Spis newsów (Rian Johnson)

Rian Johnson potwierdza, że „Ostatni Jedi” będzie najdłuższym filmem z cyklu [Aktualizacja]

14

Pierwsza wzmianka o tym, że film ma trwać 150 minut pojawiła się pod koniec września na stronie sieci kin Cineworld. I szybko została usunięta. Na dzisiejszej konferencji prasowej, która miała miejsce w Paryżu, Rian Johnson ogłosił, że film będzie trwał 150 minut (2,5 godziny) włączając w to napisy końcowe. Do tej pory najdłuższym filmem był „Atak klonów” ze 142 minutami.



W zeszłym roku pisaliśmy o tym, że w filmie mają wystąpić gościnnie Tom Hardy i Gary Barlow, a także o odwiedzeniu planu Epizodu VIII przez księcia Williama i księcia Harry'ego. Ostatnia plotka (z The Hollywood Reporter) mówi o tym, że (Spoiler): brytyjscy książęta wystąpili w tej samej scenie razem z Hardym i Barlowem. Cała czwórka zagrała szturmowców eskortujących Finna. (Koniec Spoilera). Rian Johnson został dzisiaj zapytany o występ książąt w tej roli, jednak nic nie potwierdził.
Powiedział tylko to o czym było wiadomo od Celebration Europe 2016, że Gareth Edwards - reżyser „Łotra 1” ma cameo w „Ostatnim Jedi”. Ale nie podał żadnych dodatkowych szczegółów.

A poniżej prezentujemy relację wideo z ostatnich 20 minut paryskiej konferencji, na której był także producent Ram Bergman:



Aktualizacja #1: Najlepsze momenty z konferencji prasowej:



Aktualizacja #2: wideo trwające 35 minut z konferencji:

Weekend 40-lecia – „Przebudzenie Mocy”: Przegląd teorii o Snoke'u

Przepastny Internet
31



Od niemal dwóch lat jedno imię spędza sen z powiek fanów, którzy choć raz widzieli „Przebudzenie Mocy”: Snoke. Niejednego z nas zastanawia tożsamość tajemniczego przywódcy Najwyższego Porządku. Bohater ten może nie rozpalałby tak bardzo wyobraźni, gdyby nie parę nielicznych faktów, które o nim wiemy. Najważniejszy z nich to czasy jego życia, Snoke bowiem był świadkiem powstania i upadku Imperium, z czego wniosek, że musiał urodzić się jeszcze przed „Zemstą Sithów”. Fani szybko przyjęli więc tezę zgodnie z którą wódz musi być jakoś powiązany z jedną z istniejących postaci.

Poniżej przedstawiamy kilka wybranych teorii o pochodzeniu Snoke'a, które albo cieszą się największą popularnością, albo są po po prostu ciekawe. Nie sposób przedstawić ich wszystkich, bo miłośnicy SW są w stanie udowodnić każdą tezę. Absolutnie każdą.

Snoke to Plagueis



Jak o tym pomyśleć, to teoria nie jest taka głupia, a przynajmniej wiele osób w nią wierzy. Właściwie ma najwięcej sensu ze wszystkich tu przedstawionych. O mistrzu Palpatine'a w nowym kanonie nie wiemy wiele ponad to, co przedstawiono w „Zemście Sithów” wraz ze słynną tragedią. Plagueis miał moc utrzymania tych, których kochał przy życiu, jednak zabił go własny uczeń. Ale czy na pewno? Może to Sheev się tutaj myli?

Dowody? Są ich oczywiście dziesiątki. Można na sam początek krzyknąć, że rasa się nie zgadza... ale tutaj wszystko jest kwestią tego, jak Disney potraktuje wolę Lucasa, który chciał, aby Sith był Muunem. I takowym jest w Legendach, ale nawet w „The Force Unleashed II”, gdy wczesna wersja scenariusza zakładała jego udział, eksperymentowano z jego wyglądem. Tak więc nowokanoniczny Plagueis może być po prostu przedstawicielem nowego gatunku, choć w pracach koncepcyjnych do TFA faktycznie wyglądał momentami jak mieszkaniec Muunilinst. EU prawdopodobnie będzie stanowiło inspirację i tylko (lub aż) inspirację - coś w duchu tego, co robił duet Lucas-Filoni w TCW, a potem sam Filoni w „Rebels”. Potwierdzeniem tego jest zdjęcie Andy'ego Serkisa, który na planie prócz swojego kostiumu do motion capture ma jeszcze laskę... bardzo podobną do tej, z którą przedstawiono mistrza Palpatine'a w parodystycznym „Tagu i Binku” (którego bohaterowie notabene pojawią się w „Solo”), a potem już w kanonicznych źródłach.

No dobrze, skoro przyjmiemy tezę, że rasa może być inna, to właściwie jaka była historia Plagueisa? Ano taka, że - jak jest to sugerowane w „Zemście” - mógł faktycznie nakłonić midichloriany do poczęcia Anakina. To by tłumaczyło jego późniejsze zainteresowanie Kylem, wnukiem Skywalkera. Potem okazałoby się, że wcale nie zginął z ręki ucznia, a to Palpatine przez cały czas żył w niewiedzy - niemniej, blizny, do tego duże, pozostały. Tymczasem Plagueis, znany teraz pod nowym mianem, zaszył się gdzieś w Nieznanych Regionach (co by tłumaczyło dlaczego Imperator był bardzo zainteresowany tym obszarem galaktyki) i powoli się odradzał po ich pojedynku. Widać to nawet na filmach - w „Przebudzeniu Mocy” ubytek na lewym policzku Snoke'a jest o wiele większy niż na teaserach „Ostatniego Jedi”. Przywódca Najwyższego Porządku używa cytatu Palpatine'a („Fullfill your destiny”), a może to Sheev pożycza od mistrza.

Są też aluzje na poziomie pozafabularnym, a mianowicie w muzyce. Utwór, który słychać w momencie opowieści o Plagueisie Mądrym, jest niezwykle podobny do motywu Snoke'a (tu można posłuchać obu). Złośliwi mogą powiedzieć, że to po prostu John Williams recyklinguje własną muzykę, ale coś w tym jest. Spójrzcie też na to wideo z panelu, na którym pada pytanie o Plagueisa. Isaac wygląda dziwnie, Ridley nieomal nie wypowiada zdania "Czy to S...", a Abrams i Kasdan wyraźnie unikają pytania.

Prawdopodobieństwo: Wbrew sceptykom, całkiem spore, a przynajmniej najbardziej logiczne. Jasne, Pablo napisał na Twitterze, że to nie Plagueis, ale chyba nikt się nie spodziewa, że jedna z większych tajemnic franczyzy wartej miliardy dolarów zostanie ujawniona w tweecie? Abrams również zaprzeczał jakoby Cumberbatch miał nie grać Khana w „Star Treku”.

Snoke to Palpatine



No dobrze, to skoro nie mistrz, to może uczeń? Fani tej teorii odwołują się do Legend, w których to Imperator zawczasu się przygotował na ewentualne zejście z tego świata i stworzył dla siebie swoje własne klony, do których mógł przenieść duszę. Dlaczego więc nie mogłoby być tak i tym razem? Snoke przecież przypomina wczesne wersje Imperatora w wykonaniu McQuarriego. Fani używają jeszcze powyższych argumentów z muzyką i wyborem Kyla na ucznia na poparcie właśnie tej tery, a nie Plagueisa. Ich zdaniem bardziej pasowałaby do Sheeva. Inna wersja głosi, że duch Imperatora nawiedził... płonące ciało Vadera. Stąd liczne blizny na twarzy dowódcy.

Prawdopodobieństwo: Raczej niskie. Jak by nie patrzeć, to owszem, Imperator spadł w dół szybu, a przecież znamy kogoś, kto taki upadek przeżył. Ale potem szyb, wraz z całą resztą, po prostu wybuchł. A nie mamy w kanonie żadnego dowodu, że Palpatine umiał przenosić swą duszę. Pozostaje również kwestia tego, czy Disney naprawdę chciałby recyklingować tę postać.

