruttenholmem, wyruszają do rzekomo nawiedzonej posiadłości, z której pewien milioner chce zrobić atrakcję turystyczną. Wkrótce okazuje się, że dom naprawdę jest nawiedzony, a profesor spotka tam starą znajomą....

Zobaczyłem

sobie Inglorious Bastards z `78 aterazczekam na Inglorious Basterds Quentina.

Resident Evil

Ja zaś wczoraj oglądnąłem w końcu Resident Evil: Degeneration.
Wcześniejsze filmy z serii były, delikatnie mówiac- denne. Lecz Degeneration to klasa sama w sobie, zwłaszcza dla fana serii. Są liczne nawiazania do gier, jest sprawnie poprowadzona fabuła bez udziwnień znanych z poprzednich filmów, jest świetna muzyka- ogółem polecam ^^

re

Też to obejżałem, akurat dzisiaj. Też mi się podobał, lepsze to niż aktorska trylogia. Animacja daję radę, gorzej już animacją ruchów postaci, ale mimo tego film na plus.

Re: re

DARTH KUSAD napisał(a):
Też to obejżałem
________
Chciałem napisać "obejrzałem", piep**one literówki .

klasyka x3

Ostatnio obejrzałam (po raz kolejny) trzy filmy, absolutna klasyka:
- Egzorcysta - ten film się nie starzeje. Linda Blair w roli opętanej dziewczynki niesamowita. Film o sile wiary i odzyskiwaniu jej.
- Carrie - nie czytałam nigdy książek S. Kinga, bo jakoś nie mogę się do niego przekonać. Ale niektóre z ekranizacji jego prozy bardzo lubię. I to jest przykład takiego filmu. Tylko wciąż nie potrafię zrozumieć zakończenia początek spoilera dlaczego cały dom wraz z Carrie zapada się pod ziemię? koniec spoilera Jeśli ktoś potrafi wytłumaczyć to w miarę racjonalnie, to bardzo proszę.
- Dziecko Rosemary - najpiękniejsze w tym filmie jest to, że dziecka nie widzimy - działa nasza wyobraźnia. Film pokazujący, ze nie każdy miły staruszek jest miły, a matczyne uczucia zawsze biorą górę, nieważne jakie jest dziecko (i czyje jest to dziecko)

Re: klasyka x3

darth ithilnar napisał(a):

- Carrie - nie czytałam nigdy książek S. Kinga, bo jakoś nie mogę się do niego przekonać. Ale niektóre z ekranizacji jego prozy bardzo lubię. I to jest przykład takiego filmu. Tylko wciąż nie potrafię zrozumieć zakończenia początek spoilera dlaczego cały dom wraz z Carrie zapada się pod ziemię? koniec spoilera Jeśli ktoś potrafi wytłumaczyć to w miarę racjonalnie, to bardzo proszę.

________
Też oglądałem, jakiś czas temu puszczali na jedynce. Ja tak rozumię twój problem początek spoilera Carrie po zabiciu wszystkich na balu i później swojej matki, nie widziała sensu żyć, więc odebrała sobie życie waląc swój dom (za pomocą swoich telekintycznych mocy) i grzebiąc sie pod nim koniec spoilera. Film niezły mimo wieku i warty obejrzenia dla ostatnich 30 minut.

nie wydaje mi się

Carrie początek spoilera była przerażona tym, że dom się na nią zapada. Dla mnie to trochę głupie zakończenie, bo tak naprawdę Carrie nie była niczemu winna. No dobra, załatwiła ludzi na balu i swoją matkę, ale - przyznajmy szczerze - należało im się Nie wydaje mi się, żeby zrobiła to sama. Interwencja sił wyższych? koniec spoilera I właśnie w tym jest problem z prozą Kinga - nie wiadomo jak coś wytłumaczyć. A może po prostu nie tłumaczyć?

but

Ja nadal sądzę początek spoilera że chciała popełnić samobójstwo (ukarać się) za to co zrobiła, bo matka-fanatyczka ją wychowywała i dużo pomieszała Carrie w głowie. Widać to dobrze w scenie, jak zabiera swoją matkę do... nie wiem jak to nazwać; małej kapliczki i tam ginie pod gruzami. Carrie miała dużo moc, więc jeśli ten dom walił się z innego powodu to by to powstrzymała. koniec spoilera

może

i masz rację, trudno powiedzieć. W sumie Twoje wytłumaczenie jest w miarę racjonalne

"Imię róży"

Dzisiaj byłam w klasztorze Eberbach, w którym kręcono część zdjęć do "Imienia róży" i postanowiłam odświeżyć sobie film. Teraz, widząc na żywo miejsca, w których powstawały poszczególne sceny, odbieram film nieco inaczej. Zawsze lubiłam ten film, chociaż książki Umberto Eco nie czytałam (miałam jedno podejście, ale nie przebrnęłam przez opisy detali architektonicznych). Teraz jednak myślę, że książkę przeczytam - wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, ze muszę ją przeczytać

Przeczytaj

Przeczytaj, ja w zasadzie żałuję, że nie przeczytałem jej przed filmem

W sieci kłamstw

Właśnie wróciłem z seansu "W sieci kłamstw" z Leonardo di Caprio i Russelem Crowe`m. Niezły film, dobrze zrealizowany, szybka akcja trzymająca się kupy (co w np. Quantum of Solace pozostawiało trochę do życzenia, ale o tym za kilka dni, jak się w końcu drugi raz wybiorę...). No i zaskoczony byłem grą Leo, nie sądziłem, że może się sprawdzić w takiej roli (grał agenta CIA). Ogólnie - duży plus

Słów kilka o...

-Hitman - byłem pewien, że film na motywach gry to nic dobrego, toteż nie za bardzo śpieszyło mi się, żeby obejrzeć ten film. Teraz, kiedy w końcu obejrzałem ten film, żałuję, że nie obejrzałem go wcześniej
Bardzo dobrze zrobiony film - dużo akcji, dużo krwi, dużo trupów pozostawionych przez 47 (piękna scena strzelaniny w Stambule - miut ), no i okazuje się, że nawet Hitman ma ludzkie uczucia. Na plus zaliczę też ciekawą intrygę, ciągnącą się przez cały film i oryginalne zakończenie filmu w domu tego policjanta z InterPolu.
Rolę tytułową zagrał Timothy Olyphant, który całkiem dobrze wpasował się w tę rolę. Dobrze, że Vina "Riddicka" nie wzięli do tej roli...

Starship Troopers - czyli "Żołnierze kosmosu". Ach, stary ale jary film Beztroska rzeźnia ludzi i robali (kto by nie lubił takiego miłego Tanker... ). Miły, odstresowujący film, w sam raz do obejrzenia w piątkowy wieczór

Re: Słów kilka o...

Major Cody napisał(a):
-Hitman - byłem pewien, że film na motywach gry to nic dobrego, toteż nie za bardzo śpieszyło mi się, żeby obejrzeć ten film. Teraz, kiedy w końcu obejrzałem ten film, żałuję, że nie obejrzałem go wcześniej
Bardzo dobrze zrobiony film - dużo akcji, dużo krwi, dużo trupów pozostawionych przez 47 (piękna scena strzelaniny w Stambule - miut ), no i okazuje się, że nawet Hitman ma ludzkie uczucia. Na plus zaliczę też ciekawą intrygę, ciągnącą się przez cały film i oryginalne zakończenie filmu w domu tego policjanta z InterPolu.
Rolę tytułową zagrał Timothy Olyphant, który całkiem dobrze wpasował się w tę rolę. Dobrze, że Vina "Riddicka" nie wzięli do tej roli...

________

Żal. To czytać :/

Re: Słów kilka o...

Major Cody napisał(a):
Bardzo dobrze zrobiony film - dużo akcji, dużo krwi, dużo trupów pozostawionych przez 47
________
Lol. I dziwić się dlaczego teraz robią słabe filmy. Wymagania znacznie spadają... o_O

Kevin sam w domu...:D

a co tam, to już tradycja że trzeba oglądać Kevina w tym okresie świątecznym Kozacki film, ale co tam nie bd opisywał każdy doskonale zna ten film

o jezu

ty to mozesz jeszcze oglągać?? ja juz to na pamięć znam zwłaszcza jak to leci przez ileś tam lat

...

ale jakoś lubię ten film i kojarzy sie czlowiekowi ze swiętami

...

mi tam też się kojarzy ze świętami dlatego go oglądam co roku. tam przynajmniej mogę zobaczyć śnieżne święta bo u nas lipa

RE: Degeneration...

o ile trylogia Resident Evil z Millą jest całkiem fajna .... to jako ekranizacja kultowej serii gier po prostu ssie na całej linii :/ ....
...na szczęście powstał Resident Evil: Degeneration ... który co prawda posiada animację sprzed kilku lat... ale fabułą i nawiązaniami do gier nadrabia całkowicie Oglądnąłem go już kilka razy i normalnie jestem zachwycony

Dla miłośników growych RE pozycja obowiązkowa

to...

czekamy, co na to szedał

Szedał

o sexista i ocenia filmowy RE jedynie przez pryzmat ciała (Zielonej)Milli ... chłopak (sic!) nawet nie wie do czego te filmu próbowały nawiązać

Powiedz

mi coś czego nie wiem

film

wybrany na tzw: "chybił trafił" - Zawodowcy czyli film z serii: wydajecie Ci się, że wiesz już wszystko o co chodzi w fabule ale jednak nie do końca (za wiele w tym wypadku nie będę pisał bo łatwo tutaj o mały spoiler -psujący zabawę - a jednak lepiej samemu się wszystkiego dowiedzieć). Temat mamy prosty i oklepany: dwóch gliniarzy (Al Pacino i Rober de Niro) rozwiązują zagadkę masowych zabójstw, mimo, że są starymi wyjadaczami to jednak im to ciężko idzie... ale czy na pewno?
Jeśli chodzi o humor (też czarny) to przewija się tam go wiele, jednym z fajniejszych gagów jest w "inny sposób" wykorzystanie przez twórców "elementu" towarzyszącego wszystkim zbrodniom (-"... Może to nie wiersz, ale się rymuje...")
IMO film warty obejrzenia, przynajmniej, żeby się trochę rozluźnić

44 minuty: Strzelanina w północnym Hollywood

lub jak kto woli 44 Minutes: The North Hollywood Shoot-Out.
Jeden z najgłupszych filmów w historii.
Tak mi się wydawało.
Dwóch kolesi z napadu na bank, w kamizelkach kuloodpornych i zmiksowanych AK z magazynkiem od RPD albo tommiego kasują kupę gliniarzy z LAPD na otwartym terenie. Do tego coś na kształt SWATu zaibania ze sklepu z bronią automaty żeby dać im radę.
Kompletna psychodela.

Ale zaraz. Gra tam Michael Madsen. Facet ma różne role na swoim koncie no ale żeby taka tandeta?

Cóż okazuje się jednak, że odegrane tam wydarzenia miały miejsce naprawdę.
http://en.wikipedia.org/wiki/North_Hollywood_shootout
Dla chcących wiedzieć więcej.
http://simple.wikipedia.org/wiki/North_Hollywood_shootout
Simple English (wtf?? )

Osobiście w pale mi się to nie mieści że coś takiego w ogóle mogło być. Jak widać nawet real pokazuje czasem brak logiki.

RE:44 minuty: Strzelanina w północnym Hollywood

Jak dla mnie film byl fajny, rzeczywiscie troche sie to dluzylo ale przynajmniej dobrze odzwierciedlalo to co sie naprawde wydarzylo. Moglbym jeszcze raz obejrze ten film

Kompletnie offtopując...

...to mi się nie mieści w głowie... co to jest simple.wikipedia.org?!?! Z "Simple English"... Hahahahahaha Odkryłem to przez przypadek już spory czas temu i mnie zamurowało Idioci, zamiast pisać na normalnej Wikipedii to muszą tworzyć całą od nowa, napisaną prostszym językiem, żeby banda śmierdzących leni mogła sobie co nieco poczytać...

We only use simple English words and grammar here. The Simple English Wikipedia is for everyone! That includes children and adults who are learning English.

Języka można się spokojnie uczyć czytając także zwykłą angielską Wikipedię. Nie od parady bozia dała multum słowników internetowych, więc wtf?

Żaaaaaaaaaaaaaaaaal.

cóż

dla każdego coś miłego

Taaa....

Taaa.... Nie mają już chyba co robić na zwykłej wikipedii to z nudów stworzyli tę

Re: 44 minuty: Strzelanina w północnym Hollywood

Lord Bart napisał(a):
Jak widać nawet real pokazuje czasem brak logiki.
________

Oh jest dokładnie odwrotnie

Wonka & BoB vs. GK

-Charlie i fabryka czekolady (Charlie and the Chocolate Factory)
W ogóle wpadłem na ten film przez przypadek. Chyba go widziałem w 2005, ale jakoś nie pamiętałem i nie pamiętałem też że robił go Burton. Ale jak zobaczyłem Deppa i Bonham Carter to wiedziałem, że to nie może być nikt inny

Film ogólnie imo nie jest dla dzieci. Żaden film, no prawie żaden Burtona nie nadaje się dla niepełnoletnich. A i pełnoletni w większości chyba go nie kumają. To akurat mnie nie dziwi
Pomijając nudną świąteczną historię skrzywdzonego potentata czekolady, wk********o słodkiego Charliego i bandę noobów z Bast... srki pozostałych zdobywców Złotego Tiketa to Depp przypomina mi diabła. A jak nie diabła to przynajmniej kogoś z czyśćca o diabelskich aspiracjach

Nie wiem, ale takie odniosłem wrażenie. Johnny jak zwykle jest klasą dla siebie. Naprawdę żal mi chłopaka na syficznych Piratów (o.k. o.k wiem że ma ten film tutaj spore grono fanów, ale tylko pierwsza część ujdzie i praktycznie tylko dzięki Sparrowowi). Ale cóż - kaska nie śmierdzi, nawet jak się już jej ma ponad bocianie gniazdo.

Tak czy siak krzywo patrzyłem na zapowiedzi Fabryki, ale jak już pamiętam co to to gorąco polecam. Chociaż po swoją tabliczkę sięgnę nieprędko


Band of Brothers vs. Generation Kill
Święta, Święta. Dużo wolnego czasu w dzień i w nocy na nadrabianie zaległości zaległych w płytotece
GK ostatni odcinek będzie dopiero chyba 30 grudnia, ale ja nie wytrzymałem i spiraciłem. Zresztą podobnie jak pozostałe dopóki nie zamówię sobie jakiegoś fajnego kolekcjonerskiego wydania.

Dlaczego porównujemy? Bo jest co porównywać.
Oba seriale to tzw. television miniseries. I bardzo dobrze. Obu krótka, zwarta fabuła wychodzi jak najbardziej na zdrowie.
Oba przedstawiają historię autentycznych żołnierzy (przy GK to nie jestem pewien do końca, ale nawet jeśli nie to napewno autentycznych wydarzeń).
Easy Company of the 506th Parachute Infantry Regiment, U.S. 101st Airborne Division vs. United States Marine Corps` 1st Reconnaissance Battalion
IIWW vs. Operation Iraqi Freedom
Oba pokazują zawiąznywanie się braterskich więzów miedzy ludźmi w oddziale. Pokazują świetnie.

Jednak jeśli ktoś nastawia się na niejaką epickość BoB to w GK zupełnie jej nie doświadczy. Podobnie jak z akcją.
Epickości tutaj brak bo i wojna jest o coś innego i jej przebieg wygląda zupełnie inaczej. No i oczywiście ma na to wpływ sposób filmowania, w GK bardziej majacy formę dokumentu z pola walki.
Akcja oczywiście jest, są mocne momenty, robiące wrażenie, ale nie w każdym odcinku. A przecież jest ich 7.

Z początku GK nie podeszło mi chociaż bardzo się napaliłem. Może dlatego, że BoB jest dla mnie najlepszym amerykańskim serialem jaki kiedykolwiek powstał. Gdybym nie zrzucił z siebie tego brzemienia to zrezygnowałbym z oglądania GK.
Dlaczego? Dlatego że jest tam zasakująca ilość dialogów. Nie tylko jak na serial. Po prostu gadamy, gadamy, gadamy i 70 minut zlatuje. Ale tylko jeśli się do tego pozytywnie nastawimy. W innym przypadku moze to być męczarnia.

W GK nie ma też (przynajmniej dla mnie) tak wyraziście nakreslonych postaci jak w BoB. Oczywiście robią wrażenie `Godfather` Ferrando czy `Iceman` Colbert, ale nie takie jak Winters, Bull i cała reszta.
Niemniej GK to obowiązkowa pozycja dla każdego fana HBO.

A fanów BoB ostrzegam - zmieńcie nastawienie przed obejrzeniem pierwszego odcinka albo tuż po
I zaśpiewajmy razem
Highty tighty, Christ almighty! Who the hell are we?
Zim-Zam god damn! We`re Airborne Infantry!

Bart, aż nie chce mi się wierzyć...

...że przy twojej zajawce na mocne, realistyczne seriale wojenne przegapiłeś również puszczany na HBO "Odległy Front" (Over There). Leciał jakiś niecały rok temu. A może nie przegapiłeś, tylko ci nie podszedł? Zdziwiłbym się.

Serial o młodym oddziale Amerykańców w Iraku. Mocny, ludzki, nie bawiący się w dzielenie na "dobrych" i "złych". Prawdziwy, a przynajmniej taki mi się wydawał. Kilka świetnych ról. Zagwozdką było tu to, że w serialu równolegle pokazywano dzieje żołnieży na froncie i ich rodzin w domu - też ciekawe, zapewniam. Pokazuje co wojna robi nie tylko z żołnierzami, ale i ich bliskimi. Dobra rzecz. Czy lepsza niż BoB? Pewnie nie, choć ten ostatni widziałem zajebiście dawno temu, jak HBO puszczało po raz pierwszy.

Polecam Odległy Front w każdym razie. Nawet miałem napisać o nim w wątku serialowym kiedyś, ale mi się nie chciało

eee tak

coś kojarzę, ale mogły być 3 powody dla których nie oglądałem:
a)miałem mało czasu na oglądanie
b)przegapiłem pierwszy, drugi odcinek i powtórki więc mój dziwnie zaprogramowany mózg kazał mi nie oglądać reszty
c)w owym czasie krzywo patrzyłem na to co związane z Irakiem.

W wolnej chwili poszukam na warezie o ile to jest short-seria.

Jest

jeden sezon, 12-13 odcinków. Spróbuj.

Przedwczoraj...

... można było zobaczyć na TVNie jedną z ciekawszych polskich komedii - Vinci Juliusza Machulskiego. Bez głupawych gagów, nieustannego przeklinania, za to z dużą porcją dobrego humoru. Jeśli ktoś jeszcze nie miał okazji zobaczyć, to gorąco polecam.

- Przegrał pan kiedyś?
- Raz, w 68. I raz w tenisa.

taaa

Machulski robił kiszki od czasów Kilera aż do Vinciego. To naprawdę dobra, fabularna komedia.
Jutro idę na `Ile waży koń trojański?` ale myślę, że Vinic jest nie do przebicia.

Mnie przebija motyw Хурцилава-Beckenbauer no i
Umarł.
Jak to? Wziął i umarł?

Re: taaa

Że nie wspomnę o

- Mógłbyś mi mówić po imieniu?
- Że co, Julian? No mógłbym, ale to takie pedalskie imię.


- On to robił lewą ręką.
- Sforza? A to świnia.


Po prostu zajek***abiście.

VABANK...

wczoraj z tatą jakoś o 1 w nocy... e to znaczy dzisiaj oglądałem VABANK. Stara polska komedia kryminalna z roku 81 bawi do łez. Dawno nie oglądałem starego polskiego filmu który mnie tak zaciekawił. Polecam.

MŚCICIEL...

bym zapomniał jeszcze przed Vababkiem oglądałem Mściciela na TVP1 o 23:25. Film sensacyjny z Van Dammem w roli głównej który mści się na członakch chinskiej Triady którzy są odpowiedzialni za zabójstwo jego żony. Jedynie co mi się nie podobało to kamera która czasami latała za szybko i cięzko było uchwycić szczegóły. Fabuła fajna choć trochę słabo pokazana, za krótki film, mogli zrobić dłuższy a pokazać więcej szczegółów, więcej scen w których gadają a oni się leją w większości

NO

Ja tam mam do oglądnięcia film K19 na DVD,więc mam co oglądać,och mam...

ostatnio oglądane #14

-Ile waży koń trojański?
by Juliusz Machulski.

Jeśli ktoś spodziewa się po tym komedii to niech nie idzie. Jeśli ktoś spodziewa się po tym komedii romantycznej to powiem, że są lepsze (o ile w ogóle ten syficzny motyw filmowy może być dobry).
Vinci to to nie jest.
Jak wspomniałem gdzieś wcześniej Machulski to reżyser bardzo nierówny – miał fantastyczny początek, ale w „wolnej Polsce” z 11 wyreżyserowanych filmów (włączając „Konia”) tylko 4 są naprawdę dobre. Szkoda.

„Ile waży…” fabularnie jest dziwny. Mamy główną bohaterkę, wbrew pozorom naprawdę wiodącą szczęśliwe życie, która chce więcej. I kurcze chcąc, nie chcąc czy to przenosi się w czasie czy nie, ale ma jeszcze lepiej. I babci udaje się przeżyć… Mnie to nie podeszło i szczerze powiem głowa mnie rozbolała od dochodzenia, co autor miał na myśli.
Schyłek PRLu, czyli rok bodajże 1987 wg moich rodziców jest ukazany całkiem nieźle. Prześmiewczość z filmów Barei to to jednak nie jest. Ale zawsze warto zobaczyć niegolone hery u babek czy tureckie swetry
Humoru jak na komedię – maaalutko. Właściwie film utrzymują w pozycji pionowej kapitalny Robert Więckiewicz i Danuta Szaflarska. Ilona Ostrowska, mimo że zapewne bardzo utalentowana i wzbudzająca sympatię to jednak zalatuje mi nadal „kultowym” (WTF??) ranczem.

Filmu nie polecę. Chyba, że dla Więckiewicza. No i kapitalnej muzyki tamtych czasów reprezentowanej tu niestety tylko przez Maanam i Perfect.
Najkrócej ujmując najnowsze dzieło Machulskiego to parafraza z Magdy z Vinciego:
ten film... dzieło... to się reżyserowi artyście zupełnie nie udało
Niestety.

4/5
A dlaczego taka ocena? Naciągana. Więckiewicz i Maanam.
Średnia sezonu 4.2
I chyba tak zostanie.

...

Właśnie obejrzałem Parszywą Dwunastkę Roberta Aldricha z 1967 roku.
Akcja filmu dzieje się podczas II wojny światowej, mianowicie w 1944 r. Major John Reisman otrzymuje za zadanie wyszkolenie dwunastu żołnierzy - aresztantów oczekujących na egzekucję lub skazanych na długoletnie więzienie. Celem ataku jest zamek we Francji, gdzie przyjeżdżają na urlop wysocy rangą oficerowie niemieccy. W razie powodzenia akcji żołnierzy ma objąć amnestia.
Oprócz świetnego scenariusza, w filmie spodobała mi się wartka akcja, żołnierski humor oraz gra aktorska - aktorzy kreują różnorodnych bohaterów, przez co każdy jest odrębną indywidualnością.
Polecam film każdemu fanowi filmów wojennych z dość dużą dawką dobrego humoru.