Snoke to tajny uczeń Palpatine'a/Vadera i/lub inkwizytor



„Zawsze dwóch ich jest” - wszyscy znamy Zasadę Dwóch, choć Imperatorowi nie zawsze było z nią po drodze, zarówno w starym, jak i nowym kanonie. W pierwszym akcie marvelowskiego „Vadera” widzimy, że Palpatine nie był zbyt zadowolony z porażki ucznia po Yavinie IV, więc zaczął sobie szukać nowych. Oczywiście żaden z nich nie przeżył... ale czy to znaczy, że nie mógł mieć gdzieś innych? Ukrytych przed wzrokiem imperialnych dygnitarzy, oficerów i samego Vadera? Mógłby go szkolić na wypadek swej ewentualnej śmierci. To samo tyczy się Skywalkera, który przecież w Legendach złamał Zasadę Dwóch i przyjął Galena Marka pod swe skrzydła. Inni fani mówią, że Snoke może być synem Palpatine'a, który okazał się porażką i został porzucony przez ojca gdzieś w Nieznanych Regionach. Tu znowu wracamy do kwestii zainteresowania Imperatora tym obszarem.

Bardzo popularna na początku „Rebeliantów” teoria głosiła, że Snokiem jest Wielki Inkwizytor, bo przypomina go fizycznie. Teraz już wiemy, że taka opcja jest wykluczona, ale przecież mógł być jednym z braci. No bo czy to nie przypadek, że historia o inkwizytorach pojawiła się w komiksach właśnie przed epizodem ósmym?

Prawdopodobieństwo: Średnie. Brzmi to całkiem nieźle, ale brak większych dowodów. Przeciwnicy tezy o uczniu mówią, że Snoke jest za stary na to, by uczyć się u Imperatora, ale jeśli był członkiem długowiecznej rasy? Z drugiej strony wersja z synem Palpatine'a wydaje się cokolwiek nieprawdopodobna.

Snoke to Mace Windu



Jeśli nie ma ciała, znaczy, że nie umarł. Od ponad dwunastu lat od premiery „Zemsty Sithów” fani nie ustają w prześciganiu się w wymyślaniu ostatecznego losu jednego z najpotężniejszych Jedi ery prequeli. A co, jeśli wcale nie zginął po upadku? Jeśli walka z Imperatorem zmieniła go tak bardzo, że zapragnął zemsty i żył nią przez te wszystkie lata?

Zatem musimy tutaj przyjąć założenie, że Windu faktycznie nie zginął, ale nie jest to nieprawdopodobne. Porażenie, utrata ręki i upadek z wielkiej wysokości - nie takie rzeczy przeżyli bohaterowie Sagi. Zresztą sam Samuel L. Jackson jest takiego zdania. Prócz tego, że nie ma ciała, jest jeszcze wiele innych dowodów. Błyskawica Palpatine'a na pewno pozostawiłaby na ciele mistrza liczne rany, może nawet wybieliła skórę (vide Palpatine) i uszkodziła struny głosowe tak, że zmienił mu się głos. Łysa głowa na poparcie tej tezy to tylko mało istotny szczegół. Ważniejszy jest jego wyjątkowy miecz świetlny. W starym kanonie kolory symbolizowały różne role, w jakie wcielali się użytkownicy Mocy i jest tak częściowo w nowym - na przykład Strażnicy Świątyni mieli żółte, a czerwona barwa sithańskich ostrzy powstawała po „wykrwawieniu” kyberu. W pewien sposób sugeruje to, że kolor miecza odzwierciedla osobowość użytkownika. A co powstaje po połączeniu błękitu broni Jedi z sithańską klingą? Fiolet. Innymi słowy, barwa owa sugeruje, że Mace tańczy na granicy ciemnej strony - i że jej się w końcu podda.

A zatem tutaj łatwo byłoby wytłumaczyć obsesyjne zainteresowanie Snoke'a Skywalkerami: przecież gdyby nie zdrada Anakina, Mace prawdopodobnie wygrałby z Sidiousem. Był to punkt zwrotny na jego drodze ku ciemnej stronie. Zresztą, istnieje też teza, że Mace był wrogo nastawiony w stosunku do Anakina, bo sam uważał się za Wybrańca. Kolejna mała wskazówka to jego charakterystyczny ruch podczas walki: szerokie cięcie na odlew (możecie je zobaczyć w tym filmie)... którego też używa Kylo Ren. A przy okazji, Finn jest synem Windu, tak mówią fani. Nie znamy przecież jego rodziców, a dodatkowo wydaje się dziwne, że całkiem nieźle poradził sobie w walce z Kyle'em mimo braku wyszkolenia. Może Moc przebudziła się nie tylko w Rey? Przecież Snoke mówi o przebudzeniu na długo przed tym, zanim dziewczyna używa mistycznej siły po raz pierwszy. Snoke vel. Mace był jednak zawiedziony swym dzieckiem, zatem rozpoczął poszukiwania innego ucznia. Znalazł go, ale nie chciał całkowicie porzucać syna, także dał go do programu szturmowców.

Prawdopodobieństwo: Średnie w dół. Teoria zaskakująco trzyma się kupy i może faktycznie mistrz przeżył upadek, ale Disney nie opędziłby się od zarzutów „wybielania” ciemnoskórych bohaterów, gdyby tak było. A to, że dwie postacie mają ciemną karnację, nie czyni z nich jeszcze rodziny.

Snoke to Ezra



To teoria wielce popularna zwłaszcza wśród zwolenników spisku na temat skasowania TCW. Czy to nie przypadek, mówią oni, że cieszący się niezwykłą popularnością serial animowany zostaje ni z tego ni z owego skasowany? Pół biedy, gdyby jeszcze wylali Filoniego i ekipę, ale nie: Disney zatrudnia niemal wszystkich i życzy sobie nowej serii z nowymi głównymi bohaterami. Serii, która dziwnym przypadkiem rozpoczyna swą emisję przed „Przebudzeniem Mocy”, a niemalże kończy przed „Ostatnim Jedi”. Serii, która wprowadza nam nowego młodego bohatera, który sporo flirtował z ciemną stroną, a który do tego był świadkiem działalności Imperium... widzicie trend? Serial powstał nie po to, by pokazać początki rebelii, lecz by przedstawić historię jednego z głównych czarnych charakterów trylogii sequeli.

Ale to jeszcze nie wszystko: Snoke jest dziwnie podobny do Ezry. To nic, że kolor skóry nie do końca się zgadza (zobaczcie wpis o Windu), wystarczy spojrzeć choćby na kształt ich twarzy, oczy, a nawet bliznę. Chcecie więcej? Proszę bardzo: na Malchorze Ezra dostrzegł miecz świetlny krzyżowy należący do starożytnego Jedi - no to wiemy od kogo Kylo czerpał inspirację. Złoty szlafrok Snoke'a i jego rzekome zamiłowanie do przepychu ma być formą kompensacji za pełne wyrzeczeń lata spędzone na ulicy. A może zastanawialiście się skąd właściwie nazwa „rycerze Ren”? Bo to nie byli początkowo rycerze Ren, głoszą zwolennicy tej teorii. Bridger, jak wiemy, podkochiwał się w Sabine, a pewnie w którymś momencie konfliktu ją stracił - czy to na wojnie, czy po swoim przejściu na ciemną stronę. Nie mógł jednak o niej zapomnieć, dlatego swą miłość przelał w nazwę rycerzy. Rycerzy Wren. „W” stało się potem nieme (i de facto takie jest) albo w taki czy inny sposób się zagubiło.

Prawdopodobieństwo: Średnie. Filoni jakiś czas temu zdementował tę teorię, ale robił już tak nieraz, a potem i tak wychodziło, że fani mają rację. Z jednej strony wydaje się wręcz nieprawdopodobne, by Disney stworzył tę postać tylko i wyłącznie na użytek jednego serialu. Z drugiej chłopak jest już raczej wolny od zakusów ciemnej strony, choć Taylor Gray sugerował inaczej. O ile oczywiście nie zdarzy się coś, co go złamie. Na przykład zniszczenie rodzimej planety.

Snoke to Boba Fett



Boba jest jedną z tych postaci, których dziwnie się unika w nowym kanonie (pojawił się w paru komiksach Marvela i w opowiadaniu czy dwóch), co może zwiastować, że coś większego czeka na horyzoncie, na przykład własna antologia. Ale są jeszcze ci, którzy mówią, że nie o to chodzi - że tak naprawdę najlepszy łowca nagród w galaktyce po prostu zmienił nieco profesję.

Cała historia wywodzi się z porównania TFA do „Anastazji” studia Dream Works. Pokrótce: carycówna Anastazja, która uciekła przed rewolucją 1917 roku w Rosji wychowywała się w przytułku nieświadoma swojego pochodzenia, lecz pragnąca opuścić to miejsce. Spotkała najpierw pociesznego pieska, a potem młodego mężczyznę (Dymitra) próbującego zapomnieć o przeszłości, który pomógł jej opuścić sierociniec i zwiedzić świat. Mieli wiele przygód, lecz ostatecznie została porwana przez Rasputina, który za całe zło świata obwiniał Romanowów. Widzicie podobieństwo? Rey jest tu zaginioną Solo, piesek to BB-8, Dymitr to Finn, a Rasputinem został Fett. Żeby nie było, że podobieństwo jest przypadkowe, to w „Więzach krwi” pojawia się pozytywka Lei, która wygrywa piosenkę dziwnie podobną do utworu „Ta melodia gra we mnie”, a o „Anastazji” mówił sam Jett Lucas.

A zatem: wiek Boby by się mniej więcej zgadzał. Przebywanie w żołądku sarlacca na pewno pozostawiłoby wiele blizn, nie mówiąc już o wybieleniu skóry. I z pewnością miał tam mnóstwo czasu na przemyślenia na temat swoich wrogów - Hana Solo i Luke'a Skywalkera. Jak mógł wywrzeć na nich zemstę? Przejmując kontrolę nad odrodzonym Imperium. Fani idą jeszcze dalej i głoszą, że w czasach „Przebudzenia Mocy” Poe tak naprawdę nie był dzielnym pilotem Ruchu Oporu, lecz szpiegiem posłanym przez wroga. Czemu? Ano bo Dameronowi udało się przeżyć ruchome piaski Jakku, zupełnie jak Fettowi na Tatooine, może więc miał skądś wiedzę jak to zrobić. Kylo Ren tak naprawdę był szkolony na władającego Mocą Mandalorianina (spójrzcie tylko na jego maskę), a Snoke tak bardzo chciał, by zabił własnego ojca, bo byłaby to zemsta idealna.

Prawdopodobieństwo: Bardzo niskie. O ile powyższe argumenty może jakoś trzymają się kupy, o tyle twórcy teorii zapominają o jednej ważnej rzeczy: Boba nie był wrażliwy na Moc. I to przekreśla wszelkie jego szanse, o ile oczywiście tak naprawdę bardzo dobrze się nie ukrywał.

Snoke to podróżujący w czasie Kylo Ren



Podróże w czasie i „Gwiezdne Wojny”? W Legendach było wiele takich prób, w nowym kanonie nie za bardzo, ale trzeba mieć otwarty umysł, prawda? Ta teoria zakłada, że Kylo zawsze miał pozostać na ścieżce światła, ale ciemna strona była tak silna, że „wyszła” z niego i dosłownie się ucieleśniła w postaci Snoke'a. Wówczas przywódca Najwyższego Porządku znalazł sposób na skontaktowanie się z samym sobą z przeszłości i zdecydował, że sprowadzi młodszą wersję siebie na ciemną stronę dużo wcześniej, między innymi przez zabicie Hana Solo. Trochę skomplikowane, ale tak z grubsza wygląda ta historia.

Twórcy tezy mówią o podobieństwie blizny Rena do tej, którą miał Snoke... i twierdzą, że otrzymamy scenę lustrzaną z „Jestem twoim ojcem”. Tylko tym razem nie padną takie słowa. Będą to raczej: „Nie Kylo. Jestem tobą”.

Prawdopodobieństwo: Bardzo niskie. Nie byłoby to może dziwniejsze od niektórych starwarsowych historii, ale czy Disney na pewno chciałby podążyć tą ścieżką?

Snoke to Jar Jar Binks



Nie słuchajcie Chucka Wendiga, Jar Jar nie został żadnym klownem. Cała teoria wywodzi się z innej, a mianowicie głoszącej, że Gunganin nie był niezdarnym idiotą, za jakiego się podawał, lecz mistrzem kamuflażu i ciemnej strony. Niezdarne ruchy? To tak naprawdę Zui Quan, styl pijanego mistrza. Bijąca z niego głupota? Ależ skąd, to tak naprawdę sztuczki umysłowe. Przecież wszyscy wiemy też, że to Jar Jar doprowadził Palpatine'a do władzy. Ahmed Best wyjawił, że jego postać faktycznie miała być zła, ale z uwagi na nienawiść fanów do niej, Lucas zrezygnował z tego pomysłu. Teza jest naprawdę rozległa, jak chcecie, wpadnijcie na Reddita.

Wariacji tej teorii jest wiele. Jedni mówią, że Binks nie przypomina Snoke'a, bo umie przenosić się pomiędzy ciałami i te należące do Gunganina zostało dawno porzucone. Inni twierdzą, że ciemna strona pozwala mu wytworzyć silną iluzję, której nie oprze się nawet Ren, dlatego nie wygląda na autochtona z Naboo. Jest jeszcze jedna ciekawa poszlaka: w trzecim tomie trylogii „Koniec i początek” Gunganin spotyka osieroconego chłopca... pokrytego bliznami. Więc może nie on sam jest Snokiem, ale go wyszkolił.

Prawdopodobieństwo: Sami odpowiedzcie sobie na to pytanie.

Snoke była kobietą!



Jeśli jeszcze głowa Wam nie pęka od oparów absurdu, przenieśmy się głębiej. O Snoke'u wyraźnie mówi się jako o mężczyźnie, gra go mężczyzna... ale co, jeśli to wszystko spisek mający zamydlić nam oczy? Interesującego odkrycia dokonano po Piątku Mocy, gdy do rąk fanów trafiła figurka przywódcy NP od Hasbro. Po zdjęciu szlafroczka okazuje się bowiem, że Snoke ma... interesujące proporcje zwłaszcza w okolicach piersi i bioder. A przecież w fazie konceptowej rozważano uczynienie z niego niewiasty.

Może jego rasa po prostu tak wygląda. Niektóre kobiety mają naprawdę niskie głosy, a nierzadko aktorzy grają osobę płci przeciwnej. A może Snoke był/-a zmiennopłciowy/-a. Wszystko jest możliwe. A skoro tak, to otwiera się tu cały worek możliwości: że Snoke to Leia grająca na dwa fronty. Że Snoke to wskrzeszona Padme. Że Snoke to żona/dziewczyna Luke'a i jednocześnie matka Rey. Zresztą możecie wstawić sobie tu dowolną damę z Sagi.

Prawdopodobieństwo: Bardzo niskie i chyba nie wymaga to komentarza.

Snoke to gruszka



No dobrze, dobrze: nie gruszka, tylko shuura, ulubiony owoc Padme, którego lewitacją Anakin popisywał się przed ukochaną. Widzicie tę charakterystyczną linię na skórce? Wygląda zupełnie jak blizna Wodza. I logiczne jest, że Snoke-shuura chciałby zemsty za to, co zrobił mu Skywalker. Sam Rian Johnson pochwalił ten pomysł.

Prawdopodobieństwo: Bliskie równe zeru. Teoria pochodzi z Reddita Prequel Memes, miejsca o dość specyficznym poczuciu humoru.

Snoke to Snoke



Brzytwa Ockhama: najlepsze wyjaśnienie to takie, które posiada najmniej założeń. Mamy nową trylogię, więc logiczne, że złoczyńca też jest nowy. Konkretnych dowodów na powiązania z innymi postaciami brak.

Prawdopodobieństwo: Największe, ale... czy byłoby to satysfakcjonujące rozwiązanie? Po tych wszystkich dociekaniach czy nie byłoby rozczarowujące, gdyby się okazało, że Snoke to po prostu Snoke? Odpowiedź na to pytanie należy do Was.

Nie wiadomo jeszcze ze stuprocentową pewnością czy odpowiedź na pytanie o tożsamość przywódcy Najwyższego Porządku poznamy w nadchodzącym filmie. Być może będzie to jedynie kolejna okazja do mnożenia jeszcze większej ilości pomysłów lub potwierdzenia tych starych. A jakie Wy macie teorie o Snoke'u?

Wszystkie atrakcje weekendu 40-lecia znajdziecie tutaj.

Rian Johnson reżyserem kolejnej trylogii filmów Star Wars!

StarWars.com
93

Jak podała dziś oficjalna strona StarWars.com, Rian Johnson, czyli reżyser nadchodzącego filmu "Gwiezdne Wojny. Część VIII: Ostatni Jedi", zajmie się tworzeniem zupełnie nowej trylogii filmów, osadzonych we wszechświecie Gwiezdnych Wojen.