Dead Space: Downfall

Dziś z listy filmów do obejrzenia odhaczyłem animację pod tytułem "Dead Space: Downfall". Zgadliście, ma ona związek z grą "Dead Space" a konkretnie jest jej prequelem. Co to oznacza dla samego filmu? Cóż, przede wszystkim ogromny potencjał fabularny jak i marketingowy gdyż sama gra odniosła jeśli się nie mylę spory i do tego zasłużony sukces. Ale film grą nie jest, prawda? Otóż nie prawda. Fakt, fabuła filmu opowiada o tym jak to wszystko na pokładzie Ishimury się spier... no zepsuło. Fabuła jest inna a co z postaciami? Poza Kyne`em który odgrywa tu spora rolę nie mamy tu chyba innych znanych z gry postaci. A nie! Czekajcie jest kapitan... Aczkolwiek jego rola w grze jest raczej ulotna... Cóż, przejdźmy jednak dalej. Na koniec zostawiłem sobie pewną niezwykle wkurzającą sprawę, otóż wiele scen miejsc, ba nawet dialogów wydać się może graczom bardzo znajoma. Dlaczego? Otóż autorzy filmu po prostu zerżnęli fragmenty gry, wkomponowali w nie animowane postaci i uznali że zrobili już swoje.
Jak ten film podsumować? Najlepiej wcale gdyż jest to sprawa dość ciężka. Po pierwsze zmarnowano niesamowity potencjał jaki niesie za sobą to nowo narodzone uniwersum. Można było się postarać, zrobić naprawdę dobry horror zamiast animacji z kwestami i lokacjami prosto z gry która chyba jest jedynie odcinaniem kuponów od świetnej gry. Z drugiej jednak strony jeśli przymknąć na to oko i zapomnieć o tym ze się grało w grę to wcale nie jest tak tragicznie. Nie jest to może "Aliens" ale ogląda się całkiem przyjemnie. Film dwojga oblicz ale chyba wart obejrzenia zarówno dla graczy jak i dla "zwykłych zjadaczy chleba" aczkolwiek i jedni i drudzy prawdopodobnie będą mieli po nim mieszane uczucia.

eeee tam...

jako prequel do gry (wraz z komiksem) to filmik całkiem dobrze się sprawdza wg mnie. Od początku EA traktowało komiks i film animowany jako DODATEK do gry ... niby miało to być rozszerzenie nowego uniwersum, ale tak naprawdę jest uzupełnieniem i REKLAMĄ nowej gry. Jak dla mnie w tym aspekcie się to bardzo dobrze sprawdziło i chętnie zobaczę działania tego typu przy innych grach.

Natomiast jeśli oceniać sam film ... to jest to zwykły śeredniak ... max mógłbym dać6/10 pkt

No właśnie...

No właśnie to że wyszła z tego jedynie reklama dla gry boli mnie najbardziej bo film mógł być czyś naprawde ciekawym. Nie jest źle ale też mogło być o niebo lepiej.

Nie ma co

szaleć .... należy się w ogóle cieszyć, że EA znana dotychczas jako "największy odcinacz (wooczych) kuponów" tworzący kolejne N-te wersje tej samej gry, w tym roku wypuścił kilka zajebistych nowych marek! Do tego w przypadku DS sięgnięto również do innych mediów ... to jest początek - mam nadzieję - trendu, który się przyjmie również wśród innych wydawców. Pionierzy zawsze popełniają błędy ... liczę, że w przyszłości będzie jedynie lepiej

Re: Nie ma co

Otas napisał(a):
znana dotychczas jako "największy odcinacz (wooczych)

Jezu, Otas, to oni Ci obcięli?

ROTFL...

jakby nawet chcieli to i tak spóźnili się o kilka(naście) lat

Resident Evil: Degeneration

O moim emocjonalnym podejściu do serii filmów Resident Evil wiedzą chyba wszyscy, którzy to czytają. Dlatego od początku sceptycznie podchodziłem do pomysłu animacji komputerowej, w dodatku opartej bardziej na grach, niż na filmach. Ale choćby z fanowskiego obowiązku film obejrzałem ledwo się ukazał, i nie żałuję.

Dziwnym przeskokiem było dla mnie przejście ze zdewastowanego świata "Zagłady" do "Degeneration", gdzie co prawda wirus istnieje już dobrych parę lat, ale udało się go powstrzymać przed rozprzestrzenieniem na skalę światową. Nie powiem, ciekawie było spojrzeć na uniwersum RE z tej strony, i chociaż nie do końca dowierzam żeby infekcję wirusem T powstrzymała bomba atomowa nad Raccoon City, to jako infinities do serii filmowej film całkowicie spełnia swoją rolę. Można też go traktować jako jedyny słuszny film RE. Jeśli ktoś woli.

Akcja RE: Degeneration dzieje się siedem lat po wydarzeniach w Raccoon City, a głównymi bohaterami są Claire Redfield i LEON!! KENNEDY!! nawet w stroju przypominającym ten z czwartej części gry. Fabuła przypomina bardziej epilog dla całej serii: Umbrelli już nie ma, na jej miejscu jest już WilPharma, a Claire pracuje dla Terra-Save... bardziej dojrzałej wersji Greenpeace`u. Film zaczyna się bardzo dobrze, miejscem wybuchu infekcji jest lotnisko, w ekspresowym tempie powstają legiony zombie z którymi muszą sobie poradzić Claire, Leon oraz Angela, komandoska wsadzona do filmu tylko po to żeby mieć większe cycki niż Claire. Dalej mamy standard: dużo drama momentów, trochę zdrady, trochę podniosłych tekstów, Leon jako heros epoki i tylko zombie dość mało jak na film o nich. Pierwszy raz na dużym ekranie został wprowadzony również wirus G, co samo w sobie jest w porządku, ale trochę się boję czy w ewentualnej kontynuacji nie pojawi się kolejny wirus z gry, dając nam całą gromadkę mutacji T i G i Veronica i cholera wie jakich jeszcze wirusów.

Na uwagę zasługuje animacja, a właściwie to, jak kiepsko została zrobiona. W 2008 roku, trochę ponad sześć miesięcy przed "Degeneration", wyszedł chociażby "Vexille" który bije RE na łeb, na szyję. Szczególnie boli to przy zbliżeniach zmutowanego Curtisa, gdzie można się zastanowić czy to film z 2008 czy z 1998. W wersji z DVD nie kłuje to w oczy tak jak tej z BluRay, gdzie animacje powinny przecież błyszczeć. Innym rzucającym się w oczy minusem jest skrajna nierealistyczność niektórych scen. Sam jestem przeciwko realizmowi, uważam że nie ma nic gorszego w filmie niż sztywne trzymanie się zasad fizyki (wtedy nawet "Gwiezdne wojny" trzebaby skrytykować) i wytykanie wszystkich niedociągnięć, ale scena w której spadający gigantyczny mutant łapie się językiem wiszącej nad przepaścią drobnej kobiety, a tej nie rozrywa w pół, ani nie dzieje się nawet żadna krzywda, jest zwyczajnie śmieszna. Angela to nie Gandalf, z całym szacunkiem takich scen było w filmie parę, i kłuły one w oczy nawet mnie.

"Brakuje tam Alice."
Tak stwierdziliśmy na początku seansu wraz z kolegą, i to jest niestety bolesna prawda. Bo o ile postacie z gier często bywają bardzo ciekawe (szczególnie Leon, co do którego chodziły plotki że w którymś z filmów miał go zagrać Jensen Ackles z "Supernatural", co by było już w ogóle boskie), to jednak żadna nie dorasta do pięt Alice z serii filmowej. No niestety. Ten brak się odczuwało przez cały film. Claire zła nie była (i w dodatku wyglądała prawie identycznie jak moja postać z Fallouta 3 ), Angela też (no dobra, ona była nudna i sztampowa, ale miała duże cycki) ale ciężko mi było oprzeć się wrażeniu że z Alice ten film byłby dużo ciekawszy. Ale wtedy też nawiązywałby do filmów a nie do gier.

"Resident Evil: Degeneration" to przyzwoity film CGI, nie ustrzegł się co prawda kilku wad, jak i ciężko nie porównywać go z trylogią filmową, ale oglądało się go płynnie i nie przynudzał. Naciągane 7/10.

Ekhm....

jak pisałem w swojej recenzji ...
RE jest jak najbardziej zgodna fabularnie ze światem RE ... To trylogia filmowa, jako adaptacja/kontynuacja fabuły growej jest totalnym CRAPEM! ... oczywiście filmy są bardzo dobre ... jedynie nazwa RE w tytule jest zwykłym bluźnierstwem ..

RE w odróżnieniu od filmów mieści się w kanonie RE .. tak samo jak kilkanaście gier/książki i komiksy

Trylogia filmowa RE to tylko .... FANFILMY

ehe

-RE jest jak najbardziej zgodna fabularnie ze światem RE

Wiem. O tym pisałem mniej więcej w 1/2 mojej recki. I to jest dla mnie największy -.

To trylogia filmowa, jako adaptacja/kontynuacja fabuły growej jest totalnym CRAPEM! ... oczywiście filmy są bardzo dobre ... jedynie nazwa RE w tytule jest zwykłym bluźnierstwem

jeeezu a teraz gadasz jak Strider. To nie jest idealne odwzorowanie tego co w grach więc jest ch**owe!!!!!111 ... sam gadasz że filmy są bardzo dobre. A że nie poszły tokiem gier? ojeeeej

Skoro gada...

Skoro gada jak ja to i ja się wypowiem
Widzisz Shed tu jest właśnie ten problem. RE jako filmy są naprawde fajne ale nie są takie jako ekranizacja gry. To chyba proste nieprawdaż? Nawet poprzedniego "Punishera" bym się specjalnie nie czepiał gdyby nie był to "Punisher". Taka jest prawda, jeśli ktoś ma fajny pomysł opierający się na grze, komiksie czy książce to niech go rozwinie, nakręci film i jest git ale niech nie nazywa go tytułem swojej inspiracji gdy ta jest od niego dość odległa. Film może być dobry jako film ale gdy za razem jest słaby jako ekranizacja to jednak dla kogoś kto zna pierwowzór ta wada wybija się na pierwszy plan.

ty

w ogóle zrozumialeś co napisałem powyżej? Tak, wiem o co ci chodzi, cały poprzedni post był poświęcony temu jak ch*owe jest takie podejście

Tia....

czyli nowe filmy/gry z nazwą SW ... nie powinny mieścić się w kanonie ... powinny być całkiem inne niż reszta świata SW?

Jeśli czemuś dajemy nazwę RE/SW ... to do cholery odbiorca powinien oczekiwać zgodności z danym światem!

inteligentnych

egheheheheheeeee Otasku ty to jednak potrafisz rozbawić jak mało kto

to o czym mówisz to piękny ideał...ale niestety wiesz że tak jest bardzo, bardzo rzadko

Ależ zrozumiałem...

Ależ zrozumiałem, za to pragnę zauważyć że ty myślisz bardzo podobnie lecz nieco w inną stronę :] Dla ciebie gry spod znaku RE są gorsze od filmu, niekoniecznie byś tak mówił gdyby były pod innym tytułem prawda? Z naszej perspektywy jest dokładnie tak samo tylko że dla nas to pierwowzór jest istotniejszy :] Dla ciebie gry są dodatkiem do filmu a dla nas jest na odwrót

No prosze...

kilka inteligentnych wypowiedzi popartych argumentami .... i chłopczyna skulił po sobie uszy ... i pewnie schował się w szafie

ach!

długo nad tym myślałeś? bo wciąż odkrywasz to co wiadome, Kapitanie Oczywistość ...no ale dobrze że w końcu doszedłeś do tego kształcącego wniosku

Dla mnie...

Dla mnie to było oczywiste nie od dziś, ciekawi mnie tylko jedno: Czy ty tak dobrze maskujesz to że zdajesz sobie z tego sprawę czy teraz zgrywasz się że faktycznie to rozumiesz? Skoro rozumiesz to że ocena w tym wypadku jednej z "części świata" RE zależy od tego co poznało się najpierw to powiedz mi skąd twoje wielkie oburzenie gdy na ten film narzeka ktoś liczący na wierną ekranizację a nie po prostu na dobry film?

bo

dziwnym jest dla mnie nieumiejętność traktowania filmu jako filmu, a nie tylko jako ekranizacji czegośtam? I nie mówię tutaj bynajmniej tylko o RE, tylko o wszystkich ekranizacjach gier, komiksów itd.

Kwestia gustu...

Kwestia gustu, moim, i jak widze nie tylko moim zdaniem jeśli coś nosi tytuł czegoś innego i zwie się jego adaptacją, ekranizacją czy czymkolwiek tam to jednak powinno być wierne pierwowzorowi. Jest różnica między remakiem gdzie autor pokazuje swoją wariację na temat czegoś co wcześniej powstało a ekranizacją czyli przeniesieniem czegoś na ekrany kin. Ale to już pisałem więc się powtarzać więcej nie będę.

Ekranizacja...

to ekranizacja ... ma być przeniesieniem fabuły "X" z jednego medium do drugiego
Jako EKRANIZACJA świata RE .. trylogia filmowa trzyma poziom ekranizacji gier robionych prze Uwe Bowl`a ... czyli bliski gleby

Dopuszczam pewne zmiany fabularne związane z inną specyfiką prowadzenia filmu, a np. gry/książki/komiksu (np. niektóre zmiany w LOTR) ... natomiast nazywanie czegoś ekranizacją, używanie nazwy znanej marki ... i CAŁKOWITE oderwanie fabularne od ekranizowanej historii... to tylko FANFILM

Otasku

tak... co piszesz... bardzo mądre. Ale teraz ty nie czytasz co pisałem wcześniej wiem że jako ekranizacja świata RE przedstawionego w grach filmy się nie sprawdzają. Wierz albo nie, też trochę w nie pogrywałem do czego cały czas zmierzam... dziwnym jest dla mnie nieumiejętność traktowania filmu jako filmu, a nie tylko jako ekranizacji czegośtam? I nie mówię tutaj bynajmniej tylko o RE, tylko o wszystkich ekranizacjach gier, komiksów itd. ... czyli? Tak. RE nie jest wierną ekranizacją serii gier. Silent Hill też nie. I guzik mnie to obchodzi bo to fajne filmy

maraton

W tym miesiącu, a głownie w ostatnich jego tygodniach, znowu zaserwowałem sobie mały maraton filmowy. Nie będę opisywał, każdego po kolei, ale wszystkie są w pewnym stopniu wyjątkowe:
Babel
Babylon A.D
Charlie i fabryka czekolady
Hellboy 2
Kochanice Króla
Mamma Mia
Max Payne
Niewygodna prawda
Prestiż
Sweeney Todd
The Incredible Hulk
Fantastyczna Czwórka 2: Narodziny Srebrnego Surfera
Edward Nożycoręki

ARMAGEDON...

wczoraj ten film leciał na "Ale Kino", obejrzałem i muszę przyznać że dawno nie oglądałem tak dobrego filmu. Film stary z 1998 roku ale jakoś do tej pory go nie widziałem... Świetna gra aktorów, efekty fajne, fabuła też kozacka. Polecam każdemu, film znakomity imo.

Potem jeszcze oglądałem z DVD stary serial kryminalny produkcji polskiej, a mowa o "07 zgłoś się" nie wiem czy ktoś z was słyszał i oglądał ale jak na tamte czasy film fajny, głowny aktor kozak jest bo co noc inną panienke ma mnie to rozwala zawsze tu ta tu inna

Ostatnio

miałam trochę czasu więc obejrzałam:
- The Dark Crystal (1982, Jim Henson i Frank Oz)- strasznie lubię filmy fantasy, w których są kukiełki, a jeśli robi je Henson to już w ogóle Niestety z Dark Crystal jest ten sam problem, co z Willow- jak się je obejrzy w ‘dorosłym’ wieku to czar pryska. Jednak ideałem pozostaje wciąż the Labirynth z Davidem Bowie :3
- Pradawny ląd (1988, w produkcji maczał palce papcio Lucas i Spielberg)- taka sobie bajka o zagubionych dinozaurach. Ani wizualnie ani fabularnie nie powala
- Sindbad: Legenda Siedmiu mórz (2002)- nie lubię za bardzo bajek DreamWorks za ich dziwny styl animacji, ale ta naprawdę przypadła mi do gustu No, może z wyjątkiem słabych wstawek 3d. Zrekompensował to z kolei wiecznie obśliniony buldog Po prostu podbił me serce.
- Mefisto (1981)- jestem trochę rozdarta jeśli chodzi o wrażenia z tego filmu. Z jednej strony dobrze sportretowano niemieckiego aktora-konformistę, który zrobi wszystko, aby być sławnym (np. brata się z bolszewikami a potem z nazistami. Dla dobra sztuki oczywiście ). Z drugiej strony pojawiają się niesamowite dłużyzny, a motywy działania niektórych bohaterów są niedopowiedziane. Trzeba główkować co autor miał na myśli i pilnować się, aby nie przysnąć. Miłym zaskoczeniem jest Krystyna Janda w roli żony tegoż aktora
- Ile waży koń trojański? (2008 Machulski). Ktoś już tutaj ładnie podsumował to ‘dzieło’, a ja dodam tylko, że dawno się na filmie tak nie wynudziłam. Szkoda czasu i pieniędzy, bo komedia to żadna, a ogólnie jako film jest strasznie słaby i nie mogę uwierzyć, że nakręcił go Machulski! Jedynie Więckiewicz fajnie gra, bo reszta obsady to jakieś drewno. Generalnie chała.

Fajny film wczoraj widziałem...

Mianowicie produkcję o dźwięcznym tytule Cyd z roku 1961 z Charltonem Hestonem i Sophią Loren. Jak łatwo się domyślić, film opowiada o hiszpańskim rycerzu El Cydzie, bohaterze czasów rekonkwisty. Mimo swoich lat i ludzi przewracających się pod deszczem niewidzialnych strzał, obraz zdecydowanie wart obejrzenia.

...

-Czarna Eskadra - film o murzynach którzy marzyli o latania w armia USA dla ojczyzny ale pomimo wspaniałych umiejętności jakimiy się prezentowali ich kochana ojczyzna olewała ich... dlaczego? bo byli czarni. Film nakręcony na faktach, gdzie czarni piloci biorą wkońcu udział w eskortowaniu "latających fortec, tzn. Bombowców B-17" do Berlina. Pod ich eskortą żaden bombowiec co mieli pod swoją opieką nie został strącony. 8/10 Polecam jeśli ktoś lubi filmy historyczne i w których akcja dzieje się w powietrzu.

Madagaskar 2 i inne

Wybierałam się na Madagaskar 2 z pewną obawą, bo część pierwsza była dla mnie chałą (no może oprócz Wyginam śmiało ciało i króla Juliana). Zwiastun zapowiadał jednak całkiem niezłą zabawę na sequelu, co na szczęście się potwierdziło Było kilka świetnych momentów, wśród których prym wiodły oczywiście pingwiny, ale zabawne były też knujące małpy, czy hipopotamie podrywy. Generalnie polecam, bo ta część jest o wiele lepsza od jedynki. Co nie znaczy, że bardziej mi się podobała od Pioruna ;P W każdym razie 4/6
***
Transporter 3- fury, pościgi, walki 1 kontra 10, zabili go i uciekł... Generalnie nie przepadam za tego typu filmami, ale jakoś dałam radę dzięki głównemu bohaterowi- Frankowi (przyjemny Jason Statham). Oprócz całkiem fajnego bohatera film nie ma zbyt wiele do zaoferowania- ot facet musi dostarczyć przesyłkę i skopać parę tyłków. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie wpleciony na chama wątek `romantyczny` i drewniane aktorstwo tej dziewuchy. Obrzydziła mi ten film dokumentnie. Daję 2/6

Bangkok Dangerous (ostatnie zlecenie)- od razu powiem, że nie trawię Nicolasa Cage`a m.in. za `oczy zranionego spaniela`, którymi epatował aż za nadto w tym filmie. Perfekcyjny płatny morderca pragnący miłości(?) to trochę ponad moje siły Podobnie jak to, że nagle ów Killer decyduje się szkolić następcę, a na końcu początek spoilera popełnia samobójstwo bo stwierdza, że jego robota jest bez sensu koniec spoilera. No ludzie A tak poza tym to taki zwykły sensacyjny film, jakich wiele. Sto razy bardziej wolę Leona Zawodowca Bangok Dangerous od biedy można obejrzeć- 2,5/6

...

-BloodRayne - w dyrekcji samego miszcza Uwięd Bolla! Pierwszy film, który wyłączyłem w połowie, bo nie dało się go oglądać. Wolałem o 1 w nocy iść odśnieżać podjazd.

..

Też mam podobne odczucia, choć dobrnęłam do końca tego `dzieła`. I pomyśleć, że gra była całkiem całkiem...

...

Całkiem całkiem to była scena w więzieniu Brimstone, potem już nie było sensu dalej oglądać ;p

Dość

Dość charakterystyczna sprawa w pracach Uwe Bolla. Gry gier średnich, "całkiem całkiem" czy nawet bardzo dobrych (Far Cry... ) potrafi zrobić totalną h****e.

ENIGMA

właściwie to nie wczoraj, a dzisiaj widziałem. Chciałem zobaczyć ze względu na to czy zostanie coś powiedziane w temacie słynnej maszyny szyfrującej o Polakach. No i byłem pewny że w tej produkcji nie będzie istnieć takie państwo jak Polska, ale jednak się myliłem. O Polakach było nawet dość dużo co mnie zaskoczyło. Co prawda wiele było w tym filmie różnorakiej fikcji (nie mówię tylko o naszym udziale w w całej tej hecy ale o wielu innych aspektach), no ale wiadomo jak to jest z historią w hollywoodzkich produkcjach (w tym wypadku amerykańsko-brytyjskich). Chociaż w sprawie Katynia była prawda, padły też nazwiska Polaków którzy rozszyfrowali kod Enigmy w 1932 roku, co prawda na liście ofiar z Katynia (ale cooo tam....). Oceny nie wystawię, ot zwykły kolejny film wojenny, nie zapadnie mi w pamięci.

Zapomniałem

jeszcze dodać. Ten film pokazuje dobitnie pewne powiedzenie: "prawda jest jak d*pa - każdy ma swoją" (w tym wypadku scenarzyści mieli tą swoją prawdę w wielu scenach i wydarzeniach). Ogólnie fikcja pomieszana z historią, historia prawdziwa z przeinaczoną. Taki mix.

ostatnio oglądane #1

Zaczął się nowy rok to i nowy rok dla kina.
Pierwsze dwa seanse 2009

Madagaskar 2/Madagascar: Escape 2 Africa
Na ten film nie warto pójść jeśli podobała wam się jedynka. Nie dlatego, że 2 jest kiepska. Jest po prostu nudna, w bardzo wielu miejscach ckliwa. No i oczywiście w zamyśle przygotowuje nas do części 3.
Przespałbym seans gdyby nie dwie rzeczy: komando pingwinów i król Julian.
Pingwiny to... no są w mordę niesamowite. Może dlatego, że to pingwiny, może inne zwierzaki tak by się nie sprawdziły. Motywów jest mnóstwo - akcja w samolocie, akcja z podpieprzaniem samochodów wycieczkom, negocjacje ze "związkami"

Król Julian. Debil jakich mało, ale w megamocnym dubbingu Boberka rządzi. Nie ukrywam, że Boberek bije na głowę nie tylko amerykańskiego Sache Cohena (czyli dla niekumatych Aliego G) ale i Sthura jako Osła.
Srki, ale motywy nie rozumiem czemu ofiara nie chciała się złożyć czy klasy biznesowej w samolocie czy rozmowy z Melamanem o Glorii zamiatają inne animacje.

Właśnie dlatego nie bardzo wiem jak ocenić ten film.
Fabularnie leży. Głównie bohaterowie są w cieniu reszty (btw znajdźcie sobie w sieci Will.I.Am`a jako Moto Moto ). No, ale pingwiny, Julian i świetne afrykańskie rytmy.

Dam 4/5 choć mocno naciągane.


Spirit - Duch Miasta/The Spirit
Film nie jest niestety o spirytusie A szkoda. Poszedłem na niego tylko dlatego, że:
a) miałem trochę wolnego czasu po Madagaskrze 2
b) był tuż po M2 i nie musiałem czekać
c) bardzo lubię Samuela L. Jacksona

Ktoś kto spodziewa się wstępu do Sin City 2 umrze na tym filmie. Miller to prawdopodobnie geniusz kreski komiksowej, ale reżyser z niego taki jak laska z Ahsoki.
Fabuła filmu jest tak poplątana, że nie ośmielę się jej przytaczać. Wszystko to podane w kiepskim sosie próbującym nieudolnie powtórzyć jako taki sukces Sin City. Czyli mamy superherosa, superzłoczyńcę, tabuny szeregowych do rozwalenia, nieosiągalne dla normalnego człowieka kociaki no i charakterystyczny sposób nakręcenia filmu.
To mogło się udać raz.
Nie wróżę tutaj, że SC2 będzie lipne. Niemniej taki format raczej jest raczej jednostrzałowcem.

Z tego wszystkiego najbardziej mi żal (oprócz kasy na bilet) Jacksona. Uwielbiam go, uważam za najlepszego czarnoskórego aktora Hollywood, ale jednocześnie nie rozumiem.
Facet ma genialne role jak np. w Pulp Fiction, Czasie zabijania, Paragrafie 187, Jackie Brown no i oczywiście jak taka rola, niemniej klimatyczna Mace`a Windu.
Potrafi też zagrać totalne szmiry jak Węże w samolocie, xXx, Kula czy Spirit.
Jak to działa?