Zgodnie z ogłoszeniem Lucasfilmu, Johnson będzie zarówno scenarzystą jak i reżyserem pierwszego z filmów, który wyprodukowany zostanie we współpracy z Ramem Bergmanem. Tworząc "Ostatniego Jedi" Rian Johnson zrealizował bardzo mocne widowisko, z którego zarówno przedstawiciele Disneya, jak i Lucasfilmu są niezwykle dumni. Tworząc zupełnie nową trylogię, która nie będzie bezpośrednio związana z sagą Skywalkerów, reżyser będzie miał okazję przedstawić nam zupełnie nowe postacie, a także zakątki galaktyki do tej pory nieeksplorowane w filmach.

- Wszyscy uwielbialiśmy współpracować z Rianem przy "Ostatnim Jedi". - Powiedziała szefowa Lucasfilmu, Kathleen Kennedy. - Oglądanie jego kreatywności przy tworzeniu części ósmej od samego początku do końca było jedną z najprzyjemniejszych rzeczy w mojej karierze. Rian stworzy niesamowite rzeczy mając do dyspozycji zupełnie puste płótno przy tej nowej trylogii.

- Spędziliśmy najlepsze chwile naszego życia współpracując z Lucasfilmem i Disneyem przy tworzeniu "Ostatniego Jedi" - napisali Johnson i Bergman we wspólnym oświadczeniu. - Gwiezdne Wojny to najwspanialsza współczesna mitologia i czujemy się wielkimi szczęściarzami, mogąc ją współtworzyć. Nie możemy się doczekać kontynuacji w tej nowej serii filmów.

Na chwilę obecną nie zostały podane daty premier nowych filmów, o wszystkich zmianach będziemy was informować na bieżąco.

Nowe grafiki promocyjne, dialogi, zdjęcie i plotki

35

Zaczynamy od plotek. Podobno bliżej premiery w brytyjskich kinach pojawi się jeszcze jeden zwiastun „Ostatniego Jedi”. Mniej więcej o minutę krótszy. Nie wiadomo tylko, czy będzie zawierać nowe ujęcia, czy raczej będzie to pocięty montaż tego, co znamy.

Natomiast jeśli chodzi o kina, to przynajmniej w Stanach mają one coraz większy problem z „Ostatnim Jedi” i Disneyem. Disney zmienił umowy dystrybucyjne i chce dla siebie 65% ceny biletów. Oraz dodatkowe 5% jeśli kino złamie ich długą instrukcję dotyczącą poufności oraz reklamowania, oraz wyświetlania filmu. Jest tam zapis, który wymaga by przez 4 pierwsze tygodnie „Ostatni Jedi” był grany w największych salach. Kina oczywiście protestują, ale są na straconej pozycji. W teorii mogą skasować zaplanowane wydarzenia okołopremierowe, ale to raczej mało prawdopodobne. Disney doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że 50% z 200 milionów to zdecydowanie mniej niż 35% z 500 milionów i na tym opiera negocjacje. Zaś apetyt na zarobki Epizodu VIII jest dużo większy. Liczą, że w USA zgarnie co najmniej 700 milionów. Koniec końców, kina wyjdą na swoje. Obecnie standardowo dystrybutorzy w Hollywood dostają koło 55% ceny biletu.

Tymczasem w sieci pojawiły się kolejne grafiki promujące film.



Neal Scanlan zdradził kilka informacji na temat stworów, które przygotowywał wraz z zespołem. Jeśli chodzi o porgi, to według niego są one spokrewnione w jakiś sposób z opiekunami Ahch-To. Jest to istotne ze względu na łączącą oba gatunki więź. Punktem wyjścia oczywiście były ptaki, stąd pewne pozostałości, ale dalej pozwolili pomysłom się rozwinąć. Przechodząc do kryształowych lisów, Scanlan twierdzi, iż tak długo przebywały na Crait, że ich furto uległo dostosowaniu. Skrystalizowało się. Neal ujawnił też jedną rzecz dotyczącą BB-8 i droidów Najwyższego Porządku BB-9E. Otóż BB-8 będzie w pewnym momencie filmu przebrany, chyba już wiemy za kogo.



Rose można określić na wiele sposobów. Mechanikiem, inżynierem, pilotem, ale na pewno nie słodziakiem. Ona pracuje dla Ruchu Oporu, nie wchodzi tu w emocje, wykonuje wręcz ślepo swoją robotę. Zawsze ma swoją misję, jest praktyczna i pragmatyczna – mówi aktorka Kelly Marie Tran. Misja w którą wybierze się z Finnem wydaje się być niemożliwa do wykonania, ale Rose się tym nie przejmuje. Stara się ją rozwiązać. Od lat żyła na krawędzi, doskonale rozumie jak wiele rzeczy może pójść źle, ale przy tym nie jest nudna i smętna. Ma poczucie humoru. Na zdjęciu można też zauważyć naszyjnik na jej szyi. Nie jest on dobrym rozwiązaniem w czasie misji, ale ma duże znaczenie dla historii Rose Tico.

Kwestię biżuterii poruszył tez Rian Johnson. Stwierdził, że nalegała na nią Carrie Fisher, która chciała mieć jakieś kosmiczne wisiorki, więc uznał to za dobry pomysł.

Na koniec zaś kilka kwestii dialogowych z „Ostatniego Jedi”, które znalazły się w zabawkach Hasbro.

DJ:
„Hey, I’m a thief.”
„Oh, for Hutts sake!”
„I can get you outta here.”
„If the price is right.”
„Let’s get this over with.”

Generał Leia:
„Together we can defeat the First Order.”
„May the Force be with you.”
„Send them in.”
„ I will do everything I can to help.”
„All troops open fire!”

Rey:
„I’m Rey.”
„The Resistance sent me.”
„Help me with this quick.”
„You’re a monster.” (być może to pochodzi z „Przebudzenia Mocy”)

Luke Skywalker:
„Reach out with your feelings.”
„You shouldn’t be here.”
„How did you find me?”
„Nooo!”
„What do you know of the Force?”

„Rebels” #57-58 w USA

Rózne
12

Jutro na stacji Disney XD w USA zadebiutują dwa kolejne odcinki serialu „Star Wars: Rebelianci”, czyli „The Occupation” i „Flight of the Defender”. Poniżej opisy i fragmenty, a obrazki można pooglądać tu i tutaj.

„The Occupation” - Ezra i załoga „Ghosta” zostają wezwani na Lothal, gdy pojawia się nowe imperialne zagrożenie.



„Flight of the Defender” - Ezra i Sabine kradną prototyp myśliwca TIE, ale muszą polegać na nieoczekiwanej pomocy, by uciec przed Thrawnem.





W najnowszym „Reconie” pada najpierw pytanie czy już mamy do czynienia z Sojuszem Rebeliantów, oficjalną organizacją. Filoni początkowo mówi, że nie jest to takie istotne, ale potem oznajmia, że Sojusz powstał w trzecim sezonie, gdy Mon Mothma dokonała oficjalnej proklamacji. No ale z „Łotra” wiemy, że nie ma zgody jak prowadzić walkę. Aktorzy są zachwyceni, że ich postacie są już na Yavinie, bo dzięki temu są bliżej filmów. Stworzenie bazy na księżycu wymagało sięgania do źródeł filmowych, co nie zawsze było łatwe. Filoni jest jednak zdania, że połączenie serialu z „Łotrem” nie było i nie jest dla nich celem, bo ważne jest, aby nasi rebelianci byli swymi własnymi postaciami z własnymi historiami.

Pablowi bardzo podoba się moment, w którym Mon Mothma wybucha gniewem, bo ukazuje to tę bohaterkę w innym świetle. Ezra i Sabine z kolei dostrzegają jakim niebezpiecznym człowiekiem stał się Saw. Dave uważa, że gdyby Steela nie zginęła, byłby inną osobą - a tymczasem po prostu nie może pozbyć się nienawiści i strachu.

Chopper zostaje zastąpiony przez R3, a Andi spieszy do Pabla z nowymi pytaniami. Pierwsze: czy „Księżna”, czyli broń zbudowana przez Sabine, mogłaby zabić Vadera, gdyby była ustawiona na pancerz szturmowców? Nie, bo ich zbroja była wykonana z plastoidu, a lorda z durastali. Drugie: po co Kananowi hologram Hery, skoro jest niewidomy? No jasne, że go nie potrzebuje, ale Syndulla chciałaby zobaczyć ukochanego. A poza tym jesteśmy jeszcze my, widzowie. Na koniec jest zajawka „The Occupation”.



Agent Kallus jest taki hot, że nie zmieścił się w oficjalnym „Reconie”, także dostał własny. Ekipa opowiada głównie o jego wyglądzie, który musiano zmienić, by mężczyzna bardziej kojarzył się z rebelią - stąd spokojne tony ubioru i niesforne kosmyki włosów (bo przestał używać imperialnych produktów do stylizacji). Mamy też kolejne wideo promocyjne, tym razem z Herą.