Film ocenię tak: 2/5

Średnia sezonowa 3.0

Re: ostatnio oglądane #1

Lord Bart napisał:
Z tego wszystkiego najbardziej mi żal (oprócz kasy na bilet) Jacksona. Uwielbiam go, uważam za najlepszego czarnoskórego aktora Hollywood, ale jednocześnie nie rozumiem.
Facet ma genialne role jak np. w Pulp Fiction, Czasie zabijania, Paragrafie 187, Jackie Brown no i oczywiście jak taka rola, niemniej klimatyczna Mace`a Windu.
Potrafi też zagrać totalne szmiry jak Węże w samolocie, xXx, Kula czy Spirit.
Jak to działa?

________
To jest tak naprawdę dosyć proste. Po prostu Samuel L. Jackson zagra w każdym filmie.

no

niestety ja też byłem na Spirytusie w piątek na maratonie nocnym i cholera pod koniec nie dałem rady i zasnąłem,takie porywające dzieło.
Szkoda czasu i pieniędzy.

drags

-Requiem dla snu - Zabrałem się za ten film, nie mając pojęcia o czym jest. A jest o narkotykach i ich wpływie na organizm ludzki. Jest to oczywiście dramat i dosadnie pokazuje jakie są skutki brania narkotyków: od zakażeń, przez prostytucje do choroby umysłowej. Film ten jest dla mnie teraz na równi z "Trainspotting", filmy mówiące od tym samym problemie, ale trochę inaczej przedstawione. I jeszcze jeden wielki plus filmu do główny motyw przewodni filmu pod tym samym tytułem (chyba każdy to zna).

Od razu był prosił, jeśli ktoś te filmy zna i oglądał inne, o podanie tytułów o podobnej problematyce.

Obczaj

jeszcze "Przez Ciemne Zwierciadło" (A Scanner Darkly). Ten film, razem z dwoma wymienionymi przez ciebie, tworzy dla mnie swoiste trio filmów o narkotykach i uzależnieniu, jego objawach itd. Ale uwaga: to nie film dla każdego, niełatwo go zrozumieć, a przynajmniej ja miałem problemy. Skumałem go dopiero, jak trochę poczytałem o nim w sieci. Ale jest świetny.

Shinobi

właśnie się skończył film fantasy prod. japońskiej pod tym tytułem. Akcja rozgrywa się w 1614 roku, a bohaterami jest dziesięcioro wojowników z rywalizujących ze sobą wiosek ninja, których walka zadecyduje o wyborze następcy panującego szoguna.

Film nawet dobry, aczkolwiek niektóre momenty dość mimo wszystko, nawet jak na baśń, "przegięte" - np. walka za pomocą rękawów Do latających ludzi przyzwyczaiłem się oglądając chińskie filmy w stylu Przyczajonego Tygrysa.

Dwójka głównych bohaterów wypada raczej słabo, w przeciwieństwie do swoich podwładnych, wśród których chyba najciekawiej prezentują się "nieśmiertelny", wojownik z "latającymi rękawami" i gość rzucający strzałkami Zabójcze spojrzenie głównej postaci kobiecej też ma ciekawy efekt

Mimo wszystko warty obejrzenia

...

Jak na japoński film, straszne anime z tego zrobili. Jak dla mnie to było czystej maści romansidło... gdyby nie browarek, przy którym to oglądałem jakiś rok,dwa temu, to bym nie skończył chyba.

Ogólnie, godne polecenia do oglądania z dziewczyną, którą chce się poderwać, a przy okazji jest japanofilką ;p

Oj, wy n00by

Ten film to jest ekranizacja anime. A konkretnie pewnej zajebistej serii, co się nazywa "Basilisk", którą notabene bardzo polecam.

Film dużo oczywiście skraca, wprowadza też masę zmian, ale i tak mi się podobał. Że romansidło? No może, ale jak dają na okrasę takie postacie i takie akcje jak tutaj, to mogę przymknąć oko

Ale anime jest lepsze. Przypomina nieco "Ninja Scroll", tzn. postacie są równie popieprzone, ninja są kompletnie nierealni, ale zajebiści, jest ogólnie ostro i nie dla dzieci. Wątek romansowy też oczywiście jest (w końcu to jakby Romeo i Julia w klimatach ninja), ale mniej się wybija. Ogólnie świetna rzecz.

Re: Shinobi

Urthona napisał(a):
walka za pomocą rękawów Do latających ludzi przyzwyczaiłem się oglądając chińskie filmy w stylu Przyczajonego Tygrysa.
________
Taaa... ja takie filmy nazywam "Kopnij Mnie W Dupę To Polecę Na Drzewo" - w skrócie w swoim excelowskim spisie filmów zapisuję to "KMWDTPND" Chociaż ten gatunek ma swoją własną nazwę, której niestety teraz zapomniałem . Jakoś na "w". I bardzo lubię takie filmy, choć Shinobiego jeszcze nie widziałem Jak też coś takiego lubisz to bardzo polecam Hero - moim zdaniem najlepszy film w tym gatunku, lepszy nawet od Przyczajonego tygrysa, ukrytego smoka.

Wuxia

albo pełniej: wuxia pien. Jest na Bastionie kilku fanów tego gatunku, głównie ja i Urthona. Z tym, że ja jestem fanem ekstremalnym, jak mnie najdzie to oglądam wuxie dziesiątkami, od bardzo starych z lat 60-tych po najnowsze. Nie jestem może aż takim znawcą, jak ludzie z tego forum: http://www.wuxiasociety.org/forum/, ale sporo widziałem i gust wyrobiony mam

Ale Shinobi to nie wuxia, bo wuxie są chińskie. Jak już, to jest to chiambara albo jidai geki.

/lans

Re: Wuxia

Gunfan napisał(a):
albo pełniej: wuxia pien. Jest na Bastionie kilku fanów tego gatunku, głównie ja i Urthona. Z tym, że ja jestem fanem ekstremalnym, jak mnie najdzie to oglądam wuxie dziesiątkami, od bardzo starych z lat 60-tych po najnowsze. Nie jestem może aż takim znawcą, jak ludzie z tego forum: http://www.wuxiasociety.org/forum/, ale sporo widziałem i gust wyrobiony mam

Ale Shinobi to nie wuxia, bo wuxie są chińskie. Jak już, to jest to chiambara albo jidai geki.

/lans

________
Dzięki za przypomnienie nazwy Lubię ten gatunek i oglądam całkiem sporo takich filmów, ale w porównaniu do Ciebie to ja cienias jestem Co do tego, że wuxia pien jest chińska lub "chińsko-podobna" (Hong Kong, Tajwan, mam rację?) to słyszałem, choć jako, że jak powiedziałem lubię ten gatunek, a nie jestem jego jakims wielkim fanem, to wrzucam do jednego worka wszystkie podobne temu filmu, niezależnie od miejsca produkcji A z opisu Urthony Shinobiego to mi on całkiem pasuje Co do chambary (literówka?) to również nie mogę się nazwać wielkim fanem, bo bez bicia przyznaję, że znam tylko filmy Akiro Kurosawy. Ale za to je uwielbiam

;)

Też oglądałem, nazwałbym ten film japońskim X-menem .

maratonu ciąg dalszy

-Burn After Reading/ Tajne przez poufne - Kolejny film, z tych "zwiastun zapowiada komedie, a wychodzi dramat z elementami komedii. Film braci Cohen, niezbyt mi się podobał, ale można obejrzeć dla wygłupów Brada Pitta.

Eagly Eye - Shia w roli gorszego bliźniaka, który ratuje Amerykę przed zbuntowanym..., zobaczcie sami. Film dobry, ale nie zachwycający.

Hellboy - Tą cześć obejrzałem w drugiej kolejności po "Złotej Armii". Trochę lepszy od dwójki, ale i tak za bardzo nie przepadam z przygodami "Reda".

Jumper - Trochę naiwny film o gościu potrafiącym się teleportować. Efekty świetne, ale fabuła kiepściutko.

Juno - Od tego filmu polubiłem Ellen Page, mimo że widziałem ją już w innym filmie wcześniej. Historia nastolatki, która zapomniała do czego służy prezerwatywa (ten poziom edukacji w Stanach ) i zaliczyła wpadkę. Mimo to miło mi się go oglądało.

Quantum of Solace - Drugi Bond z Craigiem, źle nie jest, ale pierwszy film większe wrażenie na mnie zrobił.

Smart People - Trzeci film jaki widziałem z Ellen Page (jakoś ją polubiłem, taka dziwna ). Film dość prosty i niezbyt wciągający, ale można obejrzeć jeśli nic akurat nie leci ciekawego w TV .

The Island/ Wyspa - Świat po katastrofie globalnej, wielu ocalonych jest chronionych pod ziemią i czeka na możliwość wyjazdu na wyspę, gdzie będą mogli na nowo zasiedlać świat, ale czy na pewno, wyspa istnieje? Dobrze się ogląda, a na dodatek Ewan McGregor w nim gra.

A Scanner Darkly/ Przez ciemne zwierciadło - Trzeci mój film, gdzie główne skrzypce grają narkotyki. Tutaj jest nim tzw, "Substancja A", ciekawy sposób animacji, zachęca do obejrzenia, ale moim zdaniem gorszy od "Requiem for a Dream".

An American Crime - Kolejny film z Page, który zobaczyłem. Film oparty na faktach, akcja dzieje się w latach 60 XX w. Historia dziewczyny, która była torturowana przez obcą rodzinę. Polecam ten film obejrzeć, bardzo dobry, Ellen spisała się, choć niektóre sceny mogła lepiej zagrać moim zdaniem.

Hard Candy/ Pułapka - Następny film z Ellen w roli głównej, Nastolatka mści się na mężczyźnie podejrzanym o pedofilie. Obraz dobry, ale Ellen za bardzo się wczuła w rolę.

The Tracey Fragments/ Fragmenty Tracey - Ostatni film, jaki widziałem z Ellen. Opowiada o psychice nastolatki, która zgubiła brata i wyruszyła w jego poszukiwaniu, do miejsc gdzie nigdy by nie poszła. Kolejna dobra pozycja, ale tylko dobra.


Anime:
Princess Mononoke/ Księżniczka Mononoke - Wreszcie udało mi się go zobaczyć, perełka japońskiej animacji. Za ten film uwielbiam Hayao Miyazakiego. Obowiązkowa pozycja dla fana anime.

Nausicaa Valley Of The Wind/ Nausicaa z Doliny Wiatru - Kolejny film Hayao Miyazakiego. Też bardzo dobry, nie wiem jak on to zrobił, ale jego filmy są piękne.

Kiki`s Delivery Service/ Podniebna poczta Kiki - Następna pozycja Hayao Miyazakiego. ten już trochę mniej mnie przykuł do monitora, ale też warty obejrzenia.

Doszły dwie pozycje

-Grindhouse: Death Proof - Wszystkie filmy Quentina Tarantino są oryginalne. Ten jest hołdem złożonym klasykom gatunku o pościgach na szosie w latach 70. Sceny pościgów są dobre, reszta tez ujdzie, bez rewelacji.

Grave of the Fireflies/ Grobowiec świetlików - Jeden z najlepszych filmów anime jaki kiedykolwiek widziałem. Coraz więcej ich oglądam i mam problemy z wyborem tego najlepszego. Jednocześnie można zaliczyć go do grona filmów antywojennych, co jeszcze bardziej mnie cieszy bo jestem pacyfistą. Film jest o rodzeństwie żyjącym w Japonii w czasie II wojny światowej i ich próbach przetrwania w trudnych czasach. Ten obraz nie jest jak inne film ze studia Ghibli, nie znajdziemy w nim habby-endu, mimo to film bardzo przyciąga i wzrusza że chce się go obejrzeć jeszcze raz w przyszłości. Polecam wszystkim, którzy nie tylko lubią anime, ale też mistrzowskie kino dramatyczne, do jakiego te dzieło się zalicza. Ja go obejrzałem to miałem przez jakiś czas moment zadumy i refleksji na temat zdarzeń w filmie i ich możliwym odzwierciedleniu w rzeczywistości, nawet oczy mi się zaszkliły przy oglądaniu.

wanna

W "Grobowiec świetlików" i "Mój sąsiad Totoro", są pokazane sceny jak rodzeństwo lub rodzic i dzieci kąpią się razem w wannie. Było to dla mnie trochę dziwnie, ale ale patrząc na pokręconą kulturę japońską, to musi być raczej normalne, przynajmniej kiedyś, że rodzice z dziećmi wspólnie brały kąpiel.

widziałem wczoraj

Hancocka. Niesamowity to nie był ale podobał mi sie film

Zgadzam sie

Ot takie kino rozrywkowe na dobrym poziomie. Nie zgadzam się z opinią wszelkiej maści krytyków że film był kiepski, był w porządku. Na plus zaliczam gre Willa Smitha no i Theron.

trochę telewizji w domu

Chory byłem to przeszukałem parę kanałów, ale i tak skończyło się na Fashion TV

Poważnie to:
True Blood/Prawdziwa krew
Premiera na HBO była dzisiaj… wczoraj.
Ja miałem… wątpliwą przyjemność zaciągnąć dwa pierwsze odcinki. Co myślę? Przez tyle wieków mojego nie-życia miałem i mam tylko jedną zasadę – Maskarada. Cóż…

Serial ideę ma piękną. Niestety wykonanie już nie. Wampiry ujawniły się dzięki syntetycznej krwi no i lobbują za nową poprawkę do Konstytucji. Z jednej strony to kłopotliwe bo rozpieprza znane nam zasady biologii. Z drugiej strony dowodzi istnienia Boga. Chyba bo do końca nie wiem jaką koncepcję mają twórcy. Książek cyklu Southern Vampire nie znam po prostu.

Klimat Luizjany jest boski, parę momentów też like monolog o horrorach na HBO czy okładka z Angeliną Jolie i adoptowanym wampirkiem(sic!).
Ale mimo, że TB jest nominowane jako serial dramatyczny chyba to ile w nim dramatu, a ile głupawki i ckliwości? Chociażby pierwsza scena pierwszego odcinka ze sklepem, czteropakiem TB i tłuściutkim niby-przygłupem Południowcem. Have a nice day. WTF?

Głośno poruszane gdzieniegdzie na forach tematy ostrych scen seksu budzą raczej litość niż zachęcają do oglądania i utrzymują klimat. Nawet w założeniu, że umarlakom potrafi zesztywnieć coś co dawno zwiędło. Rzym pod tym względem jest o 2 nieba lepszy.

Główna bohaterka? Sookie Stackhouse/Anna Paquin – nierozbudzona seksualnie blondynka-kelnerka (zawsze jak przy tym jestem polecam dialog o kelnerstwie z Wściekłych Psów ), niby typowa amerykańska dziewczyna z sąsiedztwa, ale mająca wspaniały ?dar? Fajne dwa jabłuszka z przodu ale Złoty Glob dla najlepszej aktorki w serialu dramatycznym? Wolałbym, naprawdę z bólem, ale wolałbym obejrzeć kolejny odcinek Lostów…
Bill Compton/Stephen Moyer – ponad 150letni wampir. Kreacja – genialna na menela. Na wampira? No właśnie.

2 odcinki przekonały mnie że moja fascynacja Dziećmi Nocy wywodzi się trochę z innych kręgów. To Dracula Coppoli, Wywiad Jordana czy The Book of Nod. I taka forma mi nie leży + romans w tle.



Pan życia i śmierci/Lord of War
Polacy to potrafią zrobić tytuł

There are over 550 million firearms in worldwide circulation. That`s one firearm for every twelve people on the planet. The only question is: How do we arm the other 11?

Praktycznie ten cytat oddaje treść filmu. Niezłego przyznam. W kinie chyba na tym nie byłem, bo z założenia nie chodzę na filmy z Cagem.
Jedna rzecz mnie ciekawi: jak Orlov wystartował? Wziął kredyt? Znalazł stare zapasy? No, ale nieważne. Film jest z tego rzadkiego gatunku, który uwielbiam. Gatunek ten charakteryzuje się przedstawieniem świata takiego jakim jest i zakończeń takimi jakie zdarzyłyby się gdyby zdjąć historię z rolki filmowej. Max obłudy, hipokryzji, przemocy. + kapitalny ideowiec Valentine. No może motyw miłości jest dość dziwny, bo jak się jej pragnie tak mocno to czemu później to zlewamy? Może to po prostu kolejny sprzedany kontrakt, cash must flow i już? Na ten jeden h-e mógłbym przystać. Nie było, też nie jest źle.
Plus na boku powiem, że naprawdę ekstra dupeczki kręcą się po ekranie

Zakończymy równie radosnym cytatem z targów bronią:
Sir! Sir, may I interest you in the shoulder fired S-37 surface-to-air missle? It`s the old Chinese model. Not so effective against modern military aircraft but deadly if used against a commerical airliner.

Khe khe khe, a potem polscy wojacy na misjach walczą z globalnym terroryzmem i uciskiem

Tsotsi

Film o młodym, bezlitosnym gangsterze z przedmieść Johannesburga. Opowieść o brutalnym świecie i o okaleczonych duchowo i umysłowo ludziach i o potrzebie milości, która uzdrawia z owych kalectw. Trafiająca do ucha muzyka, przejumjące obrazy nędzy slamsów, wzmacniają dobrą fabułę. Polecam.

ostatnio

widzałem "wechikuł czasu" na tvn,i musze przyznać że film taki sobie.Lepsza wersja to leciała kiedyś na tcm.

...

ostatnio oglądałem tylko kinówki Saint Seiya te 3 pierwsze, zostały jeszcze dwie i muszę powiedzieć że nie zachwyciły mnie, straszna monotonność, wszystko wydaje się stracone kiedy nagle pojawia się złota zbroja i Seiya pokonuje zło i wszystko kończy się szczęśliwie i to tak w każdym filmie, i daję głowę uciąć że w następnych dwóch będzie to samo Ale ogólnie walka znacznie lepsza niż w serialu, mniej gadania, więc akcji i git

.

Ostatnio oglądałem film "300". Bardzo fajny. Nie będę streszczał bo nie chce niczego zdradzać . Powiem tylko Film o 300 spartanach którzy bronią wąwozu w Termopilach przed armią perską. Ogólnie film bardzo fajny. Polecam

ostatnio

-The Thing/ Coś - Klasyka gatunku filmów gore, krew cieknie po ekranie. Właśnie za to lubię klasyki, bo przecierały tory dla różnych gatunków.

Taken/ Uprowadzona - Lubię Liama Nessona, po jego roli w Gwiezdnych Wojnach, tutaj gra byłego agenta FBI, który ratuje porwaną córkę. Akcja ciekawie poprowadzona, więc nudzić się nie będziecie.

The Last Samurai/ Ostatni Samuraj - Jeden z lepszych filmów z Tomem Cruisem. Akcja dzieje się pod koniec XIX wieku w Japonii, wokół amerykańskiego oficera, który został pojmany przez japońskich samurajów. Najbardziej w tym filmie podobały mi się zbroje samurajów, bardzo dobrze odtworzone.

The Day the Earth Stood Still/ Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia - Remake filmu z lat 50 XX w. Efekty bardzo dobre, początek nawet mnie zaciekawił, ale z końcem już gorzej, ten film nie posiada sceny kulminacji, przynajmniej ja jej nie odczułem.

Anime:
The Girl Who Leapt Through Time/ O dziewczynie skaczącej przez czas - Miłe anime o... jak w tytule . W gruncie rzeczy nie ma co pisać, bo wszystkie filmy anime, jakie teraz oglądam to same z górnej półki.

Laputa - Castle in the Sky - Kolejna produkcja studia Ghibli, tak jak mówiłem, szkoda gadać, trza zobaczyć. Godne polecenia na pewno.

...

E, The Thing jest gore? Ostatnio jak sprawdzałem to całkiem dobry horror z tego był...

;)

Gore wywodzi sie od horrorów, więc niewielka róźnica .

oscarowy weekend, czyli ostatnio oglądane #2

Jakimś cudem udało mi się przez weekend obejrzeć 3 z 5 nominowanych. Na czwarty bym się załapał ale jakoś nie ogarnąłem pokazu przedpremierowego i biletów nie było... ciekawe.
No, ale nieważne.
Nie będę was zanudzał jakimiś mega-recenzjami. Wiem, że i tak nikt ich nie czyta wszyscy wolą łatwe kino komiksowe, więc postaram się krótko.

Obywatel Milk/Milk
Zaskoczyła mnie spora frekwencja na sali. Tematyka ta jak wiadomo nie cieszy się u nas dobrze rozumianą popularnością.
Film fajnie nakręcony, ze wstawkami oryginalnych dokumentów. 2-3 momenty bym wyciął, ale ogólnie daje radę. Dzieło to bardziej jest o prawdziwej amerykańskiej wolności/demokracji niż o walce o prawa osób homoseksualnych. Przynajmniej ja to tak odebrałem.
Sean Penn jako Harvey Milk - średni, w stronę dobrego, ale czegoś mi brakuje.

Ocena 4/5


Frost/Nixon
Sporo przed seansem poczytałem o tej serii legendarnej publicystki. Czy film oddaje to co się wtedy działo? Nie wiem bo nie miałem okazji widzieć oryginalnych taśm i tego też poniekąd zabrakło w F/N.
Oryginalna dokumentacja ładnie zajęłaby miejsce paru dłużyznom czy motywowi z niejaką Caroline Cushing.
Sam wywiad jest dość miętki do momentu zejścia na tematykę Watergate ale i tak trwa to chwilę. Bardziej godny zapamiętania jest monolog Nixona podczas nocnej telefonicznej rozmowy z Frostem.
Michael Sheen jako David Frost - uu nie.
Frank Langella jako Richard Nixon - uuuu tak. Mój faworyt do Oscara choć moi rodzice pamiętający tą sprawę bardziej dopasowują Langellę do prezydenta Forda.

Ocena 5/5

Oba filmy bardzo dobrze pokazują, że demokracja made in USA to nie tylko Statua Wolności i Deklaracja z 1776. To walka o nieskrępowaną wolność i uczciwość, w którą Amerykanie wierzą. I chyba najlepiej na świecie rozumieją. Jako ideę oczywiście.


Ciekawy przypadek Benjamina Buttona/The Curious Case of Benjamin Button
Yyyyy o tym filmie mógłbym powiedzieć wiele dobrego. Np. o tym, że Brad Pitt jest na bardzo dobrej fali mimo średniej roli tutaj. O Cate Blanchett, którą uwielbiam a tu też nie zachwyciła. O fabule, jakże ciekawie wymyślonej a jak kiepsko nakręconej.
Czyli właściwie o tym dziele nie mówię nic dobrego... hmmm dziwnie to bo zbierajac wszystkie - mamy naprawdę fajny film.
Tylko co na to wszystko maksymalnie rzutuje - czas. Ponad 2 i pół godziny w kinie przy czym to imo o 1h za dużo.
Gdybym wiedział jak jest, ile to trwa spiraciłbym.
Byłem bliski wyjścia z sali (i tak byłem w kiblu ale to się nie liczy), ale jakoś dałem radę.
To naprawdę nie jest film na 170 minut.
Przykro mi.

Ocena 3/5
Bo jest po prostu chamsko za długi.

Średnia sezonu 3.6


Jak na razie Academy Award Best Motion Picture dla Frost/Nixon.

jak Oscary to Oscary

jak Bartolomejo się pochwalił, to nie mogę być gorszy

Generalnie, jak na razie filmy z tego roku są o 9000 klas lepsze niż te z poprzedniego. Każdy z tego roku kładzie bez problemu takie gnioty jak Kraj dla starych ludzi czy Aż poleje się krew. Reszty tytułów już nawet nie pamiętam.

Ciekawy przypadek Benjamina Buttona/The Curious Case of Benjamin Button - bardzo fajny film. Taki Forrest Gump tylko z Bradem Pittem (Pitt >>>>>>>>>>>>>>>> Hanks). Podobało mi sie, nie czuło się tych prawie 3h. Dobre zdjęcia, fabuła przeciętna ale świetnie przedstawiona więc nie odczuwa się jakichś specjalnych buraków. 8/10.

Slumdog. Milioner z ulicy/Slumdog Milionarie - sympatyczny film ze świetną oprawa muzyczną. Zero znanych aktorów, co nie przeszkadza. też 8/10, ale z zaznaczeniem że Benjamin podobał mi się trochę bardziej.

Oszukana/Changeling - czyli Clint eastwood po raz kolejny udowadnia ze jest lepszym rezyserem niz aktorem. Film tez długi, ale ciekawy i klimatyczny. Angelina do roli tragicznych nadaje się tak średnio niestety- za ładna jest , co nie psuje ogólnego efektu. Ciekawy thriller. Też 8/10.

Obywatel Milk/Milk - skończylem oglądać właśnie przed chwilą; jednocześnie wszystkie liczące się filmy w tym roku w wyścigu o najwazniejsze nagrody juz chyba zaliczyłem. Film również! podobał mi się, co było o tyle dziwne, że wyrazał się pozytywnie o gejach. No ale końcowa scena dała pozytywny morał więc może być. - żartuję naturalnie, zaznaczam na wypadek gdyby bastionowa inteligencja się nie połapała nie nudzilo mi się. 6,5/10.

Re: jak Oscary to Oscary

Shedao Shai napisał(a):
Generalnie, jak na razie filmy z tego roku są o 9000 klas lepsze niż te z poprzedniego. Każdy z tego roku kładzie bez problemu takie gnioty jak Kraj dla starych ludzi czy Aż poleje się krew. Reszty tytułów już nawet nie pamiętam.

________

Khe khe khe wystarczy poczytać Twoje zeszłoroczne posty i widać czarno na białym, że słabo wychodzi Ci bycie kontrowersyjnym :*

no co?

wtedy pisalem że mi się podobało czy co? Bo nie rozumiem za bardzo o co ci chodzi. Jeśli uważasz że gdzieś się mylę to zapraszam, pokaż mi to

no tak

wynika, że mówiłeś że są dobre choć na Oscara nie zasługują. Wczoraj to znalazłem, dzisiaj już nie mogę ale tak było

nnno dobra

trochę źle się wyraziłem. Mea culpa. Po prostu w tym roku mi się podobają bardziej

no to

buzi :*

Re: jak Oscary to Oscary

Shedao Shai napisał(a):
Generalnie, jak na razie filmy z tego roku są o 9000 klas lepsze niż te z poprzedniego. Każdy z tego roku kładzie bez problemu takie gnioty jak Kraj dla starych ludzi czy Aż poleje się krew. Reszty tytułów już nawet nie pamiętam.
________
Shed, to są Oscary, a nie nagrody filmowe MTV.

hmm

eee...no wiem. I?

Odp: jak Oscary to Oscary

nie zgodzę się z Tobą jeśli chodzi o 2 filmy. "Ciekawy przypadek ..." to moim zdaniem film powiedzmy, że dobry, ale nie na Oscara. Nie oceniłbym go aż tak wysoko.
Zaś jeśli chodzi o "Oszukaną", to też bym dał gdzieś 8/10, ale uważam, że właśnie rola Angeliny jest tutaj znakomita. I moim zdaniem to właśnie Angelina zasługuje w tym roku na Oscara (a nie Kate Winslet za "Lektora". Gdyby była nominowana za "Drogę do szczęścia"to bym się zastanawiał). No ale to tylko moje zdanie
W każdym razie w tym roku kibicuję "Lektorowi", bo C.C. of B.B. to nie film na nagrodę Akademii, Angelinie za "Oszukaną" i chyba Frankowi Langelli za "Frost/Nixon"

Hellsing OVA 3 i 4...

wczoraj oglądałem 3 dzisiaj natomiast 4. Może zaczne od gorszej ovy czyli imo 4, z początku fajne i tak było do połowy ale później zaczęło nudzić, co mnie obchodzą pragnienia jakiegoś małego tłustego gościa który ma z banią? Wole po prostu jak Alucard miecie wszystko dookoła. Ale ogólnie nie było źle i takie 8/10.

Natomiast 3 ova jest dla mnie zajebista, jedna z najlepszych ov hellsinga imo. Fajna walka, pvp dwóch kozaków, dużo krwi (zresztą jak wszędzie w Hellsingu). Nie nudzi, wieczno się coś dzieje, jak dla mnie bomba po prostu. 10/10

Nawiasem mówiąc ostatnio też oglądałem ove 5 ale to jakiś miesiąc temu i tak jak ta to rzadna inna mi się tak nie podobała. No już taki kicz że masakra, jeśli jakoś fajnie tego nie rozwiną w następnej ovie to zaje***. Bo nie dość że chu***o się skończyło to jeszcze w ogóle nie było tam Alucarda nie licząc pierwszych pięciu minut ovy gdzie tylko siedzi i gada ch... wie z czym. Mało akcji czego nie cierpie. Dlatego też ta ova dostaje takie 4/10 trochę naciągane dlatego że lubie Hellsinga

Re: Hellsing OVA 3 i 4...

Qui-Gon Danio napisał(a):

Natomiast 3 ova jest dla mnie zajebista, jedna z najlepszych ov hellsinga imo.

________
tam miało być że najlepsza ova a nie jedna z najlepszych

ostatnio

-Mission: Impossible III - Trzecia część znanej trylogii. Dobry film akcji z dobra rolą Cruisa. Jest to jedyny film jaki oglądałem z całej trylogii, więc nie porównam go do poprzednich części, ale film jest odpowiedni do obejrzenia na wieczór.

Pachnidło: Historia mordercy/ Perfume: The Story of a Murderer - Na początku nie chciałem za bardzo go oglądać, przyznam że bardziej mnie przyciągają filmy akcji i s-f, ale zmusiłem się do obejrzenia i spodobał mi się. Polecam bo fabuła jest wciągająca i można miło spędzić wieczór przy nim.

Ja, Robot/ I, Robot - Ostatnio obejrzany. Lubię filmy z wizjami niedalekiej futurystycznej przyszłości. Film trochę zalatywał mi fabułą do Matrixa, ale wybronił się od plagiatu. Rola Willa Smitha bez zastrzeżeń, można się przyzwyczaić do jego aktorstwa, w gruncie rzeczy trudno go nie lubić.

dziś

byłem na władcach móch w kinie naprawde kapitalnie sie bawiłem,gdyby nie siostra która zjadała mi prawie szystkie naczosy

[error]

-Hancock (dobrze napisałem?) naprawdę bardzo dobry film, zapijaczony bohater w kiepskim stroju "Dupek" był najlepszy.
Za to Dzień w którym zatrzymała się ziemia szczerze niepolecam, strasznie denny i mało odkrywczy.

Ostatnio

W ostatnim tygodniu obejrzałem trochę filmów.

Trylogia Pink Five -fajne fanfilmy, zwłaszcza ostatnia cześć Return of Pink Five 9/10

Wall.e -wspaniały film prawie w ogóle nie czułem, że oglądam film dla dzieci. Bardzo fajny film. 9/10

Zmierzch -ciekawy film. Mimo, że to trochę takie romansidło to fajnie się ogląda. 8/10

Ostatnio oglądałem

dwie nowe produkcje, a mianowicie:

Ciekawy Przypadek Benjamina Buttona - bardzo dobry film. Wyśmienita gra aktorska i fabuła. Bardzo mi się podobał. 9/10.

Walkiria - kiedyś, kilka lat temu byłem na Mazurach w Wilczym Szańcu. Bardzo zainteresował mnie zamach na Hitlera przeprowadzony przez Stauffenberg. Obejrzałem kilka filmów dokumentalnych na ten temat, więc z dużym zainteresowaniem śledziłem produkcję tego filmu. Jako,że był on oparty na faktach o fabule nie będę pisał, a skupię się na grze aktorów. Była ona tak genialna, że nawet ja jako osoba znająca tę historię cały czas siedziałem w napięciu. Kropkę nad "i" postawiła zmieniona względem historii końcówka (zamachowcy oraz cały Ruch Oporu zostali rozstrzelani, a oryginalnie powieszeni na hakach). Przy egzekucji wszystkich członków Ruchu Oporu łzy same cisnęły się do oczu. Dla mnie ten film to arcydzieło (trochę za bardzo wybielili Stauffenberg`a, ale w niczym to nie przeszkadzało). 9/10.

jestem świeżo po obejrzeniu WALL.E

i wrażenia są... trudne do opisania. To chyba jeden z najlepszych i najpiękniejszych filmów jakie widziałam. Podobał mi się pomysł, fabuła i cała prostota tego filmu, prostota w wyrażaniu uczuć. Wcale nie czułam, że to film dla dzieci. Dla mnie wspaniałe dzieło i na pewno niejeden raz do niego wrócę, bo po prostu warto.

zgadzam się

właśnie obejrzałem - całkiem niezły i sympatyczny filmik

ostatnio oglądane #3

-Wątpliwość/Doubt
Ekstra film. Godzina 40 trwania, bez zbędnego przeciągania itp. Ciekawa historia, zwłaszcza z uwagi na nasze czasy. Świetnie przedstawiona w dość kameralny, teatralny wręcz sposób.
Bardzo dobre role P.S. Hoffmana i słodziutkiej Amy Adams.
Natomiast fenomenalna Meryl Streep. No, ale jak ktoś ma 12 nominacji i 2 Oscary to nfc. Czy KW naprawdę była lepsza? O tym się nie przekonam bo na film nie pójdę, a jeszcze nie wiem jak zagrała Ange... w każdym razie ukłony dla MS.

Ocena 4.5/5


Slumdog. Milioner z ulicy/Slumdog Millionaire
Sarkałem na ten film, przyznaję szczerze. I pragnę szczerze wyznać winę, okazać skruchę i prosić o pokutę bo to rzeczywiście jest najlepszy film 2008 roku
Historia jakich wiele, ale pokazana w taki sposób, tak dynamiczna, że wybija się na tle pozostały nominowanych (wracając pamięcią jeszcze do 81 ceremonii). Teraz już wiem na czym polega nagradzanie reżyserii
Naprawdę każdy powinien zobaczyć ten film. Ja po wyjściu z kina długo zastanawiałem się jak niewiele różnimy się do zwierząt, których celem jest po prostu przetrwanie (no i rozmnożenie, ale tutaj akurat nie o tym).
Co do protestów w Indiach to imo nie wiem o co im chodzi bo slumsy zostały przedstawione... raczej łagodniej niż je sobie wyobrażałem czy też można to zobaczyć w dokumentach BBC czy Discovery.
Co do muzyki to byłem naprawdę grubo zaskoczony tym co usłyszałem. Żadnej indyjskiej tandety, wszystko zmiksowane na współczesność i pasujące do scen na ekranie. Czy jednak jest lepsza niż Wall-E? Nie jestem w stanie ocenić.

Aaa i na końcu zastanawia mnie tak naprawdę dołączenie tego filmu do nominowanych bo przecież produkcja to brytyjsko-francuska. A we wszystkich innych filmach maczali paluchy Amerykanie. Widać nadal istnieje silny związek pomiędzy Imperium a koloniami

Ocena 5!/5 czyli pierwszy w tym roku znak, że Wujo Bart Poleca!


Popiełuszko. Wolność jest w nas
Film STANOWCZO za długi.
I tak naprawdę to jedyny zarzut. Nie wiem czemu zbiera tak różne recenzje. Ani nie wali dewocjonaliami, ani moherem, ani kultem jak filmy o JP2. Nie bawi się w pseudo-ipn ustalając jakąś wersję śmierci księdza.
Jest w nim wiele ciepłych, wręcz zabawnych scen. Popiełuszko (przynajmniej wg relacji moich rodziców) jest ukazany zgodnie z prawdą - przede wszystkim jako SKROMNY CZŁOWIEK, w pełni świadomy tego co skrywa się pod tymi słowami.
Brakowało mi tylko włączenia do materiałów archiwalnych fragmentów jego kazań.
Cóż... zobaczyłem i już.

Ocena 4/5 ale ostrzegam, że za długi.


Średnia sezonu 3.9
Dobrze, że rośnie.

Re: ostatnio oglądane #3

Lord Bart napisał(a):

Aaa i na końcu zastanawia mnie tak naprawdę dołączenie tego filmu do nominowanych bo przecież produkcja to brytyjsko-francuska. A we wszystkich innych filmach maczali paluchy Amerykanie. Widać nadal istnieje silny związek pomiędzy Imperium a koloniami


Dołączono ten film, gdyż jest anglojęzyczny - jeśli Mongołowie nakręcili by wybitne dzieło, tyle że po angielsku, też mogliby dostać nominacje

aha

chyba, że tak. Dzięki za info.

obejrzałem

chwilę temu film Christopha Schrewe pt. "Konklawe". Akcja rozgrywa się w 1458 roku po śmierci papieża Kalliksta. Kardynałowie zbierają się na tytułowym konklawe by wybrać nowego papieża. Wśród nich jest młody Rodrigo Borgia. Wybór ma się dokonać między Francuzem Guillaume D`Estouteville`em a Włochem Sylwiuszem Eneaszem Piccolominim.

Ciekawy film, choć akcja praktycznie rozgrywa się w jednym miejscu. Pokazano zdobywanie głosów groźbą lub przekupstwem i inne intrygi kandydatów. Bardzo dobre aktorstwo, zwłaszcza Jamesa Faulknera jako D`Estouteville`a i Briana Blesseda jako Piccolominiego.

;)

Świetne są też komiksy, opowiadające historie Rodrigo Borgii jako nowego papieża, ciekawie przedstawiona historia, jakby to powiedzieć "Sodoma i Gomora" w Rzymie .

http://www.komiks.gildia.pl/komiksy/borgia/1

...

ja tam przed chwilą na tvn obejrzałem "Polowanie na druhny" film kozacki, dwoje przyjaciół wbija na wesela obcych ludzi i zalicza panienki aż na jednym z nich znajdują swoje drugie połówki i się zaczyna zabawa! Polecam każdemu kto chce obejrzeć coś luźnego

Slumdog , 7 dusz

W dużym skrócie:
Slumdog - dawno nie widziałam tak dobrze zrobionego filmu. Fabuła jak fabuła, czasami trąciła banałem(ale i tak mi się bardzo podobała ), ale sposób w jaki została przedstawiona jest bezbłędny. To co było w tym filmie najlepsze to dudniąca, inwazyjna muzyka połączona z dynamicznymi ujęciami i kolory wylewające się z ekranu. Wspaniałe. Mogę polecić 5/5

7 dusz - ciekawy film z niekonwencjonalnym zakończeniem (którego co prawda dość łatwo się domyślić). W niektórych momentach jest może trochę zbyt sentymentalny, ale ciekawie przedstawia rozterki faceta(całkiem dobry Will Smith ), który początek spoilera spowodował wypadek, w którym zginęło 7 osób i chce teraz odkupić swoje winy koniec spoilera. Pod koniec nie było już dla mnie siły- musiałam uronić łezkę 4.5/5

zgadzam się z tobą

Slumdog to jeden z tych filmów których trzeba koneicznie zoabczyć. Ten film jest niesamowity

Walkiria

nareszcie obejrzałam ten film i... nie wiem jak się do niego ustosunkować. Myślę, że zrobię to na dwa sposoby:
1. historycznie film dość wiernie odzwierciedla przebieg zamachu na Hitlera i to, co było po nim (chociaż na 100% nie jestem pewna czy "operacja walkiria" trwała tak długo? Nie zagłębiałam się aż tak w te wydarzenia). Znamienne jest wybielenie głównych bohaterów, tzn. nie wspominanie w filmie o konkretach paktu jaki chcieli podpisać z Aliantami (np. poglądy Stauffenberga na temat Polaków). Tak więc pod względem historycznym dałabym filmowi ocenę 7/10 (siedem za to, że pokazano moje ukochane samoloty Ju 52 )
2. jako film... hmm, to trudna ocena. Nie będę się czepiać gry T. Cruise`a, bo... mi się podobała. Może i był przez cały film sztywny i spięty, ale wydaje mi się, że sam Stauffenberg podejmując takie działania był spięty (w końcu zamach na życie Hitlera to nie przelewki). Inni aktorzy rewelacyjni, chociaż nie mogłam się przyzwyczaić do aktorów brytyjskich przebranych w niemieckie mundury (np. K. Branagh czy T. Wilkins). Film trzymał w napięciu do ostatnich chwil - mimo, że wiedziałam, jak to się wszystko skończy, oglądałam film z zapartym tchem z nikłą nadzieją, że może im się uda. Ta umiejętność zbudowania napięcia w sytuacji, gdy widz wie, co się wydarzy, to wielki plus tego filmu. Denerwowała mnie wszechobecna muzyka - czasami jej brak lepiej zbudowałby napięcie w danej scenie.

Ogólnie dam filmowi wysoką ocenę 9/10. Nie obchodzi mnie czy on gloryfikuje i wybiela niektóre z postaci (bo mądry widz, którego film zainteresuje sięgnie do literatury historycznej, a głupi o filmie zapomni) - traktuję ten film jako świetnie zrobiony thiller oparty na wydarzeniach historycznych. A trudnym zadaniem jest przykucie uwagi widza na niemal dwie godziny w momencie, gdy on wie doskonale, co się wydarzy.

;)

Ostatnio zaliczyłem:
Siedem / Se7en
Siedem dusz / Seven Pounds
To nie jest kraj dla starych ludzi / No Country for Old Men
Ciemność rusza do boju / The Seeker: The Dark Is Rising
Romeo i Julia / Romeo + Juliet
Slumdog. Milioner z ulicy / Slumdog Millionaire
Walkiria / Valkyrie
Walc z Baszirem / Vals im Bashir
Persepolis

Filmy

Star Trek VIII - Pierwszy Kontakt
Hellboy 2 - Złota Armia
Quantum Of Solace
Kung-Fu Panda
Diuna
Historia Świata wg Mela Brooksa
Żywot Bryana

Adakus i obiwan04

aha, super, wyliczyliście filmy jakie zobaczyliście. Po co? Mamy wam pogratulować?

;)

Możesz, przecież nikt nie broni Ci mi gratulować . Napisałem, jakie filmu obejrzałem, tak jak mówi tytuł, ale nie ma obowiązku opisywnia go, W gruncie rzeczy lepiej będzie film opisany na portalu filmowym, niż przeze mnie .

Aha, to po co jest temat, jeśli się pytasz?

lol

tutaj rozmawiamy o filmach jakie widzieliśmy. Polecamy sobie, dajemy krótkie opinie, porównujemy, oceniamy - cokolwiek, poza wyliczeniem tytułów. Myślisz że kogoś to obchodzi co widziałeś? Nie. Co to komu daje? Nic. To, czy uważasz film za dobry bądź nie - tak.

Re: lol

Shedao Shai napisał(a):
tutaj rozmawiamy o filmach jakie widzieliśmy.
Zgadza się .

Myślisz że kogoś to obchodzi co widziałeś?
Zaprzeczasz swojemu zdaniu powyżej, po to temat jest stworzony.

To, czy uważasz film za dobry bądź nie - tak.
Tutaj się zgodzę, nie wszystkie ostatnio przeze mnie filmy wymienione są dobre, skreślam : Ciemność rusza do boju / The Seeker: The Dark Is Rising.

Jeśli przeskadza Ci mój post, poproś moda o skasowanie go za spamowanie ;P.

to ci

mod odpowie: to nie jest spam.
To jest pusty treściowo post mimo, że zawiera sporo liter.

Wiele jest takich tematów, praktycznie większość toplist, gdzie idzie po prostu wymianka i nie ma to jakiegoś większego sensu. Ani podsumowania, ani dlaczego...

Shedowi o to chodzi.

zaprzeczam?

ueheh. Rozmawianie a wymienianie. Widzisz różnicę?

poza tym, Bart to już ładnie wyjaśnił.

;)

Racje macie, przyznaje, ale osobiście wolałem wypisać jaki filmy widziałem, niż je opisywać, bo dobry w tym nie jestem (przynajmniej ja tak sądzę). I wolę oszczędzać wam tego czytania . Jeśli macie nadal jakieś uwagi co do tego, to ogranicze się tylko do komentarzy innych wypowiedzi w tym temacie.

Valkyrie

ostatnio trafiłem z ojcem do kina na "Walkirię" ^^ Film całkiem sympatyczny, co prawda Cruse`a niezbyt trawię, ale w tej roli jako-tako sobie poradził. Przede wszystkim uradował mnie brak przesadzonego, amerykańskiego patosu (tak, wiem, ten film nie jest o amerykanach ale chyba wiecie o co mi chodzi ;P). Obyło się bez zbędnych scen miłosnych, przemyśleń romantycznych i tego typu rzeczy. Może wreszcie ktoś się nauczył, że film wojenny powinien mieć więcej intryg i scen wojennych niż ckliwych buziaczków i rozmyśleń. Chociaż nie, w sumie w to wątpie.
Powiem szczrze, że tematyka mnie średnio interesowała, i mimo tego, że trochę mi się dłużył to rozbudził we mnie apetyt, by poznać perypetie "bohaterów", którzy przeżyli. Ciekawa sprawa, rzadko mi się coś takiego zdarza Z aktorów spodobały mi się role Billa Nighy i tego młodego, który grał adjutanta Stauffenberga.

Szlachectwo zobowiązuje

angielska czarna komedia z 1949 z niezapomnianymi rolami (!) Aleca Guinessa. Film ma niesamowity i zaskakujący scenariusz, a zakończenie to po prostu coś wspaniałego. Polecam ten film wszystkim wielbicielom kina, bo pokazuje on w jaki sposób powinno pisać się bardzo interesujące scenariusze i wielbicielom dobrego, starego angielskiego kina Naprawdę warto ten film obejrzeć.

Wątpliwość, Oszukana, Lektor, Gran Torino, Zapaśnik, Vicky Christi Barcelona

Ostatnio zrobiłam sobie mały maratonik, aby nadrobić zaległości.

Wątpliwość – bardzo lubię zarówno Meryl Streep jak i Philipa Seymoura Hoffmana , a i tematyka filmu mnie zaciekawiła (środowisko zakonnic i księży w szkole + podejrzenia o molestowanie). I właśnie… mógł wyjść z tego świetny film, bo temat daje niesamowite możliwości, aktorzy są dobrze dobrani, a jednak wiele Wątpliwości brakuje. Film sprowadza się w sumie do pojedynku dwóch postaci – ‘siostry naczelnej’ i oskarżanego księdza, a poza tym nic porywającego się nie dzieje na ekranie. Mogło być naprawdę dobrze, a wyszło średnio niestety. 3/5

Oszukana- bardzo lubię filmy Eastwooda, w których on nie gra i daje się popisać swoim aktorom, w tym wypadku Angelinie Jolie (John Malkovich jest niestety niewykorzystany). Muszę przyznać, że bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie w roli cierpiącej matki, której dziecko zaginęło w niewyjaśnionych okolicznościach. Jak na dłoni widać rozpacz i ból kobiety, która nie traci nadziei, lecz jest osamotniona w walce z nieprzychylnymi policjantami początek spoilera ( ociągają się ze znalezieniem chłopca i dają jej podstawionego dzieciaka , wpierając, że to jej własne(!!!)). Ciekawe są także zachowania samych policjantów (zwłaszcza kapitana), którzy nie chcą przyznać się do błędu z pomyleniem dzieciaka i ucinają sprawę. Wracają do niej dopiero wtedy, gdy okazuje się, że po okolicy grasuje seryjny morderca dzieci… koniec spoilera Naprawdę polecam, choć klimat filmu jest czasem przytłaczający 4.5/5

Lektor – a ten film to jest dopiero zaskakujący Historia chłopaka, który przypadkiem poznaje starszą od siebie kontrolerkę biletów(Winslet). Nawiązują romans, którego jednym z elementów jest… czytanie jej na głos. Po jakimś czasie związek się rozpada, ona znika a on idzie na studia prawnicze i nie może o niej zapomnieć. Spotykają się początek spoilera na rozprawie sądowej, gdzie Winslet oskarżona jest o współpracę z nazistami i masowe morderstwo… koniec spoilera Bardziej szokujące w tym wszystkim jest jednak to, że chłopak odkrywa, początek spoilera że Winslet nie potrafi czytać i pisać, stąd nie wiedziała na czym jej praca dokładnie polega… koniec spoilera Więcej szczegółów nie zdradzę i powiem tylko tyle, że oglądałam ten film siedząc na krawędzi fotela, bo wierzyłam, że chłopak wybawi ją z opresji (tylko on wiedział o jej wstydliwym sekrecie), ale zemsta za złamane serce wzięła górę … 4/5

Gran Torino- kolejny film Eastwooda, tym razem z nim samym w roli głównej. Walt Kowalski, rasista i raczej nieprzyjemny starszy wdowiec, zaprzyjaźnia się z Azjatą i uczy go bycia mężczyzną Generalnie całkiem niezłe kino, gdyby nie trochę przewidywalna historia i to, że Clint ociera się czasem o autoparodię (zabawnie jest patrzeć jak taki dziadek strzela miny ala Brudny Harry). Na duży plus zasługuje fajowe auto i pistolet z dłoni (podobny patent miał Jaś Fasola) 3.5/5

Zapaśnik – wielki comeback Mickeya Rourke’a Szalenie podobał mi się ten film, a Rourke zagrał bezbłędnie (w sumie grał trochę siebie ). Historia wrestlera, który jest już trochę za stary i schorowany na ten sport, ale nie chce zrezygnować, bo tylko to potrafi robić. Normalnie aż się żal robi Są jednak takie wątki, które Aforonsky sknocił (relacje z córką bohatera – bardzo dziwacznie poprowadzone), ale całość jest jak na mój gust dobra. Na uwagę zasługuje muzyka – stary dobry metal lat 80. 4.5/5

bVicky Christina Barcelona – jakoś nigdy nie zrozumiem fenomenu Woody’ego Allena. Jego filmy jakoś nie rzucają mnie na kolana. Podobnie jest z tym, który obejrzałam w sumie podczas śniadania i robienia czegokolwiek innego Ot, historia dwóch babek z USA (jedna spokojna i stateczna, druga nie ), które jadą do Hiszpanii na wakacje i spotykają pewnego malarza No i raczej łatwo się domyślić, jak się sprawy potoczą Na uwagę zasługuje jak zwykle Penelope Cruz i Javier Bardem ( mmm^^). Poza tym bez rewelacji 3/5

Hi hi

A ja szósty raz oglądałam wczoraj Powrót Jedi

Szybko i wściekle

Czwarta część Szybkich i Wściekłych wreszcie posiada obsada z pierwszej części. Naprawdę fajne ujęcia w Meksyku, Dominikanie i Panamie. Gra aktorska na dobrym poziomie. Dobra fabuła. Szkoda uśmiercenia Letty.
Super, że wróciła Mia. Zaskakująca sprawa Bragi i zakończenie. Samochody jak zawsze w serii super, chociaż chyba trochę za dużo tych amerykańskich. Udane pościgi i wyścig. Naprawdę pasująca i wpadająca w ucho muzyka. Jak dla mnie film naprawdę warty polecenia i trzyma poziom serii. Ciężko mi przyznać obiektywną ocenę jak dla mnie 9.5/10.