Filoni nie spoczął na laurach i udzielił w tym tygodniu paru wywiadów oraz narysował dwa kolejne rysunki. W Daily News potwierdził, że Thrawn będzie głównym złym sezonu (wcześniej dzielił pałeczkę pierwszeństwa z Maulem), ale zdradził, że „może są inni wrogowie bardziej arcy- niż on, którzy gdzieś się chowają...”. Raczej nie chodzi tu o Rukha, którego Dave starał się przedstawić jak najbliżej pierwowzoru - nie identycznie, bo mamy tu inną historię, ale nadal będzie „diabelskim zabójcą”. W czwartym sezonie pojawią się inspiracje „Bliskimi spotkaniami trzeciego stopnia” w zakresie „magii i tajemnicy” tego filmu oraz obrazami „Poszukiwacze zaginionej arki”, „Już nigdy nie zawyje wilk” i „Księżniczka Mononoke”.

Jeśli czytaliście zeszłotygodniowy news, to pewnie pamiętacie, że Dave obiecał wyjaśnić losy paru postaci. W rozmowie z io9 powiedział więcej: Kanan i Ezra to priorytet, bo ludzie domagają się odpowiedzi dlaczego nie ma ich w czasach epizodu IV. Drugi to Thrawn, bo skoro już go przywrócili do kanonu, to trzeba powiedzieć co dalej. Trzeci to Ahsoka.



A co niesie przyszłość? Jak zwykle Filoni był tajemniczy, ale powiedział, że siedzi w Lucasfilm Animation już dwanaście lat, podczas których poznał wielu wspaniałych ludzi. Czuje wobec nich dług wdzięczności i pragnie, aby mogli dalej opowiadać historie z Sagi. Sam jednak chce spróbować czegoś nowego, czegoś, co stanowiłoby wyzwanie. Tu wspomniał, że miał kontakt z Rianem Johnsonem, który pokazał mu jak wygląda produkcja filmu aktorskiego. Dodał, że chce opowiadać starwarsowe historie, nieważne w jakim medium - małym czy dużym ekranie. Jednocześnie czuje, że powinien uczyć „kolejne pokolenie” tak jak jego samego uczył Lucas. Czyżby Dave szykował się do serialu aktorskiego lub filmu? Jeśli spojrzeć na sprawę uczciwie, to owszem - obiecał nam nowe animacje, ale nigdy nie powiedział, że on sam będzie się nimi zajmował. Wszystko zaczęło się właściwie od sezonu trzeciego, w którym to na stanowisku głównego reżysera zastąpił go Justin Ridge, ale jak wyjaśnił Hidalgo, to nie była degradacja Filoniego, lecz awans. Freddie Prizne wspominał nawet kiedyś, że nie zdziwiłby się, gdyby Dave dostał kiedyś własną antologię. Ale na takie wieści zapewne przyjdzie nam jeszcze długo czekać.

Na koniec wieść z naszego podwórka: w najbliższą sobotę, to jest 4 listopada, przewidziany jest maraton z „Rebeliantami” od godziny 6:40. Nie jest do końca jasne jakie to będą odcinki, ale w programach TV są oznaczone od numeru 53 - co by oznaczało, że chodzi o te, których jeszcze nie emitowano. Może w tygodniu coś się wyjaśni.

Zapraszamy do dyskusji na forum o „The Occupation” i „Flight of the Defender”.

Azjatyckie wieści o „Ostatnim Jedi”

33

Rian Johnson przyznał, że odtworzenie Ahch-To poza Skellig Michael byłoby z pewnością tańsze komputerowo, jednak zależało im na autentyczności. Dlatego też starali się oddać oryginalny charakter tego miejsca, nie dodając jakiś dziwnych budowli. Z samego kręcenia zdjęć na wyspie, Rian najgorzej wspomina wspinaczkę po schodach, z pełnym plecakiem.
Johnson cieszy się też, gdy czyta różne teorie o tym, że Luke przeszedł na Ciemną Stronę, bo na plakacie jest w tym a nie innym miejscu. To znaczy, że ludziom zależy, że próbują odgadnąć to co zobaczą.



Na japońskiej, oficjalnej stronie „Gwiezdnych Wojen” znalazły się krótkie opisy bohaterów „Ostatniego Jedi”. Można tam wyczytać kilka ciekawostek, które wskazują, co mniej więcej czeka naszych bohaterów (przynajmniej na początku filmu). Mogą tu być pewne spoilery.
Rey wyrusza na Ahch-To w poszukiwaniu legendarnego Luke’a Skywalkera, a znajduje tam człowieka, który nie odpowiada jej oczekiwaniom. Finn zaś, który zaangażował się w sprawę, znów stanie przed wyborem, jaką rolę ma odegrać w wojnie. Gdy wojna rozgorzała na dobre, Poe jest przywódcą latającego batalionu, ale jego pełnego zaangażowania w walkę boi się nie tylko Najwyższy Porządek, ale również Ruch Oporu. Kylo Ren po poniżającej porażce w walce z Rey, koncentruje się na zniszczeniu Ruchu Oporu, a także oddaje ciemnej stronie, ale wciąż to za mało, by zaimponować Snoke’owi. Luke Skywalker, któremu nie udało się odtworzenie zakonu Jedi, najchętniej by się zaszył daleko od reszty wszechświata, teraz jednak galaktyka znowu go potrzebuje. Leia, której syn przeszedł na ciemną stronę i zabił byłego męża, musi przewodzić Ruchowi Oporu wykorzystując swoje wieloletnie doświadczenie. Snoke będzie musiał wyjść ze swojej strefy komfortu, trzymania się z daleka, by stanąć na czele armii Najwyższego Porządku w misji zniszczenia Ruchu Oporu. Armitage Hux będzie dowodził siłami Najwyższego Porządku z pokładu „Finalizatora” (Finalizer). Kapitan Phasma ponownie będzie dowodzić szturmowcom, lecz poza walką z Ruchem Oporu będzie chciała też załatwić prywatną sprawę. Chewbacca pilotuje teraz „Sokoła” i towarzyszy Rey. Maz Kanata po stracie swojego zamku odegra bardziej aktywną rolę w walce, wykorzystując swoje koneksje w półświatku wspomaga Ruch Oporu.



W sieci pojawiła się jeszcze jedna azjatycka informacja, trudniejsza do zweryfikowania. Otóż tajwańskie podpisy przy zwiastunie dość mocno zmieniają znaczenie niektórych wypowiedzi. Przede wszystkim wskazują na płeć, a co za tym idzie lepiej oddają kontekst. Gdy Snoke mówi: „Kiedy cię znalazłem” (When I found you) słowo „you” jest opisane jako 妳.Używa się go przy formie żeńskiej. Można też użyć neuralnego 你, ale wygląda na to, że Snoke rozmawia z kobietą, czyli najprawdopodobniej Rey.
Ale gdy Snoke mówi: „Wypełnij swoje przeznaczenie” ( Fulfill your destiny) w napisach pojawia się 你. To z kolei forma męska. Czyli raczej nie mówi tego do Rey, jak wynikałoby z montażu.
Podobnie jest z Lukiem, który mówi: „To nie skończy się tak jak myślisz” (This is not going to the way you think), znów mamy 你. A to z kolei forma męska, więc znów nie byłoby to do Rey.
Oczywiście te informacje nie muszą okazać się prawdziwe. Może to błąd w tłumaczeniu. A może dowód, że Rian Johnson celowo wprowadził nas w błąd w zwiastunie.



No i na koniec. W polskich kinach pojawiły się plakaty z filmu, można też znaleźć tam ulotkę.

Krótki filmik o „Ostatnim Jedi”

USA Today
16

„USA Today” zaprezentowało na swojej stronie krótki filmik o „Ostatnim Jedi”. Ukazuje on ujęcie Riana Johnsona w pracy. W materiale można zobaczyć i usłyszeć ponadto między innymi Rama Bergmana, Marka Hamilla, Daisy Ridley, Johna Boyegę, Kelly Marie Tran czy Gwendoline Christie.

Bez Riana, ale za to z prequelami

45

Rian Johnson potwierdził, że nie jest w żaden sposób zaangażowany w powstawanie Epizodu IX. Owszem nowy film będzie kontynuacją „Ostatniego Jedi”, ale nad scenariuszem samodzielnie pracują J.J. Abrams i Chris Terrio. Scenariusze Dereka Connolly’ego, Colina Trevorrowa i Jacka Thorne’a wylądowały w koszu. Może Abrams i Terrio coś z nich wezmą, ale szansa jest raczej niewielka.