Hmmm

Fajnie że nie oznaczyłeś spoilerów, wprost zajebiście. :/

Dobre

auta mają dobre spoilery co tu zaznaczać, to oczywiste...

...

no fakt zapomniałem no ale w sumie to był tylko jeden istotny spoilerpoczątek spoilera o śmierci Letty koniec spoilera cała reszta jest wiadoma, a i ten spoiler był podany w niektórych przeciekach.

Oglądnęłam

Ja dzisiaj oglądałam "Willow". Scenariusz Lucasa. Pisali, że od siedmiu lat, ale ja nie wiem, czy widok płaczącego niemowlęcia, które chce ktoś zabić jest odpowiedni dla dziecka.

Szczęki

Przedwczoraj po raz kolejny obejrzałam film Spielberga. Film jest niesamowity - za każdym razem, gdy go oglądam, mam ciarki na plecach. Przedwczoraj miałam dodatkowe wrażenia - w trakcie oglądania filmu znów zatrzęsła się ziemia i wszystko w moim pokoju się trzęsło (jestem teraz w Rzymie). Film świetny, jeden z najlepszych.

...

Ostatnio obejrzałem dwa filmy. Pierwszy to Braciszek- opowieść o życiu i śmierci niejakiego brata Alberta, a w tej roli świetny Artur Barciś. Naprawde zagrał bardzo dobrze. Drugi to kolejne ujrzenie produkcji Cast Away. Poza światem. Film jest naprawde mocnym dramatem o rozbitku który gada z ucharakteryzowaną piłką xP Oba filmy są super.

ostatnio oglądane #4

Jak dawno nic nie opisywałem o0
Czasu nie było czy co?

Jedziemy:
Che - Rewolucja/Che: Part One
Na początku tylko powiem, że jakoś wszędzie przegapiłem podział na części. Nie wiem jak, ale przegapiłem.
Gdybym o tym wiedział, do kina nie wybrałbym się nigdy. A tak poszedłem. Nie dlatego, że lubię Che. Pominę również mój stosunek do niego i do debilizmu wszystkich, którzy noszą go na koszulkach jako... właśnie jako symbol czego?
Radzę przeczytać `Che Guevara` autorstwa Jorge`a Castanedy. I pomyśleć.

Sam film jest słabiutkim zlepkiem kilku scen, które pokazują Guevarę tylko w jednym świetle. A podobno reżyser chciał być obiektywny... Benicio Del Toro wypadł dobrze na tle cienkiego scenariusza. Ale ponad 120 minut taśmy to kit.

I jeszcze mam pójść na część drugą? Żal.
Ocena 2/5


Zapaśnik/The Wrestler
Kurde... zadziwiają mnie wszystkie `achy` i `ochy` nad tym filmem. Dla mnie to kolejna z wielu historii o ludziach, którym nie udało się w USA. A wiadomo jak tam jest, w "kraju sukcesu".
+ striptizerka + kłopoty w porozumieniu z dzieckiem.
Wszystko było. I Mickey Rourke, którego znam bardziej z ćpania i chlania niż z aktorskich dokonań. Może sprawdził się w roli bo pasuje twarzą do tego `sportu`, ale... to już było.

Cynizm? Nie pasuje mi do definicji
Ocena 2.5/5


Gran Torino
Mówiłem już, że Eastwood to lepszy reżyser niż aktor (chociaż jak aktor gra wspaniale: twarzą? szczęką? nervus facialis? )?
Mówiłem.
I tak jest i teraz. Jego mimika to... część dziedzictwa Hollywood i nic nie poradzimy
A historia? Kolejny z wielu ostatnio pokazujących prawdziwą historię i prawdziwe życie w Ameryce.
Nie bardzo tylko leżała mi kreacja Thao - wiadomo, że na świecie jest tak naprawdę mało twardzieli. Trzeba starać patrzeć się jako tako w przyszłość, dziarsko, na miarę swoich możliwości.
Ale Thao to wyjątkowa pizda. Z początku myślałem, że jest upośledzony. Cóż...

Boleję też nad finałem. Osobiście nie obraziłbym się gdyby Walt zrobił żółtkom jesień średniowiecza i wtedy zginął. A tak... boli kurewska nieuczciwość świata.

Ale film wart polecenia. Chociażby dla sceny Walt vs. 3 czarnuchów.
(..)the most powerful handgun in the world
Finger

No i http://imcdb.org/images/173/552.jpg
Ford Gran Torino 1972
Kocham niemieckie samochody i Ferrari, ale gdyby ktoś powiedział mi, że tą bryką będę jeździł do końca życia... pocałowałbym go w oba policzki
Would it kill you to buy American?

Ocena 4.5/5


Tatarak
Znowu miałem pianę w kinie. Tylko interwencja osób będących ze mną powstrzymała mnie od wypuszczenia wkurwa. Na co? Na debili, którzy przyłażą na takie filmy z 4 kg syficznej kukurydzy i bańką coli.

Litości!!! Niech wypierdalają na Majewskiego, Kochaj i sraj czy komedyjki romantyczne. Czy w tym mieście oprócz Rejsu i Kultury nie ma kin gdzie przychodzi się odebrać film, a nie napełnić kałdun?

Pfffff... czuję się jak w Dniu Świra.
A na film - trzeba iść.
Co prawda można powiedzieć, że od paru lat rodzima kinematografia wypuszcza dzieła idące tylko w jedną stronę, no ale... pieniądze muszą iść na spoty i insze gówna.

Ten tytuł wybija się ponad inne swoją specyficzną historią. Na początku miał być to Iwaszkiewicz. Potem doszedł Sándor Márai i monolog Jandy, która tym samym rozlicza się z widownią (o zgrozo, ale jaką?) z traumy po Edwardzie Kłosińskim.

Wydaje mi się, że głównie dla tego ostatniego warto wybrać się do kina. Oczywiście miłośnicy szmatławców czy zajadli krytycy Jandy nie mają tam czego szukać.
Fani Wajdy może... ja się nigdy do tego kręgu nie zaliczałem, ale 85 minut to najlepiej ostatnio spożytkowany czas w sali kinowej.

Ocena 5!/5. Drugi w tym roku znak `Wujo Bart Poleca`.
Poleca nie chołocie, ale tym którzy wiedzą po co idą na dany seans.


Cholera. Średnia sezonu znowu spadła na 3.8

Lordzie Barcie...

...pobawię się trochę w archeologa i zacytuję najpierw starsze Twe posty, bo jakoś miałem teraz czas przeczytać ostatnie X postów z tego wątku...

Pan życia i śmierci/Lord of War
Polacy to potrafią zrobić tytuł


Jak dla mnie tytuł filmu o wiele lepszy od oryginalnego, w sensie lepiej pasujący... "Lord of War" kojarzy mi się bardziej z wojnami czasów średniowiecza, ewentualnie fantasy... A na pewno nie z handlarzem bronią Więc tytuł trafiony jak dla mnie w 100% (o dziwo).

Tak jeszcze nawiązując do tematu polskich tytułów, ostatnio znalazłem coś świetnego odnośnie rodzimego "Elektronicznego Mordercy" czyli "Terminatora" ():

(...) w salce przy ulicy Mazowieckiej, w Centrali Dystrybucji Filmów, wyświetlano Terminatora dla cenzora, plastyka, komisji wieku i dziennikarzy (...). Po projekcji przeszliśmy do gabinetu kierowniczki działu programowego. Zaczęła się dyskusja na temat tytułu. Terminator? – ktoś zaproponował pozostanie przy tytule oryginalnym. To u szewca – zbiła go z tropu jedna z pracownic. To może Eksterminator? To całkiem inny film, chodzi na pirackich kasetach – odpowiedział plastyk. Ostatecznie stanęło na Elektronicznym mordercy. Pod takim tytułem film wszedł na polskie ekrany. Wiele razy słyszałem potem pytania: Co za idiota wymyślił taki tytuł? No cóż, pora zdradzić tajemnicę: tym idiotą byłem ja.

— Konrad J. Zarębski, Terminator, Gazeta Wyborcza – Gazeta Telewizyjna, nr 209/2001, str. 7




Cytując Ciebie dalej:

Frost/Nixon
Michael Sheen jako David Frost - uu nie.


Nie, nie rób mi tego! Michael Sheen był gwiazdą tego filmu, w swojej roli był wspaniały, rewelacyjny! W ogóle cały film zrobił na mnie duże wrażenie... Jak to możliwe, że dwóch facetów prowadzących ze sobą dyskusję, a czasami tylko patrzących się na siebie/gdzieś w kąt pokoju... może wywołać w człowieku takie emocje i napięcie niczym oglądając dobry thriller? A jednak Moim zdaniem David Frost był świetnie zagrany - inteligentny, sprytny, przenikliwy, pewny siebie, uparty, zadziorny... a jednocześnie stawiający wszystko na jedną kartę, w pewnych momentach ("kiedy nikt nie patrzył") słaby i rozrywany przez stres, ze świadomością, że bawi się w bardzo niebezpieczną grę... Jak się widzi jego minę podczas spowiedzi Nixona to ma się wrażenie, jakby on tam rzeczywiście był i to widział, świetnie zagrane, tak naturalnie...

Natomiast fenomenalna Meryl Streep. No, ale jak ktoś ma 12 nominacji i 2 Oscary to nfc. Czy KW naprawdę była lepsza? O tym się nie przekonam bo na film nie pójdę

Pisząc o "Wątpliwości" wspomniałeś o "Lektorze" i Kate Winslet... Dlaczego stwierdziłeś że nie pójdziesz na ten film (a może do tej pory już go widziałeś)? Bo jak dla mnie to najlepszy film 2008 (z nominowanych Akademii oczywiście) i jeden z lepszych jakie widziałem w ogóle. A Kate Winslet oczywiście boska. W sumie ten Oscar należał się jej zarówno za "Lektora", jak i za "Drogę do szczęścia", w obu filmach zagrała świetnie, w tym drugim może nawet lepiej... A może wydaje mi się tak dlatego, że rola w "Drodze..." była jednak bardziej rozbudowana psychologicznie, poważnie, przez cały film bałem się że ta kobieta zrobi coś mega głupiego sobie albo jemu, nieprzewidywalna, sfrustrowana i zdołowana kura domowa z wiecznym okresem Nie no, śmieję się, ale film smutny, "Lektor" również.

Radzę przeczytać `Che Guevara` autorstwa Jorge`a Castanedy. I pomyśleć.

Polecam najnowszy (a może już nie ) numer "Filmu" i artykuł o Che Guevarze w popkulturze, niby wszystko wiadome, ale jednak całkiem ciekawy.

Zapaśnik/The Wrestler
Kurde... zadziwiają mnie wszystkie `achy` i `ochy` nad tym filmem. Dla mnie to kolejna z wielu historii o ludziach, którym nie udało się w USA. A wiadomo jak tam jest, w "kraju sukcesu".
+ striptizerka + kłopoty w porozumieniu z dzieckiem.
Wszystko było. I Mickey Rourke, którego znam bardziej z ćpania i chlania niż z aktorskich dokonań. Może sprawdził się w roli bo pasuje twarzą do tego `sportu`, ale... to już było.


ZGADZAM SIĘ W 100%! Nic dodać, nic ująć. Również nie rozumiem tej fali orgazmów nad tym wielce przeciętnym filmem...

Gran Torino
Boleję też nad finałem. Osobiście nie obraziłbym się gdyby Walt zrobił żółtkom jesień średniowiecza


Hell yeah! To samo dokładnie pomyślałem. Choć mimo wszystko chyba wolę takie zakończenie jakie jest. Mało przewidywalne, przynajmniej w moim odczuciu. Myślałem że naprawdę będzie jakaś rozpizgawa na końcu, choć jednocześnie miałem świadomość, że to trochę zbyt proste jak na Eastwooda

No. To tyle Może niedługo napiszę coś o "ostatnio widzianych" od siebie, ale zawsze mi się nie chce, bo widzę praktycznie wszystko co tylko jest w kinie... A o 75% zwyczajnie nie ma co pisać, bo to żenua totalna (vide np. "Push" - toż to żal bezbrzeżny... :/).

Skaju :D

Jak miło z kimś podyskutować tutaj nie o Narnii czy Resident Evil

Jak dla mnie tytuł filmu o wiele lepszy od oryginalnego, w sensie lepiej pasujący...
Owszem, ale pasujący do kogo? Do Yuriego? Baptisty? Wujaszka Dmitriego?
Polski tylko i wyłącznie do afrykańskiego watażki.

A Konrad J. Zarębski - odważny człowiek.
Chociaż bardziej podobała mi się ta dupencja - To u szewca – zbiła go z tropu jedna z pracownic.
Kobiety powinny stać przy garach


Kate Winslet - miałem nieszczęście oglądać Rozważną i Romantyczną, Titanica, W stronę Marrakeszu, Życie za życie... i albo ona naprawdę tak gra, że nie przypada mi to do gustu albo po prostu role były ch*** i nie potrafiła ich wyciągnąć.
Więc sobie odpuściłem.


Odnośnie Che to mówisz o tym http://www.film.com.pl/?q=node/1121?
Bo magazynów filmowych dawno już nie kupuję.



Swoją drogą praca w kinie jest jedną z wielu, które chciałbym wykonywać. Z racji zainteresowań. Ale... nie można mieć wszystkiego

Odp.

-Kobiety powinny stać przy garach



Co do "Lektora"...

Więc sobie odpuściłem.

...to nadrabiaj bo naprawdę warto.

Odnośnie Che to mówisz o tym http://www.film.com.pl/?q=node/1121?
Bo magazynów filmowych dawno już nie kupuję.


Tak, dokładnie o tym artykule Całkiem ciekawy. Co do magazynów filmowych to ja kiedyś kupowałem "Film", potem mi się odechciało, a kwietniowy numer sprawiłem sobie z okazji dość obszernego artykułu (artykułów) o szeroko pojętej animacji - rozpisali się z okazji premiery "Walca z Baszirem", który swoją drogą jest ciekawą i ambitną animacją (i to wprowadzoną do multipleksów, o dziwo)... Choć przyczepiłbym się do kwestii technicznej, rotoskopia to nie jest moja ulubiona forma...

W każdym razie "Walc z Baszirem" to pozycja obowiązkowa:

http://www.filmweb.pl/f479844/Walc+z+Baszirem,2008

W ogóle syf, kiła i mogiła z polskim internetem. Informacji o polskich animacjach i ich twórcach muszę szukać na angielskiej Wikipedii albo innych anglojęzycznych stronach... Taki ładny mamy dorobek w tej dziedzinie a żeby się o nim dowiedzieć muszę kupować jakieś "Filmy" :/

Rotoskopia

A czy widziałeś dwa zrealizowane tą techniką obrazy Richarda Linklatera "Waking Life" i "A Scanner Darkly" (oparty na powieści Dicka)? Oba podchodzą do rotoskopii w zupełnie inny sposób (żonglerka stylami vs realizm)i moim zdaniem wydobywają niesamowity potencjał tej techniki, te gry światła i cieni,jaskrawe tła, szczegółowość ruchu-brilliant. Dodatkowo, a w zasadzie przede wszystkim, mają świetnie opowiedziane, wciagające fabuły (zwłaszcza "Waking Life" oniryczny traktat o snach i jawie) co u Linklatera jest normą, no może poza słabym "Fast Food Nation".

...

Nie widziałem i właśnie przed chwilą zacząłem nadrabiać zaległości via torrent Więc jutro obejrzę.

Widziałem dobrych parę miesięcy temu urywki "Waking Life" i denerwowało mnie to ich ciągłe filozofowanie siedząc naprzeciwko siebie, męczące... No ale może jak zobaczę całość to zmienię zdanie.

Aktualnie poluję na "Renesans" (2006), film ciężki do ściągnięcia, nie mówiąc o znalezieniu oryginału w Polsce. Z tego co pamiętam to chyba też była tam rotoskopia (i sporo 3D) zastosowana, choć mogę się mylić.

...

"Waking Life" jest specyficzne to fakt, a niektóre ich rozmowy są-tak jak piszesz-męczące, ale przede wszystkim dlatego,że momentami są po prostu za długie. Niemniej całe przesłanie tego filmu niesamowite i wywołuje sporo przemyśleń.A animacja powaliła mnie na kolana ."A Scanner..." z kolei to też świetny i po dickowsku zakręcony film podlany delikatnym cyberpunkiem, ale nieco mnie męczył tam Reeves, za którym nie przepadam. Także polecam obydwa. Napisz jak wrażenia. A o "Renesansie" nie słyszałem i chyba poszperam za nim.

Re: Odp.

Sky napisał(a):

W każdym razie "Walc z Baszirem" to pozycja obowiązkowa:

________

Zauważyłem wczoraj sporą reklamę w Kinotece i postaram się wybrać. Skoro tak docenili animację.

Re: Skaju :D

Lord Bart napisał(a):
Kobiety powinny stać przy garach

________

Dobrze jak by coś jeszcze ugotowały, bo stać to se mogą gdzie chcą byle by nie zasłaniały TV

Vals im Bashir i Der Baader- Meinhof Komplex .

Ostatnio miałem okazję zobaczyc dwa filmy, które zrobiły na mnie kolosalne wrażenie. Pierwszy z nich to izraelski Walc z Baszirem (Vals im Bashir) Ariego Folmana. Zrealizowany techniką rotoskopową paradokument opowiadający o masakrze Palestyńczyków dokonanej przez bojówki chrześcijan libańskich w obozie Sabra i Shatila podczas wojny izraelsko- libańskiej 1982 roku. Mordowi temu bezczynnie przyglądali się młodzi izraelscy żołnierze, w tym reżyser Ari Folman, który stara się przypomniec sobie te wydarzenia i odwiedza swoich dawnych towarzyszy broni, dziś statecznych czterdziestolatków. Film wbija w fotel od pierwszej minuty, a po zakończeniu nie pozwala o sobie zapomniec, to doskonały traktat o bezsensie wojny oraz o tym jak reaguje na udział w konflikcie 19-latek, który dopiero co skończył liceum i rozstał się z dziewczyną,a teraz musi chwycic za karabin Galil i walczyc z Palestyńczykami w wojnie, której nie rozumie i która w gruncie rzeczy mało go obchodzi, gdyż poczucie zagrożenia, towarzyszące mu przez całe życie w zasadzie mu spowszedniało. Ostatnie scenypoczątek spoilera ukazujące już nie "animowany" ale prawdziwy, dokumentalny zapis skutków rzezi koniec spoilerapowodują, że widz zdaje sobie sprawę,że ogląda wstrząsającą relację z prawdziwych wydarzeń, a nie animowaną bajkę dla dorosłych. Kilka szybko zmontowanych sekwencji ukazujących absurd tego konfliktu, sekwencji śmieszno-strasznych, jest majstersztykiem. Dodatkowy plus to elektryzująca ścieżka dźwiękowa autorstwa Maxa Richtera (plus świetnie dobrane piosenki OMD i Public Image Ltd.). Brak Oscara to skandal!
Drugi z filmów to niemiecki "Der Baader- Meinhof Komplex" w reżyserii Uli Edela, opowiadający o działalności niemieckiej organizacji terrorystycznej Rote Armee Fraktion i przebiegu słynnej "niemieckiej jesieni" w 1977 roku. Film nieco przekrojowo ukazuje działania grupy, skupiając się tylko na pierwszej dekadzie jej aktywności, ale mimo to warty jest uwagi. To kawał świetnie zrealizowanego kina historycznego, które nie ocenia i nie stara się tak wybielic jak i oczernic bohaterów, ukazuje jedynie suche fakty, pozostawiając widzowi prawo do osądu. Film jest świetnie zagrany, aczkolwiek Moritz Bleibtreu otwarzający postac Baadera jest chyba zbyt sympatyczny jako nieco narwany macho-terroristo (w rzeczywistości był agresywniejszy i szorstki).Najlepiej wypada Ingrid Wokalek jako Gudrun Ennslin, dobry jest też Bruno Ganz w roli ścigającego RAF prokuratora. Brakuje w filmie nieco skupienia na ideologii i przekonaniach grupy, lecz jako całośc film wypada świetnie i aż szkoda,że u nas nie kręci się kina historycznego na takim poziomie.
Vals im Bashir 9/10
Der Baader- Meinhof Komplex 8/10

Czeski sen

Obejrzałem godzinę temu ten film dokumentalny w reżyserii dwóch studentów czeskiej szkoły filmowej: Vita Klusaka i Filipa Remundy. Pragną oni stworzyć fikcyjny hipermarket, aby sprawdzić jak ludzie zareagują. Drukują reklamy, tworzą spoty telewizyjne itp., ogólnie szeroko zakrojoną promocję robią. I w wyznaczonym dniu przybywa dwa tysiące ludzi.

Film pokazuje jak reklama rządzi świadomością ludzi. Najbardziej dla mnie niepojęte i zdumiewające były wywiady z rodzinami, które muszą koniecznie iść do hipermarketu i spędzać tam niemal cały dzień.

Polecam.

Dragonball: Evolution :D

No i moje marzenie sprzed łaaadnych kilku lat i okresu fascynacji anime (które zaczęło się od Dragonballa naturalnie) się spełniło

Jestem trochę zawiedziony, aczkolwiek nie dołączam do chóru żali i zawodzeń. Owszem, film mógłby być dużo, dużo, DUŻO lepszy, ale tragedii też nie ma.

Zacznijmy od Goku - świetnie dobrany aktor, fizycznie jak najbardziej pasuje (kilka osób już wypominało filmowi, że Goku nie grał Japończyk - WTF?!). Generalnie sympatyczny, w scenach akcji nie wydziwia jakichś mimicznych dramatów, czasem trochę głupkowaty, czyli Goku w pełnej krasie

Bulma - okej, sympatyczna niewiasta, ładnie zagrała. Tylko jej włosy trochę denerwowały, powinna mieć niebieskie

Wielki miszcz - WTF IS THAT?! Porażka. Porażka. Porażka. Z pierwowzorem łączy go tylko imię. I świerszczyk.

Yamcha - WTF IS THAT?! x 10000. Wyglądał jak zniszczony "Komandosem" żul, który w przerwach pomiędzy piciem zbiera puszki na wymianę :/

Sam film - muzyka spoko, walki na jako takim poziomie, ale ostatnią walką z Piccolo to się nie popisali... Co, dali sobie po ryju trzy razy, po czym on zrobił Kamehameha i koniec? Autorzy powinni obejrzeć bardziej szczegółowo końcówkę "Matrixa: Rewolucji", może co nieco by się nauczyli jak robić efektowne walki

Efekty - podobały mi się. Teraz jest taka ładna tendencja do robienia efektów czarów (Potter) i innych nadzwyczajnych zdolności (czyli właśnie np. Kamehameha Goku lub jakieś dziwadła z Pusha) tak jakoś... elegancko, efektownie, tzn. chodzi mi że wizualnie to przypomina trochę jakby ktoś wrzucił np. farbę do wody, trochę też dym, mam nadzieję że wyraziłem się w miarę jasno Bo na pewno w tej materii nie warto było trzymać się ściśle pierwowzoru (i tu gratulacje także dla twórców efektów do Pottera - ostatni zwiastun do 6 zachwyca).