Warto tu dodać, że pierwotnie Johnson dostarczył zarys Epizodu IX, w podobny sposób w jaki Abrams, Lawrence Kasdan i Michael Arndt zasugerowali „Ostatniego Jedi”. Jednak z powodu całego zamieszania z Epizodem IX, ten pierwotny treatment nie ma już większego znaczenia. Z prostego powodu, Terrio i Abrams mogą już bazować na skończonym filmie i rozwinąć go według własnego pomysłu.

To nie znaczy, że nie będzie wpływu Johnsona na IX Epizod. Choć nie jest członkiem ekipy twórczej tego obrazu, to jednak pewne decyzje, dotyczące także tego, co można pokazać w „Gwiezdnych Wojnach” i w jakim kierunku pójść, z pewnością wpłyną na scenarzystów kolejnej części. Zwłaszcza, że Abrams mówiąc o scenariuszu „Ostatniego Jedi” żałował, że go sam nie wyreżyseruje.



J.J. Abrams natomiast jest świadom także tego, jak odbierane są jego film. Jako bezpieczna kopia, bardziej nawet dla dzieci. Sam niedawno powiedział, że dokładnie takie były zamierzenia. Chcieli odtworzyć „Gwiezdne Wojny” w najlepszy sposób jaki się dało, wspominając przede wszystkim swoje dzieciństwo i tamte doświadczenia. Teraz również chce wrócić z tą samym entuzjazmem, ale pójść w trochę innym kierunku. Przy tym mają być odważniejsi i skierować sagę na zupełnie nowe tory. Szykują kilka niespodzianek i co najważniejsze, ani Kathleen Kennedy, ani Pablo Hidalgo, ani Story Group nie wtrącają się w scenariusz. Abrams i Terrio mają całkowicie wolną rękę.

Jedną rzecz w porównaniu do „Przebudzenia Mocy” zdecydowanie zmienią. Stosunek do prequeli. Epizod IX ma sprawić, że cała saga, trzy trylogie mają wyglądać jakby się działy w jednym świecie, no i by poruszały podobne tematy. Możemy zatem liczyć na nawiązania do prequeli. Prawdę mówiąc to chyba coś, co także zostawił po sobie Colin Trevorrow. On chciał, by wraz IX Epizodem, można było spokojnie oglądać sobie całą trylogię jako całość, albo sześć i dziewięć filmów, widząc, że są one spójne.

Zdjęcia do Epizodu IX powinny ruszyć w przyszłym roku.

Rian znowu o porgach, plus nowe zdjęcia

21

Rian Johnson zaczyna mówić o filmie. Przyznał, że wraz z Ramem Bergmanem i innymi producentami mieli dyskusję przeszło rok temu, co można ujawnić i pokazać w różnych materiałach a co nie. Kolejne zdradzane elementy filmu są szczegółowo zaplanowane, a przy tym wciąż pilnują, by ludzie mieli co odkrywać, gdy pójdą na film. Czyli można potwierdzić, że Lucasfilm ma swój kalendarz newsów.

Rian mówił także, że nie był pewien porgów. One od początku wydawały się takie milutkie. Kto wie, czy nie nazbyt. Na planie jednak wszyscy je pokochali, a Johnson uznał, że w świecie „Gwiezdnych Wojen” jest i na nie miejsce.

Dla Johnsona „Gwiezdne Wojny” to przede wszystkim film o dorastaniu, wchodzeniu w dorosłość. Bohaterowie muszą określić swoje relację z bliskimi, rodziną, tym na których im zależy, a także tymi, których się boją. To filmy o przechodzeniu do kolejnej fazy życia, temu reżyser i scenarzysta chciał być wierny.



Laura Dern pojawiła się w programie Ellen DeGeneres. Mówiła o tym, jak cieszy się, że grała w „Gwiezdnych Wojnach”, chwaliła występ Carrie Fisher. Ale przy okazji pojawiło się tam zdjęcie admirał Amalyn Holdo. Za nią zaś kilka osób z Ruchu Oporu, w tym jeszcze jeden BB-8, czy może raczej 2BB-2.

Joseph Gordon-Levitt potwierdził swój maleńki udział w filmie Riana Johnsona. Aktor ma mieć małe kameo, ale dodał, że jest jednym z dwóch aktorów, którzy pojawili się w każdym filmie Riana. Drugiego nie zdradził. Właściwie nie musiał. To Noah Segan. O tym, że obaj pojawią się w filmie pisaliśmy jeszcze w 2014. Rian i Ram Bergman lubią mieć ich w każdym wspólnym dziele, tradycji stało się za dość.

Kelly Marie Tran porównała swój występ w „Gwiezdnych Wojnach” do życia bohaterki serialu „Hannah Montana”. Dwa ostatnie lata były szalone w życiu aktorki, wiele zmieniły. Ale najbardziej dało się to zauważyć na Celebration. Właściwie na konwent mogła wejść normalnie i nikt nie zwracał na nią uwagi, ale gdy wyszła na scenę, momentalnie stała się inną osobą. Celebrytką, choć będzie jeszcze musiała popracować nad rozpoznawalnością.

Przy okazji materiałów z IMAX pojawiło się też zdjęcie, w którym Finn (John Boyega) i Rose (Kelly Marie Tran) jadą na stworze nazwanym fathier.



Zdaniem Andy’ego Serkisa zwiastun, który niedawno zadebiutował był niesamowity i spektakularny, a przy tym dobrze oddający ton i klimat filmu. Aktor dodał także, że zna już historię Snoke’a.

Czy Snoke to Ezra Bridger? Tego jeszcze nie wiemy, ale Pablo Hidalgo zdementował pogłoski, że Ezra to DJ, którego zagra Benicio Del Toro.

Luke Skywalker nie je porgów, a także coś o zwiastunie i biletach

38

Zaczynamy od oświadczenia Marka Hamilla. Otóż na twitterze napisał on, że w „Ostatnim Jedi” Luke Skywalker nie będzie jadł porgów, a ponadto przyznał, że Luke nie je mięsa odkąd wyprowadził się z Tatooine. Tam ciocia Beru gotowała mu szczury pustynne. Oczywiście słowa Marka nie mają znaczenia w kanonie, ale znów aktor bawił się z fanami, wykorzystując jedno z najbardziej palących Internet pytań o Epizod VIII. Czyli czy porgi są jadalne. Tym razem Lucasfilm nie musiał reagować.

Ostatnim razem jak reagowali, to Mark wspominał też o 9 października. Czy zobaczymy wtedy zwiastun? Jest kolejna sugestia. Anthony Breznican, dziennikarz, który nie raz dowiódł, że ma dobre wtyki w Lucasfilmie, ogłosił, że we wtorek będzie dostępny w sieci podcast, gdzie będą analizować zwiastun. Ale to nie wszystko. 9 października rusza w Stanach przedsprzedaż biletów na „Ostatniego Jedi”, zwiastun z pewnością temu pomoże. Więc wiele wskazuje, że czekanie skończy się na dniach.

Tymczasem w Nowym Jorku odbywa się New York Comic Con. Lucasfilm ma tam własną wystawę z rekwizytami i kostiumami pochodzącymi z VIII Epizodu. Poniżej te pochodzące z oficjalnej strony.



Rian Johnson, zapytany o jego podejście do muzyki w „Ostatnim Jedi”, napisał tylko, że zaufał Johnowi Williamsowi.

Dodatkowo w sieci pojawiły się dwa zdjęcia z Epizodu VIII, które wypłynęły w książkach. Widać na nich A-wingi oraz nową postać – Tallie Lintrę. Zagra ją Hermione Corfield.

Kiedy zwiastun? Ile trwa Epizod VIII?

27

Ile będzie trwać „Ostatni Jedi”? Po sieci chodzą plotki, że 2,5 godziny, czyli dokładnie 150 minut. Byłby to najdłuższy film z cyklu. Obecnie prym wiedzie „Atak klonów” z 142 minutami. Tyle, że te 150 minut to nie jest do końca wiarygodna informacja. Pochodzi ona z stron sieci kin – Cineworld i najprawdopodobniej jest tak zwanym „placeholderem”, czyli informacją zastępczą. Zresztą Cineworld już zdążyło zmienić tę informację na 0 minut (czyli byłby to najkrótszy film z sagi). Choć warto zauważyć, że 2,5 godziny pojawia się także u innych operatorów kin. Tam też wspomniano o ratingu filmu – PG-13. Podobnie jak czas, tak i ta informacja na razie jest niepotwierdzona.

Za to niektóre źródła sugerują, że znają datę premiery zwiastuna. Ma to być 9 października. Początkowo datę podał na swoim twitterze Mark Hamill. Nikt nie wiedział, czy aktor piszę prawdę, czy znów sobie stroi jakieś żarty, ale stosunkowo szybko usunął swój wpis. Podobno w Lucasfilm byli źli na niego. Cóż, zobaczymy.

Okazuje się, że nie wszystkim z „Ostatnim Jedi” jest po drodze. Lucasfilm chciał podobno kręcić część ujęć w należącym do królowej parku w okolicach Windsoru, ale nie dostali zgody. Główną przyczyną jest to, że „Gwiezdne Wojny” to wielka komercyjna maszyna, więc nie chciano by w jakiś sposób wpłynęło to na sam park.

Podobno w Lucasfilmie większość decydentów jest zadowolona z Epizodu VIII, ale nie wszyscy. Ten film jest inny, więc może się nie spodobać części fanów. Z pewnością ich podzieli. Jeden z informatorów Slashfilm, jakoby pracujący w Lucasfilmie, skomentował to w ten sposób, że cieszy się, iż w IX Epizodzie wraca J.J. Abrams, bo niektóre wybory Riana Johnsona wymagają naprostowania. Brzmi intrygująco. Film wchodzi do kin już 14 grudnia.

Porgi są jadalne, a film skończony

54

Prace nad „Ostatnim Jedi” zostały oficjalnie zakończone. Poinformował o tym reżyser Rian Johnson na swoim instagramie.



Są też informacje na temat oficjalnej premiery. Film Johnsona po raz pierwszy zostanie publicznie pokazany 8 grudnia 2017.

Druga sprawa to zwiastun, który jest bliżej niż dalej. Mark Hamill zasugerował, że może się pojawić 9 października. Potem Mark usunął wpis z twittera. Pytanie jest takie, czy faktycznie podał właściwą datę, czy ponownie zakpił sobie z fanów?

Tymczasem mamy japoński spot TV.

Ogłoszono także partnerów, którzy pomogą Lucasfilmowi promować VIII Epizod. Będą to: Christian Louboutin, General Mills, Nissan Motor Co., Ltd., Royal Philips, Verizon, VIZIO.

Andy Serkis niedawno mówił o Carrie Fisher. Wspominał ją jako niesamowitą osobę i publicznie żałował, że nie miał do odegrania z nią żadnych scen. W „Ostatnim Jedi” przede wszystkim grał z Adamem Driverem i Domhnallem Gleesonem. Carrie mógł co najwyżej spotkać na planie.



Gleeson natomiast przyznał, że Hux nie jest jedną z głównych postaci. Dlatego nie ma go wiele w materiałach reklamowych. On jest w filmie, ale to bardziej tło dla Kylo Rena.

A na koniec przechodzimy do materiału dnia. Disney, Lucasfilm i Rian Johnson karmili nas zdjęciami porgów, figurkami, a tu okazuje się, że porgi są jadalne. Przynajmniej strażniczki z Ahch-To na nie polują. W książce Star Wars: Easy Made jest jedna mała sugestia. Przy porgach jest pytanie, czy są smaczne. Odpowiedź brzmi: możliwe. Natomiast w jednej z książeczek do kolorowania widzimy jak stażniczki łapią porgi. Wykorzystują do tego siatkę oraz coś co wygląda jak dudy zrobione z ryb.

Co ciekawe jedno ze zdjęć Chewbaccy w kontekście zjadania porgów (i myślenia żołądkiem), wygląda dwuznacznie.

Petycja o odwołanie Abramsa

46



Nie wszyscy są zadowoleni z wyboru J.J. Abramsa na reżysera IX Epizodu. Część fanów postanowiła napisać do Lucasfilmu petycję o kolejną zmianę reżysera. Na razie, po tygodniu, zebrano około 3 tysięcy podpisów. Petycja znajduje się tutaj.

Tymczasem wychodzą nowe fakty w sprawie zwolnienia Colina Trevorrowa. Większość zgadza się z tym, co przedstawialiśmy tutaj. Najistotniejsza rzecz dotyczy samego charakteru byłego scenarzysty i reżysera finału tej trylogii. Otóż Colin jest niesamowicie pewnym siebie człowiekiem, który lubi stawiać na swoim. To, co było jego mocną stroną, póki dzielił wizję z Kathleen Kennedy, okazało się być tym, co uniemożliwiło mu pracę po śmierci Carrie Fisher. Najwyraźniej zmiana scenarzysty nie pomogła, zaś Kathy nie chcąc mieć powtórki z Hantologii zareagowała wcześniej. Jednocześnie miała już dosyć Trevorrowa.

To Rianowi Johnsownowi jako pierwszemu zaproponowano reżyserię Epizodu IX. Gdy odmówił, wtedy podpisano kontrakt z J.J. Abramsem. Jeszcze przed ogłoszeniem Abramsa, Johnson sam mówił w Japonii, że chce się skoncentrować na VIII części.



Pytaniem otwartym jest to dlaczego Johnson dostał jako pierwszy taką propozycję. Abrams był zaangażowany w powstawanie IX Epizodu jako producent. Johnson potrzebuje odpoczynku po „Ostatnim Jedi”, co także mogłoby jeszcze bardziej wydłużyć oczekiwanie na premierę. Natomiast nie licząc tych dwóch reżyserów, Lucasfilm miał niewiele alternatyw, zakładając, że chcą zaangażować kogoś, kto ma doświadczenie i czuje temat. Każdy inny potencjalny reżyser był w tym czasie zajęty. Dodatkowo wszystko wskazuje na to, że scenariusz finału trylogii powstanie praktycznie od początku.

John Landis jeden z gigantów komedii lat 80. Reżyser „The Blues Brothers” czy „Gliniarza z Beverly Hills 3” (tego z George’m Lucasem) także odniósł się do kwestii wymiany reżyserów przez Lucasfilm. Stwierdził, iż on ma bardzo podobny problem. Ma swoją wizję i swoje zdanie, co sprawia, że producenci nie chcą go zatrudniać. Skrytykował politykę Lucasfilmu. Wspomniał też jedną z wypowiedzi Lucasa, który raz powiedział, że czuł się jakby sprzedał swoje dziecko w niewolę. Na tym Landis skończył swą walkę o wolność twórczą w Lucasfilmie.

Domhnall Gleeson grający generała Huxa, zapytany co sądzi o wymianie reżysera, nie załapał haczyka. Powiedział, że ponieważ nie wiemy, co się wydarzy w „Ostatnim Jedi”, może tylko mówić jako kinoman, bo wtedy nie jest ważne, czy jest zaangażowany w IX Epizod, czy nie. Gleeson twierdzi, że zaiste to co się stało jest bardzo złe dla Colina, ale z drugiej strony może firma podjęła słuszną decyzję. Raczej unikał jednoznacznego opowiedzenia się po którejś ze stron.

Wiemy też, że na pewno nie wróci Harrison Ford. Żadnych retrospekcji, duchów nic. Aktor przyznał, że już na stałe skończył z sagą.

Na koniec jeszcze jedna uwaga. Otóż pojawiły się ostatnio ogłoszenia o castingach na statystów do Epizodu IX, ale wszystko wskazuje na to, że to fałszywki. Castingi pewnie są, ale czy to ma cokolwiek wspólnego z filmem Abramsa, nie wiadomo.

Rian o porgach

37

John Boyega umieścił na swoim Istagramie zdjęcie z planu „Ostatniego Jedi”. W wersji mniejszej widzieliśmy je w magazynie „Empire” (bądź na skanach). W każdym razie widzimy na nim Finna (Boyega), Poe (Oscar Isaac) oraz reżysera i scenarzystę, Riana Johnsona.



Sam Rian natomiast zdradził fanom na twitterze kilka informacji o porgach. Otóż są to ptaki morskie. Mają różne kolory. Samce są nieznacznie większe od samic. Potrafią latać na krótkich dystansach. Są bardzo ciekawskie.



Mark Hamill także ma krótkie przesłanie do fanów. Otóż radzi on, by nie czytać komiksu The Last Jedi, który jakiś czas temu wydał Marvel. Bo fani mogą się naczytać spoilerów i potem być rozczarowani. To jakiś czas temu to oczywiście rok 1981. Czy ten komiks ma jakiś związek, poza tytułem, z nowym filmem. To raczej bardzo wątpliwe. Mark już nie raz bawił się z fanami, choćby z trailerem/przyczepą z Epizodu VIII.