Ach, proszę też nie oceniać mojego gustu filmowego po tej recenzji - Dragonball to takie moje małe zboczenie, długo czekałem na ten film więc parę słów z sentymentu napisać wypadało

Dragon Ball: Evolution

Lubię Dragon Balla, niezależnie od serii czy to zwykły, Z czy GT. Nie przeszkadzało mi też, że Son Goku i reszta potrafili przez 50 odcinków nawalac np. w Buu Obejrzałem też parę kinówek, więc z niecierpliwością czekałem na aktorskie film.

Tak więc wczoraj obejrzałem. Nie żałuję. Jednak nie czuję się zadowolony w 100%. Autorzy trochę namieszali jeśli chodzi o fabułę, fakt, że przenieśli to w nasze czasy (imprezki itp.) mi nie przeszkadzał akurat, gorzej już było z bohaterami.

Bulma - jeśli już jej zrobili te dwa niebieskie pasemka to mogliby zrobic i resztę włosów
Yamcha - jeśli już się pojawił, to przecież można byłoby gdzieś wepchac jeszcze chociażby Oolonga.
Wielki mistrz - porażka, najgorsza postac w filmie...
Piccolo - genialnie zrobiony, jednak mogliby go ubrac we wdzianko w anime, pelerynka i czapeczka
Chi Chi - WTF?

Film ogólnie jest fajny, ciekawie zrobiony, efekty dają radę (Kame Ha Me Ha genialne), muzyka stoi na wysokim poziomie, tylko... Jeśli walka finałowa trwa krócej niż jakaś tam bijatyka na imprezie to ja dziękuje

Jeśli ktoś jest zagorzałym fanem anime i samego DB to odradzam mu ten film, innym polecam jako ciekawą rozrywkę

No, to teraz czekam tylko na filmowego Tekkena <3

wielkie dzięki

za ostrzeżenie żeby nie iść na ten film

ostatnio oglądane, ale...

... ale bez oceniania. Tylko opinia.

Mianowicie Generał - zamach na Gibraltarze i Generał Nil

Na filmy udałem się niechętnie. Namówiony przez rodzinę, z racji drobnych zainteresowań zbliżonym okresem w historii.
Chociaż Instytutu Oczerniania Narodowego nie znoszę, a po 20 ipnowskich sztukach Teatru TV mam odruch

O Sikorskim mogę tylko powiedzieć, że potwierdziła się moja teoria. Im film jest mocniej promowany na TVNie, tym bardziej ch*** wychodzi.
Scenariusz i reżyseria - panie Anna Jadowska i Lidka Kazen.
Dorobek: ...
Warto wspomnieć, że najwyżej ocenione "dzieło" wg filmwebu ma ocenę 6.93/10

Mówiłem już, że baby do garów??


Generał Nil budził we mnie trochę większe nadzieje. Może nie ze względu na reżysera, ale na zapowiedzi. Takie jakieś konkretne. Napawające optymizmem. No i Olgierd Łukaszewicz.
.
.
.
Co by tu powiedzieć żeby nie wyjść na cynika, szydercę?
Tematyka jest taka, że moje wychowanie nie pozwala mi na zjebanie "tfórcuw". Chociażby z szacunku dla osoby Fieldorfa.

W filmie nie ma historii rodem z s-f, jest ekranizacja biografii.
Jaka?
Cytując za reckę filmwebu Dostajemy więc rodzaj porządnie zrobionego historycznego bryku, który dostarczy nam przekrojowej wiedzy zarówno o postaci, jak i czasach, w jakich przyszło jej żyć.
I niestety nic więcej.


Pozostaje pytanie: czy mamy robić filmy o naszych tragicznych bohaterach? Czy w ogóle o jako takich ważnych postaciach historycznych naszego kraju?
Bo jak oglądam takie ... i potem słyszę, że ktoś chciałby zrobić "porządną rzecz" np. o Piłsudskim to mam drgawki.

Może lepiej przez szacunek nie robić nic?


Obydwu nie wliczę w poczet tego sezonu. Po co mam dołować siebie i statystykę?

Mój własny wróg

widziałem wczoraj ten film Wolfganga Petersena z 1985 r. po raz kolejny, ale go nie pamiętałem, więc obejrzałem z ciekawością.

Akcja toczy się pod koniec XXI wieku. Ludzie walczą o przetrwanie z jaszczuropodobną rasą Draków. Na planecie Fyrine IV rozbijają się ludzki pilot Willis Davidge i Drak Jerriba Shigan. Z początku darzą się nieufnością, która później zmienia się w przyjaźń jak to zwykle bywa

Film ma swoje lata, ale nadal ogląda się go z przyjemnością, mimo, że niektóre sceny rażą swoją anachronicznością. Niezły makeup Louisa Gosseta jr. grającego Jeribę, niezgorsza muzyka ś.p. Maurice`a Jarre`a, humor i trochę wzruszeń - to wszystko znajdziecie w owym filmie.

Polecam też

książkę - jest jeszcze lepsza, choć film również świetny. "Nowa Fantastyka" ją puściła w latach 90-tych, nie wiem czy wyszła u nas w innej formie.

mam zamiar

zakupić całą trylogię w jednym tomie, ino że droga bestia przez Empik - 116 zł :/

http://www.empik.com/the-enemy-papers-z-importu,1099661,p

Oryginał

Polecam oryginał z 1968- "Hell in the Pacific" w reżyserii Johna Boormana, na którym oparto fabułę "Mojego własnego wroga". W rolach głównych Lee "Major Reisman" Marvin i Toshiro Mifune. Akcja dzieje się na bezludnej wyspie na Pacyfiku podczas II wojny światowej.

"17 again" pozycją obowiązkową...

...dla fana SW który akurat chce się wybrać do kina na jakąś głupkowatą komedię Zaraz mnie wszyscy zjadą, zlinczują i w ogóle, ale mówię wam, że lepiej pójść na ten film niż na kolejną durną komedię romantyczną jakich ostatnio pełno

A to dlatego, że w całym filmie jest mnóstwo elementów ze Star Wars - wynika to z tego, że najlepszy kumpel głównego bohatera jest typowym, podstarzałym i lekko stukniętym geekiem Pełno stuffu SW w domu i w ogóle... No a widok Zaca Efrona walczącego na miecze świetlne - bezcenny

Ubawiła mnie też scena podczas której ten geek chce wyrwać pewną dyrektorkę szkoły - która dotychczas go olewała totalnie - i udaje mu się to dopiero wtedy, gdy zaczyna mówić o Gandalfie Szarym/Białym i nawijać po elficku (bo okazuje się, że ona jest wielką fanką świata Tolkiena) XDDD Nie ma to jak wyrwać laskę na quenyę

Jeśli ktoś lubi głupkowate komedie - ale bez jakiegoś żenującego i wulgarnego humoru - na których można wyłączyć mózg i trochę się pośmiać - polecam. Zwłaszcza za te ciągłe nawiązania do SW Radzę tylko siadać daleko od wszelkich istot płci żeńskiej poniżej 16 roku życia - na widok swojego bożyszcza Efrona zaczynają piszczeć -.- XDDD

autentyczny orgazm w kinie :D

Nie, nie byłem na dedykowanym seansie Tarantino
Ale i tak doznałem oświecenia. Po 23 latach odkryłem w Wawie kino, które zawładnęło moim umysłem.
ILUZJON.
Nie wiem czemu jakoś wcześniej się tam nie załapałem.
Moi rodzice mają podobny repertuar w Paradiso, ale to inna bajka.

Zatem wczoraj byłem na `Chinatown` Romana Polańskiego, a dziś... `The Madafaka Godfather` Coppoli.
C
Z
A
D
!!!

Klasyczne, gęste, uwielbiane przeze mnie filmy na wielkim ekranie.
Jestem kurwa w szoku. Nie spodziewałem się, że kino może mnie jeszcze tak zaczarować.

Plan do wykonania na następne razy?
15.05.2009 (Taxi Driver), 1975r. USA, r. Martin Scorsese
16.05.2009 (Kumonosu-jô), 1956r. Japonia, r. Akira Kurosawa
23.05.2009 (The Godfather, Part II), 1974r. USA, r. Francis Ford Coppola

Jedyne co wywołuje żal to ROCZNA KARTA ILUZJONOWA warta 590 zł.
Pora chyba zabrać się do grubszej roboty...

:D

To Ty mieszkasz w Warszawie i po raz pierwszy trafiłeś do Iluzjonu? Pozdro!

Byłem w Iluzjonie jakoś niecałe dwa lata temu na Oryginalnej Trylogii Star Wars. Specjalnie - razem z dwoma kumplami - zebraliśmy się na wyprawę z Wrocławia coby obejrzeć OT na dużym ekranie Wrażenia niezapomniane...

Samo kino świetne, bardzo klimatyczne (nie to co dzisiejsze multipleksy), chociaż jakoś kilka miesięcy temu słyszałem plotki, że mają je likwidować. Ale skoro piszesz że działa jak ta lala no to okej...

I masz gupku zaje-kurwa-biste szczęście, bo z tego co słyszałem to Iluzjon jest kinem Filmoteki Narodowej. Raj na ziemi. Żeby coś takiego było we Wrocławiu...

jestem

Warszawiakiem z urodzenia, ale to miasto potrafi mię jeszcze zaskoczyć
Przyznaję, że fakt odkrycia przez fana kina Iluzjonu dopiero teraz to lipa.

Każdy gdzieś ma swoje pierwsze razy


A co do zmian to http://www.fn.org.pl/page/index.php?str=472

Miasteczko Halloween

obejrzałem właśnie ten animowany film Henry`ego Selicka, ze scenariuszem Tima Burtona i muzyką & piosenkami autorstwa Danny`ego Elfmana.

W tytułowym miasteczku mieszkają różne zjawy i duchy, które straszą w Halloween. Ich przywódcą jest Jack Skellington, szkielet zwany też Dyniogłowym. Pewnego dnia, w magicznym lesie, Jack natrafia na drzwi prowadzące do miasta, gdzie ludzie przygotowują się do Bożego Narodzenia. Ten zwyczaj tak mu się podoba, że postanawia wprowadzić go także w swoim miasteczku.

Mimo, że film jest z 1993 r., animacja jest całkiem dobra. Podobały mi się piosenki, szczególnie "Jack`s Lament" z początku filmu, kiedy to Jack śpiewa przy księżycu na cmentarzu.

Historia jest pełna czarnego humoru ale i w pewnych momentach nieco smutna.

Polecam

Jeśli

dobrze kminie to animacja jest tam poklatkowa, wiec jeden szajs który to w zasadzie rok. Tak samo w Gnijącej Pannie Młodej Burtona - animacja też poklatkowa [chyba].

A film z prostą historią ale świetną oprawą wizualną [plus kilka smaczków nawiązujących do innych filmów Tima, jak chociażby wąż z Saturna]. WARTO!

A i zapraszam do zobaczenia Szkieletona w moim wykonaniu

Miasteczko Halloween

Właśnie obejrzałem ten film, gdyż po prostu spodobała mi się modleinka autorstwa Borisa

Wizualnie jest genialne, choc stare to jednak zachowało swój urok, momentami wydawało mi się, że oglądam kolejną animację 3D

Jeśli chodzi o historię to jest niezwykle prosta, żałuję, że obejrzałem ten film akurat teraz a nie w Boże Narodzenia albo Wigilie gdyż na pewno "magia" tego filmu zadziałaby na mnie o wiele bardziej. Najsmutniejszymi momentami jest jak dzieci dostają prezenty i szukają później prezentów. Trochę głupio, że pod koniec wychodzi, że to taka historia miłosna

Oglądałeś wersje oryginalną tylko, czy widziałeś też wersję z polskim dubbingiem, który wg mnie jest genialny

ja

oglądałem w oryginale z napisami, piosenki po polsku słyszałem na YT bo chciałem sobie sprawdzić jak wypadły. Ujdąm ale po angielsku lepsze

PS. Do ulubionych piosenek jeszcze oprócz "Jack`s Lament" zaliczam "Poor Jack" i "What`s this?"

wczoraj

na Polsacie leciał film Kandydat naprawdę solidne kino z dobrą grą aktorską Denzela Washingtona, Meryl Streep i Jensa Voigta. Film warty polecenia, opowiadający o intrydze na najwyższych szczeblach władzy i w wojsku.

ostatnio oglądane #5

Mało jakoś dobrych filmów na ekranie
Dlatego częściej ostatnio siedziałem w Iluzjonie.

Ale ze współczesnego kina to widziałem ostatnio:
Walc z Baszirem/Vals im Bashir
Piękna animacja o próbie odnalezienia wspomnień z wojny. Właściwie animacyjny dokument.
Film zapodawany jest przez prawie cały czas trwania na takich zwolnionych obrotach. Przyspiesza dopiero przy masakrze w Sabra i Shatila i kończy się autentycznymi zdjęciami z miejsca tych tragicznych wydarzeń.
Po tym wszystkim na myśl przyszły mi dwie rzeczy:
1. Jak Żydzi mogą bez skrępowania mówić o Holocauście skoro sami wspierają niemalże identyczne działania?
2. Jak niedaleko odeszliśmy od zwierząt? A może żeby ich nie obrażać, jak blisko, mimo całej cywilizacji, jesteśmy pierwotnych instynktów?

Ocena 5/5


Antychryst/Antichrist
Chyba pierwszy raz w historii mojego chadzania do kina zobaczyłem widzów wychodzących w trakcie seansu. Ale nie bo zadzwonił telefon czy siusiu zadzwoniło czy po prostu się znudził.
Na nowym dziele von Triera byłem świadkiem demonstracji podobnej tej w Cannes. Tyle, że obyło się bez gwizdów.
10 osób zaczęło oglądać film, do końca wytrwały 3.


Mnie film w niektórych momentach zniesmaczył, o co dość trudno. Mimo, że widziałem na co idę.
W niektórych momentach... nie wiedziałem co myśleć i po wyjściu z kina tak mi już zostało.
Poza piękną sceną Prologu i zdjęciami zdobywcy Oscara, Anthonego Dod Mantlego film... jest... masochistycznie cienki.

Jeśli chcecie się na niego wybrać z waszą partnerką/partnerem i potem macie zamiar wieczorem pobaraszkować to STANOWCZO odradzam. Pójdzie lepiej na... Potwory czy jakaś debilna komedię romantyczną.

Na niewypał twórcy Dogville i Tańcząc w ciemnościach po prostu szkoda kasy.
Chyba że Sky załatwi wam wejście bocznym sektorem

Ocena 2/5 tylko dzięki Prologowi i zdjęciom.


Średnia sezonu 3.8

Re:

-Jeśli chcecie się na niego wybrać z waszą partnerką/partnerem i potem macie zamiar wieczorem pobaraszkować to STANOWCZO odradzam.

Zawsze można baraszkować już na filmie [to sie nazywa wyjście do kina] jak jest nudny - no chyba że z definicji chce się wytrwać do końca,taki el. gry wstępnej.

Atak prywatnie zapytam byłeś na tym filmie z kobietą ?

Re: Re:

Boris napisał(a):
Atak prywatnie zapytam byłeś na tym filmie z kobietą ?
________
Nie ma tak niskich kobiet w Wawie

...

BU HAHA tekst dekady!

Ostatnio

wybrałem się na "Lato Muminków" - jest to zmontowany przez Finów film z odcinków polsko austriackiego serialu animowanego z lat `70/`80 który realizowany był w Se-Ma-Forze techniką półpłaskiej lalki. Sam fil różni się od serialu tym że zrezygnowano z narratora. Miłośnikom Muminków polecam , wierne odwzorowanie książki o tym samym tytule. Z ciekawostek - pojawia się w jednym ujęciu ryjek, który nie występuje w książce .

Bathory (wersja europejska)

-Bathory- czekałam na ten film parę lat, zanim dostałam go na DVD i to tylko dzięki słowackim znajomym. O co założymy się, ze Holyłódzka wersja trafi do nas zaraz po premierze.
Uprzedzam- oceniam "tylko" historię i wykonanie, nie wierność wydarzeniom które po tylu wiekach trudno nam osądzić.
Gdybym miała kręcić film dokładnie tak by wyglądał- 1/3romans+humor*, 1/3 psychologii 1/3 sensacji w historycznej otoczce. Elżbieta nie jest kobietą-demonem, jaką chcieliby ja widzieć widzowie, ale po prostu kobietą, która przegrała jako matka, żona i kochanka. Jedyne czego mogę się czepić to sceny batalistyczne(niech mnie ktoś bardziej obyty w temacie oświeci-naprawdę tak to wyglądało?) i nieszczęsna peruka, jakieś niedokończone nibyafro. Akcja niesztampowa, zaskakująca.

*Kapitalne sceny
"-Musimy, hrabino spłodzić syna
-Wiesz jak to się robi?
-Wujek mi opowiadał"
"Przysięgam, będę kochał tylko kobiety"
I mąż wchodzący przez okno podczas gdy kochanek ucieka drzwiami, mnisi na wrotkach i nieznane przygody Caravaggia- dla tych scen warto obejrzeć.

Jestem legendą

obejrzałem wczoraj ten film. Książki nie czytałem, ale mam zamiar, bo wiem, że sporo się różni. Podobał mi się obraz wyludnionego Nowego Jorku (no prawie ), Will Smith jako Neville zagrał dobrze, efekty specjalne (Ludzie Nocy i ich psy) całkiem niezłe.

offtopując

jak zobaczyłem w latescie `Jestem legendą Urthona` to od razu pomyślałem... legendarny zmieniacz avatarów

cóż

jak na razie dotrzymuję chyba słowa, nie? Prędko nie obliczysz ile trwa jedna Urthona

Trzy Królestwa

a.k.a. Czerwony Klif.

John Woo wreszcie zrobił to, na co czekałem od wielu lat - przestał się marnować w Stanach i wrócił do Chin. I od razu wysmarował tam wielki film kostiumowy, ekranizację klasycznego eposu o romansie trzech królestw. Film właśnie dotarł do nas (w wersji skróconej, oryginalna ma 5 godzin i dwie części, ale zachód dostaje okrojoną), a ja właśnie z niego wróciłem.

Krótko: ten film jest EPICKI. I wierzcie mi, mało jest tytułów, które tak bardzo zasługują na to miano, jak ten. Jest po prostu porywający, szczęka opada, batalistyka i jej skala powalają. Lubicie Waleczne Serce? Troję? 300? W dodatku kręcą was, lub przynajmniej nie odrzucają, azjatyckie klimaty? Idźcie na ten film!

Zaznaczam, że Trzy Królestwa to nie wuxia, czyli nie ma tu "latanego" kung fu. Jednakże parę przegiętych akcji ma miejsce, w końcu rzecz opowiada o legendarnych chińskich bohaterach, więc trzeba ich możliwości trochę ubarwić. Mnie się podobało, ale ja ogólnie lubię przegięte akcje xD

Wizualnie to jest niesamowita uczta. Zdjęcia, praca kamery, montaż - perfekcja. Do tego świetne efekty (nie mam pojęcia, co w tym filmie jest komputerowe, a co nie) i naprawdę mocarna muzyka. Widowiskowość poraża wręcz, a wszystko jest zrobione ze smakiem i dbałością o detale. Ogólnie orgazm.

Ale bitwy to nie wszystko... Są też naprawdę klawi bohaterowie, dobrze zarysowani i zagrani. Dużo symboliki, smaczków i detali. Dużo orientu. O tak.

Zastanawiam się, czy to nie najlepsze, co widziałem w tym roku... Nawet mimo Watchmenów. Jeśli wersja cięta jest tak zajebista, to jaka musi być pełna? Dla fanów chińskiego kina pozycja absolutnie obowiązkowa, dla wielbicieli wielkich bitew również.

Wielki powrót mistrza do formy. 9,5/10 i znaczek jakości.

O_o

No proszę, zachęciłeś mnie. Na razie czytałem same mega słabe recenzje i w sumie to odpuściłem sobie już ten film... Ale skoro piszesz to co piszesz to koniecznie muszę zobaczyć Niestety w żadnym kinie we Wrocławiu nie ma :/

Torrenty w ruch! I jak tu nie piracić?

ech, kilka się zebrało

Z serii "nadrabiam zaległości" :
"Apocalypto" - rozczarowałam się. Co prawda wizualnie film jest niesamowity, umiejscowienie akcji w tym właśnie czasie i przestrzeni równie interesujące (schyłek cywilizacji Azteków), ale jednak czegoś mi brakowało. Pozostał pewien niedosyt, ale nie potrafię dokładnie określić czego mi w tym filmie brakuje. Może po "Pasji" spodziewałam się po Gibsonie czegoś innego? Ale sceny końcowe są świetne (kto widział ten wie o co chodzi).

"Underworld. Bunt Lykanów" - dziwnie się ogląda ten film wiedząc z góry co sie stanie z głównymi bohaterami. Ale jakoś go obejrzałam, chociaż przyznaję, że ciężko było, bo historia jest taka sobie. Konwencja kolorystyczna trochę mnie drażniła (podobnie jak niebieskie wybałuszone oczy Wiktora), a wilkołaki ogólnie mi sie nie podobały (najładniejsze wilkołaki były jednak w "Van Helsingu"). Ogólnie film taki sobie.

"Przekręt" - jakoś wcześniej nie miałam okazji by obejrzeć ten film i... nie żałuję. Film jak wiele innych i doprawdy nie wiem dlaczego tak wiele osób uważa go za kultowy. Ok, jest kilka świetnych scen, a rola Brada Pitta jest niezła, ale to nie tłumaczy powodzenia tego filmu i jego "kultowości". Film ot taki sobie, historia pomyłek, omyłek i niezwykłych zbiegów okoliczności. Jednak nadal nie rozumiem dlaczego tak wiele osób zachwyca się tym obrazem. Myślę, że mam chyba inne poczucie humoru niż Guy Ritche.

Nowości:
"Horsemen. Jeźdźcy Apokalipsy" - lubię thrillery w stylu "Siedem". I chociaż żaden z dotychczasowych "posiódemkowych" filmów nie dorównał pierwowzorowi, to "Jeźdźcy Apokalipsy" są temu najbliżsi. Podobał mi się nastrój tego filmu (akcja toczy się w zimowym krajobrazie) i trudne relacje głównego bohatera z jego dziećmi (dwaj synowie, w tym jeden nastolatek). Sam pomysł oparcia serii zbrodni na motywach apokaliptycznych również uważam za udany i interesujący. A zakończenie... No cóż, nie wiem czy nietrudno się domyślić kto jest czwartym jeźdźcem, ponieważ domyśliłam się tego już w połowie filmu początek spoilera (jeśli weźmie się pod uwagę najmniej prawdopodobną postać to mamy mordercę) koniec spoilera Ale film naprawdę mi się podobał.

Klątwa Doliny Węży (Zaklatije Doliny Zmiej)

Nareszcie! Po wielu poszukiwaniach, trudach i znojach udało mi się dorwać to "arcydzieło" polskiej kinematografii z 1987 roku w reżyserii Marka Piestraka. Ten film jest jeszcze gorszy niż to, co można o nim przeczytać w sieci, ale jednocześnie jest tak zły, że aż przezabawny. Dwa słowa o fabule: film na motywach noweli "Hobby dra Travena" Roberta Strattona (pseudonim artystyczny Wiesława Górnickiego - dziennikarza, pisarza i rzecznika rządu PRL w 1981). Francuski pilot wojskowy mjr Bernard Traven (Roman Wilhelmi, która gra z tak poważną miną jakby to była ekranizacja sztuki Shakespeare`a)podczas wojny w Indochinach znajduje w buddyjskim klasztorze tajemniczy manuskrypt. Po latach kontaktuje się z prof. Janem Tarnasem (Krzysztof Kolberger), polskim specjalistą od orientalistyki. Razem wyruszają do Wietnamu, a w ekspedycji towarzyszy im dziennikarka France Soir (Ewa Sałacka zajmująca się w tym filmie przeraźliwym wrzeszczeniem i pomykaniem po dżungli w zamszowych kozaczkach).Po piętach depcze im tajna organizacja. Reszty nie zdradzę. Film jest koprodukcją PRL, Estońskiej SRR i Socjalistycznej Republiki Wietnamu, ale nawet współpraca trzech krajów nie pomogła Piestrakowi (a starał się, to widać)w stworzeniu przyzwoitego obrazu. Dialogi są sztuczne i w dużej mierze mocno koślawe (scenariusz oprócz Piestraka i jego współpracownika Władimira Wałuckiego pisał też Wojciech Niżyński). Aktorzy drugoplanowi nawet nie ukrywają, że nie chce im się grać. Co ciekawe Pietrak obsadził tu Sergieja Destnickiego, Zbigniewa Lesienia i Igora Przegrodzkiego czyli (kolejno) Pirxa, Caldera i McGuirra ze swojego wcześniejszego "Testu pilota Pirxa". Część zdjęć powstawała w Paryżu, więc jest tu kilka zupełnie niepotrzebnych ujęć ulic miasta, coby obywatele PRL doby drugiego etapu reformy mogli napatrzeć się na dobrobyt Zachodu. Efe...defekty specjalne wywołują wybuch śmiechu za każdym razem, gdy zostaną użytepoczątek spoilera zwłaszcza smokopodobny potwór - khuman i pochłonięcie samolotu przez czarną dziurę koniec spoilera. Są żałosne nawet jak na standardy kinematografii demoludów sprzed 22 lat. Wystarczy dorzucić do tego koszmarną (naprawdę koszmarną) ścieżkę dźwiękową autorstwa Svena Grunberga i oto dopełnia się obraz klęski. Klęski, która jest w pewnej mierze sukcesem, ponieważ ten film bawi jak mało która komedia. To arcydzieło kiczu. Niemniej przyswojenie tego filmu i czerpanie radości z jego nieudolności ułatwia dostarczanie do organizmu płynnych procentów w trakcie seansu. Po seansie nic już nie będzie dla mnie takie samo. Film na swój sposób kultowy.

ostatnio oglądane #6

Uuu kiedy ostatnio byłem na czymś świeżym

Wrogowie publiczni/Public Enemies
Powiem szczerze, że na ten film napalałem się najbardziej w tym roku. Pomijając oczywiście QT.
Niestety nie spełnił pokładanych oczekiwań.

Reżyser Michael Mann (którego cenię za Zakładnika, Alego czy Gorączkę) ma nieciekawą mentalność marnowania taśmy. Wg mnie 120 minut seansu wystarczy w zupełności żeby pokazać wszystko co ma być pokazane.
Wszystkie dłuższe filmy da się na bank skrócić i nie stracą nic ze swojej mocy. Co prawy wypadają z tego nieliczne perełki, ale wyjątek potwierdza regułę.

Filmy MM są fajne, ale najczęściej za długie. Za długie poprzez wstawiane sceny, które nijak nie budują napięcia czy przedstawiają głównego bohatera/wątek. Tak jest i w tym wypadku. 140 minut to długo. Za długo. A wystarczyło obejrzeć kapitalną "Road to Perdition".

Czekając na premierę poczytałem sobie trochę http://en.wikipedia.org/wiki/John_Dillinger. Piękny życiorys Jeden z chyba ostatnich takich typów nawiązujących do band Dzikiego Zachodu.
Kumpel po fachu ekipy Hole in the Wall czy Daltonów. Jesse James i Bill Doolin byliby dumni, zwłaszcza z bezczelności i opanowania
MM oddał go bez zmyślania czy dostosowywania do własnych potrzeb. Dzięki bogu, chociaż scena z wizytą w biurze FBI...

Johnny Depp gra nieźle. Nie jest to mistrzostwo może, ale pasuje do roli.
Christian Bale taa... robią z niego charakterystycznego niestety. Twardziel, stalowe spojrzenie. Agent Purvis ok
Marion Cotillard jako Billie Frechette. No miał tą dupeczkę, ale właśnie ich sceny należałoby wyciąć. W większości niestety.
Reszta ujdzie w tłoku, może poza fenomenalnym Billym Crudupem jako J.E. Hooverem. Prawdziwy skurw*

Dwie rzeczy u MM zasługują na pochwałkę: przedstawienie ówczesnych Stanów, z muzyką i klimatem (w końcu ktoś zrobił dobrego Franka Nittiego) i akcja. Napady na bank, ucieczki, obławy. Świetna praca kamer, dynamizm. Pierwszorzędny warsztat.

Niestety brakuje tu tego czegoś. Co robiłoby wrażenie, co dawałoby szanse na Oscara. Szkoda.
Oceniam na 4.5/5 mimo wszystko.
Średnia sezonowa 3.8


P.S. Pora się wybrać na jakiś horror bo się posypało. Jak to latem, ciekawe czemu

Re: ostatnio oglądane #6

Widziałem ostatnio Wrogów publicznych. W sumie to przypadkiem - padał deszcz, nie było co robić, to poszedłem do kina. Trafiło akurat na PE. Nie był to dobry wybór .
Pewnie nie jestem koneserem ambitnego kina, ale ten film raczej do takowego nie aspirował. A nudziłem się na nim niesamowicie. Fabuła przewidywalna od początku do końca (rozumiem, że niby na faktach, ale mimo wszystko chyba nie o to chodzi). Trudno powiedzieć, że film jest przegadany, ale mimo to przesadnie wiele się tam nie dzieje. Kompletnie od czapy wrzucony wątek miłosny, z dialogami na poziomie taniego romansu. Nie zachwycający niczym szczególnym Depp i sprawiający wrażenie nieco tępego Bale (może takie było zamierzenie, nie wnikam) nie ratują filmu. Tak samo zresztą jak kilka niezłych scen (vide "konferencja" Dillingera w więzieniu, napad na bank).
Ogólnie rzecz biorąc nie polecam osobom nie do końca (jak ja) chwytającym klimaty tamtych lat. Ten film raczej ich nie przekona.

Vlad Tepes

obejrzałem właśnie film historyczny prod. rumuńskiej o tym właśnie przywódcy, Vladzie Draculi, zwanym Palownikiem. Mimo że ma już sporo lat, nie jest filmem, który nie wytrzymał próby czasu. Vlad przedstawiony jest jako dzielny władca, walczący z niechętnymi mu bojarami, a także turecką inwazją, sprawiedliwy, ale i okrutny kiedy trzeba. Choć mamy tam pokazane ciała na palach, ani razu nie przedstawiono egzekucji. Stefan Sileanu w roli Draculi jest bardzo dobry i przekonujący. Reszta aktorów również gra dobrze.
Niektórym może wydać się przegadany, bo taka w sumie prawda, więcej mówią o polityce, intrygi bojarów są przedstawione niż samych jakichś akcji bitewnych (jest jedna bitwa, i to w nocy ). Ale jak kogoś to nie zraża, a interesuje się historią, to film jest godny polecenia.

ostatnio oglądane #7

Kurcze, mam pecha w tym sezonie. Wybieram bowiem filmy, które zamiast być fajne są kiszkami.

Udręczeni/The Haunting in Connecticut
Na faktach podobno historia. Akurat to nie dodaje żadnych emocji, widziałem gorsze rzeczy w X-files
Horror letni.
Wybrałem się na niego bo pamiętałem, że zwiastuny mnie przestraszyły Tak to u mnie jest z tym gatunkiem, że "boję się" przez cały seans przy dobrym filmie. A im jest gorszy, tym wcześniej budzi u mnie politowanie albo śmiech.
Nie wiem jak dla was, ale dla mnie spanikowana spierd* po domu ekipa, wrzeszcząca w niebogłosy bywa nad podziw zabawna

Fabuły nie będę opisywał, każdy se znajdzie. Trochę ?zombie? jest, ale fanom nie polecam. Ogólnie historia mogłaby być zekranizowana mocniej, a tak "muka" w kinie pojawia się raz czy dwa kiedy duch-truposz ląduje przed twarzą albo z plecami bohatera.

Jeśli porównywać dział o nawiedzonych domach to Udręczeni mają się tak do Horror Amityville jak Wisła do Levadii
Czyli baaardzo kiepściutko.

Jedyny plus to rola Eliasa Koteasa jako wielebnego. I czasami muzyka.

Smutna ocena 2.5/5


Brüno
Czyli kolejne kinowe wcielenie Sachy Barona Cohena.
Cóż mogę powiedzieć... polewka ze świata mody, showbiznesu i gejowskich klimatów okraszona (ty wymienię już szczyty) tańczącym penisem, imprezką swingersów czy domowym (współ)życiem.

Zajebiście słabo. Przy Boracie - dno. Ile można rechotać z homoseksualizmu czy ze sposobów bycia "gwiazdą" lub procesów przeistaczania się w nią?

Tak naprawdę Cohen był kapitalny i świeży w Da Ali G Show. Jako Ali G wymiatał. Potem była (i jest) gorsza bądź lepsza wtórność. Trochę szkoda.

Na wytknięcie palcem kolejny raz zasługują napisy. Zarówno "boratowe" jak i teraz robił chyba uczniak z gimnazjum. Plz, ale do tego stylu mówienia, slangu to trzeba trochę się przygotować i pogrzebać w słownikach, pogadać z lektorami czy "nativami".

A czy coś mnie rozbawiło? Tak, 2 sceny na maksa: występ Brüna w talk-show po tym jak ściągnął sobie afrykańskie dziecko w paczce za iPoda
What`s the baby`s name?
I gave him like a traditional African name: O.J.


I rozmowy z "gay converterem"
Ten mu nawija o Dżizusie, o tym że z homo wyprowadzi go towarzystwo kobiet, a Brün mu na to że ma zajebiste wargi-obciągary
Wyraz twarzy "convertera" - bezcenny

I to tyle. Właściwie film mógłbym jeszcze zjechać bo jest kiepski, ale rozwalił mnie na łopatki ostatnia scena, końcowy song.
Bruno "Dove Of Peace"
feat. (i teraz trzymajcie się)
Bono
Sting
Elton John
Chris Martin
czwarta gitara świata Slash
i największy wymiot i madafaka zespołu Snoop Dogg

Ten utwór po prostu niszczy. Mam go na mp3 i w komórce.
http://www.youtube.com/watch?v=pyTEI8gFwwc
Nagranie z polskim napisami
http://www.youtube.com/watch?v=9IcdSf6pvLE

Ey yo Brüno, where the bitches at?

Za ten utwór dam 3/5


Średnia sezonu mi dołuje
3.7

Re: ostatnio oglądane #7

Lord Bart napisał:
Ten mu nawija o Dżizusie, o tym że z homo wyprowadzi go towarzystwo kobiet, a Brün mu na to że ma zajebiste wargi-obciągary
Wyraz twarzy "convertera" - bezcenny

________

Co prawda film nie jest wart moich 14 zł na bilet (u nas go nie ma i musiałbym iść gdzieś indziej), ale dla teJ sceny i sceny z iPodem go ściągnę i zobaczę

co

tak ciężko iść do konkurencji?

Ale może akurat to lepiej pobrać...

LOL

The Haunting in Connecticut ... byłeś w kinie?? No to współczuję z całego serca

kurde, oglądam całą masę kiepskich horrorów, ale ten się wybija ponad miarę... tak miernego filmu nie widziałem dawno. Zero napięcia, klimat jak w Gotowych an wszytko (czyli na horror no ee nie bardzo ), ten film jest po prostu tragicznie przeciętny - ani na tyle dobry żeby wciągnął, ani na tyle kiepski żeby się można było pośmiać.

Nie wiem no, jakoś mi potwornie pod skórę zaszło to "dizeło", odradzam je każdemu i pluję jadem gdzie tylko o nim słyszę ;P

"Public Enemies" (2009) i "Dillinger" (1973)

Podobnie jak Bart muszę przyznać, że na "Wrogów publicznych" czekałem najbardziej spośród wakacyjnych premier. Michaela Manna bardzo cenię (aczkolwiek jego ostatnie dokonanie, czyli zbędny autoremake "Miami Vice" wolę zapomniec). Starałem się kanalizować oczekiwania i nie śledzić doniesień, odpuścić oglądanie trailerów.Nie liczyłem na nową "Gorączkę" w klimacie lat 30., ale na solidny film o John`ie Herbercie Dillingerze i pozostałych public enemies. Nie zawiodłem się, ale pozostał niedosyt. Nie dziwię się, że scenarzyści skupili się na postaci Dillingerza, bo to figura fascynująca i nietuzinkowa, ale szkoda, że po pozostałych się prześlizgnęli. Johnny Depp wypada jako Dillinger - Robin Hood (stylizacja ewidentna)doskonale i generalnie na jego występie opiera się cały ten film. Christian Bale może mieć powody do niezadowolenia, bo nie dość, że wpadka w szufladkę, to dodatkowo kolejny raz jego co-star kradnie mu film. Jego Purvis jest mocno nijaki i nie przykuwa uwagi. Marion Cotillard jako Billie Frechette też nie błyszczy (poza sceną przesłuchania) i generalnie jej występ jest na poziomie jej ról w serii "Taxi" (dodatkowo ciągle się szczerzy). Błyszczy Billy Crudup jako J.Edgar Hoover (dla mnie to najlepiej zagrana rola po Dillingerze w tym obrazie).Szkoda, że Mann nie zdecydował się rozbudować postaci pozostałych wrogów publicznych, bo miał do wykorzystania świetnych aktorów: Stephena "This is England" Grahama jako "Babyface" Nelsona i Giovanniego Ribisi jako Alvina Karpisa. Przed seansem oglądałem show Davida Lettermana, gdzie gościem był Depp, padło tam stwierdzenie, że "ogień wylotowy z karabinów robi wrażenie". Zgadzam się, wszelkie strzelaniny są zrealizowane z wielkim pietyzmem, zwłaszcza ta w Little Bohemia Lodge.Co nie zagrało? Zdjęcia "z ręki" Dante Spinottiego są po pewnym czasie bardzo irytujące (w żadnym filmie taki sposób filmowania mnie nie zmęczył jak tu), zabrakło mi też głębszego spojrzenia na źródła nienawiści Amerykanów do banków wynikającej z Wielkiego Kryzysu. Muszę jednak przyznać, że klimat lat 30. oddano w tym filmie doskonale, a ścieżka dźwiękowa jest przednia ("Ten Million Slaves" Otisa Taylora słucham cały czas). Podsumowując: ta romantyczna wersja opowieści o Dillingerze to naprawdę całkiem udany obraz, który jednak nie jest do końca tym, co chciałem zobaczyć. Niemniej skłonił mnie do sięgnięcia po książkę Briana Borrough`sa, na kanwie której powstał scenariusz - to naprawdę ciekawy wycinek historii USA.

Dla porównania zapuściłem dziś sobie "Dillingerza" z 1973 w reżyserii Johna Miliusa (twórcy pierwszego "Conana" i "Red Dawn" - jednego z moich ulubionych filmów okresu wczesnej podstawówki), który odbrązawia postać Dillingerza. Wroga publicznego #1 gra tu Warren Oates (znany z "Przynieście mi głowę Alfredo Garcii" Peckinpaha; fizycznie bardziej podobny do Dillingerza niż Depp), zaś Purvisa Ben Johnson (agent FBI jest narratorem tego filmu). Generalnie mamy tu do czynienia z pierwszorzędnym kinem klasy B, gdzie braki w budżecie nadrabia się pomysłowością (nie ma kasy na pokazanie napadów na banki? no problem, wrzucimy szybki montaż zdjęć, archiwaliów i wycinków z gazet). Istotnie Dillingera trudniej tu lubić, niż u Manna - jest brutalniejszy, bardziej bezwględny, zaś jego związek z Billie Frechette ukazany jest nieco mniej romantycznie. Niemniej znalazło się tu miejsce na głębsze spenetrowanie osobowości Dillingera czego zabrakło we "Wrogach publicznych". Purvis jest tu z kolei bezwzględnym i twardym stróżem prawa z zasadami i...też trudno go polubić. Błyszczy tu zwłaszcza Richard Dreyfuss (w okresie zaraz po "American Graffiti" a przed "Jaws") jako "Babyface" Nelson - udanie oddał na ekranie jego psychopatyczną naturę. Konkludując obraz wart obejrzenia, jednak cierpi na typowe wady kina B-klasowego lat 70. (szczególnie dokucza zbyt wolna narracja). Generalnie nie wiem jeszcze, do której filmowej wersji wydarzeń się skłaniać,teraz czas na książkę.

"Wrogowie publiczni" 7/10
"Dillinger" 5/10

Dwa filmy

dzisiaj widziałem. Pierwszy to fantasy w reżyserii słynnego Uwe Bolla pt. "W imię króla", będący ekranizacją gry "Dungeon Siege". Fabuła opowiada historię mężczyzny zwanego Farmerem. Żyje on sobie spokojnie z żoną i synem, kiedy na królestwo napadają okrutni wojownicy zwani Krugami.
Jak zwykle u Bolla wielkie nazwiska aktorskie (np. Jason Statham, Burt Reynolds czy Ray Liotta). Cóż, film się nieco dłuży, ale nie jest taki słaby. W pewnych momentach przypomina Władcę Pierścieni (szczególnie ten szturm Krugów w nocy, którzy kojarzy się z Dwoma Wieżami i oblężeniem Helmowego Jaru), ale w sumie da się obejrzeć.


Drugi film to "Asterix na Olimpiadzie" na podstawie komiksu o Gallach. Niestety wspólny ma tylko wątek igrzysk olimpijskich. Ogólnie jest nudny, rzadko się można uśmiechnąć (choć dubbing daje radę) z gagów i dowcipów jak w przypadku "Misji Kleopatra". Ale ma nawiązanie do SW

Uwe Boll

Również widziałem ten film(słaby) , ale ten reżyser będzie miał już chyba na stałe przyczepione - jezeli chcesz dobrego gniota to zglos sie do Uwe Bolla.
Ostatnio slyszalem , ze zglosil sie do rezyserii jakiegos filmu(nie pamietam nazwy) , ale odmowili mu , więc coś w nim jest...

Uwe Boll

no to jest pan, co do którego jestem, możnaby powiedzieć w temacie. Mam wszystkie jego filmy, widziałem ok. połowę - takie dziełka trzeba sobie dawkować

ostatnio widziałem Far Cry`a. No... ciekawa... eee... interpretacja.

tak czy siak, nikt mi nie wmówi że Boll robi same kiepskie filmy: zobaczcie Postala. Mega dawka śmiechu.

ostatnio oglądane #8

Cóż... szedłem do kina z duszą na ramieniu bo ostatnie moje wybory wypadały raczej średnio. Tym bardziej, że trafiłem na komedię z okresu wakacyjnego.
No, ale któryś z redaktorów dał jej w Co Jest Grane 4/6*.
Filmweb 8/10 średnio.

Mowa o Kac Vegas/The Hangover

Oczywiście, polski tytuł jak zwykle bardzo udany. Za to tłumaczenie - bardzo, bardzo dobre. Robili je inni ludzie czy może bardziej się przyłożyli.

W każdym bądź razie z zapowiedzi wynika, że mamy standardową scenkę - wieczór kawalerski, potem kac-gigant (czyli dokładnie The Hangover, nic więcej, nic mniej) no i próba przewinięcia taśmy z jednoczesnym naprawianiem błędów/uciekaniem/itd.
Jeśli zatem ktoś spodziewa się żenady w stylu "Stary, gdzie moja bryka?" to... bardzo się zawiedzie.

Film, a właściwie scenariusz, a właściwie zbiór scen wyciąga z owego standarcika wszystko co najlepsze. Do tego czwórka bohaterów (no dobra trójka w większości + dziecko przez chwilę ), których grają raczej mało znani większości aktorzy. A odgrywają napisane im role świetnie.
Doug - pan młody, który wżenia się w przyfor$iastę rodzinę, ale znika po wieczorze kawalerskim.
Phil - najlepszy kumpel, nauczyciel, żonaty z całkiem spoko babeczką, ale o duszy nastolatka
Stu - dentysta (nie MD ) pantoflarz-ściemniacz
Alan - przyszły szwagier, lekki miks RainMana, zboczesa i amerykańskiego przygłupa

Naprawdę warto zobaczyć co wyczyniają w Vegas.
Właśnie.
Pieprzone Las Vegas. Boże, kiedy ogląda się ten film to chce się tam raz pojechać, zachlać mordę, rzucić sztona w kasynie, przelecieć striptizerkę (albo ożenić albo i to i to ) i umrzeć...
Cudne miasto, którego klimat oddaje najlepiej scena zachodu słońca u uruchomienia magii LV w rytmach "Yeah!" Usher`a.

W ogóle ścieżka dźwiękowa tego filmu jest prze-ka-pi-tal-na.
It`s Now Or Never by El Vez
Take It Off by The Donnas
Can’t Tell Me Nothing by Kanye West
Live Your Life by T.I.
Who Let The Dogs Out by Baha Men
Fever by The Cramps
In The Air Tonight by Phil Collins
Ride The Sky II by Revolution Mother
Right Round by Flo Rida

Niestety większości tych utworów nie znajdziecie na oficjalnym soundtrack`u http://www.amazon.com/gp/product/B002B2W0VW/ref=dm_sp_alb
A szkoda, bo muza + LV po prostu niszczy.

Niszczą również sceny jak motyw z M. Tysonem i tygrysem czy wizyta na komisariacie. + masa dialogów w tym powtarzane wielokrotnie moje ulubione amerykańskie powiedzonko
What the fuck is going on?

Podsumowując: idźcie śmiało i bawcie się dobrze. I pamiętajcie: (...) what happens in Vegas stays, in Vegas... Except herpes, that shit will come back with you.


Ocena 4.5/5
Średnia sezonowa 3.7

I niech ktoś jeszcze rozwiąże zagadkę kury



P.S. W Kinotece zawiesili plakat Inglourious Basterds
http://joliepittfan.files.wordpress.com/2009/07/inglourious-poster.jpg
Zastanawiam się teraz jak go zdobyć bo jest za*****sty ~~~~

Hmm

Na "Kac Vegas" byłem również. Muszę przyznać że miałem lekkie obawy, lecz niepotrzebne. bo film miażdży.

Najfajniejsze teksty:

-Rozdawali pierścionki w czasie Holocaustu?

-Czy to prawdziwy pałac Cezara?

Jakiś czas...

... temu widziałem po raz pierwszy Pułkownika Kwiatkowskiego, polską... komedię? Ze świetną moim zdaniem rolą Kondrata w każdym razie. Opowieść o lekarzu wojskowym, któremu w pierwszych dniach `odrodzonej` Polski udało się wystrychnąć na dutka cały UB. Prawie. Film podobno oparty na wydarzeniach autentycznych. Cóż, nie wyobrażam sobie, jakie jaja trzeba mieć, żeby wykręcić taki numer. Tak, czy inaczej, polecam.

Trochę później można było zobaczyć na Polsacie Alamo, film raczej kiepski, aż do bólu amerykański, z powiewającymi stars`n`stripes w tle. Ale z całkiem niezłą sceną śmierci Davy`ego Crocketta. Trzeba ją będzie kiedyś wykorzystać .

"Westworld" ("Świat Dzikiego Zachodu") i "The Omega Man" ("Człowiek omega")

Dzięki telewizji TCM miałem sposobność obejrzeć te klasyki kina sci-fi z lat 70.

"Westworld" to film z roku 1973 napisany i wyreżyserowany przez nieżyjącego już Michaela Crichtona. Niedaleka przyszłość, firma Delos oferuje wakacje życia - ośrodek wypoczynkowy, gdzie wczasowicze mogą spędzić urlop w pieczołowicie oddanych realiach Cesarstwa Rzymskiego, średniowiecznej Europy i tytułowego Dzikiego Zachodu, robić co im się żywnie podoba w tym też zabijać.. roboty naśladujące innych ludzi. Wszystko absolutnie bezpiecznie...do czasu. Gdy do Delos przybywają dwaj kumple (Richard Benjamin i James Brolin), wszystko nawala, a ich zaczyna prześladować jeden ze sztucznych kowbojów - Gunslinger (Yul Brynner ucharakteryzowany na Chrisa Adamsa, jego bohatera z "Siedmiu wspaniałych"). Mimo, iż dziś film już nieco trąci myszką, nadal ogląda się go z zapartym tchem (zwłaszcza ostatnie pół godziny trzyma w napięciu). Brynner jest tu fenomenalny (Gunslinger to w moim odczuciu oczywista inspiracja dla "Terminatora"). Warto "Westworld" zobaczyć nie tylko dla ciekawego scenariusza (to w końcu czasy narodzin technothrillera), ale także dla podziwiania pierwszego w historii kina wykorzystania dwuwymiarowych CGI.