Zaś skoro ruszyliśmy temat zwiastuna, to na oficjalnym twitterze pojawiła się wiadomość: Almost there. #TheLastJedi. Czyżby coś było na rzeczy? Zobaczymy pewnie niebawem.

„Ostatni Jedi” prawie skończony

33

Rian Johnson był niedawno w Japonii na konferencji prasowej z fanami. Zdradził tam kilka ciekawostek na temat „Ostatniego Jedi”. Po pierwsze film jest już prawie skończony, właściwie to jest skończony, ale przez najbliższe dni będą nanoszone na niego pewne poprawki.

Po drugie w filmie usłyszymy Josepha Gordona-Levitta, w małej rólce. To akurat zaskakujące nie jest, bo Johnson obsadza swego przyjaciela praktycznie we wszystkich swoich filmach. Zresztą o tym, że Levitt najprawdopodobniej będzie w jakiś sposób zaangażowany w projekt pisaliśmy już w 2014, wkrótce po tym jak Johnson zabrał się za film. Levitt podłoży głos pod jednego z obcych.

Rian mówił także o reakcji Marka Hamilla i Daisy Ridley na niektóre rzeczy, które przeczytali w scenariuszu. Podobno byli lekko zszokowani. Dla Johnsona to ważne, bo oni byli pierwszymi odbiorcami gotowego scenariusza, takimi testerami, a jednocześnie dobrze znają swoje postaci. Dla reżysera i scenarzysty ważne jest jednak nie to, by zszokować widownię na siłę, bo to łatwo zrobić, ale by z szokiem były powiązane pewne emocje, a także by miało to ręce i nogi w scenariuszu. Johnsonowi zależało na tym, by dojście do tych istotnych rewelacji było naturalne. Nie chciał się ścigać z „Imperium kontratakuje” i „Jestem twoim ojcem”.

Rian mówił także, że w zwiastunie zajawkowym najważniejszy według niego fragment dotyczący filmu to wypowiedź Luke’a, że czas Jedi dobiegł końca. Ona wynika mocno z pytań, które sobie zadawał pisząc scenariusz.

Johnson chwalił też Kylo Rena, a dokładniej to, w jaki sposób J.J. Abrams przedstawił go w „Przebudzeniu Mocy”. Nie jako kopię Vadera, ale kogoś, kto podejmuje dopiero pewne kroki, kogoś, kto ma rozbudowaną osobowość. Rena bardzo dobrze się pisało Rianowi.

Johnson także mówił, że koncentruje się na Epizodzie VIII, nie IX. Było to jeszcze przed wczorajszym ogłoszeniem J.J. Abramsa jako reżysera IX części.

Reżyser chwalił też występy Kelly Marie Tran i Carrie Fisher. Cały panel możecie zobaczyć tutaj:

Czas na postać LGBTQ w „Ostatnim Jedi” oraz inne wieści

58

Premiera „Ostatniego Jedi” coraz bliżej. Zostało nam już mniej niż sto dni. To moment w którym powoli filmowcy odkrywają karty. Rian Johnson choćby opowiedział, jak ważne dla niego były „Gwiezdne Wojny”. To było wspomnienie z dzieciństwa, kiedy więc stanął na planie i zobaczył „Sokoła Millennium”, to było dla niego bardzo emocjonujące przeżycie. Kiedyś bawił się w czymś, co udawało ten statek, teraz przed nim stał.

Wspomniał też, że gdy po raz pierwszy rozmawiał z Kathleen Kennedy nawet nie liczył, że zostanie reżyserem sagi. Przecież było tylu innych kandydatów. A potem spadło to na niego, był tak zaskoczony, że odpowiedział jej tylko „czy mogę to przemyśleć?”. Kennedy także to trochę zdziwiło, ale poczekała. Przez kolejne dni Rian nie mógł spać, starał się racjonalizować decyzję znajdując plusy i minusy, ale ostatecznie poszedł za głosem serca.

 reżyser Rian Johnson
Rian Johnson na ranczu Skywalkera


Gdy wkroczył w projekt spodziewał się, że zobaczy dużą mapę na ścianie, gdzie wszystko będzie zapisane. Tak jednak nie było. Przede wszystkim dali mu scenariusz „Przebudzenia Mocy”, musiał też obejrzeć dniówki J.J. Abramsa i zabrać się do pracy. Tę wypowiedź trochę prostował Pablo Hidlalgo. Otóż jeszcze przed Abramsem zarysowano choćby wydarzenia między „Powrotem Jedi” a nową trylogią, ale ponieważ nie zostały one nigdzie opublikowane, filmowcy mogą je w pewien sposób modyfikować. Czyli znów mamy dwa poziomy kanoniczności. Filmowy nadpisuje ten, który jest tłem i który ma służyć scenarzystom, a nie ich ograniczać. Z tego punktu widzenia Rian ma rację, mówiąc, że nic nie zostało ustalone, jedynie pojawiły się pewne sugestie.

W innym miejscu Johnson dokładnie to przyznaje. Nie było tak, iż dostał w pełni wolną wolę twórczą. To był drugi film w trylogii, musiał kontynuować rozwój postaci, trzymać się kierunku, ale jednocześnie fabularnie Rian mógł sobie pozwolić na więcej. Niektóre rzeczy wprost wynikały z „Przebudzenia Mocy”, jak choćby to, że Rey i Kylo Ren są razem główne postaci tej trylogii, przechodzą podobną drogę, ale w innych kierunkach. Kylo Ren nie jest Vaderem. Nie jest niczyim ojcem. Raczej stara się odciąć od swoich rodziców, to szwarccharakter u którego widać słabości. To akurat bardzo się podoba Johnsonowi.

Wiele pytań, które zostawił Abrams ma też podwójną rolę. Jak choćby kwestia rodziców Rey. Z jednej strony utrzymuje to zainteresowanie filmem, ale to dość krótkowzroczne rozwiązanie. Dowiemy się kim są rodzice Rey i co dalej? Te pytania są o wiele ważniejsze z punktu widzenia postaci. Rey nie tylko musi się dowiedzieć, co z jej rodzicami, ale przede wszystkim kim ona jest i gdzie jest jej miejsce. To ma dużo większy wpływ na nią czy inne postaci.

Podobnie było z Lukiem. Rian musiał się dowiedzieć, dlaczego po przejściu takiej drogi schronił się on na tej wyspie, dlaczego zniknął. Zresztą to była jedna z pierwszych rzeczy nad którą zaczął się zastanawiać. No i jak sam podkreśla tytuł filmu właśnie nawiązuje do Luke’a, czyli ostatniego Jedi, tak jak jest określony choćby w napisach początkowych do VII Epizodu.

Johnson mówił też, że pracując z Markiem Hamillem zawsze musiał się przemóc, by do niego podejść. Kilka sekund, by się wyciszyć, bo to przecież Luke Skywalker. Inaczej było z Carrie Fisher, z nią szybko znalazł wspólną więź jako scenarzysta. W dodatku ona zawsze mówiła to co myślała.

Śmierć Carrie bardzo zasmuciła Riana. Wpłynęła też na decyzje dotyczące filmu. Gdy po nowym roku wrócił do montażu uznał, że nie będzie zmieniał jej występu, dostosowywał go. Zostawi takim jaki był. Jego zdaniem to świetnie zagrana rola.

Wspomniał też Colina Trevorrowa (zanim ten został zwolniony). Colin zadawał bardzo dużo pytań, zaś Rian wchodził tu w rolę podobną jaką wcześniej miał J.J. Abrams.

 Wiceadmirał Holdo
Wiceadmirał Holdo


Z innych wieści, wiele miesięcy temu J.J. Abrams mówił o tym, że chciałby zobaczyć postać LGBTQ w filmach. I chyba jest ku temu szansa. Admirał Amilyn Holdo prawdopodobnie jest biseksualna. Nie wiemy, czy będzie to ukazane w filmach, ale z pewnością w książkach. W powieści „Leia: Princess of Alderaan” Claudii Grey. W rozmowie z Leią, która stwierdza, że interesują ją tylko ludzcy mężczyźni, Holdo jest zdziwiona, twierdząc, że to duże ograniczenie. Galaktyka jest wielka. Czy chodziło o inne rasy, czy płcie, tego nie sprecyzowano. Zobaczymy jak zostanie to zaadresowane w filmie. Tam rolę Holdo gra Larua Dern.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.