"The Omega Man" to zrealizowana przez Borisa Sagala w roku 1971 druga (z czterech dotychczas powstałych) ekranizacja powieści Richarda Mathesona "Jestem legendą". Rok 1977. Po wojnie biologicznej między ChRL i ZSRR, która wywołała światową zarazę, płk dr Robert Neville (Charlton Heston)jest - w swym mniemaniu - ostatnim żyjącym człowiekiem na świecie. Dnie spędza na przeczesywaniu opuszczonego Los Angeles, zaś noce na walce z Rodziną, grupą "zwampiryzowanych" ofiar choroby, którym przewodzi były dziennikarz TV. Pewnego dnia rutyna Neville`a zostaje zakłócona. Generalnie film jest widowiskiem słabym i nieudanym, nawet biorąc pod uwagę standardy kina s-f z wczesnych lat 70. Obraz się dłuży, napięcia w nim za grosz, zaś Heston swą grą przyprawia o ból zębów (jest przeraźliwie drewniany, gra z jednym grymasem na twarzy i wygląda jakby chciał uciec z planu). Dodatkowo członkowie Rodziny zamiast przerażać, wywołują jedynie uśmiech politowania. Ścieżka dźwiękowa autorstwa Rona Grainera (stworzył motyw przewodni do "Dr Who") jest straszliwie natarczywa i dodatkowo brzmi jak gorsza wersja (świetnego) score`a tegoż pana do kultowego serialu "The Prisoner" (albo tylko mi się tak wydaje, nie wiem). Wrażenie robią jedynie obrazy opuszczonego Miasta Aniołów. Jeśli idzie o s-f to wolę pamiętać Hestona z pierwszej "Planety małp" i "Soylent Green" niż z "Człowieka omegi" (ale za to jakimi wozami się w tym filmie rozbijał po opuszczonym LA : Ford XL i - przede wszystkim - Mustang z `70...mmmmm...piękne).

...

Soylent green is people!!!

Przed chwilą...

... na TVNie skończył się Pierścień Nibelungów. Z tego, co widziałem, to film nie zbierał najlepszych recenzji, ale mi się podobał. Jest to interesująca interpretacja mitu o Sigurdzie i złocie Fafnira. Obrazowi udało się uniknąć tej częstej wsród produkcji fantasy plastikowości i przeraźliwej sztuczności dialogów. Blasku dodaje Kristanna Loken w roli Brunhildy, o urodzie zaprawdę godnej walkirii . Jakby ktoś miał kiedyś okazję zobaczyć, to polecam.

Widziałem

bodaj w zeszłym roku, teraz to rerun był. Bardzo mi się podobało, a to w sumie nie tak częste przy telewizyjnym fantasy. Ogólnie też jak najbardziej polecam.

Kroniki Riddicka

skoro o fantastyce, to ten film się nadaje XDD. Już jest trochę stary <chyba 2004> ale bardzo mi się spodobał i chętnie go oglądam ;DD

Re: Kroniki Riddicka

Liska2009 napisał(a):
skoro o fantastyce, to ten film się nadaje XDD. Już jest trochę stary <chyba 2004>


Poczułem się staro.

...

podaj mi nocnik, bo nie dojdę do kibla bez jakiegoś wypadku... :|

--------->>>

Gdzie jest moja sztuczna szczęka?

Honey

czyli przypadkowo tv był włączony i kątem oka gapiłem się na jakieś wygibasy w rytmie h-h/r&b.

Takie filmy to tragedia, ale ten miał jeden plus mianowicie Jessica Alba. Ciekawy to rodzaj aktorstwa kiedy lepiej nic nie mówić a tylko się gibać... słodziutka girl next door. Ta...

O czym to ja... ano film był tragiczny, muzyka jeno dobra. Missy Elliott, Sean Paul, Nate Dogg, Tweet. Jak ktoś lubi to posłuchać to się nie zawiedzie.

Chyba tyle. BTW ile można robić programów o tańcu bądź z tańcem związanych... nawet fenomen BB w końcu się wypalił.

World War II Behind Closed Doors

Był na "jedynce" pierwszy odcinek. Jak zwykle świetna robota BBC. Jak ktoś jest zainteresowany kupnem to:
http://wyborcza.pl/1,95792,6945613,II_wojna_swiatowa_za_zamknietymi_drzwiami__VCD.html

Ja zbiorę wszystko i wtedy zrobię sobie maratonik.

Re:

Też oglądałem i muszę się zgodzić - zaiste świetna robota. Seriale dokumentalne BBC (zwłaszcza te o II wojnie światowej) to klasa światowa (jeżeli nie klasa sama dla siebie), ten zaś reżyserował Laurence Rees (doskonały znawca tematu, od lektury monumentalnego "Auschwitz. Naziści i >>Ostateczne rozwiązanie<<" jego pióra nie mogłem się oderwać). Też mam zamiar się zaopatrzyć i liczę, że mój kioskarz odłoży dla mnie płyty w ramach prenumeraty teczkowej "Gazety Wyborczej"

"Tobruk" (2008)

Nasi południowi sąsiedzi przyzwyczaili, że jeśli chodzi o współczesne kino gatunkowe(oraz gry komputerowe i piwo) wyprzedają nas o całą długość stadionu. Ostatnio miałem okazję obejrzeć koprodukcję czesko - słowacką "Tobruk" Vaclava Marhoula i muszę stwierdzić, że chyba jeszcze jakiś czas ciężko będzie polskiej kinematografii nadrobić ten dystans. Obraz, który narobił sporo zamieszania nad Wełtawą i Dunajem (dwie nagrody Cesky Lev 2008 za muzykę Richarda Horowitza i dźwięk)opowiada historię Czechosłowaków broniących Tobruku przed siłami włoskimi i Deutsche Afrika Korps w 1941 roku. Głównymi bohaterami filmu są Żyd, który uciekł z Protektoratu Czech i Moraw przed pogromem i syn kolaborującego z Niemcami fabrykanta. Ten dramat (bo bardziej chodzi tu o ludzkie emocje i zachowania, niż o batalistykę) dużo czerpie z "FMJ" Kubricka czy całkiem świeżej jeszcze "9. kompanii" Bondarczuka, głównie w konstrukcji fabuły (najpierw gnojenie na szkoleniu, potem na front). Scenariusz może za odkrywczy nie jest, ale w sposób zadowalający ukazuje różne (nie zawsze szlachetne) postawy ludzi ograbionych z państwa i bijących się daleko od domu o "piasek" (cytując jednego z bohaterów). Zdjęcia są znakomite, muzyka zaś nienatarczywie podkreśla akcję. Znalazło się też miejsce na całkiem przyzwoite CGI. Wady to to głównie kilka dłużyzn oraz pewna trudność w zżyciu się z bohaterami, bowiem poza głównymi postaciami, są oni raczej wykreowani stereotypowo. Jest też polski akcent, który cieszy (bo pokazuje, że konsultanci historyczni nie spali), a mianowicie wspominana jest SBSK i pojawia się polski podporucznik artylerii, pijący spirytus "za śmierć wszystkich nazistów" (gra go Jan "Tulipan" Monczka). Dbałość o szczegóły (mundury, broń etc.) jest w tym filmie w ogóle spora (wypatrzyłem nawet napis "Kilroy was here" na ścianie bunkra). Pomimo wad i pewnego braku oryginalności "Tobruk" ogląda się z rosnącym zainteresowaniem. Solidny obraz, ale w kategorii "czeski film o losach Czechów podczas II wś" lepiej, moim zdaniem, wypada "Ciemnoniebieski świat" Sveraka (polecam). 7/10

Na koniec najlepszy IMO dialog z filmu:
- Jan, a ty co i komu zostawiasz w spadku?
- Nic.
- ???
- Nie zamierzam zginać.

Sorry za podwójny post,, skleroza.

Film ten można podsumować, parafrazując anglojęzyczny tytuł (genialnej) powieści Ericha Marii Remarque`a - "All Quiet on North African Front".

kilka filmów

1."Jak abić starszą panią" - pierwsza i najlepsza wersja filmu ze wspaniałą rolą A. Guinessa. Uwielbiam stare angielskie komedie, z czarnym humorem Dla każdego fana klasyki filmowej i czarnych komedii

2. "Strażnicy" - nareszcie obejrzałam ten film (akurat jak był grany w kinach, byłam we Włoszech, a tam, niestety, puszcza sie tylko filmy z dubbingiem). Przed obejrzeniem przeczytałam komiks, który bardzo mi się podobał i ciekawa byłam filmu. Nie zawiodłam się. To chyba jedna z najlepszych ekranizacji komiksu, pomimo tego, że nieco zmieniono zakończenie. Aktorzy genialni (szczególnie Rorschach) i generalnie niebanalny film.

3. "Sharpe`s Rifles" - wreszcie udało mi się zdobyć wszystkie części przygód Richarda Sharpe`a. Dla niewiedzących o co loto - Richard Sharpe to postać stworzona przez B. Cornwella (w Polsce można kupić trzy powieści z cyklu, kolejne w planie). Sharpe jest żołnierzem w brytyjskiej armii w okresie wojen z Napoleonem i dzięki swojej odwadze (i szczęściu) awansuje w hierarchii wojskowej. pochodzenie ma "chamskie", więc będąc oficerem ma podwójny problem - oficerowie będący dżentelmenami nie trawią go, a podwładni będący takimi jak on "chamami" nie cierpią go, bo jest oficerem... To tak w skrócie. Filmy są niezłe. No dobra, nie jestem tu do końca obiektywna, bo tytułową rolę gra tu mój naj, naj, najulubieńszy aktor, Sean Bean (mmmmhmmm). Ale kto obejrzy Sharpe`a z innego powodu, powinien być zadowolony

a

ja oglądałem
W sieci kłamstw (Body of Lies)
Zapowiedź (knowing)
Ten 1 zajefajny :> a ten drugi pod koniec chociaż ma zajeb**** efekty specjalne jest dziwny ;p

Trochę Coco, nic z Chanel

Coco Chanel

Reżyser powinien się wstydzić.
Historię jednej z najbardziej ekscentrycznych kobiet XX wieku, reformatorki mody i skandalistki można upchnąć w trójkącik miłosny, trzy sceny z ciuchami i dwa kapelusze. Coco i starszy z trójkąta starają się grać, ale nic nie poradzi to na mizerię scenariusza. Mamy trzy świetne sceny
Gabrielle śpiewa w knajpie
Coco mruczy piosenkę na przyjęciu
Ze schodów obserwuje pokaz mody
I półtorej godziny nudy

Wściekłe psy

Pierwszy film Tarantino, i jak na pierwszy to dosyć dobry. Przez większość czasu akcja dzieje się w magazynie, gdzie gangsterzy dywagują na tym kto ich sypnął podczas napadu. Ciekawe są postacie gangsterów, może rozmowa w barze początkowo jest trochę przesadą, bo ile można mówić
o seksie, to takie typowe i się trochę przejadło.

Nie mniej jednak film zaliczam jako udany. Aktorstwo dobre, szkoda że reżyser gra tam tak mało, no ale cóż to jeden z nielicznych minusów tego filmu.

Powrót do przyszłości

Właśnie wczoraj widziałem trzy części "Powrotu do przyszłości", za które zapłaciłem 120 złotych w standardzie DVD. Kupiłem w Geancie, który teraz nazywa się Real, wydanie cztoropłytowe polecam, sporo dodatków i filmy dość klasyczne, dobrze mieć w kolekcji. Jedynym dużym minusem jest to, że obraz jest nie w jedynie słusznym 16:9 a w 2,35:1 jednak nie szkodzi to filmowi na tyle by myslało się o tym cały czas.

Również dopiero przedwczoraj widziałem srebrnoekranową wersję serialu "Ranczo". I muszę powiedzieć, że udaną, nie wiem tylko czy zdobędę gdzieś wydanie na DVD bo na dwóch płytach VCD jakoś mnie nie satysfakcjonuje.

Przyjaciele

W końcu udało mi się obejrzeć wszystko czego nie widziałem, dzięki uprzejmości TVNu

I cóż mogę po tylu latach od końca powiedzieć - mimo, że serial ma wiele niedociągnięć i naciągnięć, że wiele gagów i scenek wieje wtórnością to jednak zawsze chce się obejrzeć następny odcinek. A po 1018 jest tak trochę smutno.

Zastanawiałem się dlaczego właśnie tak? Czy bohaterowie są super? Nie, poza JT i Hugzeyem i Janice of course
Fabuły odcinków? Eeee
Występy gwiazd? Eee... chociaż Bruce Willis czy Danny DeVito byli ok

Wydaje mi się, że cały sekret leży w nietypowej przyjaźni, bliskości zamieszkania i dziwacznym godzinom pracy
Nietypowa przyjaźń - chociaż przykład Joey`a i Chandlera i mieszkających na przeciwko Moniki i Phoebe. Mówię tu o głębokiej, prawdziwej przyjaźni - nie o kumplowaniu się czy formach niższych lub pośrednich.
Tak naprawdę rzadko miewa się przyjaciół w tak dużej liczbie i widzom chyba to się spodobało. Każdy chciałby mieć taką ekipę.

Bliskość zamieszkania - pomijając 10 szczeniackich lat dorastania do dzieci i domów na przedmieściach to przyjaźń może być ciągle żywa i aktywna z racji posiadanych mieszkań. 2 drzwi w drzwi i Rossa, że tak powiem na rzut oka z balkonu
W życiu chyba tak też nie jest i trzeba mieć wiele szczęścia by przyjaciel mieszkał "pod ręką". Kolejny chwyt za serce dla widzów.

Godziny pracy - no to już jest bez jaj. Jakby nie rozłożyć ich zawodów to znajdują o wiele za wiele czasu na wspólne pierdoły czy herbatki w Central Perk...


Czyli jednym słowem serial-utopia. Widać to w ostatniej serii gdy jedni kupują dom, Rachel ma zamiar wyjechać do Paryża itp. Tak właśnie wygląda "normalne" życie a 10 serialowych lat/sezonów to fajna choć nierealna idylla. Za którą tak naprawdę wszyscy tęsknimy.

Do tego dochodzą jeszcze wątki miłosne o których już mi się nie chce rozpisywać. Jedno tylko powiem - Ross i Rachel to motyw tak zjeb* i niemożliwy do pojęcia że szok.
Chociaż nie powiem - gdyby miłość była taka jak w amerykańskich produkcjach to byłby raj na ziemi, bez wojen, głodu i chorób.

Ot i tyle. Friendsów zaliczyłem, pora zbierać kasę na X-f bo wątpię by ktoś pojechał z nimi po całości, a kilkunastu odcinków nie widziałem też

oztadnio oglondane, czyli

Quentin Tarantino powrócił.
Z Inglourious Basterds lub jak kto woli Bękartami Wojny...

Czekałem na ten film długo, długo, długo. Każda premiera Tarantino to dla mnie wielkie wydarzenie. Jak mógłbym opisać IB jednym zdaniem? Nie da się.

Quentin stworzył filmy cudowne i legendarne jak `Pulp Fiction` czy `Reservoir Dogs`.
Filmy bardzo dobre jak `Kill Bill` czy `Grindhouse`.
Pośredni pomiędzy dwoma powyższymi ocenami `Four Rooms` i bardzo średni w kierunku dołującego `Jackie Brown`
`My Best Friend`s Birthday` niestety do dziś nie udało mi się złapać.

Inglourious Basterds... po obejrzeniu jest mi niezmiernie trudno postawić 5, 4, 3+... ten film, kurcze, nie jest Tarantinowski. Tak to odebrałem. Czyli zaskoczony jestem mimo braku wielkich oczekiwań bo poza zarysami fabuły unikałem większości newsów czy spoilerów.

...

Strasznie ciężko mi to pisać bo niesamowicie trudno jest narzekać (chociaż normalnie mam wprawę ) na kogoś kogo postawiło się w roli Boga kinematografii. Kogoś, komu poświęca sie oddzielny ołtarzyk wśród płyt DVD, albumów, płyt z muzyką.

Zacznijmy może od fabuły.
Styl QT jak wspomniałem ubóstwiam. Nić głównego wątku, na którą nawleczone są jak korale poszczególne Chaptery. Niejednokrotnie sam Chapter mógłby być krótkim metrażem albo odcinkiem serialowym.
Tak jest i teraz: nitka to walka z nazistami (oczywiście krzywym okiem Mistrza ) a korale to poszczególne rozdziały przedstawiające nam bohaterów dramatu aż do wielkiego, płomiennego finału.

Tu pojawia się pierwszy problem mianowicie fabuła jako fabuła. Dla mnie jest (po Kill Billu chociażby)... brakuje słowa - bezpłciowa? nijaka? Pomijając naginanie faktów historycznych czy tworzenie rzeczy raczej niemożliwych do zaistnienia to finał gdzie żydowska zemsta ujawnia swoją moc w jęzorach ognia i pociskach MP40 masakrujących twarz Hitlera...

Po prostu strasznie mi się to nie podoba.
Z samych 5 rozdziałów fabularnie najwspanialszym jest 3 - German night in Paris. A reszta? 4 (Operation Kino) i 5 (Revenge of the Giant Face) to finisz do smutnego finału, 1 (Once upon a time... Nazi occupied France) to popis jednego aktora a 2... tytułowi Inglorious Basterds to całkowicie nie to co chciałem zobaczyć.
Oczywiście każdy chapter ma jakieś swoje smaczki, ale wygląda to zupełnie inaczej niż poprzednio.

Zatrzymajmy się na chwilę przy Basterdach.
Co nich wiemy? Amerykanie żydowskiego pochodzenia, którzy tworzą super oddział działający na tyłach niemieckich i siejący trwogę i zemstę jak gdyby wyrwani z Ézéchiela 25:17. Pod dowództwem 2nd Lieutenant in the US Army First Special Service Force Aldo Raine`a z Maynardville w Tennessee.

Zajebiście Tarantinowskie, nieprawdaż? No właśnie. To czemu w rozdziale 2 gdzie można powiedzieć, ze poznajemy Raine`a, Donowitza i Stiglitza nie ma krótkich chociaż hitoryjek o:
Cpl. Wilhelm Wicki
PFC. Utivich
PFC Zimmerman
PFC. Hirschberg
PFC. Omar Ulmer
PFC Andy Kagan
PFC Simon Sakowitz


Czemu też poza odbiciem Donowitza nie ma żadnej akcji Basterdów? Owszem, mamy zdejmowanie skalpów i rzezanie swastyk na czole ale gdzie flaki i krew? Gdzie hektolitry krwi? Urwane kończyny?


Fabuła i Basterdzi. To już dwa wielkie byki, które mogłyby położyć film. Trzecim jest czas trwania.
Jak wiecie dla mnie filmy powyżej 120 min to niepotrzebne dłużyzny i marnowanie taśmy. Ale o.k.
PF 154
JB 154
KB2 136
2 chyba jeszcze na styk po 120.

Tylko, że tam ten czas znikał jak wódka na meczach reprezentacji. Tutaj, każdy tekst musi być wypowiedziany pieczołowicie, każda minuta nabicia fajki musi być minutą nabicia fajki itd.
Przy średniej fabule, nawet Mistrz może doprowadzić do wiercenia w fotelu.

Szczytem wszystkiego jest już motyw wyjścia The Bear Jew z ciemności w celu rozwalenia głowy Niemiaszka. Litości - miałem więcej podziwu dla kamiennej twarzy Szwaba niż zbudowanego napięcia przez 15 walnięć kijem w tunelu...

A jak słyszałem że w Cannes było jeszcze dłużej...


Fabuła, Basterdzi i dłużyzny. Film leży, ne? No właśnie.
Film ratują sceny z Christophem Waltzem i Bradem Pittem

Col. Hans Landa jest tak wspaniałym i bezlitosnym BadMotherfuckerem, że szok. Waltz powinien dostać za tą rolę Oscara.
The Jew Hunter - to jednak jest Tarantino.

Wspomniany wcześniej Aldo The Apache... dżizz, jeśli Brad nie dostanie nominacji to w tym roku będą naprawdę mocne filmy i wyśmienite role.
Jego akcent, postawa i teksty przywracały mi wiarę w sens kupienia biletu.
And the Germans, will be sickened by us. And the Germans, will talk about us. And the Germans, will fear us.
Kocham go i te fragmentu mógłbym oglądać setki razy.

Aż nie chce mi się wierzyć że BP podobno wykręcał się od udziału w IB, że nie był zadowolony z występu, że nie będzie więcej jarał i pił z Quentinem.
Ludzie!!! Jarajcie jak najwięcej jeśli maja powstawać takie role. No może QT powinien troszkę zbastować jednak

Mimo braku standardowych twarzy Mistrza warto wspomnieć o dwóch kobietach:
Melanie Laurent jako Shosanna Dreyfus/Emmanuelle Mimieux
&
Diane Kruger jako Bridget von Hammersmark.

Obie stylizowane na tamte lata wyglądają... przecudnie. Kiedyś można było naprawdę powiedzieć, że kobieta ma klasę. Obie bardzo podnoszą ocenę filmu. No i dodatkowo Shosanna to basterdowa The Bride z KBilla


Z plusów pora zawrócić na minus, czyli muzykę. Chociaż Ennio Morricone ostatecznie zrezygnował z całokształtu dowodzenia dźwiękami (zbyt krótki czas pracy o ile pamiętam) to w paru momentach słuchać jego nutę. I to jest ekstra fajne biorąc pod uwagę, że Basterdzi to indiańska wycieczka na obcym terytorium. Szkoda, że jest tego tak mało (Indian i westernowej muzyki) bo reszta soundtracka nie wpada w ucho.

A zawsze byłem mega najarany dźwiękami z dzieł QT. Może teraz tak jest bo reszta utworów pochodzi już z innych filmów. A tutaj nie pasuje?


Z minusa na plus będę kończył tym co nazywam tarantinizmem, czyli to za co pokochałem QT. I co dzięki bogu znalazło się jednak na taśmie.
Fetyszyzm stóp. Zaliczony
Fajka Landy jak u Sherlocka Holmesa. W końcu Łowca sam o sobie mówił jak o detektywie.
Skalpy przy dźwiękach Morricone.
Żonglerka językami, naprawdę cudowna, brakowało tylko jidysz.
Brak znanych twarzy, ale znane głosy - narrator S.L. Jackson i Harvey Keitel... no gdzie? Kto mi powie?

Do tego kapitalne dialogi Landy, scenki z Raine`m (rozmowa o celowości umawiania się w piwnicy czy rozmowy o i w języku włoskim czy swastykowe tatuaże ), `Stolz der Nation` czy w końcu gra w zgaduj-zgadulę:
When I went from the jungle to America, did I go by boat?
Yes.
Did I go against my will?
Yes.
On this boat ride, was I in chains?
Yes.
When I arrived in America, was I displayed in chains?
Yes!
Am I the story of the negro in America?
No.
Well, then, I must be King Kong.




Podsumowując: ciężko jest mówić źle o filmach człowieka, którego się ubóstwia. Ale to już mówiłem.
QT powiedział, że na ten film chciał nakręcić od 10 lat. Kiedyś, dawno temu pracując w wypożyczalni obejrzał `Quel maledetto treno blindato`
http://www.filmweb.pl/f116372/Bohaterowie+z+piek%C5%82a,1978

Dlatego mamy IB. Czekając 10 lat na dopieszczenie scenariusza i w ogóle współpracował z aktorami tego wspaniałego włoskiego dzieła
Udo Kier zagrał w zwiastunie "Werewolf Women of the SS" przed G:Planet Terror.
Fred Williamson wystąpił z QT w From Dusk Till Dawn.
Bo Svenson zagrał Kaznodzieję w Kill Bill: Vol.2

Tarantino dopiął swego. Zrobił wymarzony film i... złamał mi serce. Gdzieś przeczytałem recenzję, że IB to najdoroślejsze dokonanie Quentina od kiedy został reżyserem.
Kurde.
Ja nie chcę żeby on dorastał.

Ocena filmu? A guzik. Produkcji Mistrza nie oceniam, co zresztą teraz wyszło raczej na dobre.

IB kupię, na DVD, script i pewnie muzykę też. Ale czy na ołtarzyk? Chyba nie.

ekhm..

Kto jak kto, ale myślałem, że Ty zauważysz b.php?nr=376342 ten temat.

widzę

ale mam gdzieś ten temat

........

Ja ostatnio postanowiłem sobie przypomnieć stare hity z VHS ,zwłaszcza Horrory S-f klasy B.
"Hardware" z 1990, jak na taką produkcje film ma świetne efekty specjalne i niesamowity mroczy klimat. Faną "Mad Maxa" czy "Fallout" napewno się spodoba
Mroczną atmosferę jeszcze podkrecają świetne kawałki Rockowe w tym utwory Iggy Pop`a którego również możemy zobaczyc w tym filmie.

Drag Me To Hell!!!

No na ten film, to czekałem. Nie dziwota, że go obejrzałem w dniu wyjścia dvdripa.

Film jest epicki. Straszny kiedy trzeba, śmieszny kiedy trzeba. Podobał mi się, dostaje ode mnie 3,8/5. Klimat Evil Dead został utrzymany w większym stopniu niż się spodziewałem, i chociaż brakowało KVLTOWEGO bohatera, to bawiłem się lepiej niż dobrze. Polecam.

PRZEPROWADZKA

nowy wątek znajduje się tutaj:

http://gwiezdne-wojny.pl/b.php?nr=403304

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.